Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

walczyć o małżeństwo, czy nie?

Rozpoczęte przez ~Loo, 02 lis 2012
  • ~facet
    ~facet
    Napisane 27 września 2013 - 09:40
    A co do filmów .
    To rzeczywiście nie biorą mnie typowo romantyczne historie .
    Ale ilekroć oglądam " Imperium Słońca " zawsze wycieram łzy na końcu filmu .

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~kaczka dziwaczka
    ~kaczka dziwaczka
    Napisane 27 września 2013 - 10:20
    @facet - wiem co miałeś na myśli pisząc o tym bitym ,kopanym psie ,który mimo wszystko wskoczy za swoim 'panem' w ogień . Stałeś się służalczy ,jak ten pies,a nie kochający. Bo pies tak na prawdę służy . Dlatego nam się wydaje ,że ten pies nas kocha. To też nie jest miłość ,taka prawdziwa. Ale jeżeli komuś to odpowiada ........i czerpie z tego radość i zadowolenie.............Ale dlaczego niektórym osobom wydaje się ,że pies kocha - bo spełniane są ich oczekiwania i potrzeby. A tak na prawdę mało ta osoba liczy się z tym psem,jeżeli go bije i kopie,prawda?

    Z pewnością kochasz żonę ,to widać ,ale wciąż ją kochasz prze pryzmat swoich niespełnionych oczekiwań i potrzeb. Nie dbasz o siebie,cały twój świat kręci się w okól żony i rodziny.Nic w tym złego ,to godne pochwały. Ale pojawia się pytanie 'A JA? A CO ZE MNĄ?' W tym momencie pojawiają się roszczenia,żal ,pretensje,smutek. Jaką informację wysyłasz do żony? Że jesteś tak na prawdę niezadowolony z siebie samego.Przestajesz się lubić ,jak to fajnie zauważyła @Tobia. No bo chyba nie specjalnie ciebie raduje fakt,że znowu musisz na coś zwracać uwagę swojej żonie i upominać ją. Fajnie się z tym czujesz,jak ją strofujesz? Wysyłasz jej komunikat 'nie lubię się w tej roli'. Ona przestaje ciebie lubić,za to ,że sam siebie nie lubisz. Emocje rodzą te same emocje . Agresja rodzi agresję ,jak wiecie za pewne .To samo dzieje się u was,ale jeszcze na poziomie nielubienia sie i nieakceptowania . Ona zaczyna też samą siebie nie lubić za to ,że taka jest ,że nie wraca na czas do domu ,że.......wychodzi na spotkania,bo w głębi duszy wie,że postępuje niefajnie ,że to jest nie fair .Zaczyna podświadomie potępiać samą siebie ,ale to nie przeszkadza jej dalej robić to co robi,bo tylko w gronie znajomych czuje się akceptowana.Ale to pozory ,prawda? A jak ona sie nie lubi ,to wysyła ci ten sam komunikat o nielubieniu siebie. Kółeczko się zamyka i pogłebia wzajemna frustracja ,niechęć i nielubienie. Ale to wszystko dzieje się na tym niewidocznym poziomie naszej podświadomości, naszych myśli i tego co o sobie myślimy i jak się czujemy.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 27 września 2013 - 10:32
    @facet.....kiedyś powstrzymałeś mnie przed popełnieniem # morderstwa # :)....teraz, ja ci radzę, policz sobie do 10.... :):):)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 27 września 2013 - 10:44
    @mike....# SPACER W CHMURACH #, o ile pamiętam kończył się słowami : #należysz do Rodziny, dzięki Twojemu słowu, honorowi i miłości.....#
    wierzę, że uporządkujesz swoje życie i pomożesz uporządkować je innym.... pozdrawiam

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~facet
    ~facet
    Napisane 27 września 2013 - 10:57
    Upsssss
    Może znasz mnie lepiej niż ja sam siebie chociaż ostatnio wniknąłem w siebie jak nigdy .
    Ja już nie wiem czy ją kocham dlatego trudno mi przyjąć słowo " z pewnością " .
    Świat mój może się kręci wokół rodziny ale na pewno nie żony bo nawet nie mam takiej okazji .
    I naprawdę rozmowa dotycząca moich oczekiwań i jej też to agresja, roszczenia, pretensje i upomnienia ?
    Muszę powiedzieć że za każdym razem jak czytam co piszesz to moje życie wydaje mi się o jeden poziom bardziej skomplikowane .
    Naprawdę uważasz że jeżeli kiedyś się pobraliśmy i byliśmy dla siebie wspaniałymi ludźmi to na zawsze nimi pozostaniemy ?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Yrkoon
    ~Yrkoon
    Napisane 27 września 2013 - 13:16
    @ facet <= osobiście jestem wyznawcą metodologii "sink or swim". Jeśli jesteś w kropce i nie wiesz co robić, rzuć sprawę na ostrze noża: "Żono, mam dość. Postanowiłem wnieść o rozwód (z Twojej winy). Zależy Ci na naszym małżeństwie jeszcze? Ratujemy to, czy nie?" Jej odpowiedź określi Twój dalszy kurs. Najgorsze, co można zrobić to trwać. I jak kamień obrastać mchem. Lata lecą nieubłaganie.Jedyna rzecz, która mnie przeraża to konstatacja na łożu śmierci, że spierdoliłem swoje życie. Poświęcenie dla dzieci może mieć sens (choć ja go w tym go nie widzę). Poświęcenie dla dobra genetycznie odrębnej jednostki nie ma sensu najmniejszego.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~deep red
    ~deep red
    Napisane 27 września 2013 - 13:38
    ~Yrkoon napisał:
    @ facet <= osobiście jestem wyznawcą metodologii "sink or swim". Jeśli jesteś w kropce i nie wiesz co robić, rzuć sprawę na ostrze noża: "Żono, mam dość. Postanowiłem wnieść o rozwód (z Twojej winy). Zależy Ci na naszym małżeństwie jeszcze? Ratujemy to, czy nie?" Jej odpowiedź określi Twój dalszy kurs. Najgorsze, co można zrobić to trwać. I jak kamień obrastać mchem. Lata lecą nieubłaganie.Jedyna rzecz, która mnie przeraża to konstatacja na łożu śmierci, że spierdoliłem swoje życie. Poświęcenie dla dzieci może mieć sens (choć ja go w tym go nie widzę). Poświęcenie dla dobra genetycznie odrębnej jednostki nie ma sensu najmniejszego.

    O tak, święta prawda... Czytam was i to najbardziej mnie przeraża, że za ileś lat spojrzę właśnie wstecz i będę czuła żal, że nie znalazłam w sobie dość odwagi żeby coś zmienić, odejść i tak naprawdę nikt w tej sytuacji nie będzie wygrany - przegrają wszyscy i nikt nie będzie szczęśliwy, każdy na swój sposób - niespełniony mąż, niespełniona żona, dzieci wychowane przez emocjonalnie dalekich sobie rodziców :( Ale jaka alternatywa? Poczucie winy, że dla własnego szczęścia, z egoizmu (?) rozbiło się rodzinę, odebrało dzieciom codzienny kontakt z dobrym przecież ojcem? Czasem tak jest, że nie ma sensu walczyć, bo po prostu dwoje ludzi popełniło błąd,że się ze sobą związali, różnią się zbyt bardzo, żeby zaspokoić wzajemnie swoje potrzeby, żeby się zrozumieć, żeby się spełnić - ale...są zobowiązania, które trzeba wypełnić - czyli innymi słowy pozostaje poświęcenie właśnie dla dzieci, bo jak ich nie ma, to naprawdę lepiej odejść i dać szansę zarówno sobie jak i tej drugiej osobie na szczęście a jeśli ludzie są 'dla siebie stworzeni' to pustka nigdy się nie pojawi, mogą być kryzysy, kłótnie, ale istnieje więź - jeśli tego nie ma, to szkoda życia...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alicja
    ~Alicja
    Napisane 27 września 2013 - 13:51
    ~Yrkoon napisał:
    @ facet <= osobiście jestem wyznawcą metodologii "sink or swim". Jeśli jesteś w kropce i nie wiesz co robić, rzuć sprawę na ostrze noża: "Żono, mam dość. Postanowiłem wnieść o rozwód (z Twojej winy). Zależy Ci na naszym małżeństwie jeszcze? Ratujemy to, czy nie?" Jej odpowiedź określi Twój dalszy kurs. Najgorsze, co można zrobić to trwać. I jak kamień obrastać mchem. Lata lecą nieubłaganie.Jedyna rzecz, która mnie przeraża to konstatacja na łożu śmierci, że spierdoliłem swoje życie. Poświęcenie dla dzieci może mieć sens (choć ja go w tym go nie widzę). Poświęcenie dla dobra genetycznie odrębnej jednostki nie ma sensu najmniejszego.

    No proszę ! Potrafisz też jak widzę krótko, mądrze i na temat :) Brawo. (co prawda wbrew temu co głosi Twoja ulubiona dziwaczka)
    Podejrzewam że Facet takie rozwiązanie też rozważa.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~facet
    ~facet
    Napisane 27 września 2013 - 13:57
    Rzeczywiście w końcu krótko i zrozumiale i jak konkretnie .
    A co do rozwodu ? Oczywiście że rozważam . Ale niekoniecznie z czyjejś winy . Do końca nie mogę powiedzieć że ja w tym wszystkim jestem bez skazy .
    Czas rozmowy w końcu się zbliża . Na pewno będzie to trudne .
    Pozdrawiam

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alicja
    ~Alicja
    Napisane 27 września 2013 - 14:19
    ~facet napisał:
    Rzeczywiście w końcu krótko i zrozumiale i jak konkretnie .
    A co do rozwodu ? Oczywiście że rozważam . Ale niekoniecznie z czyjejś winy . Do końca nie mogę powiedzieć że ja w tym wszystkim jestem bez skazy .
    Czas rozmowy w końcu się zbliża . Na pewno będzie to trudne .
    Pozdrawiam

    Będzie trudne, ale trwać w tym co było (i jak było) dotychczas zapewne nie chcesz. Trzymam kciuki za w miarę możliwości pozytywny rezultat rozmowy. Jeśli zechcesz to daj znać co dalej. Pozdrawiam serdecznie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 27 września 2013 - 15:01
    @Alicja....randka się udała? facet też po przejściach czy w trakcie? i czy ROKUJE ??? :):):)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~kaczka dziwaczka
    ~kaczka dziwaczka
    Napisane 27 września 2013 - 16:52
    @facet - jeżeli nie masz pewności co do swoich uczuć do żony ,to faktycznie sprawy się bardzo komplikują.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alicja
    ~Alicja
    Napisane 27 września 2013 - 17:11
    ~alutka napisał:
    @Alicja....randka się udała? facet też po przejściach czy w trakcie? i czy ROKUJE ??? :):):)

    A dziękuję Alutka :) udała się randka, jak najbardziej :) Mężczyzna po przejściach, podobnych jak ja i dawno za sobą , podobnie jak ja. No i myślę że rokuje ;))) Cały czas się poznajemy i docieramy i kochamy, choć nie miłością bezwarunkową, bo ani on ani ja nie akceptujemy np zdrady.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~kaczka dziwaczka
    ~kaczka dziwaczka
    Napisane 27 września 2013 - 17:22
    @Czeladnik - dzięki ,czegoś nowego dowiedziałam się o samej sobie. Postaram się popracować nad sobą i formą przekazu.Z tym zawsze miałam problem ,cóż......... :-) Każda uwaga jest dla mnie cenna.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 28 września 2013 - 08:37
    @Alicja....tak, to takie cudowne uczucie, kiedy człowiek się zakocha, kiedy mimo wszystko czegoś oczekuje i to dostaje.......w życiu, zawsze fascynowała mnie nieprzewidywalność, to że wszystko może się wydarzyć.....i to, że nie mamy do końca wpływu na wszystko, też mnie fascynuje....
    Nigdy nie kochałam miłością bezwarunkową i nie chcę tak kochać...no może tylko psa, o którym wspomniał @facet....miałam przez 10 lat niewidomą suczkę, którą kochałam właśnie taką miłością....ale gdy musiałam ja uśpić, strata była dla mnie tak bolesna, że ryczałam 2 tyg, nie wychodząc z domu....uszczęśliwiałam ją a ona mnie..i gdy tego mi zabrakło, po prostu brakowało mi tego, tęskniłam za nią i nic nie mogło mi tego zastąpić, a już na pewno nie fakt, że świeci słońce, ptaszki śpiewają i że szczęście własne noszę w sobie....tak też rozpaczam po kimś kogo kocham a on odchodzi........mam kontakt ze znajomymi buddystami, którzy pojąć tego nie mogli....wg nich powinnam nadal być szczęśliwa, bo przecież w sumie, to nic się nie stało..... własnie dlatego, zawsze bałam się wszelkich religii, które miałyby wpływ na moją wrażliwość i osobowość....jak już wspomniałam, chcę być taką jaką jestem, nie chcę, żeby żadna filozofia życia odebrała mi moje emocje, niezależnie od tego co da mi w zamian, .ja naprawdę mam kontakt z wieloma osobami różnych wyznań, i mogę powiedzieć o nich jedno, to ludzie, którzy bez przewodnika, nie byliby w stanie poradzić sobie sami z rzeczywistością.... wspomniani buddyści są sympatyczni, mili, zadowoleni, ale wszyscy zaczynają być tacy sami, mówią to samo.....i wystarczy mi tylko jeden z nich, bo kontakt z każdym następnym jest dla mnie po prostu nudny....
    A wracając do przykładu psa, wspomnianego przez @faceta...to porównał go do osoby kochającej bezwarunkowo właśnie.... gdzie cieszy się niemiłosiernie, bo pan wrócił, niezależnie jakim panem jest dla niego.....
    .i przez moment wyobraziłam sobie, gdybym ja też kochała tak bezwarunkowo, że mąż wraca, a ja ścigam się już w przedpokoju z własnym psem, które z nas pierwsze dopadnie drzwi, żeby pana przywitać !!! :):):) no z moim psem to chyba bym nie wygrała, bo mimo niepełnosprawności, był nad wyraz szybki....no,ale pan, byłby zadowolony....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 28 września 2013 - 09:27
    Miałam już nie odnosić się do żadnych religii świata, ale niestety dla wielu to OKNA na świat....jak kiedyś zajrzałam na portal katolicki i przeczytałam : #kochanko! Twoim obowiązkiem jest zostawić żonatego#, #miłość bezwarunkowa, albo piekło#, to go szybko zamknęłam......jak poczytałam o buddyzmie, gdzie wyrzekają się swojego ego, to też dałam dyla....islam i tym podobne, gdzie kobiety miejsce, to podłoga, też mi nie odpowiada....dla niektórych to piękne, cudowne okna....a widok z nich rajski....ja, tam wole wydłubać swoją małą dziurę w ścianie...
    Ale wracając do tematu tego forum, to w sumie, każdy, kto choć trochę zna siebie samego, kim jest, co dla niego jest ważne a co nie, będzie wiedział co zrobić, gdy znajdzie się na zakręcie......nie wiedzą tylko Ci, którzy nie czują się jednostką, a zbiorowością jakąś....i nie chodzi tu bynajmniej o egoizm....nie trzeba wcale postąpić tak, żeby tylko mi było dobrze, tylko w perspektywie czasu, wszystkim....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alicja
    ~Alicja
    Napisane 28 września 2013 - 10:37
    Alutka.. witaj :) (nie wiem czy mi sie uda cos napisac bo z tym mobilnym netem różnie bywa)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 28 września 2013 - 10:42
    Pisałam już kiedyś, że związek dwojga ludzi powinien ich uszczęśliwiać a nie przykuwać łańcuchem do ściany....jeżeli @kaczka i jej mąż są szczęśliwi, to ja jestem za...o czym też już pisałam....natomiast ludzie którzy kierują się jakimiś zasadami w życiu, chcą je przestrzegać, a przynajmniej się starają....muszą również wg nich rozwiązywać problemy...
    Spójrzcie na świat zwierząt...tam jest wszystko,każdy układ funkcjonuje, i dobrze.... tylko tam od razu widać co to za gatunek, a u ludzi niestety nie.....jak jestem łabędziem, który, gdy zdechnie mu jego partner czeka na niego już zawsze, to nie wiem po co wiąże się ze mną LEW, który lubi mieć kilka samic w zasięgu wzroku....a jak jestem KUKUŁKĄ to niech nie układa sobie ze mną życia coś co lubi siedzieć na jajach....uważam, że błąd popełnia się już na samym początku, dobierając w pary o czy pisała @deep red...ale to wcale nie musi oznaczać, że za jeden błąd trzeba zapłacić całym swoim życiem.....
    Gdybym była facetem, który się zakochał, to powiedziałabym żonie to, co sama chciałabym usłyszeć jako żona......prawdę, że nie może dać mi już miłości oraz zapewnienie, że nie zostaję sama z dziećmi, że zawsze będzie nas wspierał, że zawsze będziemy dla niego ważni, że zawsze będzie ojcem, że chce być nadal częścią naszej rodziny.....
    Bo tak jak opisywałam swój przypadek.....moje dziecko nadal ma rodzinę, mimo, że rodzice nie mieszkają już razem....
    Niestety wielu panów tak nie robi, a wiele pań nie chce też tego przyjąć..... przestają być dla mnie wtedy dobrymi rodzicami.....bo jeśli faktycznie dzieci są dla nas najważniejsze, to dążmy do tego, żeby dogadać się dla ich dobra własnie....dogadać się, a nie męczyć ze sobą po kres życia.....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 28 września 2013 - 11:32
    I gdyby ktoś spytał mnie, kim dla mnie, jest egoista, to powiem Wam....
    to, to babsko, którą kiedyś cytowałam, ta katoliczka, która przekabaciła #pro rodzinnych# znajomych, żeby zeznawali na niekorzyść Jej męża, który śmiał się zakochać......zraniona sama, udusiła mężowi na złość, własne dzieci......
    Ja sama, pozwoliłabym nawet żeby mój ex przychodził i nocował z dziećmi, bo to nie muszą być tylko #karne soboty na lody i do ZOO# ...a jak byłoby mi ciężko to znosić, to sama bym wybywała na weekend.....i dla dziecka niewiele by się zmieniło, w jego pokoju raz mama, raz tata.....jak kiedyś....mój znajomy i wielu innych, po rozwodach, zamieszkują bardzo blisko, żeby móc np odwozić czy odbierać pociechy ze szkoły....nie są już razem ale nadal razem wychowują.....
    wiem, ze to bywa trudne, ale czego się nie robi dla dzieci?????
    .

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alicja
    ~Alicja
    Napisane 28 września 2013 - 11:35
    Alutka.. Nie da sie pisac z telefonu. Wiec tylko napisze, ze mam w wielu kwestiach podobnie i w wiekszosci sie z Tobą zgadzam. Plus kilka jeszcze osob np Tobia, ktore tez wyrazaj w duzej mierze to co myślę. Dobrze sie składa bo rzadko mam czas zeby cos napisac ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook