Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

życie po rozwodzie

Rozpoczęte przez ~arion, 05 lut 2018
  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 30 marca 2018 - 11:49
    Arion a czy zdecydowałeś się wziąć adwokata?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Bolo
    ~Bolo
    Napisane 04 kwietnia 2018 - 08:03
    Czy ktoś mógłby podać ile trzeba mieć kasy na adwokata?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 04 kwietnia 2018 - 08:36
    Wszystko zależy od dość wielu czynników.
    - co chcesz od niego uzyskać?
    - co to za prawnik?
    - jak skomplikowana jest sprawa (opór ze strony przeciwnej, dzieci, podział majątku i inne)

    Jeżeli tylko sporządzenie pozwu rozwodowego, to kilka stów powinno wystarczyć, ale przy przepychankach i jeszcze gdy chcesz, by adwokat Cię reprezentował, to górnej granicy raczej chyba nie ma...

    Dolicz do tego koszty samego rozwodu - nie wiem jak teraz, ale u mnie kosztowało to 600 zł plus chyba jakieś drobniejsze opłaty - znaczki i inne... W sytuacji, gdy nie robiliśmy sobie nawzajem problemów.

    Na Twoje pytanie ednoznacznej odpowiedzi nie ma. Gdybyś chciał od razu podział majątku, to na pewno jakieś operaty, orzeczenie o winie znowu, to bardzo długotrwała i ciężka do przeprowadzenia sprawa z wieloma procedurami i niełatwa do wygrania.

    Najlepiej wybierz się do prawnika i pogadaj, powiedz mu jak sprawa wygląda i czego oczekujesz, a on powie Ci jakie mogą być szacunkowe koszty.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 04 kwietnia 2018 - 16:16
    ~Aniołek napisał:
    Arion a czy zdecydowałeś się wziąć adwokata?


    nie,wniosek jaki złożyła moja żona mi odpowiada (jeżeli tak można powiedzieć)
    doszliśmy do porozumienia i nie zakładam żadnych niespodzianek z jej strony bowiem radośnie rozpoczyna nowe życie
    koszt wniosku to 600 zł (po połowie płacimy)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 04 kwietnia 2018 - 16:23
    ~Robert1971 napisał:
    Wszystko zależy od dość wielu czynników.
    - co chcesz od niego uzyskać?
    - co to za prawnik?
    - jak skomplikowana jest sprawa (opór ze strony przeciwnej, dzieci, podział majątku i inne)

    Jeżeli tylko sporządzenie pozwu rozwodowego, to kilka stów powinno wystarczyć, ale przy przepychankach i jeszcze gdy chcesz, by adwokat Cię reprezentował, to górnej granicy raczej chyba nie ma...

    Dolicz do tego koszty samego rozwodu - nie wiem jak teraz, ale u mnie kosztowało to 600 zł plus chyba jakieś drobniejsze opłaty - znaczki i inne... W sytuacji, gdy nie robiliśmy sobie nawzajem problemów.

    Na Twoje pytanie ednoznacznej odpowiedzi nie ma. Gdybyś chciał od razu podział majątku, to na pewno jakieś operaty, orzeczenie o winie znowu, to bardzo długotrwała i ciężka do przeprowadzenia sprawa z wieloma procedurami i niełatwa do wygrania.

    Najlepiej wybierz się do prawnika i pogadaj, powiedz mu jak sprawa wygląda i czego oczekujesz, a on powie Ci jakie mogą być szacunkowe koszty.


    z tego co wiem,orzeczenie o winie jednej strony nie wpływa na na sam podział majątku,można domagać się ,,alimentów" ale to komplikuje i wydłuża cała sprawę no i podnosi koszty, w moim przypadku to raczej gra nie warta świeczki zwłaszcza,że znam takie przypadki,które mimo takiego orzeczenia nic nie zmieniły w świadczeniach,inna sprawa gdy chodzi o dzieci;być może moja córka,która się jeszcze uczy choć jest pełnoletnia może domagać się jakiś świadczeń ale nie będę jej do tego namawiał

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 06 kwietnia 2018 - 21:33
    ~arion napisał:

    nie,wniosek jaki złożyła moja żona mi odpowiada (jeżeli tak można powiedzieć)
    doszliśmy do porozumienia i nie zakładam żadnych niespodzianek z jej strony bowiem radośnie rozpoczyna nowe życie (...)


    Arion, oj czasami życie zaskakuje, a adwokat naprawdę bywa pomocny :)
    Chociaż jeśli ona jest taka radosna to może uda Ci się załatwić wszystko bezboleśnie.
    Osobiście znam niestety kilka przypadków, gdy miało być ok a kobieta walczyła jak lew. Nie wiem dlaczego tak jest, ale faktycznie baaardzo często kobiety deklarują co innego a potem robią co innego.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 06 kwietnia 2018 - 21:56
    ~Aniołek napisał:
    ~arion napisał:

    nie,wniosek jaki złożyła moja żona mi odpowiada (jeżeli tak można powiedzieć)
    doszliśmy do porozumienia i nie zakładam żadnych niespodzianek z jej strony bowiem radośnie rozpoczyna nowe życie (...)


    Arion, oj czasami życie zaskakuje, a adwokat naprawdę bywa pomocny :)
    Chociaż jeśli ona jest taka radosna to może uda Ci się załatwić wszystko bezboleśnie.
    Osobiście znam niestety kilka przypadków, gdy miało być ok a kobieta walczyła jak lew. Nie wiem dlaczego tak jest, ale faktycznie baaardzo często kobiety deklarują co innego a potem robią co innego.

    wkrótce się przekonam ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~rozwodnik
    ~rozwodnik
    Napisane 08 kwietnia 2018 - 19:49
    Hej kolego, trafilem tu przypadkowo, ale ze jestem jakies 3-4 lata po rozwodzie (zona zdradzila, odeszla - powiedzialbym standard...) to pozwole sobie na kilka slow od siebie:

    1. ADWOKAT ROZWODOWY (jak masz dziecko, moge Ci polecic specjaliste z Wawy od zdradzonych ojcow - mnie facet "wprowadzil na dobre tory" - uswiadomil ze nie mam co rozpaczac po swojej, tylko musze zebrac sie i walczyc o przyszle kontakty z dzieckiem - TO JEST MEGA WAZNE)

    2. KASA - kredyty, mieszkanie itd - OGARNIJ to kolego. Nie daj sie "puscic w skarpetkach". Ja stoczylem z byla batalie (uwierz ze na poczatku ona tez jest w szoku i nie umie sie poskladac ze wszystkim) i jako tako "ograiczylem straty" - to tez MEGA WAZNE

    3. PSYCHIKA. Ja w sumie mialem pol roku zalamania psychicznego (dzis chyba dalej nie jestem ta sama osoba co przed zdrada... - chyba bardziej teraz "patrze na swoje" hmm moze to i dobrze ze "zrealnialem..."). Czy sie kiedys jeszcze "zakocham"? chyba za bardzo nie wierze kobietom juz...

    4. Jak odbilem sie od dna psychicznego i plakania po nocach? (czasem doslownie)? Silownia (3 razy w tygodniu - wpadlem w "tryb silowni", zaczolem myslec o trenicngach, diecie i PRZESTALEM SIE ZADRECZAC BYLA!!!! (to MEGA WAZNE).
    Odbilem sie tez gdy zaczalem sie umawiac z dziewczynami mlodszymi ok 10 lat i gdy zaczalem z nimi "sypiac" - OK moze jestem "neandertalczykiem" pod tym wzgledem, ale Jestem Facetem, a uwierz ze seks z ladna mlodka (ladniejsza i mlodsza niz byla zona.... mega poprawia samopoczucie)

    5. Hmm stac mnie na wiecej, mam kobiete ponad 10 lat mlodsza (sliczniutka :)) z dzieckiem mam dobry kontakt...

    6. Faktycznie ktos tu napisal ze czlowiek sie boi, bo Kochal itd, ale faktycznie teraz mam cos zupelnie nowego, cos innego niz mialbym gdyby nie bylo zdrady i co najwazniejsze - NIE JESTEM Z KOBIETA KTORA NIE MA MORLANOSCI (mimo przysieg malzenskiej obciagala jakiemus frajerowi do ktorego poszla....)

    Takze pozdro - bedzie dobrze. MAm nadzieje ze pomoglem :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~rozwodnik
    ~rozwodnik
    Napisane 08 kwietnia 2018 - 19:57
    ~Bolo napisał:
    Czy ktoś mógłby podać ile trzeba mieć kasy na adwokata?


    Bolo - 3-4 lata temu:

    "godzinka rozmowy" - 2-3 stowy. (Ja znalazlem "typa z powolaniem" - bral w mojej sytuacji 100/h (potrzebne mi byly 3-4 spotkania z nim i dalej juz "postawiony na nogi jechalem sam, acha babka polecona przez niego napisala mi wniosek rozwodowy, wiec ogolnie ze wszystkim zamknalem sie spokojnie w 1000 (dostalem rozwod z jej winy :))
    "Prowadzenie sprawy" - bylem u dwoch innych - krzykneli od 5, po 20 tysi (zalezy od sprawy, czy walczysz o jej wine itd)

    Ja ogolnie w pore przejelem inicjatywe, i "ograniczylem straty", tez troche "wsiadajac na psychike" bylej zonie (udalo sie, ze miala czastke morlanosci, czy byla w szoku - nie wiem i "wynegocjowalem" ze rozwod bedzie z jej winy na pierwszej rozprawie, inaczej zrobie jej "mega gnoj", typu "wezwe cala jej rodzine na swiadkow w sprawie o rozwod z jej winy itd"

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~rozwodnik
    ~rozwodnik
    Napisane 08 kwietnia 2018 - 20:09
    ~arion napisał:


    Na Twoje pytanie ednoznacznej odpowiedzi nie ma. Gdybyś chciał od razu podział majątku, to na pewno jakieś operaty, orzeczenie o winie znowu, to bardzo długotrwała i ciężka do przeprowadzenia sprawa z wieloma procedurami i niełatwa do wygrania.

    Najlepiej wybierz się do prawnika i pogadaj, powiedz mu jak sprawa wygląda i czego oczekujesz, a on powie Ci jakie mogą być szacunkowe koszty.

    z tego co wiem,orzeczenie o winie jednej strony nie wpływa na na sam podział majątku,można domagać się ,,alimentów" ale to komplikuje i wydłuża cała sprawę no i podnosi koszty, w moim przypadku to raczej gra nie warta świeczki zwłaszcza,




    Heh chlopaki, no bo jeszcze skoncze studia i bede wspomagal takich jak Wy (i ja 3-4 lata temu :))

    Po kolei:
    1.
    Ja zrobilem podzial majatku notarialny przed sama sprawa rozwodowa (gdyby bylo juz "sadownie i zaczal jej doradzac prawnik, to "bym tyle nie wyrwal", co w "przyjacielskim dealu").
    Takze ja polecam ten sposob (zawsze juz szybko zabezpieczycie "SWOJA kase" nim mowie "pani sedzia zdecyduje, ze oddaj teraz bylej polowe sianka"...
    TAKZE PODSUMOWUJAC - AKT NOTARIALNY PODZIAL MAJATKU JESZCZE PRZED SPRAWA ROZWODOWA (koszt ok 2-3 klocki, ale "uratowanej kasy" o wiele wiecej....

    2.
    Orzeczenie o winie nie wplywa na podzial ale serio?...
    Dac tej (samicy psa...) rozwod "ot tak"? "na ladne oczy"?... "bo prosi"?.... NO ***@@ WAY!!!
    To ona z kochasiem chca zyc w rozach i sie odlaczyc od Ciebie.

    Stary - nigdy w ZYCIU (chocby z morlanego powodu) nie oddalbym tego tak o... Inna sprawa ze jak masz z jej winy rozwod dostajesz NIEZBYWALNE!!!!! PRAWO!!!!! do tego ze jak Ci sie noga potknie, ona bedzie Ci musiala placic pieniadze. POWTARZAM NIEZBYWALNE PRAWO!!!.
    Ja bym tego "nie odpuscil w prezencie" - chyba ze deal...ok ale wiesz podzial to robimy 70-30% dla mnie.....(nie oddawaj takiego "argmunentu" - "na ladne oczy" - pamieja , ze to niewierna lajza ktora sie do Ciebie usmiecha przy kawie zeby dostac rozwod bez winy, a potem idzie obciagac typowi ktory wlasnie poka TWOJA OBECNA ZONE.... NO WAY....nie bedzie "bez winy"....nie daj jej tego.....


    takze tyle, bo sie zdenenrwowalem :) jak jestem pomocny - dajcie znac, jak mam sobie isc - to ok pojde :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 09 kwietnia 2018 - 00:36
    Rozwodnik, bardzo konkretny wpis, na pewno będzie pomocny.
    Nie jestem facetem, ale widzę naprawdę dużo podobieństw, w tym co piszesz np to, że:
    a) początkowo byłam załamana, ale siłownia postawiła mnie do jako takiego pionu :) zresztą cały czas mnie trzyma 3 razy w tyg. :)
    b) w pewnym momencie doszłam do wniosku, że w sumie to nie wiem dlaczego nasz rozwód ma być bez orzekania o winie skoro ja tak naprawdę żadnej winy nie podnoszę (a nigdy nie wiadomo co się nam w życiu przydarzy i czy np. będziemy zdrowi) i dlatego zdecydowałam się orzekać o winie męża, cóż z tego że może dłużej to trwa, trochę wiecej kasy, ale to ważne, by zrobić to w sposób, który mnie (i oczywiście dzieci) zabezpiecza.
    c) konsultowałam się z adwokatem kilka razy a poza tym zrobiłam notarialny podział majątku przed rozwodem, łatwiejsze i tańsze rozwiązanie.
    d) jestem innym człowiekiem (nie raz nie dwa zdarza mi się jeszcze poplakać w poduszkę)
    Rozwodnik, zazdroszczę Ci w sumie jednego...że jesteś już po wszystkim i możesz tak trochę z dystansem popatrzeć wstecz. Ja jestem praaaawie po wszystkim, jeszcze jedno spotkanie w sądzie przede mną, mam nadzieję że ostatnie.


    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 09 kwietnia 2018 - 07:04
    no moja sprawa już się toczy,za godzinę wychodze do sądu i zobaczymy jakich rad ja będę mógł udzielać ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 09 kwietnia 2018 - 09:42
    ~arion napisał:
    no moja sprawa już się toczy,za godzinę wychodze do sądu i zobaczymy jakich rad ja będę mógł udzielać ;)


    już po,za 21 dni uprawomocnienie wyroku,które trzeba samemu w sądzie odebrać i potem do notariusza w sprawie podziału majątku,10 minut i po 20 latach ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 09 kwietnia 2018 - 10:44
    Witam w klubie Arion...
    Tak czytam o tym orzekaniu o winie i myślę sobie, że w końcu macie trochę racji z orzeczeniem tego faktu, gdy doszło do rozpadu z winy współmałżonka - jak np. u mnie, czy Aniołka, albo zdrada... Niby można i może dałoby się to przeprowadzić, ale ja jednak ten element odpuściłem. Jakoś wierzę w tzw. sprawiedliwość dziejową ;-)... ona już przekonuje się na własnej skórze co narobiła i te kilkanaście lat pożycia w jakimś w miarę stabilnym układzie, całkowicie uśpiły jej czujność i zdrowy rozsądek. Teraz okazało się co to znaczy korzystać z czyjegoś wsparcia, a tu nagle tego wsparcia brak..., bo niby z jakiej racji ja miałbym ją teraz wspierać...? Dzieci owszem - i to będzie pośrednio wsparcie jej, ale bardzo pośrednio raczej, Ona...? Zawsze jeszcze ciężkie działa mogę wytoczyć, gdyby zaszła taka potrzeba. Widzę jednak, że to, o co ja mógłbym się postarać w przypływie tzw zemsty, życie dokonuje całkiem rzetelnie. I niech tak pozostanie. Ja zachowam ciągle postawę defensywną.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 09 kwietnia 2018 - 13:05
    Wiesz Robert mi nie chodzi ani o zemstę, ani o sprawiedliwość... raczej o prawdę, o to jak było naprawdę...jeśli on mówi " wiem że to moja wina"... to czujesz w środku...że masz ochotę powiedzieć: no nie do końca Twoja, tak się czasami dzieje, masz ochotę go pocieszać, szukasz najpierw jakichś pośrednich rozwiązań, chcesz być dzielny/ dzielna...
    Jednak potem myślisz...no tak ale co ja zrobiłam nie tak...i dochodzisz do wniosku, ze nic...wręcz widzisz jak czasem (może nawet to żałosne) nieba chciałaś mu przychylić, zapominałaś o sobie, ten drugi był ważniejszy to przychodzi taki moment refleksji...i pytanie
    A ja? Gdzie ja jestem w tym wszystkim ? I chcesz zamknąć pewien etap na swoich zasadach.
    Dzisiaj doszłam do wniosku, że moje pisanie tutaj to moja autorefleksja i taki jakby mój krzyk. Właściwie chyba napisałam wszystko :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 09 kwietnia 2018 - 13:45
    ~Aniołek napisał:
    Właściwie chyba napisałam wszystko :)

    Mam nadzieję, że jeszcze stąd nie odchodzisz z tego powodu...? ;-).
    Mnie też nie chodzi o sprawiedliwość, bo ta zawsze będzie postrzegana bardzo względnie i tzw. punkt widzenia zależy od... no wiadomo :-). Chodzi mi właśnie o 'prawdę', ale tę prawdę, która oparta jest na faktach, nie na ich interpretacjach. Bardzo trudno jest taką prawdę wyłuskać, bo ona jest gdzieś głęboko pod zawiłościami codzienności. Moja 'była' zawsze gdy przywoływałem fakty, miała na to niezawodną odzywkę: 'z mojej strony to wygląda inaczej'... Kiedy byłem młodszy, myślałem sobie, że praktycznie każdy spór da się racjonalnie rozwiązać. Po latach mogę do tego dodać frazę: 'pod warunkiem, że obie strony chcą w ogóle ten spór rozwiązać'. Jeżeli jednej ze stron zależy, żeby spór podsycać, bo ma w tym jakiś cel, to każdy fakt będzie widziany z tzw innej strony. Ty będziesz widzieć czarne, a Twój adwersarz będzie twierdził, że to jest przecież białe, bo... tak chce to widzieć i koniec rozmowy - spór utknie w pozycji pata.
    U mnie też oficjalna wersja rozpadu małżeństwa brzmiała w taki sposób, że to ona czuje się winna i ma niby tego świadomość. W praktyce jednak działała zupełnie odmiennie od własnych deklaracji - gdzieś wkleiłem listę zarzutów, którymi mnie raczyła i próbowała zrzucić odpowiedzialność za wszystko na mnie, podczas gdy praktycznie wszystkie z zarzucanych mi rzeczy były wyssane z palca i spreparowane na potrzeby sporu, by rozwalić małżeństwo.
    Mogłem też domagać się orzeczenia o jej winie i wiem na pewno, że przed sądem by nie wygrała, bo to co tutaj zaprezentowałem, to tylko część prawdy. Są jeszcze okoliczności i fakty, których nie upubliczniam, a nie podważyliby tego nawet najlepsi adwokaci. Postawiłem ultimatum: albo Ty podajesz mnie o rozwód i wszystko przebiegnie bez żadnych zgrzytów i o winie nie orzekamy, albo ja podaję Ciebie i dopnę swego, by orzeczono Twoją winę. Ona wybrała pierwszy wariant... Chyba lepiej się stało.
    Gdyby jeszcze chciała coś wojować, mam bardzo mocne argumenty i mógłbym ją zniszczyć, ale tego nie chcę... lepiej niech nie wojuje... niech opiekuje się naszymi dziećmi i myślę, że te kilka lat jeszcze pociągniemy - dzieciakom pozostało zaledwie kilka lat do pełnoletniości.
    Nie wiem nawet czy one mają świadomość co do faktycznych przyczyn zawalenia się ich dotychczasowego świata - ja im tego nie mówiłem i o ile ona im sama nie powie o swojej orientacji seksualnej, ja mogę zrobić to dopiero gdy oboje będą dorośli, wcześniej nie.
    Trudno celebrować teraz cokolwiek z człowiekiem, który zmienia zdanie jak kameleon i nigdy nie wiadomo co nowego wykombinuje, bo jest skrajnie nieprzewidywalny i nieobliczalny, nie trzyma się po prostu żadnych uzgodnień i robi to, co dla niej jest doraźnie bardziej opłacalne nie bacząc na swojej zobowiązania. Człowiek z którym się niczego nie uzgadnia, bo i tak nie ma to żadnej wartości w praktyce. Mogę z tą kobietą tylko robić to, co jest aktualnie potrzebne dla dobra dzieci i nic więcej, a to też w taki sposób, by ona nie miała za dużego pola manewru, bo po raz tysięczny zostanę wystawiony do wiatru.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 09 kwietnia 2018 - 23:29
    ~Robert1971 napisał:
    ~Aniołek napisał:
    Właściwie chyba napisałam wszystko :)

    Mam nadzieję, że jeszcze stąd nie odchodzisz z tego powodu...? ;-).
    (...)
    Bardzo trudno jest taką prawdę wyłuskać... (...)
    Nie wiem nawet czy one mają świadomość co do faktycznych przyczyn zawalenia się ich dotychczasowego świata - ja im tego nie mówiłem i o ile ona im sama nie powie o swojej orientacji seksualnej, ja mogę zrobić to dopiero gdy ...


    Robercie powinnam się pożegnać, nie mogę przecież przejąć całego forum dla faceta po 40 ;) a niestety istnieje takie ryzyko...mam taki charakter, że albo coś robię albo nie...nie potrafię inaczej, a tak jak już napisałam trochę chyba za bardzo wciągnęło mnie to pisanie :) Może powinnam rzeczywiście
    pomyśleć o wlasnym "Anielskim blogu" ? ;)
    Wiem, że znalazłam tutaj odpowiedzi na wszystkie moje pytania, chociaż mam ochotę zapytać Ciebie Robercie o jedno:
    Ciekawa jestem czy Twoje dzieci pytały się dlaczego się rozstaliście? Co im powiedziałeś?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Dziabełek
    ~Dziabełek
    Napisane 10 kwietnia 2018 - 02:23
    Wiem, pytanie do Roberta i nieelegancko tak się wcinać, ale jestem Diabeł, więc sobie pozwolę:

    Co powiedziałbyś Ty, Aniołku?

    Uczciwie byłoby: prawdę.

    Ale ja nie mam dzieci, więc wiem tyle, co nic... A swoim bliskim też nie powiedziałem całej prawdy...
    Gdzieś włącza się w człowieku (nie wiem: może tylko we mnie, może to nienormalne?) taka lampka: "pozwól drugiej, ukochanej do niedwana jeszcze osobie, stanąć samemu wobec swego życia i swych wyborów... nie mów tego, czego nie wiesz, a co tylko przypuszczasz lub usłyszałeś..."

    Wielkanoc to taki cholernie dobry czas, by na nowo usiąść nad życiem i nad swą drogą...
    Piłatowe: "Czym jest prawda?"... Bułhakow rozmontował to pytanie do każdej kropki, ale odpowiedź...

    Wiesz, ja doszedłem do wniosku, że tak długo, jak długo była już żona nie powie mi wszystkeigo, tak długo jedyną prawdą, jaką będę znał, będzie moja prawda. A to tylko część całej prawdy. Czyli, jak twierdził ksiądz Twardowski: "gówno prawda"...

    A gdy, jeśli kiedykolwiek, usłyszę całą pawdę: będzie to powód, bym to ja objawiał ją światu?
    Szczerze: ani nie chcę jej znać, ani objawiać. I wiem, że jej nie poznam. Więc problem jej objawienia sam się eliminuje.

    I jest coś jeszcze. "Nie opuszczę Cię aż do śmierci.". Nie ma w przysiędze żadnego zdania warunkowego. Więc dla mnie, nawet jeśli się rozstaliśmy, nawet jeśli druga strona wszystko złamała - ta część przysięgi pozostaje aktualna. Dopasowana do rzeczywistości.

    Dlatego nie wiem, czy umiem jeszcze pokochać na 100%; dlatego nie wiem, na ile starczy mi sił i na ile potrafię otworzyć moje serce na nowo, ile mam w nim jeszcze miejsca. Ale chcę kobiecie, którą poznałem i pokochałem, jak najwięcej tego miejsca dać. Lecz wierność - nie w sensie fizycznym, lecz w sensie zaufania całego minionego życia - jest czymś, co definiuje mnie, w moim pojęciu, jako faceta. Moja była żona ma w moim sercu sejf. Punkt. Kropka. Wara innym od tego miejca.

    Księża chcą ze mną rozmawiać o rozwodzie kościelnym. A ja sobie myślę: "Jaja sobie ze mnie robicie? To Wasz - katolicki przepis. Nie boży. W prawosławiu rozwód jest dopuszczalny. W katolicyzmie - do dziś: tylko z wielkim cyrkiem. W obu kosćiołach: Bóg ten sam. Więc to wasz przepis, nie - boży. Wasz, ludzki przepis, nie ma nic wspólnego z wiarą. To, co myślicie, jak się do niego dostosuję: mam w nosie. Bóg jest ponad ludzkimi interpretacjami i przepisami. Obiecałem mojej byłej żonie w dniu ślubu i ma swój sejf. Na wieczność." Nie wiem tylko, na ile moje ludzkie serce to wytrzyma. Jedyną drogą wydaje się być: zamknąć jedne drzwi i otworzyć drugie.

    Dzieci... Poznanie prawdy pozostawiłbym im. One nie są nami. One mają swoją własną perspektywę. Często szerszą, niż nasza własna, w której to z jednej strony patrząc odjeżdża pociąg, z drugiej strony patrząc - odjeżdża stacja. Jedno z rodziców opowiada, co widzi; drugie - opowiada, co widzi; z tych dwóch opowieści i z tego co samo widzi - dziecko widzi to, co widzi...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 10 kwietnia 2018 - 16:27
    ~Robert1971 napisał:
    Witam w klubie Arion...
    Tak czytam o tym orzekaniu o winie i myślę sobie, że w końcu macie trochę racji z orzeczeniem tego faktu, gdy doszło do rozpadu z winy współmałżonka - jak np. u mnie, czy Aniołka, albo zdrada... Niby można i może dałoby się to przeprowadzić, ale ja jednak ten element odpuściłem. Jakoś wierzę w tzw. sprawiedliwość dziejową ;-)... ona już przekonuje się na własnej skórze co narobiła i te kilkanaście lat pożycia w jakimś w miarę stabilnym układzie, całkowicie uśpiły jej czujność i zdrowy rozsądek. Teraz okazało się co to znaczy korzystać z czyjegoś wsparcia, a tu nagle tego wsparcia brak..., bo niby z jakiej racji ja miałbym ją teraz wspierać...? Dzieci owszem - i to będzie pośrednio wsparcie jej, ale bardzo pośrednio raczej, Ona...? Zawsze jeszcze ciężkie działa mogę wytoczyć, gdyby zaszła taka potrzeba. Widzę jednak, że to, o co ja mógłbym się postarać w przypływie tzw zemsty, życie dokonuje całkiem rzetelnie. I niech tak pozostanie. Ja zachowam ciągle postawę defensywną.


    myślę trochę podobnie,jest problem i szukam rozwiązania,cena czas,przestrzeń i ryzyko bo ono jest np; gdy nie zdołam wywiązać się ze zobowiązań finansowych;jeszcze nie jestem wolny, to się nie dzieje z dnia na dzień....sprawiedliwość dziejowa? cóż,może kogoś zdziwię ale myślę,że coś takiego jest,karma czy coś....nie tam gdzieś ale tu i moje skromne doświadczenie to mi podpowiada.Zemsta? dobrze,że się nie widujemy bo czasami gniew aż zaślepia....czytam forum, trochę myślę,ale nie za dużo ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 10 kwietnia 2018 - 19:42
    ~arion napisał:

    już po,za 21 dni uprawomocnienie wyroku,które trzeba samemu w sądzie odebrać i potem do notariusza w sprawie podziału majątku,10 minut i po 20 latach ;)

    Arion,
    Bardzo szybko Ci poszło...niesamowite ;)
    Mam nadzieję, że Twoje nowe życie, którego nie planowałeś ułoży się i za kilka lat patrząc wstecz powiesz...nadal jest cudownie :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty