Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

walczyć o małżeństwo, czy nie?

Rozpoczęte przez ~Loo, 02 lis 2012
  • ~Załamany 73
    ~Załamany 73
    Napisane 28 grudnia 2019 - 23:07
    Nie boję się być sam. To nie o to chodzi. Chcę powalczyć. Tylko nie bardzo wiem jak?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Hydraulik Kazimierz
    ~Hydraulik Kazimierz
    Napisane 28 grudnia 2019 - 23:33
    Obawiam się, że nie masz o co kolego. Możesz oczywiście próbować, ale po takich słowach czego oczekujesz? Litości? Jak później będzie wyglądało Wasze życie? Zapomnisz o tych słowach i będziesz żył jakby nic się nie stało czekając aż odejdzie? Zadbaj o siebie i zacznij planować swoje życie bez niej.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~raz
    ~raz
    Napisane 29 grudnia 2019 - 01:58
    ~Załamany napisał:
    Witam.
    Życie dla mnie przestało się liczyć. Skończyłem u psychiatry z depresją, jestem na lekach. Tak bardzo ją kocham! Walczę chcę walczyć do końca bo wiem że życie bez niej jest dla mnie bez sensu! Żona nie ma nikogo jestem pewien. Mieszkamy razem jesteśmy razem, śpimy w jednym łóżku ale nic więcej. Nie mogę jej dotknąć, przytulić. To jest straszne!


    Nie chce być z tobą bo jesteś żałosny. Sorki za brutalność. Skończ się jej narzucać, bądź mężczyzną, nie być płaszczy-pizdą. Wg mnie - ona ma kogoś albo ciebie za totalnego szmaciarza. Kobiety (pomijając bite) zwykle nigdy nie odchodzą nie mając nowego bolcownika. "jestem pewien".

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 30 grudnia 2019 - 01:18
    ~raz napisał:
    (...) bądź mężczyzną, nie być płaszczy-pizdą. Wg mnie - ona ma kogoś albo (...)Kobiety (pomijając bite) zwykle nigdy nie odchodzą nie mając nowego bolcownika. "jestem pewien".

    No nieeeee, skoro RAZ jest pewien to żona z pewnością kogoś ma :)
    Tylko skąd ta pewność RAZ? Aha i gdzie jest napisane, że żona w ogóle chce odejść?
    Kolega się pyta co robić a Ty mu z płaszczy-pizdą wyjeżdżasz. Proponuję jeszcze podać definicję płaszczy-pizdy.
    A tak na marginesie mam pytanie do załamanego 73:
    Piszesz, że zakochałeś się na nowo w swojej żonie pół roku temu...a co zatem działo się wcześniej?


    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~raz
    ~raz
    Napisane 30 grudnia 2019 - 03:08
    @aniołek
    "jestem pewien" (w cudzysłowie) było w odniesieniu do stwierdzenia @załamany który pisał, że jest pewien, że zona nikogo nie ma. Trzeba to tłumaczyć tobie, inteligentnej osobie, przeoczyłaś, nie skumałaś ?
    Przecież napisałem co ma robić, znowu przeoczyłaś ? to zacytuję (w nawiasach dodałem teraz): "Skończ się jej narzucać, bądź mężczyzną, nie być płaszczy-pizdą (definicję sprawdź sobie w wikipedi). Wg mnie - ona ma kogoś (na boku) albo ciebie za totalnego szmaciarza"
    Pokaż mi kobietę która nie da się nawet dotknąć mężowi nie mając nikogo na boku albo totalnie nim gardząc / nienawidząc ?
    Dlaczego robisz (sama będąc kobietą, wiedząc doskonale o co biega) tego faceta w chuja, dając mu nadzieje ? Po co go kopiesz jak on i tak już leży bezbronny ? Sadystka ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek SADYSTA :-)
    ~Aniołek SADYSTA :-)
    Napisane 30 grudnia 2019 - 12:34
    Drogi załamany 73,
    Nie wiem czy się narzucasz czy nie narzucasz swojej żonie, nie wiem jak było a jak jest między Wami, wiem natomiast jedno. Warto cierpliwie poczekać na rozwój wydarzeń próbując jednak się porozumieć i zrozumieć co się stało, czy co się dzieje.
    Niezależnie od tego czego jesteś czy nie jesteś pewien to co usłyszałeś z ust żony ma swoją przyczynę. Żona nie przestała Cię kochać z dnia na dzień ot tak po prostu. Z pewnością to wiesz.
    Uważam, że powinieneś znać odpowiedź na pytanie dlaczego Twoja żona sądzi że jesteś egoistą? Bo może rzeczywiście jesteś????
    Interesuje mnie czy Twoja żona chce odejść od Ciebie?




    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~miss_fantasy
    ~miss_fantasy
    Napisane 02 stycznia 2020 - 22:03
    Witam wszystkich Forumowiczów w tym wątku, śledzę wątek juz jakiś czas, aby poznać inne doświadcza w tym jakże niełatwym temacie (dopiero teraz wiem i nie przypuszczałam jakie to skomplikowane)... Mam dokładnie taką sytuację jak opisał Załamany, z tym że ja nie popadłam w depresję, leki czy inne, staram się sobie to tłumaczyć, że co ma być to będzie... Że życie będzie trwało czy z nim czy bez niego. Że jakoś sobie z tym poradzę... Dziś w rozmowie, która zainicjowałam ja, bo czasem trudno wytrzymać obojętność, powiedziałam mu, co mi leży na sercu i zapytalam co jemu... Najgorsze jest spanie z osobą, która nie okazuje uczuć... Na poczatku była wielka miłość, mamy syna 13 lat, razem od 16 lat, mamy 38 i 39 lat... Przykro i tyle.. Oboje nie byliśmy idealni, ja cały czas pozostawiam promyk nadziei, że nam sie ułoży ale już nie wiem jak długo... Trudno się rozstać i trudno żyć tak razem... Życzę sobie i Forumowiczom odkrywania właściwej drogi i podejmowania słusznych przemyslanych decyzji..

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~raz
    ~raz
    Napisane 02 stycznia 2020 - 22:54
    @miss

    - jeśli możesz to powiedz w czym jest problem, z tego co piszesz rozumiem, że z jego strony,
    - dlaczego nie odejdziesz, co cię trzyma ?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~miss_fantasy
    ~miss_fantasy
    Napisane 03 stycznia 2020 - 00:25
    @raz, a no to, że wielka milosc, obustronna, że już wiele razem kryzysów przeszliśmy, że mówiliśmy sobie, że czujemy że nic nas nie rozłaczy bo zawsze w największej klotni (kto ich nie ma) mówiliśmy sobie później ze chcieliśmy sie pogodzić i paść sobie w ramiona.. Sex nie najważniejszy (tak uważam) ale cudownie bylo się połączyć wtedy i tak właśnie i tak dalej... Oboje jak się później okazało mieliśmy coś tam na sumieniu, może nic poważnego ale dla mnie (i moje dla niego) okazaly się chyba zbyt poważne, dlugie wyjasniania, powracanie do tematów, zazdrość.. Mam takie zdanie jak tu też już padło na forum, że dopóki są emocje dotąd jest pożądanie, miłość, pragnienie bycia razem... Dotychczas sobie mówiliśmy (wzajemnie), że lubimy po prostu ze soba tak zwyczajnie przebywać, rozmawiać ze sobą, kochać się.. Powiedział mi, że już nie kocha, że już coś w nim pękło jak to nazywa, że on teraz nie wie co myśleć i żebym nie oczekiwała od niego sexu wtedy gdy on nie chce.. A jak sobie czytam o tych Panach, którzy piszą "mężczyzna odstawiony przez żonę" itp i myślę, że mam odwrotnie.... Ehhh Dodam jeszcze, że mój mąż cały czas mi się podoba fizycznie, czasem mniej (ale wciąż widzę pozytywne strony) tak "od strony charakteru" bo jest skłonny do takich stanów melancholijnych, mówi że wrażliwy i czasem moim zdaniem zbytnio się użala nad sobą, ale patrząc całościowo a nie tylko jak mi tam coś w głowie "drgnie" do jakiegoś innego mężczyzny (bo co tu udawać, tak myślę ludzie obu płci mają), to i tak uważałam, że jest mi najważniejszy i że relacja dlugofalowa i w wierności to jest to (on też tak twierdził i mówi że tak uważa dalej) i że wtedy sex jest wspaniały (choćby czasem nie ten wymarzony czy rzadziej niż by się chciało.. ). Powiedział, że krzyczałam robiłam awantury (tak, to prawda), że go poniżyłam, upodliłam... Powiedzialam, że czasami już czułam się bezsilna wobec jego ciągłych zlych nastrojów a to niewyspany, a to w pracy nie tak, a to za późno do łóżka przyszłam i teraz to on idzie spać... Nie miał pracy przez pewiwn czas, to w domu nic a nic nie zrobione, dziecko nie zadbane z lekcjami, bałagan, a ja wtedy przychodziłam później bo i później rano wychodziłam żeby rano ogarnąć i też razem kawę wypić, porozmawiać (mam taką pracę, gdzie mogę sobie na to pozwolić)... I tak było raz dobrze raz burza... Przeważnie to ja inicjowałam sex i mogę powiedzieć ze mu się podobało mnie też tylko on teraz to mi tak tym "gra", że nie, bo coś tam i znów potok marudzenia... A już wszystkiego nie opiszę długo by wyjaśniać (na ile to możliwe piszę obiektywnie o obu stronach).. Ja mam optymizm i radość życia mimo a może właśnie z tymi wszystkimi "zadaniami, które życie nam stawia... Teraz wiem, że mi jest niesamowicie smutno i źle z tą myślą, że w nim to coś już zgaslo do mnie...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~raz
    ~raz
    Napisane 03 stycznia 2020 - 01:04
    @miss
    Czytam miedzy wierszami, że była zdrada. piszesz, że oboje coś mieliście na sumieniu.
    On nie wytrzymał, odpuścił, pewnie ma żal. Jak mówi, że pękło to nie jest w stanie ci wybaczyć (czegoś, wg mnie zdrady). Z twojego opisu wynika, że straciłaś dla niego szacunek bo się nad sobą użalał, seks też już nie taki jak kiedyś, przestał być dla ciebie prawdziwym facetem to i ci w głowie 'drgało' coś w kierunku innych facetów. I mogę tylko podejrzewać że na 'drganiu w głowie' się nie skończyło.
    Osobiście mu się nie dziwię jeżeli tak było (twoja zdrada), on czuje się upodlony na maxa, faceci to bardziej przeżywają.
    Piszesz, że problemem są awantury, a wcześniej, że po awanturach było godzenie się w łóżku - to się kupy nie trzyma. Coś innego jest na rzeczy niż awantury.
    I masz racje, pożądanie to podstawa ale nie pożąda się za wszelka cenę. Ja tu widzę jego wielki, wielki żal do ciebie.
    A może jest inaczej ?
    Co cię przy nim trzyma ? dlaczego chcesz to ratować ? A może wcale nie chcesz ?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~miss_fantasy
    ~miss_fantasy
    Napisane 03 stycznia 2020 - 01:50
    To tak.. Po latach powiedział mi, wyznal (chyba zeby byc czystym wzgledem mnie bo moze bym sie jakos tego dowiedziala) w jego ciezkich chwilach kiedy mial w zyciu "wielki dolek" ale naprawdę wielki, juz nie bede pisac szczegolow, że jak nasz syn byl malutki, pojechal spotkać sie z kolegami i tam bedac po spozyciu alhoholu calowal inna kobietę
    To juz byl dla mnie drugi taki "news" na tamten czas bo pierwszy odkrylam sama, ze mial emailowe kontakty z kolezanka z pracy, kgora jak mowil sama do niego napisala, ja to odkrylam przypadkiem bo sie z emaila nie wylogowal, mowil ze to takie bzdety i ze nic tam nie bylo nawet sie z nia nie spotkal, ale jak mu powiedzialam ze jakbym nie odkryla to pisal ze by ja tam gdzies podwioz czy jakos tak... W tym czasie on byl w trakcie zmiany pracy na nowa wiec juz tam nie pracowal jak to odkrylam... W tym tez czasie ja cos czulam ze jest nie teges i jakos tak niby bylo z jego strony dobrze, ale cos nie gralo i ja to czulam, on byl wtedy "na tzw fali" bo mial dobra prace, zmienial na jeszcze lepsza, a ja w domu z synkiem (bo ja sie nim zajmowalam do 4 lat w domu, nasza wspolna decyzja podyktowana zyciawa sytuacja) i taka sie czulam opuszczona jakkolwiek to banalnie nie zabrzmi... Mialam kiedys jak bylam nastolatka, taka wakacyjna milosc i znalazlam na fb i tak napisalam jeden email... drugi... On tez sie cieszyl ze po tylu latach sie znow mozemy skontaktowac, mowil ze mnie juz wczesniej szukal ale nie mogl znalezc (ja nie mialam fb)... No i jak odkrylam te maile meza... To myslalam ze mi serce pęknie... :( tak oszukana, moze i tam do niczego wiecej nie doszlo ale dla mnie w tych sprawach to jest albo 0 albo 10 albo sie jest wiernym albo nie... I tak z tego rozgoryczenia, smutku i czego tam jeszcze... Te dwa czy trzy maile takie zeby z kims porozmawiac (nie mialam tam żadnych znajomych, w nowym mieszkaniu, sama z dzieckiem, maz w pracy i jak sie okazalo dogadzal sobie budujac swoje "meskie poczucie wartosci") przerodzily sie w emocjonalny silny zwiazek (na odleglosc bo bardzo duzo km miedzy nami), byly rozmowy o wszystkim, a najlepsze o seksie, o tum jak lubimy i okazalo sie ze tak razem... Jak by bylo w rzeczywistosci to juz nie wiem i wiem że nie zrobilabym nic w realu i ze chcialam rozbudzic bardziej meza mimo wszystko... To tez jakos tak wyszlo, juz nie pamietam dokladnie jak ale ja juz tyle robilam zeby on w koncu ruszyl glowa ze cos sie z jego zona dzieje ze specjalnie tego nie ukrywalam... Tak mial wielki zal, ale ja go wtedy zapewnilam, ze to on jest dla mnie najważniejszy i ze zrobie wszystko aby nam sie ulozylo... No i nawet pozniej (troche czasu uplynelo ale jednak) bylo lepiej niz kiedykolwiek miedzy nami, we wzzystkim... Wtedy to nabralam takiego poczucia ze nic nas nie zniszczy... I to byl blad... On mial jak mowi wtedy najgorszy czas w swoim zyciu, problemy w pracy, jakis mobbing jak twiwrdzil itp, w koncu stracil te prace, byl bezrobotny jak sie pozniej okazalo dluzej niz rok, prawie dwa... Bo leczyl sie z depresji jak to nazywa... Podkresla do tej pory, ze za to ze bylam z nim bedzie mi zawszs wdzieczny... Tylko to wlasnie wtedy ja chyba zbagatelizowalam ten problem i uwidocznilt sie tez moje zdolnosci do zarzadzania i podejmowania decyzji... (no ale KTOS musial...) pozniej dlugo nie mogl znalezc stalej pracy a w koncu zlalazl... No i tam zagubiony i nie mogl sie odnalezc w natloku spraw.... No i po dwoch miesiacach mi wyznal jadac w aucie ze "zakochal sie na nowo" przez ulamek sekundy pomyslalam ze we mnie... I poczulam iskre szczescia (no bo nie bylo latwo te relacje z nim wtedy) az tu ze w kolezance z pracy ktora mu OKAZALA POMOC I CIERPLIWIE TLUMACZYLA obowiązki w pracy jak on "naaet nie wiedzial jak sie nazywa" i byl wtedy w takim "stanie"... I ze ja tego nie rozumiem... To ja pytam... Ja zrobilam cos RAZ, a on 3 razy... Tyle wiem... Zrobilam ogromna awanture, kazalam mu sie (no z bolem serca i rozrywajacym sercem) wynosić, pojechal na weekend do swoich rodzicow...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~miss_fantasy
    ~miss_fantasy
    Napisane 03 stycznia 2020 - 02:16
    C. D. (juz krotko sie postaram) wiec wrócił ale jakos tak dziwnie, padlismy sobie w objecia jeszcze z zalami (bo wzzystko wywloklam i ja i on) sex, zasnelismy przytuleni... No a na drugi dzien jak spytalam czy pojdziemy do pokoju (chcialam sie po prostu polozyc i przytulic po pracy) to on powiedzial a co ty myslisz ze codziennie bedzie sex?! No i wytedy mi wszystko opadlo, rece, glowa i co tylko... I tak trwa to jyz od tych cholernych walentynek (tak, to w tym czasie mi oznajmil o tej swej nowej milosci i jezzcze dal jej czekoladki!! Niby w ramach podziekowania za pomoc w pracy...) a w walentynki wlasnie obchodziliśmy 15. rocznice naszych zareczyn... I taka kiszka...
    Awantury, wypominanie, powiedzialam ze ja juz mu nie ufam w niczym, no bo jak... No i moze bylam wredna, oschla i krzyxzaca ale co, juz mnie sie tez przelalo... Teraz jak go pytam to mowi ze czysto kolezenskie relacje maja i ze sie "zagalopowal" wtedy jak to milion razy slyszalam to slowo i że nie byl w formie i w stanie psychicznym jakims tam... To ja teraz mam popasc w depresje i zostawic w diably wszystko, dziecko i tego oszusta, bo tak go zwyklam nazywac ostatnio i sobie prysne gdzies bo powiem ze mi odbiła wiosna na zime... No i nie bylo relacji tylko wzajemne wywlekanie, zale, pretensje... No i ta dziwna obojetnosc, ktora teraz ma swoje apogeum... Jeszcze dzien przed sylwestrem wydawaloby sie szczerze wyznalismy swoje uczucia, sex tez byl i taki jak juz nie pamietam kiedy (nie mam na tym punkcie zadnych odchylen ale uwazam ze to barxzo wazne zeby w ogole sex byl w zwiazku gdzie relacje "kuleja" z jakichs powidow, w szczesliwym zwiazku jest to wspaniale dopełnienie innych sfer zycia) no i na drugi dzien tak sie tematy ulozyly, ze znow byla awantura o te zdrady (bo ja uwazam ze to zdrady, kazdy ma swoja granice i definicje zdrady, wszystkie opisane przeze mnie i jego i moja historia to zdrady i tyle)... I wtedy uslyszalam, ze mnie nie kocha, nie czuje nic do mnie juz, itp... Powiedziałam mu, ze ja tak dluzej nie moge i chce zostawic ten ciezki plecak w starym roku, ze chce zyc pelnia zycia, zebysmy sobie wybaczyli wszystko, ze tego nie da sie porownac, cofnac, kto wiecej kto mniej, ze jestesmy my caly czas, ze tak naprawde chce mu dawac to co najlepsze, wspierac go, cieszyc sie, spedzac czas, dawac i brac, ze go w jakis tam sposob mimo wszystko kocham i pozadam.. Caly czas widze dla nas szanse... No to uslyszalam, ze co ja sie tak zmienilam o 170 st, ze cos na rzeczy musi byc... Ze cos mu w tym nie gra, no i oczywiscie ze on sie tak nie przestawi, no i ze mu serce peklo caly czas mowi i ze juz nic do mnie... Glowa mi dzis pęka, serce boli, ale co mi pozostaje, znalezc jakies wyjscie z sytuacji... Jestesmy teraz sami, bo syn u dziadkow... Przyjedzie po weekendzie... Powiedialam mu, ze ma ten czas zeby sie okreslicz tak czy tak... Bo ja tego juz dluzej ani nie zniose ani nie chce serwowac sobie, jemu, a juz na pewno dziecku... I tak sie juz nasluchalo... Chociaz tu moglam sie wypowiedziec... On spi.. Ja tam nie mialam za bardzo po co sie spieszyc... Ide jutro do pracy (mam taka ktora bardzo lubie, z przyjemnością tam chodze) ale tez do domu milo by bylo powrócić cieplego kochajacego... Dobranoc.. Dziękuję z gory za wszystkie konstruktywne komentarze...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~miss_fantasy
    ~miss_fantasy
    Napisane 03 stycznia 2020 - 02:42
    @raz, i tak, na tym "drganiu" z mojej się skończyło, pozostalam wierna fizycznie, nigdy z nikim nie przekroczylam tej granicy kontaktu, ta zdrada emocjonalna (raz) tak... To tego nie zaprzeczę... On mial trzy razy z tego co wiem i mowi ze to byly takie nie do porownania "bzdety" jak on to nazywa i mowil ze byl czas (bo mu to powiedzialam w szczerej rozmowie i mysle ze juz nie ma powodu myslec) wiec mowil ze myslal ze ja go zdradzilam wielokrotnie, fizycznie, ze mialam sex z innymi mezczyznami i ze byl taki czas ze mi nie wierzyl a to tlumaczyl tym wlasnie ze niby mam takie nadzwyczajne potrzeby seksualne ( on mial mniejsze tak ogólnie wiec moje takie moze troche wiecej niz "zwykle" juz sie wydaja duze)..
    Aj... Trudne te tematy... Idę spac :) jutro nowy dzien.. Oby dla wszystkich, zwlaszcza tych ze smutkami, zaswiecilo jasne slonce :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 03 stycznia 2020 - 02:59
    Skoro aż tak się między Wami popsuło, to zostaje tylko...

    Albo jakaś terapia małżeńska - może udałoby się rozwikłać narosłe problemy i sposoby reagowania na nie - komunikację między Wami. Być może tutaj właśnie leży problem (?).
    Albo... nie czekasz na jego ruch, tylko bierzesz sprawy w swoje ręce i składasz do sądu o rozwód.

    Tak się męczyć... Ileż można...?

    Panuje obiegowa opinia, że facetowi łatwiej uprawiać seks z kobietą której nie kocha, niż odwrotnie. Ale... to dotyczy raczej nieznajomych kobiet - takich 'świeżych'. W starym układzie, gdy on ma o coś żal i... czuje się niezrozumiany, a żal narasta i on na seks traci ochotę.

    Może czymś go irytujesz - sposób bycia, myślenia, mówienia...
    Może uznał Cię za 'pustą kobietę'...? No nie wiem co on sobie tam myśli.

    Dla mnie jedno wydaje się pewne - on nie czuje się u Twego boku dobrze. W takiej sytuacji żadne tam wyznawanie sobie grzechów i wywlekanie starych brudów nic nie da, gdy nie zmieni się tzw. całokształt.
    Ale nie chodzi o zmianę 'na chwilę'. Mam na myśli długofalową przemianę ze zrozumieniem drugiej strony. To bardzo trudne - wiem.

    I warto brać pod uwagę jeszcze jedną możliwość...
    On faktycznie tego seksu może potrzebować mniej i gdy między Wami się nie układa w budowaniu zaufania i bliskości, to dla niego uprawianie seksu może być rodzajem wyrzeczenia - robi to wbrew sobie, ot z obowiązku, gdy mu się tego nie chce.
    Taki seks może dla niego być wręcz przykry.

    Ciężkie są te dylematy damsko-męskie :-).
    Naprawdę.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~solasi
    ~solasi
    Napisane 03 stycznia 2020 - 08:51
    ~miss_fantasy
    Moje refleksje... Potraficie być pewnie fantastyczną parą. Piękna jest Twoja walka o męża.

    Myślę, że potrzebujecie odbudować zaufanie- wzajemne. I to jest teraz najważniejsze. To trudne i wymaga najwięcej czasu...

    Świetnie, że gadacie ze sobą szczerze, ale po tych rozmowach zostaje u Was spory niesmak i pewnie zbyt wiele domysłów. Popracujcie nad komunikacją...

    Daj mężowi i sobie trochę spokojnego czasu- bez narzucanie się z sexem i z rozmową. Nie wałkujcie ciągle tych samych tematów/sporów/żali... Przeszłość niech będzie dla Was nauką a nie stale powracającą codziennością.

    Wyciszcie emocje. Powspominajcie, to co było dobre między Wami. Ustalcie nowe reguły funkcjonowania. Zaktualizujcie swoje wartości i swoją wiedzę o was.

    To, że będąc w związku fascynują nas inni ludzie, to nic złego. Ale są granice, które każda para powinna ustalić. Ustalcie więc te granice na nowo.

    Ufam, że mąż ma choć trochę wiary w Was i jednak miłość i w nim się tli...

    Wszystko to wymaga sporo czasu, spokoju, uśmiechu...

    ~Robert1971
    Wyluzuj trochę z tym sądem:-). Rozwód nie jest najlepszym rozwiązaniem wszystkich problemów...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 03 stycznia 2020 - 11:57
    ~solasi napisał:

    ~Robert1971
    Wyluzuj trochę z tym sądem:-). Rozwód nie jest najlepszym rozwiązaniem wszystkich problemów...

    Takoż samo uważam - dlatego zaproponowałem go w drugiej kolejności, gdy zabiegi naprawcze i ich efekty zawiodą.

    Jestem wyluzowany - mam to za sobą. ;-).

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~miss_fantasy
    ~miss_fantasy
    Napisane 03 stycznia 2020 - 18:01
    @Robert, co do tego ("przykrego obowiazku" jak to nazwales) to ja nie mogę go zmusic, no taka natura, bo coz mogę zrobic.. Jak mowi, ze nie bo cos tam (tu rozne jego powody) to nie robi tego i już a ja odpuszczam prędzej czy później no bo co.... A w pozostalych przypadkach kiedy jest na tak, to i nawet tak to jest ze sie musi powstrzymywac, zeby troche to potrwalo... Raz bylo tak, calkiem niedawno (zwazywszy na czestotliwosc) , jakies 2-3 miesiące temu, ze to on w końcu zaczal, bo postanowilam sie z tym nie narzucac, ze jak zaczęliśmy to trwalo to kilka sekund, moze 10... I juz i widzialam ze cos jeszcze chcial sie powstrzymac ale no juz poszlo... I powiedzial, ze jak dlugo nic nie robimy no to tak wychodzi... I jak juz to robimy to mam pewne takie mocne przekonanie, ze mu sie bardzo podoba...
    Dziękuję za komentarze tym, ktorzy poswiecili swoj czas na moja historię i jeszcze cos od siebie dali, to bardzo cenne dla mnie spostrzezenia, niektore z nich to tak jakbym czula, a niektore to nowe dla mnie spostrzezenia...
    Jestem osoba niecierpliwa, chce miec efekt szybko, dla mnie to jest mozliwe tak od razu przejsc ze smutku do radosci... Trudno mi jest i nie chcę bywac w stalym tzw zlym nastroju czy problemach, cos powoduje przykrosc czy problem, ale po momencie czy jakiejs dłuższej chwili kiedy emocje opadna, chce isc do przodu, szukam rozwiazania i przerwania dyskomfortu (cokolwoek by to nie bylo) ... nie pograzac sie, a mam wrazenie, ze moj mąż moze te niskie nastroje wrecz "pielegnowac" (i ma tak nie od dzis tylko od dnia w ktorym sie pozlalismy byly jakies tego symptomy, tylko wiadomo, jak jest cudnie to i takie rzeczy sa urocze). .. No zobaczę co przyniesie zycie, poki co chcę skorzystac z opcji "wiecej dystansu, dac troche czasu".. Moze wyjedziemy gdzies razem na weekend bo proponuje i pyta czy chcę... Milego wieczoru...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~mene
    ~mene
    Napisane 03 stycznia 2020 - 18:51
    cześć ja mam taką sytuację ze w związku 18 lat, 2 dzieci jakoś z 6 lat temu kryzys dosyć poważny przez mnie 1 miesiąc mieszkanie u rodziców pomogło jestem innym facetem pomagam w obowiązkach domowych sprzątam gotuje zajmuje się dziećmi kryzys nas wzmocnił tak to wyglądało urodziny 2 dziecka mega szczęśliwi przez 4 lata a 2 lata i stan obecny to tragedia mamy ja 36 lat ona 34 oboje pracujemy i jakoś przez te 2 lata kochaliśmy się może z 8 razy i przytulanie calusy taka bliskość tez jak na lekarstwo nie wiem co się dzieje rozmawiałem z nią o tym parę razy ona twierdzi ze wszystko jest ok tylko ze mamy dzieci obowiązki i nie mam co się martwić ze mnie kocha i że sam sobie coś wmawiam tylko ze pomagam w obowiązkach i wczesniej tak nie bylo z tego wszystkiego nawet zacząłem ja szpiegowac i wychodzi ze nie ma kogoś innego jak można mowic ze się kocha i kochać sie z 4 razy w roku majac 34 lata i mam wrażenie ze jak dochodzi do seksu to robi to z obowiązku a nie miłości mówi ze w łóżku tez jest nam super tylko jakoś nie mam pewności czy to mówi szczerze tak to wyglada jagby jej bylo obojętnie kto z nia jest byle pomagal w domu zarabial i dokladal sie do budżetu czuje sie jagbym byl jej czynnikiem ukladanki nie jak jej facetem nie lepiej byłoby zakończyć ten związek i płacić alimenty wyleczyć się z miłości do żony i próbować jakoś żyć tylko ze bardzo jestem związany z dziećmi nie wiem czy bym potrafił tak bez nich na codzień pamiętam o urodzinach rocznicy sam często sprawiam jej niespodzianki prezenty wiec co jest grane

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~raz
    ~raz
    Napisane 04 stycznia 2020 - 00:28
    @miss - moja subiektywna ocena:
    z twoich wpisów jasno wynika, że nie szanujesz swojego męża. Zresztą od dawna. Nie ma wzajemnego szacunku = nie ma trwałego związku, nie ma pożądania. Dla (wg) ciebie to słaby człowiek, słaby kochanek itp, nawet ty przejęłaś decyzyjność we wszystkim (wg ciebie). Nie zamierasz go wspierać. Tu na forum szukasz usprawiedliwienia jak go spuścić w kiblu żeby nie było, ze to twoja wina a, jego. Sama się usprawiedliwiasz zresztą, że ty ze smutku do radości przechodzisz w moment, że musisz mieć wszystko szybko, że niby zabiegasz o niego. Nie, wg mnie ty kombinujesz jak się go pozbyć 'bezboleśnie'. Nawet zbytnio się tym nie przejmujesz. Faktycznie go upodliłaś na MAXA tym pisaniem z innym facetem jak lubisz i gdzie i jak byś chciała żeby ci wsadził i co byś ty z nim zrobiła. A ty twierdzisz, ze to zrobiłaś żeby zwrócić uwagę męża, noż kurwa mać. Dwa , trzy maile z nim (koleżką z wakacji) wymieniłaś powiadasz i nawet nie pamiętasz dokładnie jakie ale było coś o sexie ? Dobre sobie, piękny kit. Jak to 'twój' przeczytał to pewnie rozjebało mu serce. Zrównałaś jego samoocenę z błotem, poczuł się jak gówno.
    Próbuje nieudolnie flirtować z innymi kobietami żeby cie ukarać, odkuć się ale mu nie wychodzi bo faktycznie jest rozwalony a, może nawet niezdolny do tego. Chciałby wyrównać rachunki żeby mieć przed sobą samym usprawiedliwienie by dalej być z tobą i nie gryzło go te rozjebane serce i odsunąć upodlenie, odzyskać wartość w swoich oczach. On się nawet boi uprawiać z tobą sex stąd te jego odmowy, szybkie strzały, wkrótce przyjdą inne zaburzenia.
    Z bliskiej rodziny znam taką sytuację (widzisz analogię do was?), typowy schemat: mąż zapier..lalala w pracy (jak to ujęłaś - jest na fali), aż mu pot kapie z jajec żeby zapewnić rodzinie (bo ma żonę i dziecko) przyzwoite warunki życia, po pracy ogarnia dom i dziecko w połowie jak żona, w tym czasie żona w nowym mieszkaniu (które spadło z nieba pewnie) jest na wychowawczym od 5 lat i czuje się taka samotna i opuszczona (mimo ,ze mąż codziennie jest w domu), że się z tej rozpaczy kizia po cipce przed monitorem dla byłego kochasia. On to odkrywa i świat mu się wali, traci pracę bo jest rozjebany na maxa, wpada w stany depresyjne, zostaje bezrobotnym. Wtedy 'osamotniona' żona stwierdza, że to dupa a nie facet i zastanawia się jak go kopnąć w zad żeby nie było że to przez nią. Robi przed otoczeniem z niego nieudacznika, nieroba i impotenta, daje mu 'szanse', najczęściej w formie utimatum i znęca się nad nim psychicznie jak wyżej (przed otoczeniem). Ona występuję o rozwód. On się stacza, ona bierze 3/4 majątku i wysokie alimenty. On już nie żyje, nie dał rady, po 2 latach od rozwodu powiesił się. Ona ma nowego tatusia dla ich dziecka, nowy tatuś póki co jest na fali, zapierdala w robocie, aż mu z jajec kapie ...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~miss_fantasy
    ~miss_fantasy
    Napisane 04 stycznia 2020 - 01:38
    @raz... Dziękuję za obszerną odpowiedź... Nie będę pisać w czym się pomyliłeś, już zostawię to dla siebie (w kilku zdaniach jest inaczej) bo to wiem. Pierwsze zdanie - PRAWDA. I za resztę, tych co sa bliskie temu jak jest, bardzo dziękuję bo właśnie to mi próbował (tak myślę) przekazać mąż... Jedno tylko napiszę bo czuję, ze muszę doprecyzowac... Nie robilabym z niego az tak poswiecajacego się... Na fali mialam na mysli to, ze on się tak tym wszędzie obnosil, ze taki z niego gość, ma dobrą prace, zmienia na lepsza... I wtedy czulam ze cos kręci... To on mnie oszukal pierwszy, z tym po pijaku calowaniem sie (po jakichs 3 latach znajomosci) , potem w tej pracy emaile a pozniej mu sie w nowej tej niby mialo byc jeszcze lepszej pracy zaczęło walic i klops... Przyznal mi się jakby sie obawial ze ktos mi to doniesie, czyli ze strachu?... Na bezrobociu to ja go ani nie krytykowalam tylko co najwyzej motywowalam, ze sobie poradzimy, ze zawsze moze byc gorzej, i ze jest dobrze a moze byc tylko lepiej, bo mi bylo niesamowicie ciezko wysluchiwac (smsy telefony itp) jak mu tam zle w tej pracy jest.. Jego zdaniem dokuczali mu tam, podkopywali i on tak sie juz wkrecil ze juz wszystko interpretowal za znecanie sie tam nad nom i mial ogromny z tym stres jak mowil.. Pograzal sie w tym a ja juz nie wiedzialam co robić to i pewnie czasem opieprzylam i tyle... Mowilam to rzuc w cholere te prace i szukaj innej itp, mnie na pieniadzach chorobliwie nie zalezalo, nie zalezy i mam nadzieje nie bedzie, zawsze lepiej lub gorzej ale bylo. A poznalismy sie to nie mielismy nic oprocz siebie, usmiechu, w glowach pomyslow, zaradnosci i checi. Ale jak sie w trudnych chwilach z zona jest a pozniej (juz po tym jak sobie powyjasnialismy i obiecalismy ze juz wiemy z czym sie to wiaze i zapewnilismy siebie nawzajem ze nie robimy sobie takich i tym podobnych numerów ) a pozniej sie idzie do nowej pracy i taki numer znow??? To ja sie czulam i tak mu powiedzialam, ze jakby mi ktos wbil noz i w plecy i w serce... Nie bylo i nie jest mi latwo, ale nie zamierzam sie gnebic ani juz dluzej roboc z siebie ofiary, bo mam dla kogo zyc i w ogóle co to wtedy za życie jest...
    Nie, nie chce go ani wykorzystac ani drugiego miec, chce i pewnie jak on bo tez mi tak powiedzial, cos milego, coś stabilnego... Wzajemnie... A i tak, wiele zrobilam takich rzeczy i slow wzgledem niego, ze wlasnie potrzebowalam przeczytac cos co napisales..
    Tak naprawdę nie chce rozwodu, nie chce walki i o majątki i o dziecko, ja sie utrzymuje swobodnie sama, to ze bylam z dzieckiem to po prostu chcialam je wychowac w tych pierwszych latach nie w zlobku i takie tam tylko w domu, karmilam piersia 2 lata (tak, dwa i miesiac), dziecko jest zdrowe cudowne i kochamy je niesamowicie... To wcale nie jest latwe tak "siedziec" w domu z dzieckiem, oj nie, a wie ten co "siedzial", z radoscia wrocilam do pracy, pozniej sobie zmienilam na lepsza, naprawde wspaniale jest chodzic z radoscia do pracy :) ale tez wracac do cieplego domu... A ja tak sie zastanawiałam juz kiedyś, z czego wynika moja radosc i siła i milosc do zycia, a moze wlasnie dzieki temu, ze on taki... I mu to kiedys powiedzialam, ze bez takich doświadczen ktore mi "zaserwowal" to i ja bym nie odkryla takich w sobie pokladow optymizmu i szczescia, zaradnosci... Kto to wie... Wszystkich sciezek w zyciu nie sposob sprawdzic, a trzeba cos wybrac, zdecydowac sie na cos i z tych sciezek, ktorymi sie idzie czerpac... Zobaczę co dalej będzie, jestem dobrej mysli...
    Raz jeszcze dziękuję za Twoje przemyslenia, bo mi byly bardzo potrzebne takie wlasnie kogos zupelnie z zewnatrz....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook