Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

życie po rozwodzie

Rozpoczęte przez ~arion, 05 lut 2018
  • ~sunset
    ~sunset
    Napisane 17 kwietnia 2018 - 19:19
    ~Weronika napisał:

    Tak Was podczytuję od jakiegoś czasu:-).
    Izka -ja chyba jestem przykładem tej co zrobiła (za) wiele.

    Mój błąd- robiłam to dla siebie, bo kochając w ten sposób( z poświęceniem)czułam się lepiej. Problem w tym, że liczyłam ,że on zauważy co dla niego robię ..Nie zauważył. Nadto wykorzystał (zdrada ).Tak jak w filmie "moją dobroć wziął za słabość charakteru".


    To tak jak ja, czytam i analizuję. Bardzo ciekawie piszecie. :-)
    Myślę, że kochamy drugą osobę tak jak potrafimy i chyba nie da się kochać inaczej.

    Jak się kocha z poświęceniem Weroniko?

    Arion napisał właśnie, że kochał miłością niezauważalną, nie oczekiwał poświęceń.
    Każdy z nas kocha inaczej i to jest piękne :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 18 kwietnia 2018 - 04:32
    nie widzę w nic pięknego

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 18 kwietnia 2018 - 10:22
    ~sunset napisał:

    Tak Was podczytuję od jakiegoś czasu:-).
    Izka -ja chyba jestem przykładem tej co zrobiła (za) wiele.
    (..)
    Każdy z nas kocha inaczej i to jest piękne :-)


    Piękne może i jest - w jakimś tam sensie - ale praktyczne i konstruktywne stanie się wtedy (i tylko wtedy), gdy druga strona zaakceptuje ten nasz sposób kochania i będzie z niego czerpać radość.

    Gdy my będziemy kochać 'po swojemu', a drugiej stronie będzie to - mówiąc brzydko - wisiało, nic nie wyjdzie z naszego kochania - będziemy kochać sobie, a muzom i będziemy się wyniszczać z dnia na dzień oraz nie będzie w takim związku szczęścia.

    Dodatkowo, gdy będziemy wprowadzani w błąd przez kochaną - przez nas - osobę i będziemy słyszeć zapewnienia, że jej na czymś tu zależy, a rzeczywistość będzie zupełnie inna, to krótka i prosta droga do rozpadu z gigantycznym poczuciem krzywdy. Robimy coś, zapewnienia słyszymy, że jest jak najlepiej, że jej też zależy, a w gruncie rzeczy jesteśmy oszukiwani.

    Wtedy zrobimy dla niej zdecydowanie za dużo i nie dziwne, że mamy potem żal, że nie postawiła sprawy od razu jasno, tylko zwodziła nas przez miesiące, czy lata i zmarnowała nam życie..., a w każdym razie znaczącą jego część.

    Tak właśnie było u mnie - stwarzała pozory, że chce ratować małżeństwo, a robiła wszystko, by się ono rozpadło... i się rozpadło z dużo większym hukiem, niż gdyby była uczciwa.

    Trzeba być zawsze uczciwym, nawet gdy to jest niewygodne dla nas - w dłuższej perspektywie uczciwość się opłaca mimo chwilowych strat.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 18 kwietnia 2018 - 16:58
    może popełniłem błąd,że nie oczekiwałem zapewnień i słownych deklaracji bo zmyliły mnie praktyczne działania (ogród,remont mieszkania, zakupy,rozwój i kształcenie się żony),które w moim odczuciu były tym co ją uszczęśliwiało a wszystko to porzuciła, he lepsze jest wrogiem dobrego

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 18 kwietnia 2018 - 17:31
    Też miałem fazę gdy się oskarżałem o wszystko i sam już nie wiedziałem, czemu jestem winien, a czemu nie. W ustach mojej żony słyszałem słowa, które paliły jak żywy ogień, a nie odnosiły się kompletnie do tego, co widziałam na własne oczy. To było straszne... i dziś jeszcze cierpnie mi skóra na grzbiecie, gdy to wspominam. To były rzewne imaginacje i nic więcej.

    Potem się wydostałem z matrixa i wyszedłem do ludzi, gdzie dowiedziałem się, że ze mną wszystko w porządku, a zarzuty, jakie słyszałem w domu są próbą ukrycia własnych kompleksów i niedojrzałości.

    Ponadto słyszałem, że ona chce ratować małżeństwo, ale jej działania były kompletnym zaprzeczeniem słów, które słyszałem. Robiła wszystko, żeby zdeptać moje starania o cokolwiek i obwinić mnie wszystkim co tylko mogłoby się wydarzyć i nie wydarzyć. Potem - w okolicach rozwodu - usłyszałem coś, co mnie wprawiło w osłupienie po raz kolejny. Wg niej to ja gdybym się lepiej postarał, małżeństwo bym uratował... Teraz - po czasie - obowiązuje wersja, że ona miała prawo zmienić decyzję, bo... i tak dalej... Oczywiście w podziale majątku udało mi się wziąć co wziąłem i wcale nie do końca sprawiedliwie, ale żeby jakoś zadośćuczynić za zmarnowane 19 lat życia, to już mowy nie ma...

    Każde słowo w każdej sekundzie ma inne znaczenie. Nie ma czegoś takiego, żeby uzgodnić i się tego trzymać - jak przychodziło do realizacji, to zaczynało się bzdurzenie o kontekstach, zmianach okoliczności i sytuacji, braku możliwości i takie tam. Dziś już ani ona nie zależy ode mnie, ani ja od niej i niech tak zostanie.

    Czy pokocham jeszcze kiedyś tak jak kochałem...? To jest pytanie, odpowiedź da przyszłość... Dziś tego nie wiem.

    Kochanie jest dla mnie dawaniem, żeby potem wziąć - coś innego, ale jakby w rewanżu. Gdy mam doświadczenia, gdzie kochałem dając i zostałem ograbiony z człowieczeństwa, jestem dalece sceptyczny z tym... 'kochaniem'... zawsze już zostanie doza asekuracji w dawaniu, bo gdyby historia miała zatoczyć koło, nie bardzo bym tego chciał.

    Mógłbym kochać mając świadomość, że sam jestem kochany.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~sunset
    ~sunset
    Napisane 18 kwietnia 2018 - 23:33
    ~Izka napisał:
    Nie wszystko zależy od nas. Warto zdać sobie z tego sprawę.
    A Robert zrobił stanowczo za dużo nie przyjmując do wiadomości, że jego żona chce iść inną drogą. Bez niego.

    Tak Izka tak jest, nie wszystko zależy od nas, wiele zależy, ale nie wszystko to prawda.

    Natomiast uważam, że Robert zrobił tyle ile mógł i przecież ostatecznie zaakceptował decyzję żony. A to, że pozostaje żal? To chyba świadczy chociażby o tym, że to było coś prawdziwego i ważnego.
    Gdy czytam ten wątek widzę rozterki, z którymi ja również sie zmagam.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 19 kwietnia 2018 - 05:45
    ciągle słyszę,że potem będzie lepiej,że życie trawa i ....ble ble;nie mamy czasu zbyt wiele i powinniśmy dbać o nasze życie dlatego trudno mi zrozumieć decyzje mojej żony i przyjąć do wiadomości,że tak bardzo pomyliłem się co do tego człowieka ;)
    20 lat to kawał czasu ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Izka
    ~Izka
    Napisane 19 kwietnia 2018 - 06:07
    Może doceń to, że miała odwagę odejść, skoro przestała Cię kochać.
    Większość ludzi w takiej sytuacji podtrzymuje małżeńską fikcję, krzywdząc się nawzajem. Ty masz szansę zachować dobre wspomnienia.
    To kompletna bzdura o tym wyrzucaniu na śmieci. To prawda, że już przeszłość, ale jednocześnie jest częścią naszej tożsamości.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 19 kwietnia 2018 - 08:13
    ~arion napisał:
    nie mamy czasu zbyt wiele i powinniśmy dbać o nasze życie (..) tak bardzo pomyliłem się co do tego człowieka ;)
    20 lat to kawał czasu ;)


    Wiesz... kiedy byłem młody i... piękny :-), myślałem sobie, że jak się dobrze to zrobi, można dogadać się w zasadzie z każdym, a tu klops...

    W naszym wieku na wiele spraw patrzy się z zupełnie innej perspektywy i przestaje liczyć się tzw. 'ilość', a zaczyna tzw. 'jakość'.

    Każde wchodzenie w relacje wiąże się z nadzieją na spełnienie jakichś - bliżej określonych - oczekiwań. Zastanów się po prostu czego chcesz od ewentualnego nowego związku i czy w ogóle go chcesz i... się rozejrzyj.

    Zapewniam Cię, że o ile tylko będziesz chciał, i się rozejrzysz, znajdziesz dla siebie osobę, która będzie odpowiadała Twoim oczekiwaniom i jeśli gotów jesteś wyjść naprzeciw jej oczekiwaniom, to jest szansa na zbudowanie sobie życia na nowo - już w nowej wersji.

    Nie obejdzie się bez tarć, bo to normalne - jesteście oboje dojrzałymi ludźmi z pokaźnym bagażem doświadczeń, ale nie stoi to na przeszkodzie, byście stworzyli całkiem harmonijny układ.

    Jak trochę ochłoniesz po tym wszystkim, sam zdecydujesz czy chcesz się w coś angażować - samotność nie jawi się jako coś miłego, ale są osoby, które taki stan wybierają i twierdzą, że jest im z tym całkiem dobrze. Czy to prawda...? nie wiem.

    Lepiej chyba być samotnym w czterech pustych ścianach, niż samotnym w związku stwarzającym pozory harmonii. I to kolejna niezaprzeczalna prawda. W pojedynkę jesteś bardziej niezależny i robisz co się Tobie podoba bez konieczności brania pod uwagę czyjegoś zdania - w związku jest inaczej. Wyboru dokonujesz sam.

    Pamiętaj jednak, że facet Twojego pokroju jest na rynku matrymonialnym bardzo dobrym 'towarem' ;-), masz zatem szansę na znalezienie kogoś naprawdę wartościowego z kim miło i fajnie będzie się zestarzeć.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kate
    ~Kate
    Napisane 19 kwietnia 2018 - 14:58
    ~Robert1971 napisał:

    W naszym wieku na wiele spraw patrzy się z zupełnie innej perspektywy i przestaje liczyć się tzw. 'ilość', a zaczyna tzw. 'jakość'.
    Zapewniam Cię, że o ile tylko będziesz chciał, i się rozejrzysz, znajdziesz dla siebie osobę, która będzie odpowiadała Twoim oczekiwaniom i jeśli gotów jesteś wyjść naprzeciw jej oczekiwaniom, to jest szansa na zbudowanie sobie życia na nowo - już w nowej wersji.

    Pamiętaj jednak, że facet Twojego pokroju jest na rynku matrymonialnym bardzo dobrym 'towarem' ;-), masz zatem szansę na znalezienie kogoś naprawdę wartościowego z kim miło i fajnie będzie się zestarzeć.


    Panowie, to, co piszecie, potwierdza mi tylko moje doświadczenie singielki z odzysku.
    Przez cztery lata po rozwodzie spotykałam się z kilkoma "mężczyznami po przejściach". Co zauważyłam? Mężczyźni, których miałam za twardych i mniej niż kobiety zależnych od emocji, dużo ciężej wychodzą z rozwodów. Robert ma rację, facet w Waszej sytuacji ma duże szanse. Ale jest tak, jak Robert napisał gdzieś wcześniej - boją się ryzyka, pełnego zaufania, "mógłbym kogoś pokochać, gdybym wiedział, że jestem kochany".
    Kiedy patrzę na mojego prywatnego "faceta po 40", dostrzegam w nim wszystkie lęki, wahania i obawy, o których tutaj piszecie. Na szczęście on dostrzega i akceptuje moje "schizy", które są zupełnie inne.
    Zdecydować się na nowy związek nie jest łatwo - nawet wtedy, kiedy jest dobrze, zapala się lampka w głowie, że może to tylko ściema, że może kłamie, bo tak mu wygodnie, że to tylko tymczasowy układ, że zaraz znajdzie młodszą, że to, że tamto... ja cały czas to mam i czasami panikuję, ale jest coraz lepiej.
    Najdziwniejsze i najfajniejsze jest to, że dzięki tej relacji rozwijam się jako człowiek, uczę się o sobie różnych rzeczy i to chyba jest tzw. "dojrzała miłość" :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~sunset
    ~sunset
    Napisane 19 kwietnia 2018 - 21:02
    ~arion napisał:
    może popełniłem błąd,że nie oczekiwałem zapewnień i słownych deklaracji bo zmyliły mnie praktyczne działania (ogród,remont mieszkania, zakupy,rozwój i kształcenie się żony),które w moim odczuciu były tym co ją uszczęśliwiało a wszystko to porzuciła, he lepsze jest wrogiem dobrego

    Bo widzisz arion oceniamy życie we dwoje tylko z naszej perspektywy.
    Nie wiem jak to było u Ciebie, czy miałeś czy nie miałeś sygnały wczesniej, że coś jest nie tak, bo generalnie kobieta nie odchodzi ot tak sobie czy z dnia na dzień. Często sygnalizuje wcześniej, np. "Nie czuję się kochana"...i gdy mężczyzna to ignoruje, gdy wielokrotnie to słysząc uważa np. "E tam wymyślasz" to rozpoczyna się pewien proces, który może sprawić, że niezauważony w porę skończy się źle.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 19 kwietnia 2018 - 21:35
    ~Robert1971 napisał:

    Mnie też nie chodzi o sprawiedliwość, bo ta zawsze będzie postrzegana bardzo względnie i tzw. punkt widzenia zależy od... no wiadomo :-).

    Puk puk...to ja :-)
    Dzisiaj przeczytałam takie słowa:
    "SPRAWIEDLIWOŚCIĄ JEST PRZEŻYĆ TO, CO UCZYNIŁO SIĘ INNYM".
    Niezłe prawda?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 19 kwietnia 2018 - 21:49
    ~Kate napisał:

    (...)
    Najdziwniejsze i najfajniejsze jest to, że dzięki tej relacji rozwijam się jako człowiek, uczę się o sobie różnych rzeczy i to chyba jest tzw. "dojrzała miłość" :)


    Wiele relacji z innymi ludźmi rozwija i całe życie uczymy się o sobie różnych rzeczy.

    Dobrze jest dzielić życie z kimś, kto rozumie nas bez słów, gdy przebywanie z nim sprawia nam dużo radości, gdy chce nam się żyć, gdy czujemy, że wyrastają nam skrzydła, a najfajniej jest, gdy niczego nie planujemy, a ten drugi człowiek pojawia się niewiadomo skąd i staje się częścią naszego świata i wnosi do naszego życia to wszystko czego nam brakowało i czego nawet nie byliśmy do końca świadomi :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 20 kwietnia 2018 - 06:53
    ~Aniołek napisał:
    Dzisiaj przeczytałam takie słowa:
    "SPRAWIEDLIWOŚCIĄ JEST PRZEŻYĆ TO, CO UCZYNIŁO SIĘ INNYM".
    Niezłe prawda?


    Niezłe..., ale to dla mnie żadne odkrycie - to moja dewiza życiowa, którą się kieruję odkąd pamiętam siebie jako dorosłego człowieka... ;-)

    Uważam, że od innych można wymagać dokładnie tyle, ile samemu jest się w stanie zrobić - nie więcej. Jeżeli nie jesteś w stanie na pewne poświęcenia, to dlaczego oczekujesz ich od swojego partnera? W zdrowym związku musi być symetria i tylko tak jest się w stanie uzyskać szczęście - chyba, że ktoś jest masochistą ;-).

    ~Aniołek napisał:

    Dobrze jest dzielić życie z kimś, kto rozumie nas bez słów, gdy przebywanie z nim sprawia nam dużo radości, gdy chce nam się żyć, gdy czujemy, że wyrastają nam skrzydła, a najfajniej jest, gdy niczego nie planujemy, a ten drugi człowiek pojawia się niewiadomo skąd i staje się częścią naszego świata i wnosi do naszego życia to wszystko czego nam brakowało i czego nawet nie byliśmy do końca świadomi :-)


    Ślicznie to brzmi, ale jak dla mnie, każdy z nas ma inne doświadczenia życiowe, inne poglądy, wartości i dążenia oraz co tam jeszcze. Inaczej nawet postrzegamy te same sytuacje i inne wnioski z nich wyciągamy.

    Zatem jeżeli chcemy się dogadywać i rozumieć bez słów, najpierw minimum - chociaż ;-) - tych słów musimy ze sobą wymienić. Nie widzę innej możliwości, by się rozumieć nie uzgodniwszy najpierw choćby znaczenia gestów, zachowań, a nawet powiedzonek i żarcików, bo te dla każdego mogą mieć inne znaczenie - wiem coś na ten temat.

    Nie wierzę jakoś w bajeczki typu: 'jak się spotka tę właściwą osobę, to... bla bla bla'. Tylko co to znaczy owa 'właściwa osoba'?

    Bo, że znajdziemy kogoś, kto będzie kropla w kroplę taki jak my i rozumiejący wszystko dokładnie tak jak my, jest jak trafienie szóstki w totka, albo jeszcze mniej prawdopodobne. Zmiennych jest tyle, że nie sposób oczekiwać, że spotkana kobieta będzie piękna, o odpowiednim typie urody, odpowiednim wzroście - ni mniej ni więcej - kolorze oczu, figurze, będzie doskonale gotowała kapuśniak - tak jak nasza mama - dbała o czystość w domu - jak ciocia Zosia - lubiła jeździć na narty w Gorce - jak Kasia. Będzie rozumiała, że jak wstanę i się uśmiechnę, a potem spojrzę w prawo i głośno sobie ziewnę i się serdecznie przeciągnę, to znaczy, że po zrobieniu jej kawy, będę oczekiwał, że potem ona wstanie i zagrzeje mi moje ulubione paróweczki na śniadanko...

    No to absurd jest. Nie da się spotkać 'gotowca' z którym rozumiemy się bez słów już na starcie. To porozumienie trzeba sobie wypracować i jest to często żmudny proces niepozbawiony i przykrych chwil, gdy musimy często przełamywać jakieś lody i burzyć mury...

    Najistotniejsze, by nasz partner/partnerka chciała w ogóle się uczyć nas i byśmy my chcieli uczyć się jej... bez tego żadne zaklęcia w typie 'rozumiemy się bez słów' nic nie pomogą. Albo zechcemy kogoś zaakceptować i szanować oraz będziemy się uczyć jego zachowań i respektować jego odrębność, a on zrobi to samo, albo prędzej, czy później się wszystko rozleci, czy też będziemy tkwili w związku, który daje tylko namiastkę tego, co mogłoby być, ale nie jest, bo uwierzyliśmy w mity i nie chcemy się do niczego nagiąć, a on/ona też 'swoje'...

    Trochę realizmu nam potrzeba, żeby się dogadywać, samymi dobrymi chęciami - jak mawiają, piekło jest wybrukowane.

    Oby nasze życie nie stało się piekłem przez czczą wiarę w moc sprawczą zaklęć... ;-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 20 kwietnia 2018 - 14:23
    ~Robert1971 napisał:
    ~Aniołek napisał:
    Dzisiaj przeczytałam takie słowa:
    "SPRAWIEDLIWOŚCIĄ JEST PRZEŻYĆ TO, CO UCZYNIŁO SIĘ INNYM".
    Niezłe prawda?


    Niezłe..., ale to dla mnie żadne odkrycie - to moja dewiza życiowa, którą się kieruję odkąd pamiętam siebie ....


    Robercie,
    Jesteś jak Arystoteles, bo to jego słowa.
    Mnie zaskoczyły one w przededniu rozwodu, gdyż cały czas miewam takie chwile, gdy analizuję całe moje życie, które właśnie jakby zatoczyło koło.
    Uświadomiłam sobie, że właśnie czuję to, co być może odczuwał kiedyś chłopak, który zakochał się we mnie, a ja powiedziałam mu, że jest bardzo wartosciowym człowiekiem, wrażliwym, cudownym, ale...ja bardzo go lubię, ale to za mało byśmy mogli być razem. Zawsze starałam się być w życiu uczciwa (podobnie jak Ty).Widziałam jego wzrok, jego wielkie rozczarowanie...a gdy powiedziałam mu, że wiem jak może się czuć odparł, że na pewno nie wiem, bo nie jestem nim.
    Teraz natomiast już wiem, co czuł, bo w sumie usłyszałam podobne słowa i tyle.
    Tak rozumiem tą myśl. To też jest SPRAWIEDLIWOŚĆ.

    Natomiast co do kapuśniaku, paróweczek i porannej kawy..każdy ma swoje priorytety...

    Tylko nie zrozum mnie źle.. fajnie jest się dogadywać, ale najfajniej jest gdy nie oczekując tej paroweczki czy kapuśniaku nagle widzisz, że ona Ci ją przynosi :-)
    To o czym tutaj piszę to nie jakaś czcza gadanina i ble ble ble, to doświadczenie mojego cudownego życia. Gdy ktoś pisze, że szkoda zmarnowanych lat, ja tego nie rozumiem, bo lata naszych doświadczeń nie są zmarnowane o ile potrafimy dostrzec dobre rzeczy, a z własnych błędów wyciągać wnioski.
    Miłego weekendu!

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 20 kwietnia 2018 - 20:17
    Robert, napisał:
    "Uważam, że od innych można wymagać dokładnie tyle, ile samemu jest się w stanie zrobić - nie więcej. Jeżeli nie jesteś w stanie na pewne poświęcenia, to dlaczego oczekujesz ich od swojego partnera? W zdrowym związku musi być symetria i tylko tak jest się w stanie uzyskać szczęście - chyba, że ktoś jest masochistą ;-)"

    dlaczego mężczyźni oczekują (z zasady) wierności od kobiet?
    (niektórzy, rzecz jasna), sami nie będąc często wiernymi, twierdzą, że to nie to samo..
    oczekują wybaczenia, sami nie potrafiąc wybaczyć (przeważnie)

    Wielu Panów pisze tutaj porzuconych, oszukanych, wykorzystanych..a zatem nie zamierzam niczego uogólniać. To może spotkać każdą jedną osobę, niezależnie od płci.

    Nikt nie zaprzeczy jednak, że procentowo, kobiety częściej wybaczają, lub udają, że wybaczyły. Dlaczego?
    A ponieważ to robią i są w stanie, oczekiwać też mogą tego samego.
    I co? i nic, nie otrzymują zrozumienia.
    ON, to zbłądził, ONA to dziwka.
    Każdy facet, który zdradza, powinien umieć zdradę wybaczyć.
    Umie?
    a dla mnie, to zawsze dziwne było..tym bardziej, że ona może tylko leżeć, a on jednak.. nie tylko.
    Ale to Panie interpretują, że to ona go uwiodła, a Panowie, że to ona się puściła. zawsze mnie to bawiło.

    @Robert, jak najbardziej, logiczny, myślący facet, po przejściach.. jak @facetpo40, okazy niespotykane w nadmiarze, jak zresztą mądre kobiety..jest tu ich kilka na forum.
    Reszta, niestety nie ma za grosz szacunku dla siebie samej-samego, a jak nie ma, to i inni nie szanują.

    może trochę mieszam wątki, ale myślę, że każdemu można polecić film francuski "Kochałem ją" 2009, trochę nudny na początku, ale warto wytrwać do końca..
    Co prawda wiedza unieszczęśliwia, ale wielu ludzi tu piszących, w sumie, nie mam nic do stracenia.
    https://www.cda.pl/video/218227611/vfilm

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 20 kwietnia 2018 - 20:36
    A skoro, to wątek, życie po rozwodzie, to
    dodam tylko, że po 9 latach od mojego rozwodu, za żadne pieniądze nie cofnęłabym czasu, na przed rozwodem, to tak na pocieszenie dla cierpiących..
    ale tego nie da się opowiedzieć, to trzeba przeżyć po prostu
    .
    Ale przeżyć, nie oznacza wspominać jak to było kiedyś, ale żyć tu i teraz będąc sobą, nareszcie...
    Niestety, niewielu to potrafi, chce i może.
    Większość ludzi nie wie kim jest i nie chce wiedzieć.
    Chce żyć po bożemu. Czyli on i ona nieszczęśliwi.

    szacunek dla tych, którzy potrafią odejść z nieudanego związku.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Weronika
    ~Weronika
    Napisane 20 kwietnia 2018 - 21:02

    Ale przeżyć, nie oznacza wspominać jak to było kiedyś, ale żyć tu i teraz będąc sobą, nareszcie...
    Niestety, niewielu to potrafi, chce i może.
    Większość ludzi nie wie kim jest i nie chce wiedzieć.
    Chce żyć po bożemu. Czyli on i ona nieszczęśliwi.

    szacunek dla tych, którzy potrafią odejść z nieudanego związku.

    No właśnie - szacunek.W kilka miesięcy po rozwodzie rozglądam się wokół siebie,szacunek kopnięty z buta leży trochę w kącie a samotność hula po salonie..Spotykam się z życzliwymi komentarzami w stylu "no dobrze zrobiłaś,skoro tak czujesz,on na Ciebie nie zasługiwał,ale jak ty będziesz żyć teraz ( sama???!!!).Niektórzy wprost omijają takie dziwo-bo przecież to singielka jest, a nuż spojrzy łapczywym okiem na męża..Zaprosić ją na ślub, czy nie?A z kim będzie tańczyć? Gdy przyjdzie sama?Może tylko powiadomić i po problemie....
    I pomimo silnego karku,dystansu do siebie i ludzi,poczucia humoru i wiary w życie -nie jest łatwo.Jest jeszcze nadzieja ,że się okrzepnie - z czasem - ale czy się tym samym nie zatwardzieje w samodzielnie spreparowanej skorupie na amen?Jest piosenka Patrycji Markowskiej "Kilka prostych prawd" rozbierająca trochę problem...No i wyrzuciłam ... :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 20 kwietnia 2018 - 21:31
    ~Weronika napisał:

    Ale przeżyć, nie oznacza wspominać jak to było kiedyś, ale żyć tu i teraz będąc sobą, nareszcie...
    Niestety, niewielu to potrafi, chce i może.
    Większość ludzi nie wie kim jest i nie chce wiedzieć.
    Chce żyć po bożemu. Czyli on i ona nieszczęśliwi.

    szacunek dla tych, którzy potrafią odejść z nieudanego związku.

    No właśnie - szacunek.W kilka miesięcy po rozwodzie rozglądam się wokół siebie,szacunek kopnięty z buta leży trochę w kącie a samotność hula po salonie..Spotykam się z życzliwymi komentarzami w stylu "no dobrze zrobiłaś,skoro tak czujesz,on na Ciebie nie zasługiwał,ale jak ty będziesz żyć teraz ( sama???!!!).Niektórzy wprost omijają takie dziwo-bo przecież to singielka jest, a nuż spojrzy łapczywym okiem na męża..Zaprosić ją na ślub, czy nie?A z kim będzie tańczyć? Gdy przyjdzie sama?Może tylko powiadomić i po problemie....
    I pomimo silnego karku,dystansu do siebie i ludzi,poczucia humoru i wiary w życie -nie jest łatwo.Jest jeszcze nadzieja ,że się okrzepnie - z czasem - ale czy się tym samym nie zatwardzieje w samodzielnie spreparowanej skorupie na amen?Jest piosenka Patrycji Markowskiej "Kilka prostych prawd" rozbierająca trochę problem...No i wyrzuciłam ... :-)


    Droga Weroniko,
    PM poszła na kompromis, bo dziecko i wartości, które wpajali jej rodzice wzięły górę, ale nie jest szczęśliwa.. odejdzie następnym razem, gdy tylko pojawi się ktoś, dla kogo rzuci wszystko..
    a co do Ciebie, kilka m-cy dopiero, czego się spodziewałaś? to jest sprawdzian dla przyjaciół, przetestujesz i zostaną prawdziwi, nie ma czego żałować.
    Postaw na tych, którzy Ciebie cenią a nie WAS akceptowali. Nie ma już was. Zarabiasz na swoje własne konto i tak oceniaj ludzi. To Ciebie mają lubić.
    A czy nie zatwardziejesz w samodzielnie spreparowanej skorupie na amen, zależy tylko od Ciebie..
    ROZWÓD, to tylko słowo, emocje wciąż trwają, potrzeba czasu by odzwyczaić się, I nie są to tylko m-ce. Poczekaj,.
    jeszcze trochę..
    Rób to co lubisz, a jak nic nie lubisz sama robić, to poczekaj aż polubisz..
    ile masz lat?
    no i czy masz dziecko?, bo to zasadniczo zmienia nas samych i jednocześnie oddala na lata od myślenia o sobie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 20 kwietnia 2018 - 23:07
    znikam zaraz..
    zawsze ubolewałam na brak rozmówców..

    dodam jeszcze tylko anegdotę z mojego realu:

    dzwonię do mojej 75-letniej mamy (wdowy) i mówię:
    -mamo, śniło mi się, że brałaś ślub, cała rodzina się zjechała,
    a moja mama powiedziała:
    -a wiesz, że ja też miałam zły sen....

    dobranoc

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty