Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

życie po rozwodzie

Rozpoczęte przez ~arion, 05 lut 2018
  • ~Weronika
    ~Weronika
    Napisane 30 kwietnia 2018 - 19:21

    Obstaję za uczciwością, mimo że się w krótszej perspektywie na niej czasem traci... w dłuższej się jednak nie traci :-)

    A ja poproszę o rozwinięcie tematu...Dlatego,że mam wrażenie,że będąc uczciwa przez wiele lat małzeństwa jednak straciłam ... czas ,zaangażowanie, w końcu małżeńtwo.Ale może dlatego,że ta moja uczciwość wiązała się też z wybaczaniem...A to mam wrażenie tylko rozochociło partnera.
    Piszesz Robercie,że w dłuższej perspektywie nie traci się na uczciwości.Czy to ,że jestem teraz z w zgodzie z sobą to "zysk" (mam nadzieję)?A co z negatywnymi uczuciami,które mam teraz - też wywołanymi przez własne"uczciwe" postępowanie,które zawiodło mnie wprost do rozwodu - takimi jak brak zaufania do ludzi,co za tym idzie brak realizowania siebie w związku,brak bliskości? Czy nie tracę na tym (obojętnie w jakiej perspektywie)?
    Będę wdzięczna...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kate
    ~Kate
    Napisane 01 maja 2018 - 08:54
    Weroniko,
    po rozwodzie miałam tak samo. Mimo terapii, prób racjonalizacji itd długo jątrzyło się poczucie krzywdy, straconego czasu, bycia wykorzystanym i - co tu dużo mówić - oszukanym.
    Na szczęście to minęło.
    Nie ma co zaprzeczać takim odczuciom, trzeba je przeżyć -ale też nie ma po co ich celebrować.
    Szkoda życia na bycie więźniem własnych uraz.
    Życie to nie bajka i daje nam w kość, nie ma co udawać. Ale... Uczciwość daje Ci tę przewagę, że nie tracisz zaufania sama do siebie. A to najważniejsze w przypadku życiowych kryzysów, kiedy inni zawodzą.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 01 maja 2018 - 16:32
    ~Kate napisał:
    Weroniko, (...)
    Nie ma co zaprzeczać takim odczuciom, trzeba je przeżyć -ale też nie ma po co ich celebrować.
    Szkoda życia na bycie więźniem własnych uraz.
    Życie to nie bajka i daje nam w kość, nie ma co udawać. Ale... Uczciwość daje Ci tę przewagę, że nie tracisz zaufania sama do siebie. A to najważniejsze w przypadku życiowych kryzysów, kiedy inni zawodzą.

    Tak sobie myślałem co Weronice odpisać i... bardzo trafnie to ujęłaś :-).
    Odczucia są - to fakt - i to wcale nie błahe. Trzeba je przeżyć, ale celebracja nie ma sensu.
    Jednak przeżyte doświadczenia kształtują psychikę każdego z nas na dalsze lata życia. Jak się człowiek naciął i został oszukany, to... potem 'dmucha na zimne'. To normalne.
    Wartościowy człowiek jednak, ma zasady i się ich trzyma - tak myślę :-) - jeśli zatem jestem wobec siebie uczciwy, to moje zasady moralne będą dla mnie wyznacznikiem sposobów postępowania.
    Ktoś, kto zasady zmienia zależnie od tego czy mu się one opłacają, czy nie, nie jest raczej człowiekiem wartościowym. Jego wartość mierzona jest może chwilową korzyścią, jaką osiągnął na wykręceniu się od zobowiązań. Człowiek o dużej wartości nie kieruje się tylko doraźną, chwilową i może ulotną korzyścią, on trzyma się swojego kręgosłupa moralnego - ma mądre zasady i według nich postępuje.
    Kate napisałaś, że gdy wszyscy zawodzą, sama nie zawiedziesz... no tak :-), jeśli masz zasady, jesteś uczciwa, to ta uczciwość wróci, bo otoczenie to zauważy.
    Jeżeli natomiast ktoś zmienia zasady jak kameleon, a jego działania sieją krzywdę i spustoszenie w otoczeniu, to na takim też się ludzie poznają i szybko zorientują się z kim mają do czynienia - szybko też wróci do niego co w otoczeniu zasiał...
    Wolę przyciągać do siebie ludzi uczciwością, niż zdzierać z nich przy każdej okazji i ciągle 'jechać' czyimś kosztem :-)
    Mam jakieś takie głębokie przeczucie, że człowiek uczciwy to człowiek wartościowy, człowiek nieuczciwy... :-) nie wzbudza szacunku.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 02 maja 2018 - 10:07
    I jeszcze krótkie przemyślenie... :-)
    Wartość człowieka uczciwego to jedna sprawa, a jego wewnętrzne piękno, to druga.
    Piękno, które jest dużo donioślejsze, niż piękno zewnętrzne.
    Człowiek uczciwy jest wewnętrznie piękny :-).

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 02 maja 2018 - 16:13
    doceniam Twoją postawę Robercie,jeżeli trzeba się czegoś trzymać to swoich wartości, nie znaczy to,że nie przydarzają się upadki,chwile zwątpienia i kryzysy,ale liczy się to jak szybko można się podnieść...o ile można

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 02 maja 2018 - 16:20
    ~Weronika napisał:

    Obstaję za uczciwością, mimo że się w krótszej perspektywie na niej czasem traci... w dłuższej się jednak nie traci :-)

    A ja poproszę o rozwinięcie tematu...Dlatego,że mam wrażenie,że będąc uczciwa przez wiele lat małzeństwa jednak straciłam ... czas ,zaangażowanie, w końcu małżeńtwo.Ale może dlatego,że ta moja uczciwość wiązała się też z wybaczaniem...A to mam wrażenie tylko rozochociło partnera.
    Piszesz Robercie,że w dłuższej perspektywie nie traci się na uczciwości.Czy to ,że jestem teraz z w zgodzie z sobą to "zysk" (mam nadzieję)?A co z negatywnymi uczuciami,które mam teraz - też wywołanymi przez własne"uczciwe" postępowanie,które zawiodło mnie wprost do rozwodu - takimi jak brak zaufania do ludzi,co za tym idzie brak realizowania siebie w związku,brak bliskości? Czy nie tracę na tym (obojętnie w jakiej perspektywie)?
    Będę wdzięczna...

    masz rację,straciłaś no i co z tym teraz zrobisz? siądziesz sobie cicho w kąciku i będziesz chlipać? ja sobie tak posiedziałem,żadna frajda;zemścisz się rozbijając jakieś inne małżeństwo (a tak, tak ) czy rzucisz się w wir....czegoś tam (pracy, hobby,rodzicielstwa...).Praktycznie: staram się nie przywiązywać do myśli i uczuć ,które przeze mnie przechodzą (lubię to: ,,nie wierz we wszystko co myślisz").One przychodzą niezaproszone ale nie nalegam by zostały.Na podsumowanie jeszcze za wcześnie ;) i na spowiedź ostateczną ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 02 maja 2018 - 16:25
    ~Bolo napisał:
    Wątek fajny, bo ludzie piszą szczerze co czują, ale rozwód to ciężki temat. Pogadałem dziś z adwokatem tak konkretnie i trochę mnie to wszystko przerasta.

    na razie, jak stoisz przed górą gdy w chmurach nikną jej szczyty może przerazić ciebie jej rozmiar,gdy jednak idziesz po stromej ścieżce patrzysz gdzie stawiasz stopy i pokonujesz kolejne etapy.Oczywiście nie można wykluczyć ,że spieprzysz się w dół.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 02 maja 2018 - 16:28
    ~Kate napisał:
    Weroniko,
    po rozwodzie miałam tak samo. Mimo terapii, prób racjonalizacji itd długo jątrzyło się poczucie krzywdy, straconego czasu, bycia wykorzystanym i - co tu dużo mówić - oszukanym.
    Na szczęście to minęło.
    Nie ma co zaprzeczać takim odczuciom, trzeba je przeżyć -ale też nie ma po co ich celebrować.
    Szkoda życia na bycie więźniem własnych uraz.
    Życie to nie bajka i daje nam w kość, nie ma co udawać. Ale... Uczciwość daje Ci tę przewagę, że nie tracisz zaufania sama do siebie. A to najważniejsze w przypadku życiowych kryzysów, kiedy inni zawodzą.

    wielu porzuconych i zdradzonych to powtarza,chciałbym w to wierzyć ale słabo mi idzie ;) myślę,że po prostu czeka mnie życie z taką świadomością tak jak żyją ludzie z amputowaną ręka ;);co by tam nie kombinowali w głowie nie mają ręki i tyle

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Weronika
    ~Weronika
    Napisane 02 maja 2018 - 17:46
    No właśnie. Też jeszcze opornie mi idzie z tym "pozytywnym" myśleniem. Ale staram się - wiem, że to konieczne - przemeblować głowę, bo tak jak Arionie napisałeś ta ręka (amputowana) już nie odrośnie :-)
    Pociecha taka - i z tego też staram się czerpać siłę - że czas pomaga ..Przynajmniej znawcy tematu tak twierdzą. Dzień za dniem, trzeba orać swoją działkę. Dla mnie wiedza doświadczonych (na tym forum zwłaszcza ) jest bezcenna.Patrząc na to jak inni sobie radzą (a radzą sobie) z życiem .. ładuję baterie nie ma co ukrywać.
    Podoba mi się "nie wierz we wszystko,co myślisz"; gdzieś ktoś wcześniej napisał, że bezmózgie istoty mają w życiu łatwiej ...Pewnie tak, bo myślenie napędza emocje.Też miałam etap pt: "jak przestać myśleć". Nie ma rozwiązania poza zgodą na swobodne "przepływanie" przez mózgowie różnych dziwnych wytworów..
    Kate napisała, że trzeba "pozwolić sobie odczuwać złe emocje, ale ich nie celebrować". I nad tym będę musiała ciężko popracować na moim prywatnym poletku...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kate
    ~Kate
    Napisane 02 maja 2018 - 21:24
    Życie z amputowaną ręką... dokładnie...
    Wiecie, ja decydując się na rozwód (z alkoholikiem który znęcał się nade mną i zaniedbywał dzieci, zadłużył nas i miał romans z koleżanką z pracy) czułam się dokładnie tak, jakbym sama odrąbała sobie rękę. Kochałam go mimo wszystko. Po prostu. Kiedy mówiłam o moim małżeństwie, ściskało mi się gardło i miałam bóle w klatce. Przez prawie rok nie przespałam spokojnie nocy.
    Kiedy ktoś mówił mi, że mam życie przed sobą, myślałam, że to tanie pocieszacze na odczepnego.
    Tylko że to jest prawda.
    Życie nie kończy się na ostatnim dniu małżeństwa, ale na ostatnim oddechu.
    Przez 5 lat po rozwodzie przeżyłam wiele trudnych chwil, nie raz myślałam, że już nie dam rady. Ale jest to już zupełnie inne życie, w którym małżeństwo to tylko odległy zamknięty rozdział.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 03 maja 2018 - 13:46
    Hmmm...

    Mnie jakoś nie wydaje się, żeby coś mi amputowano. Po prostu ktoś zwyczajnie zlekceważył moją dobroć i chęć współpracy, zerwał wszelkie nici porozumienia, spalił za sobą mosty i tyle.

    Co czuję - to raczej wykorzystanie i odarcie z godności. Myślę jednak, że coraz lepiej sobie z tym radzę - dwa lata dochodzi od momentu rozstania, a ja nie pozostałem bierny. Działam i idę - jak to się mówi - do przodu.

    Oglądanie się wstecz nie jest zbyt konstruktywne - wnosi tylko tyle, że podsyca żal. Żal, że mogło być inaczej, nie musiało się tak zdarzyć, że starałem się ile sił, a druga strona deptała wszystko, co jej usiłowałem dać, z czym wyjść naprzeciw, negowała - potem już - praktycznie każde moje słowo i każdą opinię, nie potrafiła ze mną czegokolwiek uzgodnić, bo jak nawet doszło do jakichś uzgodnień, to i tak zrobiła po swojemu - zrywała wszystko. Potem oczywiście to ja wszystkiemu byłem winien...

    Teraz... wolę trzymać się od tej osoby z daleka, bo jej toksyczna osobowość działa na mnie bardzo źle.

    Nie uważam jednak, by mnie coś amputowano. Po prostu zostałem oszukany i wyzyskany, a teraz... żyję :-) i staram się klecić z tego co mi zostało. Jestem bogatszy o doświadczenia.

    Dla mnie w tej szklance jest połowa zawartości, ale... jest ona do połowy pełnia - nie pusta :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 04 maja 2018 - 02:57
    ~Weronika napisał:
    No właśnie. Też jeszcze opornie mi idzie z tym "pozytywnym" myśleniem. Ale staram się - wiem, że to konieczne - przemeblować głowę, bo tak jak Arionie napisałeś ta ręka (amputowana) już nie odrośnie :-)
    Pociecha taka - i z tego też staram się czerpać siłę - że czas pomaga ..Przynajmniej znawcy tematu tak twierdzą. Dzień za dniem, trzeba orać swoją działkę. Dla mnie wiedza doświadczonych (na tym forum zwłaszcza ) jest bezcenna.Patrząc na to jak inni sobie radzą (a radzą sobie) z życiem .. ładuję baterie nie ma co ukrywać.
    Podoba mi się "nie wierz we wszystko,co myślisz"; gdzieś ktoś wcześniej napisał, że bezmózgie istoty mają w życiu łatwiej ...Pewnie tak, bo myślenie napędza emocje.Też miałam etap pt: "jak przestać myśleć". Nie ma rozwiązania poza zgodą na swobodne "przepływanie" przez mózgowie różnych dziwnych wytworów..
    Kate napisała, że trzeba "pozwolić sobie odczuwać złe emocje, ale ich nie celebrować". I nad tym będę musiała ciężko popracować na moim prywatnym poletku...

    chyba pozwolę sobie zwrócić uwagę na coś to mi też towarzyszy,ale staram się rozróżniać myślenie od emocji czy uczuć co nie jest takie łatwe gdy np,myślisz co mógłbyś zrobić lepiej...lecz to uczucia nie rozsądek, ;) trzeba pracować,trzymać kciuki wszystkim na tej drodze

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 04 maja 2018 - 02:58
    ~Kate napisał:
    Życie z amputowaną ręką... dokładnie...
    Wiecie, ja decydując się na rozwód (z alkoholikiem który znęcał się nade mną i zaniedbywał dzieci, zadłużył nas i miał romans z koleżanką z pracy) czułam się dokładnie tak, jakbym sama odrąbała sobie rękę. Kochałam go mimo wszystko. Po prostu. Kiedy mówiłam o moim małżeństwie, ściskało mi się gardło i miałam bóle w klatce. Przez prawie rok nie przespałam spokojnie nocy.
    Kiedy ktoś mówił mi, że mam życie przed sobą, myślałam, że to tanie pocieszacze na odczepnego.
    Tylko że to jest prawda.
    Życie nie kończy się na ostatnim dniu małżeństwa, ale na ostatnim oddechu.
    Przez 5 lat po rozwodzie przeżyłam wiele trudnych chwil, nie raz myślałam, że już nie dam rady. Ale jest to już zupełnie inne życie, w którym małżeństwo to tylko odległy zamknięty rozdział.

    często to słyszę, zamknięty rozdział....oby

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 04 maja 2018 - 03:02
    ~Robert1971 napisał:
    Hmmm...

    Mnie jakoś nie wydaje się, żeby coś mi amputowano. Po prostu ktoś zwyczajnie zlekceważył moją dobroć i chęć współpracy, zerwał wszelkie nici porozumienia, spalił za sobą mosty i tyle.

    Co czuję - to raczej wykorzystanie i odarcie z godności. Myślę jednak, że coraz lepiej sobie z tym radzę - dwa lata dochodzi od momentu rozstania, a ja nie pozostałem bierny. Działam i idę - jak to się mówi - do przodu.

    Oglądanie się wstecz nie jest zbyt konstruktywne - wnosi tylko tyle, że podsyca żal. Żal, że mogło być inaczej, nie musiało się tak zdarzyć, że starałem się ile sił, a druga strona deptała wszystko, co jej usiłowałem dać, z czym wyjść naprzeciw, negowała - potem już - praktycznie każde moje słowo i każdą opinię, nie potrafiła ze mną czegokolwiek uzgodnić, bo jak nawet doszło do jakichś uzgodnień, to i tak zrobiła po swojemu - zrywała wszystko. Potem oczywiście to ja wszystkiemu byłem winien...

    Teraz... wolę trzymać się od tej osoby z daleka, bo jej toksyczna osobowość działa na mnie bardzo źle.

    Nie uważam jednak, by mnie coś amputowano. Po prostu zostałem oszukany i wyzyskany, a teraz... żyję :-) i staram się klecić z tego co mi zostało. Jestem bogatszy o doświadczenia.

    Dla mnie w tej szklance jest połowa zawartości, ale... jest ona do połowy pełnia - nie pusta :-)

    to też, choć optymistą jak Ty nie jestem ; mi takie doświadczenie nie było potrzebne bo wkoło go mnóstwo....ja chciałem ominąć gorę lodową a nie w nią pieprznąć ;)...trudno ,stało się,ale brakuje mi życia z kimś kogo ciągle kocham;moja była przygotowywała się do odejścia dużo wcześniej, ja cóż...zasadzka losu

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~_zołza_
    ~_zołza_
    Napisane 05 maja 2018 - 08:07
    Moi drodzy :-) gdy wychodziłam, ze swojej sprawy rozwodowej to unosiłam się nad ziemią , byłam lekka jak puch na wietrze.
    Po godzinnej rozprawie , byłam wolną osobą - to wtedy dopiero zdjęłam obrączkę, wcześniej ciężko mi było ją zdjąć. Zupełnie jakby była zrośnięta ze mną w jedną całość. Zanim zdecydowałam się na rozwód zajęło mi to trochę czasu-kilka lat- coś na wzór żałoby- ale dziś wiem,że ten okres był mi bardzo potrzebny. Dzieci bardzo to przeżyły i tego w żaden sposób nie mogę im wynagrodzić. Ale odzyskałam siebie, a ex-mąż może zająć się teraz swoimi "koleżankami". A teraz... jestem Ja i nic nie muszę , ale wszystko mogę :-)) Daje mi to tyle siły i mam świadomość ,że dam sobie ze wszystkim radę :-) Ktoś kiedy mi powiedział, że nie ma problemów - trzeba tylko dopasować odpowiednie rozwiązania . Piękne słońce , długie spacery i zapach wody - to zawsze daje siłę. Pozdrawiam serdecznie i uwierzcie, będzie dobrze :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Weronika
    ~Weronika
    Napisane 06 maja 2018 - 08:50
    A teraz... jestem Ja i nic nie muszę , ale wszystko mogę :-)) Daje mi to tyle siły i mam świadomość ,że dam sobie ze wszystkim radę :-) Ktoś kiedy mi powiedział, że nie ma problemów - trzeba tylko dopasować odpowiednie rozwiązania . Piękne słońce , długie spacery i zapach wody - to zawsze daje siłę. Pozdrawiam serdecznie i uwierzcie, będzie dobrze :-)

    Dzięki _zołzo_
    Masz rację - słońce, woda, jabłonka w kwiatach na tle zieleni, wieczorne winko z przyjaciółmi ....i staje się lepiej na duszy.No i po troszku powraca wiara w jutro :-) Pozdrawiam Wszystkich Was jeszcze w klimacie majowego pięknego weekendu...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 06 maja 2018 - 14:53
    ~Robert1971 napisał:

    (...)
    Życie to nie bajka...
    (...)
    Jeżeli natomiast ktoś zmienia zasady jak kameleon, a jego działania sieją krzywdę i spustoszenie w otoczeniu, to na takim też się ludzie poznają i szybko zorientują się z kim mają do czynienia - szybko też wróci do niego co w otoczeniu zasiał...
    (...)
    Mam jakieś takie głębokie przeczucie, że człowiek uczciwy to człowiek wartościowy, człowiek nieuczciwy... :-) nie wzbudza szacunku.


    Mądre słowa tu padają, niektóre wręcz zaskakująco mądre.
    Tylko, że dzisiaj Robercie uczciwość wydaje się "towarem deficytowym". Większość mówi, że nie opłaca się być uczciwym.
    Kluczowe jest chyba to, by być uczciwym wobec siebie samego wówczas naturalna wydaje się być uczciwość wobec innych.

    A co do zmiany zdania, dostosowywania się do otoczenia myślę, że warto przeczytać taką książkę Wojciecha Kuleszy " Efekt kameleona".
    Pozdrowienia...lecę na obiad ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 07 maja 2018 - 12:41
    ~Weronika napisał:
    A teraz... jestem Ja i nic nie muszę , ale wszystko mogę :-)) Daje mi to tyle siły i mam świadomość ,że dam sobie ze wszystkim radę :-) Ktoś kiedy mi powiedział, że nie ma problemów - trzeba tylko dopasować odpowiednie rozwiązania . Piękne słońce , długie spacery i zapach wody - to zawsze daje siłę. Pozdrawiam serdecznie i uwierzcie, będzie dobrze :-)

    Dzięki _zołzo_
    Masz rację - słońce, woda, jabłonka w kwiatach na tle zieleni, wieczorne winko z przyjaciółmi ....i staje się lepiej na duszy.No i po troszku powraca wiara w jutro :-) Pozdrawiam Wszystkich Was jeszcze w klimacie majowego pięknego weekendu...


    wszystko bardzo ładnie tylko: czasu nikt nam nie odda,wiary nikt nie zwróci i dusz nie sklei,oczywiście trzeba żyć dalej i coś tam,ale takie pitu pitu niewiele zmienia ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kate
    ~Kate
    Napisane 07 maja 2018 - 14:22
    Arion, piszesz, że czasu nikt nam nie odda itd... Pewnie tak, ale to naprawdę nie ma aż takiego znaczenia...
    Długo myślałam tak samo jako Ty, kilka lat... patrzyłam na innych i myślałam o straconym kawałku życia, o tym, gdzie bym była, gdyby nie nieudane małżeństwo, jakim bym była człowiekiem, a tym,co się stało z moja ufnością, otwartością, zaufaniem do siebie, że tego wszystkiego zostałam pozbawiona itd.
    aż spotkałam kogoś, z kim buduję jakieś tam wspólne życie. Ten "stracony" czas przestał mnie obchodzić, pamiętam o nim, ale mnie to nie dotyka ani nie martwi. Liczy się miejsce, do którego mnie tamta przeszłość doprowadziła - czyli dziś - i to, żeby tego nie zniszczyć przez "złogi" (lęki, obawy, utarte koleiny, toksyczne zachowania itd., negatywne wspomnienia, nieufność) z tej niedobrej przeszłości...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~_zołza_
    ~_zołza_
    Napisane 08 maja 2018 - 17:12
    "wszystko bardzo ładnie tylko: czasu nikt nam nie odda,wiary nikt nie zwróci i dusz nie sklei,oczywiście trzeba żyć dalej i coś tam,ale takie pitu pitu niewiele zmienia "

    @arion to nie żadne pitu-pitu , to po prostu życie. Możesz do końca rozpamiętywać i użalać się nad Sobą - możesz też zacząć żyć, tu i teraz.
    Nie potrzebuję,aby ktokolwiek oddawał mi czas , to było moje życie. I nadal żyję Swoim życiem. Dla mnie moja decyzja o rozwodzie zmieniła wszystko - przede wszystkim uświadomiłam sobie jak nie chcę żyć. Czas płynie, szkoda go marnować na żale, a zdrowe zmiany są mile widziane, chyba u każdego, nie sądzisz?!

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty