Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

życie po rozwodzie

Rozpoczęte przez ~arion, 05 lut 2018
  • ~Kate
    ~Kate
    Napisane 18 maja 2018 - 21:53
    ~arion napisał:
    ja swoje problemy zostawiałem sobie (1.żeby chronić swój związek przed pierdami z przeszłości,2.żeby nie wykorzystywała tego przeciw mnie co potrafiła 3.żeby nie gadała o tym z koleżankami )

    To jest właśnie straszne. Przecież to nie jest związek - jeżeli się nie komunikujesz, jeżeli zawsze zakładasz złe intencje, jeżeli masz takie złe zdanie o żonie... jeżeli tak o niej myślałeś, to dlaczego w ogóle byliście razem?
    Mam nadzieję, że spotkasz kobietę, której zdanie będzie dla Ciebie miało jakieś tam znaczenie, a Twoje dla niej. :)
    Tak czy siak - powodzenia!

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kate
    ~Kate
    Napisane 18 maja 2018 - 22:08
    ~Robert1971 napisał:

    O wszystkim Kate trzeba facetowi mówić - bez zawoalowanych treści - facet jest bardzo nieskomplikowany pod tym względem

    Facet nienawidzi zgadywanek... Naprawdę szczerze ich nienawidzi mimo, że niektóre panie myślą sobie, że skoro będą nieco tajemnicze i część treści przekażą mu w formie 'do odgadnięcia', to to będzie seksi ;-). Wtedy jego skorupa się utwardza.

    Robercie - trafiłeś w punkt. :) . Ale to nie jest łatwe - kobiety po prostu boją się prostych komunikatów ze strachu przed odrzuceniem. Łatwiej jest powiedzieć sobie, że on, głupi, znowu nie zrozumiał aluzji, niż że nie chce tego, co ja. (małżeństwa, wspólnego mieszkania, poznania rodziny itd.)
    Swoją drogą, mężczyźni też potrafią unikać jednoznacznych rozmów. Z obawy przed niewygodnymi tematami potrafią nieźle lawirować... Mój kilka tygodni uciekał w tematy zastępcze w obawie przed rozmową, która - jego zdaniem - miała dotyczyć naszego wspólnego zamieszkania (bo. jak potem się okazało, "kobieta zawsze chce się wprowadzać po 3 miesiącach :) ). Tymczasem ja w ogóle nie chcę z nim mieszkać w tej chwili. Przeczekałam small talki o głupotach i a potem wywaliłam wprost, że boli mnie, kiedy ucieka przede mną, jak przed zdesperowaną łowczynią mężów - zwłaszcza, że wcale nie wiem, czy kiedyś zechcę z nim być na stałe. Był trochę w szoku, ale to oczyściło atmosferę i w tej chwili jest super. Ale czasem to przypomina bardziej szychtę w kopalni niż romantyczne uczucie...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kate
    ~Kate
    Napisane 18 maja 2018 - 22:12
    ~Diabełek napisał:
    Wiesz, gdy poznałem swoją obecną dziewczynę, jedną z pierwszych spraw, która wypłynęła przy porannej kawie, było "zawsze" i "nigdy". Te dwa słowa wykreśliliśmy ze śmiechem z naszego języka.

    No i super. Wielki kwantyfikator zabija porozumienie... Tylko dlaczego tak trudno żyć bez "zawsze", "nigdy", "wszyscy", "wszystkie"...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 19 maja 2018 - 17:16
    ~Kate napisał:
    ~arion napisał:
    ja swoje problemy zostawiałem sobie (1.żeby chronić swój związek przed pierdami z przeszłości,2.żeby nie wykorzystywała tego przeciw mnie co potrafiła 3.żeby nie gadała o tym z koleżankami )

    To jest właśnie straszne. Przecież to nie jest związek - jeżeli się nie komunikujesz, jeżeli zawsze zakładasz złe intencje, jeżeli masz takie złe zdanie o żonie... jeżeli tak o niej myślałeś, to dlaczego w ogóle byliście razem?
    Mam nadzieję, że spotkasz kobietę, której zdanie będzie dla Ciebie miało jakieś tam znaczenie, a Twoje dla niej. :)
    Tak czy siak - powodzenia!

    nie zakładam mówię o doświadczeniu ;) i chyba inaczej rozumiemy komunikowanie się a zdanie mojej byłej żony zawsze miało dla mnie znaczenie niestety nie działało to w druga stronę

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 19 maja 2018 - 18:16
    ~arion napisał:
    zdanie mojej byłej żony zawsze miało dla mnie znaczenie niestety nie działało to w druga stronę

    Wygląda na to, że w takim razie od bardzo dawna, jak nie od początku nie było symetrii w Waszym związku. Nic dziwnego, że doprowadziło to w efekcie do rozpadu.
    Moim zdaniem przepływ dóbr, świadczeń i informacji musi być równoważny w obie strony, tak by ciężar był mniej więcej równo rozłożony po obu stronach. Nie chodzi tu bynajmniej o wyliczanki i pilnowanie, żeby nie zrobić czegoś 'za dużo'. Chodzi bardziej o to, by zachować zasadę - ile i jak daję, tyle mogę wymagać. I to właśnie powinno działać w obie strony.
    Układ na zasadzie nierównych praw i nierównych obowiązków, będzie jak kulawy koń...
    Słowem... wnosisz coś do wspólnego pożycia, daje Ci to prawo do oczekiwania ekwiwalentu w postaci wnoszenia czegoś równoważnego z drugiej strony, nie wnosisz, nie wymagasz/oczekujesz. I to właśnie ma działać w dwie strony - by żadna ze stron nie była szczególnie uprzywilejowana. Takie nieuzasadnione uprzywilejowanie rodzi poczucie bycia wykorzystywanym przez stronę przeciwną i dalej poczucie frustracji, narasta spirala żalu i niedomówień, a potem oddalania się od siebie i... faktycznego, a na koniec następuje faza formalnego rozpadu.
    Warto to wiedzieć przed wchodzeniem w nowy związek... :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 19 maja 2018 - 21:49
    ~Robert1971 napisał:
    ~arion napisał:
    zdanie mojej byłej żony zawsze miało dla mnie znaczenie niestety nie działało to w druga stronę

    Wygląda na to, że w takim razie od bardzo dawna, jak nie od początku nie było symetrii w Waszym związku. Nic dziwnego, że doprowadziło to w efekcie do rozpadu.
    Moim zdaniem przepływ dóbr, świadczeń i informacji musi być równoważny w obie strony, tak by ciężar był mniej więcej równo rozłożony po obu stronach. Nie chodzi tu bynajmniej o wyliczanki i pilnowanie, żeby nie zrobić czegoś 'za dużo'. Chodzi bardziej o to, by zachować zasadę - ile i jak daję, tyle mogę wymagać. I to właśnie powinno działać w obie strony.
    Układ na zasadzie nierównych praw i nierównych obowiązków, będzie jak kulawy koń...
    Słowem... wnosisz coś do wspólnego pożycia, daje Ci to prawo do oczekiwania ekwiwalentu w postaci wnoszenia czegoś równoważnego z drugiej strony, nie wnosisz, nie wymagasz/oczekujesz. I to właśnie ma działać w dwie strony - by żadna ze stron nie była szczególnie uprzywilejowana. Takie nieuzasadnione uprzywilejowanie rodzi poczucie bycia wykorzystywanym przez stronę przeciwną i dalej poczucie frustracji, narasta spirala żalu i niedomówień, a potem oddalania się od siebie i... faktycznego, a na koniec następuje faza formalnego rozpadu.
    Warto to wiedzieć przed wchodzeniem w nowy związek... :-)

    a masz racje,to trochę dziwne,gdy ktoś miał dużo bardziej większy wpływ czuł się też ,,poszkodowany"albo...no cóż,obwinianie sie mam już za sobą dziś tylko żałuję,że nie szedłem na kolizję wcześniej ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Diabełek
    ~Diabełek
    Napisane 23 maja 2018 - 21:40
    ~Aniołek napisał:

    Diabełku, miło że pytasz :-)
    Żyję szczęśliwie, spędziłam cudowny weekend majowy z przyjaciółmi, dużo pracuję, czytam to forum :-) Mój Ex bardzo angażuje się w bycie dla dzieci, dzwoni, pyta co u mnie :-)
    STAWIAM GRANICE nawet nie wiedziałam, że to potrafię :-)

    Dbam o siebie, czuję się 100 procentową KOBIETĄ :-) Zastanawiałam sie ostatnio czy już czas by otworzyć drzwi ... jeszcze troszeczkę, wiem że stoi za nimi KTOŚ...muszę sprawdzić czy to Mistrz czy Diabeł :-)
    Przeczytałam książkę o ptaszku :-) Tam są zawarte wszystkie odpowiedzi na moje pytania.
    Diabełku,
    Nie wiem jak mam Ci za nią dziękować!
    Pozdrawiam serdecznie, najserdeczniej...


    Aniołku,
    cieszę się, że książka się przydała :)

    Granice... Wiesz, sam mam z nimi problem, choć od mojego rozwodu minęło sporo czasu. Nie mam dzieci. Teoretcznie - powinno być łatwo. Ale, pomimo upływu czasu, są dni, gdy łatwo nie jest. Cóż, taki może po prostu jestem. A problem - nie będzie problemem, tak długo, jak długo z niego problemu nie zrobię :) Więc cofam pierwsze zdanie! Nie mam problemu z granicami. Zwyczajnie, wytyczam je po swojemu :)

    Co do Drzwi, Misztrzów i Diabłów... Twoja dusza wie, co w Tobie gra i czego potrzebujesz. Gdy uciszysz serce i rozum, dusza bardzo cicho Ci podpowie :) Ale to doskonale wiesz. Czujesz się w pełni kobietą! I masz już wszystkie odpowiedzi na swoje pytania! A zatem: do życia, Aniołku! Czy drzwi otworzysz, czy nie - wiesz, że są i że to Ty masz klucz! Ha, ha! Tam, u góry, zapowiada się na wielki bal :)) "Bo to życie, to bal jest nad bale!":))

    Pozdrawiam najserdeczniej!

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Diabełek
    ~Diabełek
    Napisane 23 maja 2018 - 22:27
    ~Kate napisał:

    No i super. Wielki kwantyfikator zabija porozumienie... Tylko dlaczego tak trudno żyć bez "zawsze", "nigdy", "wszyscy", "wszystkie"...

    Bo tego chce serce... I nie zgodzę się, że bez nich trudno żyć. Trudno żyć z nimi.
    To trochę jak z metalową huśtawką zawieszoną między magnetycznymi ścianami. Ściany to dzieło serca, to emocje, nieprzewidywalne i niekontrolowane, mające swe korzenie w instynkcie, które uwalniają swą magnetyczną siłę: jedna z "zawsze", druga z "nigdy", trzecia z "wszyscy", czwarta z "nikt".... Rozum - to siła ciążenia, to siła trzymająca huśtawkę w pionie i bezruchu - efekt naszej zdolności do nauki, niezdecydowana, rozważająca nieustannie wszystkie "za" i "przeciw".
    Włączają sie jedne emocje, uwalniają magnes w ścianie "zawsze" i łup! Huśtawka z hukiem przykleja się do ściany. Rozum nie ma szans utrzymać jej w bezruchu. Równowaga jest zachwiana, rozum próbuje się włączuć, ale przeciwna energia zaczyna kumulować inne emocje, energia opuszcza ścianę "zawsze" i uwalnia magnes w ścianie "nikt"... i łup! Huśtawka znowu w ruchu, na krótką chwilę, i przykleja się do innej ściany. I tak, niczym w perpetum mobile, w szybkim tempie, uwalniają się różne emocje, włączają te lub i ściany. Huśtawka jest niby w ruchu... o to chodzi... Tylko z czasem ściany powgniatane i, za jakiś czas, łańcuchy huśtawki puszczą i się rozsypie. Niczym prymitywny silnik.
    Równowaga polega na tym, by huśtawka się poruszała, delikatnie i kontrolowanie, harmonijnie falowała, nie dotykając ścian i nie zatrzymując się w bezruchu. Rozum nie może jej unieruchamiać więzami racjonalności, serce nie może nią szaprać swoimi instynktownymi i ślepymi "zawsze" i "nigdy". Potrzebny jest środek... do którego każdy z nas w sobie klucz ma. Nie sięgniecie po niego jest jak oddanie swego życia albo stagnacji rozumu, albo nieprzewidywalności i rozchwianiu serca.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 25 maja 2018 - 23:03
    ~Diabełek napisał:

    (...)
    Równowaga polega na tym, by huśtawka się poruszała, delikatnie i kontrolowanie, harmonijnie falowała, nie dotykając ścian i nie zatrzymując się w bezruchu. Rozum nie może jej unieruchamiać więzami racjonalności, serce nie może nią szaprać swoimi instynktownymi i ślepymi "zawsze" i "nigdy". Potrzebny jest środek... do którego każdy z nas w sobie klucz ma. Nie sięgniecie po niego jest jak oddanie swego życia albo stagnacji rozumu, albo nieprzewidywalności i rozchwianiu serca.

    Diabełku,
    Większość wie nawet o istnieniu takiego klucza i dlatego tak często wielu ludzi żyje latami będąc przekonanymi, że to ich ustabilizowane, może nudne, ale poprawne życie. Myślą...po co cokolwiek zmieniać? Inni natomiast żyją tylko szaleństwem...czerpiąc energię z rozchwiania serca....a klucz do szczęścia każdego z nas pasuje do danego zamka tylko wtedy, gdy wszystkie ząbki klucza są odpowiednie ;);););)
    Świadome życie w równowadze to naprawdę takie trudne?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 25 maja 2018 - 23:05
    Większość nie wie...taki miał być początek mojej wypowiedzi :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 04 czerwca 2018 - 12:57
    ~Kate napisał:
    ~Robert1971 napisał:

    O wszystkim Kate trzeba facetowi mówić - bez zawoalowanych treści - facet jest bardzo nieskomplikowany pod tym względem

    Facet nienawidzi zgadywanek... Naprawdę szczerze ich nienawidzi mimo, że niektóre panie myślą sobie, że skoro będą nieco tajemnicze i część treści przekażą mu w formie 'do odgadnięcia', to to będzie seksi ;-). Wtedy jego skorupa się utwardza.

    Robercie - trafiłeś w punkt. :) . Ale to nie jest łatwe - kobiety po prostu boją się prostych komunikatów ze strachu przed odrzuceniem. Łatwiej jest powiedzieć sobie, że on, głupi, znowu nie zrozumiał aluzji, niż że nie chce tego, co ja. (małżeństwa, wspólnego mieszkania, poznania rodziny itd.)
    Swoją drogą, mężczyźni też potrafią unikać jednoznacznych rozmów. Z obawy przed niewygodnymi tematami potrafią nieźle lawirować... Mój kilka tygodni uciekał w tematy zastępcze w obawie przed rozmową, która - jego zdaniem - miała dotyczyć naszego wspólnego zamieszkania (bo. jak potem się okazało, "kobieta zawsze chce się wprowadzać po 3 miesiącach :) ). Tymczasem ja w ogóle nie chcę z nim mieszkać w tej chwili. Przeczekałam small talki o głupotach i a potem wywaliłam wprost, że boli mnie, kiedy ucieka przede mną, jak przed zdesperowaną łowczynią mężów - zwłaszcza, że wcale nie wiem, czy kiedyś zechcę z nim być na stałe. Był trochę w szoku, ale to oczyściło atmosferę i w tej chwili jest super. Ale czasem to przypomina bardziej szychtę w kopalni niż romantyczne uczucie...

    a spójrz na to inaczej, nie szychta w kopalni tylko spacer przez ukwieconą łakę w czystym powietrzu; pytanie - odpowiedź,słowo znaczy słowo;kocham znaczy kocham ;) tak po prostu,i gdy wszystko jest jasne mozna popatrzeć na inne sprawy.Brakuje romantyzmu? czyli czego? tajemniczosci?rozchwianych emocji?nużania się w sprzecznościach?ciągłego skupienia na własnych i cudzych uczuciach?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kate
    ~Kate
    Napisane 04 czerwca 2018 - 20:35
    ~arion napisał:

    Brakuje romantyzmu? czyli czego? tajemniczosci?rozchwianych emocji?nużania się w sprzecznościach?ciągłego skupienia na własnych i cudzych uczuciach?

    Hmmm, pewnie są kobiety, którym tego brakuje... może jest ich nawet wiele - takich, które zatrzymały się w rozwoju emocjonalnym na kliszach z seriali i romansideł.
    Ale nie o to chodzi - przeciwnie: chodzi o to, że niepotrzebne są żadne klisze, żadne scenariusze i budowanie swojego wizerunku na pokaz. Że bez szczerości, otwartości nic się nie uda. Zamiast tego fundujemy sobie gry, labirynty, zasadzki, zmyłki itd. Przedzieranie się przez nie po to, by dojść do prostych słów, o których piszesz, nazwałam szychtą. :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry
poprzednia
Strona 25 z 10
poprzednia Strona 25 z 25

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty