Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Romans i zdrada

Żałoba po rozwodzie?

Rozpoczęte przez ~kluska, 28 cze 2018
  • ~kluska
    ~kluska
    Napisane 28 czerwca 2018 - 14:52
    Witajcie.
    Mam prośbę o opinię, czy uważacie, że zakończenie 20-letniego, nierokującego związku dla dość krótkiej (pół roku) znajomości może być trudne? Czy osoba, która kończy taką relację, może mówić: "ciężko mi, ale to zrobię", czy takie słowa nie świadczą przypadkiem o niepewności? Czy warto zaufać facetowi w takim wypadku skoro tak bardzo przeżywa rozwód? Rozumiem, że chodzi w pewnym sensie o wymazanie z życiorysu 20 lat życia (tak to tłumaczy), ale nie wiem, czy towarzyszący temu ogromny smutek i żałoba są normą. Rozwodzący się mężczyzna powinien umierać z radości, że to koniec, że czeka go nowe życie? Czy ma prawo do obniżonego nastroju?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Deni
    ~Deni
    Napisane 29 czerwca 2018 - 17:13
    Zakończyć 20 letni związek na rzecz pół rocznej znajomosci ??
    Musiałby być idiota do kwadratu.

    Przecież kiedyś już zaczynał z motylkami w brzuchu , właśnie ten "nierokujący " związek.

    Na dodatek małżeństwo - pewnie dzieci, dorobek czyli powiązania emocjonalne i majątkowe i to wszystko poświecić dla pół rocznej znajomosci ...:)

    Rozwód zawsze jest trauma, jak smierć najbliższej osoby, to porażka osobista.
    Tym bardziej kiedy wie się, ze swoją zdrada postawiło się kropkę nad "i".

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 01 lipca 2018 - 15:12
    ~kluska napisał:
    Witajcie.
    Rozwodzący się mężczyzna powinien umierać z radości, że to koniec, że czeka go nowe życie? Czy ma prawo do obniżonego nastroju?

    Rozwodzący się mężczyzna w czasie rozwodu przeżywa akt zawalenia się jego kilkunasto/kilkudziesięcioletniego okresu w życiu.
    Nie może mi się pomieścić w głowie jak można myśleć, że on ma się z czego cieszyć...
    Dzieje się straszna tragedia, niszczone są jego starania, efekty ciężkiej i długotrwałej pracy, ginie to z czym on wiązał jak najdalej idące nadzieje, zalega w gruzach jego całe dorosłe życie..., a on ma się cieszyć.
    Kimkolwiek jesteś - osobo zadająca takie pytanie - czy Ty duszy nie masz...?
    Twoje pytanie powala mnie nie na kolana..., powala mnie na ziemię. Albo nie myślisz w ogóle, albo myślisz, że mężczyzna nie ma uczuć i traktujesz go jak przedmiot do wbijania gwoździ i przesuwania szaf - zastanów się nad swoim postrzeganiem drugiego człowieka - mężczyzny też.
    Twoje pytanie jest tragiczne i odpowiem na nie wprost:
    Ma prawo mieć obniżony nastrój, ma prawo czuć się przegrany, ma prawo przeżywać jak najgłębszą żałobę, ma prawo płakać, nie spać po nocach, być zamyślony, rozkojarzony, ma prawo nie wiedzieć co się wokół niego dzieje - on jest z reguły w rozpaczy. Gdyby cieszył się z rozwodu po 20-letnim małżeństwie, znaczyłoby, że jest podłym i nikczemnym człowiekiem, który nic nie czuje, z niczym i nikim się nie liczy, jest mu wszystko obojętne, co było, co będzie..., to psychopata.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Pytanie
    ~Pytanie
    Napisane 20 lipca 2018 - 15:36
    ~Robert1971 napisał:

    (...)
    Rozwodzący się mężczyzna w czasie rozwodu przeżywa akt zawalenia się jego kilkunasto/kilkudziesięcioletniego okresu w życiu.
    Nie może mi się pomieścić w głowie jak można myśleć, że on ma się z czego cieszyć...
    Dzieje się straszna tragedia, niszczone są jego starania, efekty ciężkiej i długotrwałej pracy, ginie to z czym on wiązał jak najdalej idące nadzieje, zalega w gruzach jego całe dorosłe życie..., a on ma się cieszyć.
    Kimkolwiek jesteś - osobo zadająca takie pytanie - czy Ty duszy nie masz...?
    Twoje pytanie powala mnie nie na kolana..., powala mnie na ziemię.
    (...)
    Twoje pytanie jest tragiczne i odpowiem na nie wprost:
    Ma prawo mieć obniżony nastrój, ma prawo czuć się przegrany, ma prawo przeżywać jak najgłębszą żałobę, ma prawo płakać, nie spać po nocach, być zamyślony, rozkojarzony, ma prawo nie wiedzieć co się wokół niego dzieje - on jest z reguły w rozpaczy. (...).

    Robercie czy Ty aby na pewno przeżyłeś swoją żałobę?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 20 lipca 2018 - 16:01
    ~Pytanie napisał:

    Robercie czy Ty aby na pewno przeżyłeś swoją żałobę?

    Na pewno do dziś boli mnie podłość z jaką się spotkałem i nikczemność ze strony osoby z którą przeżyłem szmat czasu i nadal wiązałem swoje nadzieje. Będzie mnie to bolało aż do śmierci i nigdy nie przestanie.
    Jednak samej istoty pytania nie rozumiem...
    Co ma do rzeczy czy ja aby przeżyłem swoją żałobę???
    Rozwód to straszna życiowa tragedia - dla mężczyzny też - i każdy kto poddaje w wątpliwość ten prosty fakt, może być podejrzewany o zwykły brak wyższych uczuć - jest potworem.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Pytanie
    ~Pytanie
    Napisane 20 lipca 2018 - 16:44
    Robercie,
    Kluska zadała pytanie czy stwierdzenie "ciężko mi, ale to zrobię"...nie świadczy o niepewności, czy nie świadczy o tym, że może nie powinien ów facet kończyć 20 letniego związku.

    Twoja odpowiedź na to pytanie zastanowiła mnie o tyle, że wystrzeliłeś w Kluskę z wielkiego działa...i widać w tej odpowiedzi Twój ogromny, przeogromny żal. Moje pytanie jest proste...Czy pogodziłeś się, że utraciłeś bezpowrotnie kogoś z kim przeżyłeś tyle lat. Z tego co piszesz nie pogodziłeś się i jak zapowiadasz...nie pogodzisz, ale zapewniam Cię, że jest wiele osób o bardzo wrażliwych sercach, które przeżyły żałobę po rozwodzie i nie są potworami.
    Żal w sercu pozostanie po rozwodzie na pewno, ale Kluska chyba nie o to pytała Robercie. A moje pytanie miało tylko wzbudzić refleksję :) Pozdrawiam

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 20 lipca 2018 - 17:51
    ~Pytanie napisał:
    Robercie,
    Twoja odpowiedź na to pytanie zastanowiła mnie o tyle, że wystrzeliłeś w Kluskę z wielkiego działa...i widać w tej odpowiedzi Twój ogromny, przeogromny żal. (...) z tego co piszesz nie pogodziłeś się i jak zapowiadasz...nie pogodzisz,


    Czym innym jest 'pogodzenie się z faktem', a czym innym zobojętnienie na jego zaistnienie. Ja nie tylko się pogodziłem z faktem, że osoba z którą przeżyłem szmat czasu, zlekceważyła i zdeptała całą dobroć i zaangażowanie, które w nią 'wpompowałem', ja nawet nie przewiduję w żadnym scenariuszu, powrotu do dawnych zażyłości, bo ona sama spaliła za sobą mosty. Ja wyrażam jedynie żal za tym, że dawałem dobro, a otrzymywałem zło - takie coś boli i boleć będzie. Kluska zapytała o nastroje faceta przy okazji rozwodu i wspomniała nawet, że w końcu on powinien się cieszyć z faktu, że jego gehenna się kończy. No tak... z jednej strony ma się z czego cieszyć - gdy trafił tak jak ja, gdzie żona stała się ucieleśnieniem zła i bez względu na rodzaj i rozmiar mojego starania i tak całą winę zrzuciła na mnie, a z drugiej strony smak straconego zaangażowania, zawiedzionego zaufania, zmarnowanego czasu i... ta wiara w ludzi... nie da się tego tak łatwo odbudować - zawsze zostanie doza nieufności, bo skoro raz mnie 'tak' potraktowano i wpływu w sumie na to nie miałem, to zawsze może się to zdarzyć ponownie, a tego nikt chyba nie chce :-). Nie pojmuję jak osoba o zwykłej, przeciętnej wrażliwości, może utożsamiać rozwód z czymś radosnym... Może czegoś nie rozumiem...?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~kluska
    ~kluska
    Napisane 21 lipca 2018 - 14:43
    Nie napisałam, że powinien się cieszyć :) Zapytałam Was o to. Nie rozwodziłam się nigdy, a mój najdłuższy związek w życiu trwał tylko 5 lat, cieszyłam się z jego końca. Wiem, że to marne porównanie, ale innego nie mam, stąd prośba o poradę.
    I Pytanie ma rację - chodziło mi przede wszystkim o tę ewentualną niepewność, bo ja też sporo inwestuję. Dodam, że to żona go zdradzała, on wybaczył, ale średnio im dalej szło, poznał mnie, rozstał się z nią, ale oficjalnie nadal są małżeństwem. Prawdopodobnie pomimo jego obietnic nie wytrzymam już zbyt długo, więc relacja dobiega końca. Mam wrażenie, że "ciężko mu" nie bez powodu. Poza tym wczujcie się w moją sytuację, mam faceta, który zamiast cieszyć się mną, płacze po żonie. Czuję się jak jakaś bzdura, wypełniacz wolnego czasu, a może zemsta wobec żony. I ja też mogłabym Cię Robercie określić bezdusznym na tej podstawie. Nie zrobię tego, bo nie znasz dokładnie mojej historii, a powierzchownie mogłeś mnie ocenić źle. Nie będę się tutaj przepychała. Chciałam bardzo ogólnie poznać emocje i postawy towarzyszące rozwodom.
    Dziękuję za odpowiedzi.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 21 lipca 2018 - 16:35
    ~kluska napisał:
    Nie napisałam, że powinien się cieszyć :) (..)Chciałam bardzo ogólnie poznać emocje i postawy towarzyszące rozwodom.
    Dziękuję za odpowiedzi.


    Twoje pytanie odebrałem jako rodzaj stwierdzenia...
    Piszesz przecież:
    ~kluska napisał:
    czy towarzyszący temu ogromny smutek i żałoba są normą. Rozwodzący się mężczyzna powinien umierać z radości, że to koniec, że czeka go nowe życie? Czy ma prawo do obniżonego nastroju?


    Ja swój rozwód przeżywałem bardzo mocno. Nawet teraz gdy upłynęło już trochę czasu, nie jestem wobec niego obojętny. Nie chodzi nawet o pogodzenie się z faktem, czy jego brak. Rzecz w poczuciu oszukania, wykorzystania, przetrwonienia młodości, zawodu... Gdybym to ja był stroną niszczącą i miał tego świadomość, może inaczej wyglądałyby moje odczucia teraz. Jednak ze wszystkich sił starałem się utrzymać to, co w gruncie rzeczy nie było idealne, ale usiłowałem to małżeństwo podtrzymać - dla dzieci - a ona je systematycznie i z premedytacją niszczyła. Doprowadziła tym do sytuacji gdzie uznałem, że dalej jest już tylko nicość, bo w zaistniałej atmosferze pewnego dnia mógłbym się posunąć do zbrodni, albo trafić do 'domu wariatów'. To był naprawdę dramat, bo zabiegania o utrzymanie status quo, podkładanie się, robienie z siebie durnia - żeby tylko dzieci miały dom... nic nie dały, bo ona usiłowała to zniszczyć, a nie chciała przy tym powiedzieć wprost - słuchaj stary, nie kocham Cię już, bo mi się odwidziało i podaję Cię o rozwód... Wolała jątrzyć i prowokować, a przy tym robić spustoszenie jakiego nie spodziewałbym się w najśmielszych scenariuszach.
    Spotkałem się też z opiniami - niezbyt rozgarniętych pań - jakoby mężczyzna był mało wrażliwym stworzeniem i on nie odczuwa, nie przeżywa, nie jest delikatny... że tylko kobieta może taka być, facet jest gruboskórny - co jest oczywistą bzdurą i chyba tylko wynikiem zadufania w sobie, albo kompletnej bezmyślności. Kiedy natrafiam na takie opinie i zestawiam je z moimi doświadczeniami życiowymi, dostaję drgawek :-). Gdy pada pytanie w typie 'czy facet nie przeżywa rozwodu - przecież on powinien się cieszyć'... ;-)
    No jakoś nie - może ktoś tam się cieszy, ale dla mnie to normalne nie jest.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~kluska
    ~kluska
    Napisane 21 lipca 2018 - 17:41
    Zapytałam zarówno o to, czy rozwodzący się facet ma prawo do żałoby, jak i o to czy powinien się cieszyć. Nie było stwierdzenia, przedstawiłam dwa pytania, dwa bieguny, może zbyt przerysowane, ale chciałam oddzielić je grubą linią. Mój błąd, masz rację, ale bałam się, że pytając jedynie o prawo do żałoby zasugeruję za bardzo odpowiedź, jednocześnie licząc po cichu na to. Chciałam przedstawić wersję optymistyczną i pesymistyczną (dla mnie).
    Swojego faceta wspieram w tym smutku, bo staram się właśnie na to patrzeć, tak jak piszesz- że stracił wiele lat życia i starań. Ale mi też jest ciężko i on o tym wie, i tak się trochę męczymy razem. Kiedyś powiedział, że gdyby nie jeden jego kaprys, to nadal byłby z żoną i byłoby super. Sama nie wiem, czy wynika to z poczucia straty czy po prostu tęskni za nią. Mówi, że jej nie kocha i że tego małżeństwa już się nie da uratować, próbowali dość długo, ale to są przecież tylko słowa...
    Twoja historia jest inna, ale ciut mnie pociesza. Choć szczerze przyznam, że za mało by wierzyć w to, że nam się uda.
    Mówi, że chce ułożyć sobie nowe życie, że na pewno się rozwiedzie, ale nic nie robi w tym kierunku. Myślisz, że odwlekanie tego ma sens? Jest dość słaby psychicznie, sam siebie nazywa pierdołą.
    Czy w kontekście tego co mówi (małżeństwo nie ma przyszłości) i perspektyw na przyszłość (rzekomo mnie kocha i widzi nas razem) ma prawo tak odwlekać ten rozwód? Naprawdę nie wiem co robić. Wiem, że to sprawa mocno indywidualna, ale potrzebuję jakichś opinii. Znajomi mi mówią, żebym odpuściła, ale oni nie byli nigdy w podobnej sytuacji. A ja chyba szukam na siłę potwierdzenia, że powinnam jednak poczekać... Błąd zrobiłam wiążąc się z nim, ale stało się, teraz jakoś muszę to sensownie ogarnąć.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 21 lipca 2018 - 18:18
    Wiesz... do rozwodu trzeba dojrzeć. Rozpad małżeństwa to proces. Nie da się ot tak powiedzieć swojej żonie: 'Wiesz co... ja odchodzę, będzie się kontaktował z Tobą mój prawnik...' To tylko w filmach tak wygląda. W praktyce jest inaczej. Faktem jest, że trzeba męskiej decyzji do pozwania żony, z którą się spędziło wiele lat o rozwód. Trzymają Cie sentymenty, owoce zaangażowania, dzieci... Żona już się dawno nie sprawdza jako żona i nie możesz na nią w sumie patrzeć, bo stała się dla Ciebie wredną małpą, ale jest dalej Twoją żoną. Czy faktycznie jego wątpliwości przekreślają go jako człowieka? Trudno powiedzieć. On może być faktycznie wartościowym mężczyzną, a nie chce się rozejść ze względów o których nie musisz wcale wiedzieć. Może właśnie to stanowi o jego szlachetności...? Tego nie wiesz... No tak, ale skoro jeszcze trwa w najlepsze małżeństwo, a on znalazł sobie laskę, to też nieciekawie rokuje :-). Sama musisz to rozstrzygnąć. :-) Trudno mnie doradzać. Ja w nowy związek wszedłem dopiero jak wszystko było rozstrzygnięte... ;-) Nawet ją zapytałem czy ona tak na poważnie i po uzyskaniu twierdzącej odpowiedzi wszcząłem faktyczne działania prowadzące do stworzenia czegoś nowego. Potem mi coś wywaliła, że tak szybko uciekłem..., a jak miałem zrobić? Trzymać się potwora i tyrana nie miałem i nie mam zamiaru, a ona i po rozwodzie chciała mną zawiadywać - to nieakceptowalne pod żadnym pozorem - nie dopuść do tego. Gdyby się tak rozwiódł i był z Tobą, to jego 'była' jest już obcą osobą i tak należy ją traktować. Niektóre panie uzurpują sobie prawem kaduka, prawo do zawiadywania byłym mężem podczas gdy on ma już swoje życie i swoje spawy... ;-) to tak w kwestii dobrej rady ;-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~kluska
    ~kluska
    Napisane 21 lipca 2018 - 19:37
    Dzięki za radę, mam nadzieję, że się przyda, czyli, że dojdzie do rozwodu. ;)
    Ty to zrobiłeś jak należy. Najpierw rozwód, a potem coś nowego, wszystko z sensem i przemyślane. Takich mężczyzn się ceni. Bo to na pewno duuużo odważniejsze niż poszukanie sobie klina. Poznałam już kilku facetów "w trakcie rozwodu", w "upadającym związku", którzy oczekiwali ode mnie czegoś więcej. To popularne zachowania, nie tylko mężczyzn, ale ogólnie - ludzi. Dlatego tym bardziej Cię podziwiam. Właściwie to ja też bym najchętniej pozbyła się swojego faceta za pomocą klinu, ale nie umiem, wpadłam w to okropnie...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Pytanie
    ~Pytanie
    Napisane 23 lipca 2018 - 15:45
    ~kluska napisał:

    (...)Chciałam przedstawić wersję optymistyczną i pesymistyczną (dla mnie).
    (...)Kiedyś powiedział, że gdyby nie jeden jego kaprys, to nadal byłby z żoną i byłoby super.
    Sama nie wiem, czy wynika to z poczucia straty czy po prostu tęskni za nią. Mówi, że jej nie kocha i że tego małżeństwa już się nie da uratować, próbowali dość długo, ale to są przecież tylko słowa..
    (...)
    Mówi, że chce ułożyć sobie nowe życie, że na pewno się rozwiedzie, ale nic nie robi w tym kierunku. Myślisz, że odwlekanie tego ma sens? Jest dość słaby psychicznie, sam siebie nazywa pierdołą.
    (...) Wiem, że to sprawa mocno indywidualna, ale potrzebuję jakichś opinii. Znajomi mi mówią, żebym odpuściła, ale oni nie byli nigdy w podobnej sytuacji. A ja chyba szukam na siłę potwierdzenia, że powinnam jednak poczekać... Błąd zrobiłam wiążąc się z nim, ale stało się, teraz jakoś muszę to sensownie ogarnąć.


    Kluseczko,
    Pozwól, że dorzucę do tej wymiany zdań kilka słów. Przeczytałam uważnie wszystko, co napisałaś i chyba najistotniejsze jest pytanie
    A jak Ty chciałabyś, żeby było?
    Skoro piszesz, że poznanie jego było błędem to co powinnaś zrobić?
    Nie wiem czego oczekujesz od tego faceta, to Ty znasz odpowiedź na kolejne pytanie:
    Czy on jest w stanie Ci to dać? Dać to czego potrzebujesz? Wreszcie czy jesteście w stanie dać sobie nawzajem to czego Wam dzisiaj brak.
    Wersja pesymistyczna dla Ciebie jest taka: facet się nie rozwiedzie, bo nie chce tego a powodem ewentualnego rozwodu jest fakt, że jego żona ujawniła zdradę, ale może mu wybaczy (on na to liczy, ale się nie zmieni i nadal będzie ją zdradzał i będzie uważniejszy) a z Tobą nie stworzy związku nigdy.
    Wersja optymistyczna:
    Facet rozwiedzie się jak do tego dojrzeje, ale nie będzie chciał ponownie brać ślubu, trudno będzie mu zaufać ponownie. Jeśli uważasz, że go kochasz a on Ciebie to się uda.

    Moja jedyna wątpliwość: sytuacja, w której jesteś Cię męczy zatem zakładając, że nie jesteś typem męczennicy może warto zadać facetowi pytanie: Dlaczego i jak długo mam na Ciebie czekać?
    I nie jest istotne, że on jak twierdzi jest pierdołą.


    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry
1
Strona 1 z 1
Strona 1 z 1

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty