Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

walczyć o małżeństwo, czy nie?

Rozpoczęte przez ~Loo, 02 lis 2012
  • ~Po40
    ~Po40
    Napisane 11 listopada 2016 - 16:27
    "Ktoś, kto tak się czuje, powinien chyba zareagować adekwatnie do sytuacji, czy taką reakcją jest wg Ciebie prośba, NIE ODCHODŹ, BŁAGAM ZOSTAŃ?"

    Nigdzie tego nie napisałem. Napisałem tylko, że jest olbrzymia różnica między byciem zdradzonym a rozejściem się we wzajemnym szacunku.
    Zdrada jest złem.
    Rozchodząc się z poszanowaniem siebie nawzajem natomiast, ZAMIAST dopuszczać się zdrady, można wiele w sobie uratować.
    To są dwie różne sytuacje, przez które zupełnie inaczej się przechodzi i tylko w jednej z nich można jeszcze zakładać próbę "walki" o związek oraz jej powodzenie.

    "A swoją drogą, jak żyję, nie znana jest mi sytuacja, gdzie partner porzucany, docenił prawdomówność. Do tego odwołują się tylko Ci, którzy jej nie doświadczyli."

    I tego również nigdzie nie napisałem. Choć fakt - zastanawiające jest to, co kto przez prawdomówność rozumie.
    Prawdomówność w sytuacji: "Odchodzę, mam cię dosyć" lub "Odchodzę, kocham innego", "Zdradzam cię, nie kocham cię", gdy żadnego z tych przejawów "szczerości" nie poprzedziły jakiekolwiek starania czy choćby sygnały (czytelne i zrozumiałe dla partnera!) o problemie, jest zwykłym wylaniem gówna na partnera a nie prawdomównością. I to można docenić co najwyżej z perspektywy czasu, jak już życie, ewentualnie, fajniej się ułoży i ktoś odetchnie i zobaczy, że tamten związek, to była jakaś patologia.
    Czym innym jest natomiast prawdomówność płynąca ze szczerości, zaufania i szacunku. Mówienie w związku ze szczerością i zaufaniem patnerowi, że coś się zmienia, zwrócenie uwagi, że może warto nad czymś popracować, że coś niepokoi; wspólne skupienie się na tym co to jest i jak temu zaradzić. Taką prawdomówność każdy mądry i kochający partner doceni. Nawet, jeśli związku nie da się uratować, gdy boli, bo związek z drugą stroną to emocje, ale rozchodzą się ze świadomością: "Byłem szanowany i uszanowałem do końca".

    Więc może rozróżnijmy między szczerością i prawdomównością a obłudą i manipulacją.

    W zasadzie, to dylemat moralny stary jak człowiek: między MIEĆ a BYĆ. Albo CHCĘ CIEBIE MIEĆ, albo CHCĘ Z TOBĄ BYĆ. W pierwszym - mebel, w drugim - człowiek. I od samej już postawy wyjściowej przy wchodzeniu w związek zależy, co z niego wyjdzie. Tam, gdzie w związku stoi naprzeciw siebie dwoje ludzi i widzi w sobie nawzajem człowieka, jest szansa na dialog, na szacunek i szczęście. Tam, gdzie w związku stoi naprzeciw siebie dwoje ludzi, lecz jedno widzi w drugim krzesło - nie ma szans, by krzesło cokolwiek wywalczyło. Może poza własną godnością jednak człowieka, ale to dla związku oznacza najczęściej chyba koniec.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~gość
    ~gość
    Napisane 14 listopada 2016 - 05:39
    Ręce mi opadły, po przeczytaniu tego.
    Nie chce mi się jednak odnosić do każdego zdania. Są sytuacja gdy rozmowa nic nie da, kiedy mówi się różnymi językami. Nikt nikogo nie zrozumie.

    Nie jest moim, ani nikogo obowiązkiem, zwracania uwagi, że partner zbacza sam z obranego wcześniej kursu. Obranego prze siebie. Ktoś coś obiecuje, ktoś się zarzeka, a potem jest sam przeciwieństwem swojego obrazu.
    Partner to nie dziecko, żeby musieć je wychowywać, prostować i pilnować żeby wytrwało w postanowieniach.
    Partner ma szansę i albo ją wykorzysta albo nie.

    I każdy ma prawo powiedzieć, już Cię nie kocham i odejść.
    I dla mnie, to jest właśnie prawdomówność.
    Opisać swój stan uczuć.
    Przy drugim człowieku, takim jakim jest przy mnie faktycznie, a nie jaki mówił, że będzie.
    Pisałeś kiedyś, że osoby zdradzające, czy odchodzące, usprawiedliwiają się nagminnie, osoby porzucane też to robią, Gdybym wcześniej wiedział/ała, że coś jest nie tak...ale nikt mi nie powiedział...
    Ludzie się zmieniają, a tym samym uczucia.
    Albo wyjdzie albo nie. Nie ma tu winnych.



    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~fidel
    ~fidel
    Napisane 25 listopada 2016 - 14:47
    Ja Walczyłem i wygrałem:) Byliśmy na terapii i się tego nie wstydzę, bo teraz dużo lepiej się na układa. Nie myślimy o rozstaniu tylko o wspólnym życiu do końca naszych dni. Zawsze bardzo ją kochałem, ale robiłem wiele głupich rzeczy, przez co prawie zniszczyłem cały nasz związek. Udało się go odbudować, ale szczególne podziękowania należą się naszej terapeutce, p. Ewelinie Bazyluk z Chmielnej. Wspaniała kobieta.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~gość
    ~gość
    Napisane 25 listopada 2016 - 18:19
    może, gdybyś rozwinął własny wkład w naprawę relacji, to byłoby to bardziej wiarygodne, i dopiero na pytanie, kto wam pomógł, podać nazwisko...
    a tak..
    a już miałam nadzieję, że komuś się udało..

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Lena
    ~Lena
    Napisane 29 listopada 2016 - 17:52
    Witam wszystkich
    Wstąpiłam na to forum by dowiedzieć się dlaczego mąż nie walczy o nas , jesteśmy 21 lat po ślubie, zawsze twierdził że najważniejsza jest rodzina a teraz gdzie wyznaczona była rozprawa rozwodowa poprostu nie przyszedł . Nie dlatego, że może mu zależy tylko by to odwlec w czasie ...zastanowić się jak nie dzielić majątkiem i jak się mnie pozbyć . Wyciągnełam do niego ostatni raz ręke na zgodę ale nic z tego nie wyszło , kobieta ma swój honor ...skoro nie chce ze mną by ća to czuję to daje mu wolność .Ktoś musiał podjąć męską decyzje bo on jest tchórzem słuchającym się tylko swojej mamusi . Teraz wiem, że nie walczy bo poprostu na kimś mu zależy i już wybrał i nie jestem to ja .... Dziewczyny walczcie o same siebie , nikt wam nie pomoże jeśli same sobie nie pomożecie , życie jest zbyt krótnie by je marnować na kogoś kto nie jest tego wart..Ja próbowałam i mam czyste sumienie, sama sobie pomogłam i cieszę się ,że juz nie długo uwolnie się z tego toksycznego związku /małżeństwa a było już ze mną zle.... depresja ,samotność i uczucie niekochanej...
    p.s
    Mieszkajcie sami u nas teście zniszczyli nasze małżeństwo bo mąż nie umiał wybrac , a raczej wybrał -mamusie. W sumie powinnam teściom podziękować bo otworzyły mi się wkońcu oczy i wiem co to za ludzie ,:) dzięki nim złożyłam pozew i jestem na 100 % pewna że dobrze zrobiłam a wcześniej miałam wątpliwości i wyrzuty sumienia bo składałam o seperacje myśląc żę mąż sie obudzi ,wystraszy i zacznie się starać o mnie eheh , ale niestety nie przejął się nawet rozwodem i nad czym tu myśleć? trzeba brac nogi za pas i uciekać jak najdalej puki ma się jeszcze zdrowie :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Agi
    ~Agi
    Napisane 06 grudnia 2016 - 23:15
    A u mnie było tak.
    Pierwszy raz zostawił mnie 7 lat po ślubie. Myślałam, że się załamał, bo się okazało, że jest bezpłodny. Zobaczyłam na koncie przelew za akademik jakiejś dziewczyny Powiedział, że tylko pożyczył jej kasę... Podejrzewam, że sponsorował studentkę. Wrócił do mnie, chodziliśmy na terapię. Przez 2 lata go leczyłam (sama, bo żaden lekarz nie dawał nam szans). Cudem udało nam się zajść w ciążę. Był szczęśliwy. Potem urodziłam jeszcze jedno nasze dziecko. Bardzo chciał mieć dużą rodzinę. Potem zaszłam kolejny raz w ciążę, niestety poroniłam. Po mim poronieniu zachowywał się już dziwnie. Myślałam, że przeżywa je bardziej niż ja. Rok później ponownie zaszłam w ciąże - on bardzo chciał mieć trzecie dziecko. Ale po 2 miesiącach ciąży kompletnie przestał się mną interesować. Był zmęczony, siedział po nocach przy komputerze. Kiedy byłam w 4 miesiącu ciąży wywiózł mnie i dzieci do mich rodziców (400 km od domu) i powiedział mi, że jestem straszną żoną, kompletnie o niego nie dbam, Że jest niewykochany i nieutulony. Że traktuję go jak psa. I nie chce być już ze mną. Wynajęłam detektywa. Okazało się, ze ma kochankę. Zabrał też moją firmę (założyłam ją pod jego nazwiskiem i rozwijałam przez 5 lat). Teraz prowadzą ją razem z kochanką. Nade mną do końca ciąży znęcał się psychicznie. Dzięki Bogu dziecko urodziło się zdrowe. On cały cza zaprzecza, że ma kochankę ( nie wie, że mam z nimi nagrania). I cały czas mówi mi, że brzydzi się mną, że byłam straszną żoną... bo nie zajmowałam się nim, tylko dziećmi i firmą....
    Cały czas jestem pod opieką psychologa. Nie mogę uwierzyć w to co się stało.

    Mamy trójkę ślicznych zdrowych mądrych dzieci.... Dlaczego on tak postąpił??? Czy ktoś pomoże mi to zrozumieć?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~asdfgh
    ~asdfgh
    Napisane 07 grudnia 2016 - 19:50
    Agi,
    mąż wcześniej ci nie sygnalizował, że zaniedbujesz wasz związek? Tylko tak ni z gruszki ni z pietruszki zaczął ci mówić, że jesteś STRASZNĄ ŻONĄ?

    Tak czy inaczej wygląda na to, że nie kocha ani ciebie ani dzieci. Kiedyś tam zakochał się w tobie, zaplątał się w związek, ale cię nigdy nie pokochał prawdziwą miłością (która następuje po etapie zakochania się), stąd teraz mu zawadzasz. Do tego usiłuje na ciebie zwalić całą winę, choć on się też przyczynił do rozpadu waszego związku, znajdując sobie kochankę. Jego słowa o tym, że go zaniedbałaś mogły być prawdziwe, bo na pewno byłaś zaabsorbowana firmą, dziećmi no i ciążą. Z drugiej strony mógł przeczekać trudny czas twojej ciąży i małych dzieci, ale nie chciał, bo po co się trudzić.

    Generalnie, skoro jesteś pod opieką psychologa, to on lepiej ci wyjaśni, co się stało niż jacyś przypadkowi ludzie na forum.

    Chciałabym ci napisać coś krzepiącego, ale przyznam, że nie bardzo wiem co. Może to, że cierpienie się kiedyś skończy (każde się kończy) i choć twoje życie nie będzie już takie jak wcześniej, to wcale nie będzie gorsze. Może to banały, ale tak będzie.

    PS. Widziałam rano twój post, ale dopiero teraz mogłam odpisać.
    PS2 Poszukaj sobie w internecie info na temat "jak przeżyć rozstanie" i zastosuj się. Rady może banalne, podobnie jak moje pocieszenia, ale skuteczne.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~sf
    ~sf
    Napisane 08 grudnia 2016 - 07:14
    Agi , asdfgh
    "...Jego słowa o tym, że go zaniedbałaś mogły być prawdziwe, bo na pewno byłaś zaabsorbowana firmą, dziećmi no i ciążą. Z drugiej strony mógł przeczekać trudny czas twojej ciąży i małych dzieci, ale nie chciał, bo po co się trudzić..."
    Nie chcę nikogo usprawiedliwiać ale coś w tym jest. Agi ty nie opisujesz jak wyglądała wasze życie. Ja przez ponad 20 lat sam usprawiedliwiałem moją żonę właśnie tak: że praca że dzieci że kariera zawodowa. Ale jak już to wszystko się skończyło:dzieci duże sukces zawodowy osiągnięty, dorobieni jesteśmy, to okazało się właśnie że nic nas nie łączy. Nie ma wspólnych celów no i nie ma żadnego uczucia, zero kontaktów intymnych ani odrobiny uczucia. I to zostało w trudnej rozmowie powiedziane. Poczułem się jak przedmiot a nie podmiot. Przyznała się że od lat nic do mnie nie czuje.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~sf
    ~sf
    Napisane 08 grudnia 2016 - 07:30
    ....cd
    Jak powiedziałem że od lat coś czułem że szuka tylko zajęcia i powodów żeby nie być blisko mnie to usłyszałem: "to trzeba było już wtedy się rozwieść" jak bym dostał w twarz, i poczułem że całe moje życie zmarnowane. Przez wiele trudnych chwil, kiedy miała problemy zawodowe byłem przy niej woziłem po nocach na różne trudne spotkania, zajmowałem się dziećmi a potem usłyszałem coś takiego. Więc może lepiej że to się skończy teraz bo każdy z was ma czas zacząć nowe życie. Ja niestety tego czasu mam mniej, jestem już gruuubo po 40-ce.Poznałem kogoś ale niestety przepaść wiekowa...I tu wielu powie: kryzys wieku średniego. No cóż zrobić, dopiero teraz zobaczyłem jak może, jak powinno być...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Agi
    ~Agi
    Napisane 08 grudnia 2016 - 10:48
    Starałam się jak mogłam. Firmę założyłam, bo on ciągle się bał, że straci pracę. Kiedy okazało się, że jest bezpłodny stanęłam na głowie, żebyśmy mogli mieć dzieci.
    Teraz bałam się o jego zdrowie, próbowałam go odchudzić. Zdrowo go odżywiałam, piekłam rano bułki z ziarnami... Mamy też dwójkę małych dzieci. W ciąży z trzecim (rok wcześniej poroniłam) oczekiwałam, że teraz on się mną zajmie i bardziej zatroszczy. Ale nie... on był ciągle zmęczony. Mówił, że to przeze mnie, bo jak wraca z pracy to musi się dziecmi zajmować. Pomijam, że siedział po nocy na internecie (mówił, że pisze CV i szuka pracy, ale chyba flirtował z ta dziwką). Od roku chodził zdenerwowany, mówił, że to przez pracę i musi znaleźć nową. Z pracy go zwolnili, bo podobno znikał gdzieś na gdzinę czy dwie "na kawę". Podejrzewam, ze wtedy rozpoczął romans.

    Na pewno go zaniedbała w stosunku do tego co miał wcześniej (nawet stopy mu masowałam, żeby się odstresował). Nienawidzę go...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Agi
    ~Agi
    Napisane 08 grudnia 2016 - 10:54
    Psycholog mówi, że mój mąż jest całkowicie niedojrzały i nieodpowiedzialny.
    Mąż cały czas kłamie, i to tak prymitywnie. O tym, że nie chce być ze mną, napisał mi mailem.... Skurwysyn...
    Wg psychologa całe lata zajęłaby mu terapia (wychowywany przez samotną matkę, cały czas nienawidził swojego ojca, mi przez całe małżeństwo powtarzał, że nigdy nie skrzywdziłby swoich dzieci tak jak jego skrzywdził ojciec)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~sf
    ~sf
    Napisane 08 grudnia 2016 - 11:14
    No tak. Najwięcej wzorców wynosi się z domu. Znam takie osoby które mając lat 20-parę zarzekały się że nie popełnią tych samych błędów co ich rodzice. Okazało się ze jednak tak się stało. Moja żona też jest z niepełnej rodziny, półsierota. I kto wie czy to nie jest też powód problemów.
    Nie da się radzić cokolwiek. Walka chyba nie ma sensu. Trzeba jak najszybciej dojść do siebie złapać równowagę i układać życie na nowo. Trzeba uświadomić sobie swoją wartość. Prędzej czy później na pewno Ci się to uda.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~sf
    ~sf
    Napisane 08 grudnia 2016 - 11:20
    Widzę że masz na niego nieźle wyrąbane. Taka złość na maksa jest pewnie uzasadniona ale nie pomaga w rozwiązaniu problemów. Ważne teraz aby jak najszybciej zapomnieć i nie odwracać się za siebie tylko patrzeć do przodu.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Agi
    ~Agi
    Napisane 08 grudnia 2016 - 11:22
    uczucie zostało tylko moje do niego i dzieci do niego. Dlatego tak cierpię. A on nie. On jest szczęśliwy, chyba. Przytył kolejne 10kg, cały zsiwiał, ale zafarbował sobie włosy. Mnie przez całą ciąże gnębił. Po porodzie skłamał, że mu się samochód zepsuł, a wiem z pewnych źródeł, ze kupił za nasze pieniądze nowy samochód, żeby jeździć na wycieczki ze studentką, którą sponsoruje. To już druga, o której wiem...
    Najgorsze jest to, że teraz już wiem, że on jest do szpiku złym człowiekiem, bezwzględnym, a ciągle coś do niego czuję. Nie mogłam oglądać jego zdjęć z tą dziwką, bo serce mi kołatało. Widziałam tylko jedno - zaczęłam ronić i zawieźli mnie do szpitala.

    Kilka razy prosiłam go o pójście na terapię (chodziliśmy na nią rok po jego pierwszej zdradzie, myślałam, że jest wszystko dobrze, że jak będzie coś nie tak, to naprawimy to wspólnie), ale nie, powiedział mi, że JA się już nie zmienię... Ciągle tylko ja.... On wg siebie jest bez skazy...
    Powiedział, ze potrzebuje seksu a ja mu nie chcę go dać. Tylko skąd trójka dzieci??? Mówił, że on nie chce tylko raz w miesiącu. Ale kiedy chciałam częściej, mówił, że jest zmęczony i zestresowany pracą....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~sf
    ~sf
    Napisane 08 grudnia 2016 - 13:01
    wygląda na to że poziom waszego zaangażowania w związek był diametralnie różny. Wiesz że można kota zagłaskać na śmierć. Wasze wzajemne oczekiwania były diametralnie różne. W moim przypadku tak właśnie było. Teraz ważne żeby nie dać się zawładnąć temu rozczarowaniu. Będzie bolało jakiś czas ale prędzej czy później przejdzie. Lepiej żeby prędzej.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~asdfgh
    ~asdfgh
    Napisane 08 grudnia 2016 - 13:51
    Agi, psycholog ci wyjaśnił jego powody. Mąż jest skrajnie niedojrzały dlatego się tak zachowuje. Dopóki nie dojrzeje, będzie jak do tej pory. Niestety nie ma gwarancji, że to się w ogóle stanie. Miłość do niego ci przejdzie, tylko na to musisz jeszcze poczekać.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~_zołza_
    ~_zołza_
    Napisane 06 lutego 2017 - 08:39
    Witam Wszystkich..
    przeczytałam cały wątek od deski do deski, trochę czasu mi to pochłonęło, szczególnie "ciężkie" posty Miłości/Kaczki..
    @ Agi , złość jest bardzo dobrym motorem, pomoże Tobie szybciej się pozbierać,to zdrowa emocja- uwierz, wiem co mówię ;-) Życzę siły
    - gdzie podziali się "pradawni" współzałożyciele wątku? @ Alicja , @ Facet, @mike33, @ alutka ??? Może jeśli zajrzycie tutaj ponownie, wrzucicie kilka optymistycznych słów?! - szczerze jestem b.ciekawa co u Was słychać.
    Pozdrawiam gorąco.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Bartass
    ~Bartass
    Napisane 06 lutego 2017 - 11:04
    Agi,
    Twój mąż to dziwkarz,po prostu.Nie wierz w bajki,że mu za mało "dawałaś",i temu podobne.Znudził się Tobą,znalazł sobie kochankę,niejedną,i jeszcze próbuje zwalić na Ciebie winę za to wszystko,i puścić Ciebie z torbami.To,że go kochasz jeszcze, wynika z niskiego poczucia własnej wartości,w które Ciebie wpędził,i cały czas to robi.
    Moja rada:Kontakt z prawnikiem,i rozwiedź się z nim jak najszybciej,alimenty na Ciebie (dowody zdrad masz),i na dzieci.Puść go konkretnie w skarpetkach,zobaczysz jakie cuda się staną.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~facet po 40
    ~facet po 40
    Napisane 06 lutego 2017 - 20:59
    Agi
    Ty jesteś masochistką ???
    Wszystko może się w życiu wydarzyć, zdrada, odrzucenie, itd. Ale wszystko powinno być oparte na szacunku dla drugiej osoby. A z tego co piszesz on niema dla ciebie żadnego szacunku, na pewno nie będzie lepiej a tylko gorzej to jest toksyczny związek.
    Otrząśnij się mamy 21 wiek nie jesteś jego własnością. Poślij go do diabła, spakuj walizki i wystaw za drzwi, Załóż sprawę rozwodową z jego winy. Każdy inny związek będzie lepszy niż ten.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Bobi
    ~Bobi
    Napisane 28 lutego 2017 - 14:42
    Niedwano odkryłam, że jastem mega naiwną 40letnią babą. Mój ukochny od 20 lat mąż niestety okazał się zwykłym, szarym facecikiem, kóry przez kilka miesięcy mnie zdradzał ale wcześniej zdążył się zakochać na zabój w 10 lat młodszej od siebie koleżance z pracy. Niestety tchórz nie przyznawał się a ja wierzyłam mu, że SMSy które dostaje od tamtej to POMYŁKA - NAPRAWDĘ! Widziałam i czułam przez cały rok, że dzieje się coś z nim. Pytałam ale mnie zbywał. W końcu to ona mnie poinformowała o ich wspaniałym uczuciu i że kochają się na zabój ale on teraz nie może zostawić rodziny, może za jakiś czas a ona nie chce żyć w niepewności bo nawet świąt nie może z nim spędzić. Więc kobieta w bezsilności oddała sprawy w moje ręce. Dziada wywaliłam ale ten błagał, że głupi i przechodzi kryzys, że chciał adrenaliny bo już było nudno, że wszyscy koledzy zdradzają. Takiego dupka mam - sama nie mogę w to uwierzyć. Od tego czasu minęło pół roku, mój jeszcze mąż wyraził skruchę, błagał o przebaczenie, o powrót bo milość to nie zakochanie bo między nami to właśnie miłość, w niej był tylko zakochany. Powiedzmy że facet się stara odkupić swoje winy, wydaje się w tym wszystkim zagubiony i chce żebym go przyjęła. Ale ja nie mogę sobie z tym poradzić. Też czułam jak on, nuda, rutyna, czasami niechęć, spółka cywilna, myślałam, że jak rozwinę swoją firmę to się nami zajmę (naprawdę nie mogę uwierzyć w to c o piszę). Czuję ogromną niechęć do niego i tylko przez wzgląd na dzieci jeszcze nie złożyłam pozwu. Nie potrafię wyobrazić sobie naszej przyszłości za parę lat ale nie potrafię też wyobrazić sobie życia bez niego bo to było dobre życie. Komuś się udało od nowa zacząć wspólne zycie po takim syfie i nie żałować?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook