Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

walczyć o małżeństwo, czy nie?

Rozpoczęte przez ~Loo, 02 lis 2012
  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 04 września 2013 - 07:46
    @Roma...połączyłaś kilka moich wypowiedzi w całość, przypominam, że raz wypowiadam się o mnie samej a raz o sytuacji innych, które mnie w ogóle nie dotyczą..... "informacja o zakochaniu się partnera WYWOŁUJE jedyną myśl -ale mu zazdroszczę,- to Twoje słowa!!!!! moje brzmiały "POWINNY TAK NAPRAWDĘ PRZYWOŁAĆ MYŚL..." i nie dotyczy to mojego małżeństwa, tylko innych, gdzie bycie razem sprowadza się już tylko i wyłącznie do płacenia razem rachunków....a mimo to, kiedy wyjdzie na jaw zdrada, strona zdradzona, robi piekło i walczy, żeby było jak dawniej.......
    "koleżanki, które dowiedziały się o zdradzie, zadały sobie najpierw pytanie -co ja zrobiłam nie tak? - PODSTAWOWY BŁĄD !!!! Mogą i raczej powinny je sobie zadać, ale tylko i wyłącznie w sytuacji, gdy to mąż będzie zabiegał o powrót do domu i o Jej uczucia.........wtedy tak, analiza, co oboje zrobiliśmy nie tak, ale nie wcześniej...... Doszukanie się swojej winy w zdradzie partnera, wręcz ją usprawiedliwi !!!!! i dla mnie te kobiety są od razu na straconej pozycji.....a na te pytania przyjdzie czas, po rozwodzie, żeby drugi raz nie popełniać tych samych błędów....i nadal nikt mi nie odpowiedział, o co walczą??? rozumiem, że o to żeby przestał kochać kochankę i zaczął znowu kochać żonę !!!...........i jak najbardziej można ustalić granice ilości i jakości zdrad, bo czy innym jest skok w bok na imprezie integracyjnej, a czy innym życie równolegle w drugim domu.....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutkaaa
    ~alutkaaa
    Napisane 04 września 2013 - 07:56
    ~Yrkoon napisał:
    Jeśli czujesz, że musisz o coś walczyć, znaczy, że już przegrałeś.

    @Lemann...uważasz pewnie, że przegrał ten, co w ogóle nie podjął się walki.....dla mnie to co napisał @Yrkoon jest raczej przenośnią, i chodzi o to, że jeśli znalazłeś się w sytuacji, w której MUSISZ o coś walczyć, to w tym momencie jesteś z pewnością PRZEGRANY.....bo musisz zawalczyć o coś co straciłeś lub nigdy nie miałeś....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 04 września 2013 - 08:18
    Droga @Zuzo, skoro wywołałaś mnie do odpowiedzi, to odpowiadam............Tak, najważniejsze, to zaakceptować rzeczywistość !!!!! Ale tylko Ty wiesz jaka ona jest...... Twój mąż chce BYĆ z Tobą czy mieszkać z Tobą??? bo to są dwie różne sprawy.....musisz coś więcej napisać....czy spotyka się z osobą, którą jak twierdzi kocha, czy próbuje o niej zapomnieć? czy próbujecie zbliżyć się do siebie czy jesteście JUŻ tylko lokatorami i ĄŻ rodzicami ? piszesz tylko o swoich uczuciach....ja, jak mam wątpliwości, zawsze przypominam sobie cytat " W przyjaźni i w miłości dwoje ludzi podnosi razem ręce, aby schwytać coś, czego nie zdołaliby dosięgnąć osobno ".... pozdrawiam

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 04 września 2013 - 08:58
    Jak wcześniej wspomniałam, żaden mój związek nie był letni, sama jestem osobą zero-jedynkową....albo jest miłość albo jej nie ma.....rozstawałam się bardzo burzliwie, a mimo to mam kontakt ze wszystkimi moimi partnerami.........dziś, lubię być sama, umiem być sama, potrafię być sama szczęśliwa, i do takich kobiet lgną mężczyźni, jedni, bo chcą się podczepić pod moją energię, inni, bo nie obawiają się kobiety bluszcz....regeneruję się jak jaszczurka i mam 7 żyć jak kot :) i tak jak mój idol Rysiek Riedel, był skazany na bluesa, tak ja, jestem skazana na życie!!!!! cokolwiek to znaczy.........

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~zuza
    ~zuza
    Napisane 05 września 2013 - 00:16
    Alutka, odniosłam się akurat do Twojej osoby, bo lubię jak piszesz. Ale wszyscy przecież mogą wypowiedzieć swoje zdanie w mojej sprawie. Już Ci piszę więcej szczegółów. Mój mąż niby chce być ze mną i powtarza, że wszystko będzie dobrze. Nie spotyka się z tamtą osobą i niby nie kontaktuje się i próbuje zapomnieć. Ale jaką ja mogę mieć pewność, że tak faktycznie jest. Tamtym razem też tak obiecywał. Boję się i nie potrafię, póki co, mu zaufać, za wiele razy już mnie zawiódł. Mądry cytat kochana! I właśnie, jak go czytam, to myślę, że może warto i powinnam dać nam jeszcze szansę?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 05 września 2013 - 07:24
    Oj @Zuza, Zuza....hm....gdybym miała Ci odpowiedzieć jednym zdaniem -tak,spróbuj kolejny raz, to musiałabym zaprzeczyć wszystkiemu co napisałam wcześniej.... Ja, nie daję nikomu DRUGIEJ szansy, ale Ty nie jesteś mną.....nigdy też nikogo nie naśladuj w życiu, nie słuchaj ani matek, które w milczeniu znosiły nieudane małżeństwa, ani koleżanek, które nie dają nawet jednej szansy....to Twoje życie i to Ty masz być szczęśliwa, a nie one.... musisz jednak najpierw ustalić co Cię uszczęśliwia.....piszesz, że mąż NIBY chce być z Tobą i NIBY się z Nią nie spotyka......nie wiem jak mam to skomentować, bo ja nie mam słowa NIBY w swoim słowniku.....widzę, że chcesz spróbować jeszcze raz, szukasz jedynie poparcia.....pamiętaj tylko, że jeśli zaufasz mu kolejny raz, a On znów zawiedzie Twoje zaufanie, będziesz mogła mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie samej.... posłużę się przenośnią KATA i OFIARY.....dopóki nas ktoś dręczy, dopóty na to pozwalamy.... relacja w związku tak naprawdę nie różni się niczym od relacji RODZIC-DZIECKO..... jesteś matka dwójki dzieci, kiedy nie chcesz żeby dziecko robiło to i tamto mówisz "jeszcze raz to zrobisz, to będziesz miało karę" gdy jej nie zastosujesz, uczysz je tylko jednego, że znowu mu się upiekło, i nie dziw się potem, że nikt się z Tobą nie liczy.... KONSEKWENCJA a raczej jej brak powoduje, że ktoś czuje się bezkarny...a to powoduje, że druga strona sprawdza tak naprawdę granice swojej bezkarności.....jeżeli sama rozciągasz ją jak gumę od gaci, to jest rozciągnięta jak guma od gaci !!!! kiedy ludzie postanawiają jednak spróbować po raz kolejny, zasada jest jedna...należy nazwać rzeczy po imieniu, określić swoje oczekiwania i......zaufać całkowicie....nie sprawdzać i nie kontrolować.....nie trzeba wcale grzebać w kieszeniach ani w komórce, żeby domyślać się czy partner rzeczywiście Cię kocha.....jeżeli natomiast, po raz kolejny Cię zawiedzie, masz już tylko jedną opcję.....być konsekwentna i zrobić to, co sama wcześniej postanowiłaś.....czyli najczęściej KONIEC....koniec a nie przedłużająca się agonia i kolejne obietnice......na temat osób, które po raz en-ty próbują, nie będę się wypowiadać, bo jest mi to absolutnie obce zjawisko.....i to nie miłość z pewnością a uzależnienie jakieś, z którym udałabym się do specjalisty, by pomógłby mi ustalić kim sama jestem i z czym mam problem.....jeżeli zdecydujesz się dać Wam kolejną, mam nadzieję, że ostatnią szansę, to wykorzystaj ten czas dla siebie, postaw na siebie... rób coś....niech DOM nie będzie całym Twoim życiem, niech MĄŻ nie będzie całym Twoim życiem....znajdź coś co lubisz robić sama,....tego nic i nikt Ci nie odbierze.... powodzenia :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~mike33
    ~mike33
    Napisane 05 września 2013 - 10:46
    ~zuza napisał:
    Alutka, odniosłam się akurat do Twojej osoby, bo lubię jak piszesz. Ale wszyscy przecież mogą wypowiedzieć swoje zdanie w mojej sprawie. Już Ci piszę więcej szczegółów. Mój mąż niby chce być ze mną i powtarza, że wszystko będzie dobrze. Nie spotyka się z tamtą osobą i niby nie kontaktuje się i próbuje zapomnieć. Ale jaką ja mogę mieć pewność, że tak faktycznie jest. Tamtym razem też tak obiecywał. Boję się i nie potrafię, póki co, mu zaufać, za wiele razy już mnie zawiódł. Mądry cytat kochana! I właśnie, jak go czytam, to myślę, że może warto i powinnam dać nam jeszcze szansę?

    Jakbym oglądał z góry swój związek... Śledzę dyskusję i im dalej, tym mi gorzej. Pozdrawiam wszystkim forumowiczów (forumowiczki właściwie już chyba tylko...)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~facet
    ~facet
    Napisane 05 września 2013 - 11:08
    A u mnie właściwie to całym życiem pozostał mój młody . Nic nie wiem o kimś trzecim a chyba właśnie tego zaufania mi całkowicie brak . Też tu ciągle zaglądam i śledzę co piszecie . Pozdrawiam wszystkich

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 05 września 2013 - 15:06
    Pamiętaj @facet, że nie ma nic gorszego dla dziecka, jak bycie własnie CAŁYM ŻYCIEM dla rodzica....dziecko powinno zajmować tylko jego część...., ono nie zastąpi nam braku miłości drugiej dorosłej osoby, bliskości, czułości ani sexu.... znam dużo kobiet po rozwodach, które z własnych dzieci zrobiły powierników, wręcz partnerów życiowych...od tego jest rodzina i przyjaciele....dziecko powinno widzieć, że mimo, że jesteś sam/sama masz też swój świat...i swoje sprawy....nie poświęcajcie się dzieciom, bo one później tego nie udźwigną....przyjdzie czas, gdy będą chciały odejść, żyć same...i nie powinny mieć poczucia winy, że znowu Was ktoś porzuca... nie mówiąc już o przyszłych miłościach naszych dzieci, mało kto jest w stanie zrozumieć zbyt duża więź z matka lub ojcem , która nie kończy się z chwila wyprowadzki... dzieci nie wychowujemy dla siebie ale dla ich przyszłych partnerów.....ale to pewnie już temat na inne forum......

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Olka
    ~Olka
    Napisane 05 września 2013 - 15:31
    ~`zuza, jesteś pewna że będziesz potrafiła mu jeszcze zaufać? Nie wiem? Fakt, że każdy z nas jest inny, a ja mogę powiedzieć tylko na swoim przykładzie. Mimo iż mąż od 3 lat nie daje cienia powodu by mu nie ufać, przeszliśmy terapię. A kończy się ona tym iż związek zaczyna się jakby od nowa, jakbyśmy ślub brali nie 20 lat temu tylko teraz. Trzeba się odciąć od przeszłości i do niej nie wracać (na to był czas na terapii). Ja nie potrafię zapomnieć (choć bardzo bym chciała) nie mówię o tym głośno, nie szpieguję, ale w głębi serca ta zadra jest i 100% zaufania nie ma i chyba już nigdy nie będzie. Nasza podświadomość, płata nam figle i przypomina w najmniej oczekiwanym momencie. Ale może to tylko ja jestem taka pamiętliwa złośnica.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Olka
    ~Olka
    Napisane 05 września 2013 - 15:59
    @facet, alutka napisała tak mądrze, że już nic więcej tu dodać nie trzeba, ale czy mi to umknęło, czy też nigdy nie piałeś w jakim wieku jest Twój "młody", czy jest na tyle duży by mógł zostać w domu sam, abyś Ty wyszedł , ...no nie wiem jakie masz upodobania, na piłkę, siłownię, kawę itd.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~facet
    ~facet
    Napisane 05 września 2013 - 22:23
    Mówiąc całym moim życiem miałem na myśli nie to że przywiązuję go do siebie . Chciałbym żeby było wręcz przeciwnie i bardzo pracuję nad jego samodzielnością . Absolutnie nie przelewam na niego swoich " wolnych " uczuć .
    Chodziło mi bardziej o to wszystkie rzeczy które trzeba zrobić w związku z nim . Komu jak komu ale paniom chyba tego tłumaczyć nie muszę :):):). Może nie musiałem się uczyć wszystkich domowych obowiązków ale bardziej poukładać je tak żeby wszystko funkcjonowało w miarę poprawnie . No a że zajmuje mi to trochę czasu dlatego napisałem że całym życiem pozostał młody . A że jak na razie w domu sam nie zostanie a wszystkie babcie niestety w innych miejscowościach to tym bardziej tkwie w domu . Na razie mi to jeszcze nie doskwiera bo to chyba jest ten czas kiedy mogę się wieczorami wyciszyć i zrelaksować choćby przy muzyce . Bardzo staram się go nie skrzywić ale z drugiej strony dać mu poczucie bezpieczeństwa . I to chyba tyle .

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~zuza
    ~zuza
    Napisane 05 września 2013 - 22:35
    Do mike33 - co masz na myśli pisząc im dalej , tym gorzej?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~zuza
    ~zuza
    Napisane 05 września 2013 - 22:53

    Olka - nie wiem, czy będę potrafiła mu zaufać. Tak jak piszesz, zadra już jest i niestety będzie. Ja też bardzo chciałabym zapomnieć, ale również nie potrafię. Myślałam nawet o terapii i biorę to pod uwagę i jestem nawet bardzo chętna. Jestem w stanie odciąć się od przeszłości, gdybym tylko miała pewność, że mąż definitywnie odcina się też i zaczynamy na nowo. A takiej pewności nie mam.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~zuza
    ~zuza
    Napisane 05 września 2013 - 23:04
    Facet, czytałam Twoja życiową historię i wyobrażam sobie, co czujesz, bo choć nasze historie są różne, to jednak, mam wrażenie, że trochę podobne. I nasuwa mi się na myśl pytanie - czy jesteś w stanie i chcesz walczyć o swoje małżeństwo?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~zuza
    ~zuza
    Napisane 05 września 2013 - 23:28
    Alutka, ja włąśnie już postawiłam na siebie. Staram się robić to, co mi sprawia przyjemność. I zmienił się właśnie mój stosunek do DOMU i MĘŻA, choć nie chciałam tego. Boję się, że sytuacja może powtórzyć się za jakiś czas znowu i wtedy szkoda mi będzie czasu, kiedy mogłabym już zacząć żyć inaczej, bez strachu, lęku, obaw, itd. Wiem jedno - poświęcając się, zatraciłam siebie!!! I tego bardzo żałuję!Najgorsze jest to, że faktycznie jestem mało konsekwentna i nikt się ze mną nie liczy, za bardzo i za szybko pobłażam innym. Muszę nad tym popracować. Pozdrawiam Cię i innych również.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~facet
    ~facet
    Napisane 05 września 2013 - 23:29
    Wiesz co Zuza ? Ani chyba nie jestem w stanie ani nie wiem czy chcę . I to nie dlatego że czuję się zdradzony . Po prostu widzę że nasze drogi z biegiem lat całkowicie się rozeszły . Wspólne zainteresowania, sposób spędzania wspólnego czasu, widzenie przyszłości, czy choćby wspólny pomysł na wychowywanie młodego . Długo o tym myślałem dlaczego tak się stało . Być może na swój sposób żona poszła do przodu a ja zostałem w miejscu ? A może odwrotnie ? Ja z biegiem czasu próbowałem podążyć za życiem a ona skorzystała z okazji i postanowiła po prostu zrobić coś tylko dla siebie ?
    Dla mnie jedynym sposobem na naprawienie tego związku byłaby całkowita rezygnacja z siebie jednej osoby . A tego przecież nie można nazwać naprawą . Ktoś zawsze byłby przecież nieszczęśliwy . Może jestem naiwny że można wiecznie trwać przy wspólnych młodzieńczych ideałach . Ale przynajmniej próby ich modyfikacji powinny być wspólne . A takiej nawet cieniutkiej nici już między nami od dawna nie ma .

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 06 września 2013 - 08:26
    Znalazłam na jakimś portalu wypowiedź żony KATOLICZKI, którą zostawił mąż...nie pozwala mu się spotykać z dziećmi.....po raz pierwszy, nie wiem co powiedzieć, zamurowało mnie....do głowy nigdy mi nie przyszło, że można tak się zachować, że można być tak mściwym i zaciekłym, że można być taką matką..........i nigdy nie rozumiałam, czego boją się panowie....teraz już wiem....a swoją drogą, z kim Wy się żenicie Panowie ????......... jestem w szoku!!! proszę, oceńcie to sami.....
    "Dla mnie nie istnieje jak pierwszy raz nietrafiony, to będzie drugi.... małżeństwo to nie totolotek, to przysięga.... Ja jestem katoliczka, przysięgałam przed Bogiem i tego chciałam się trzymać.... A że tamtemu znudziło się takie życie to niech ponosi tego konsekwencje. Nie chciał mnie jako żony dla mnie równało się to nie chce mnie jako rodziny. Co on sobie myślał? ze będzie łaził na panienki a potem bawił się weekendowego tatusia?....... przeliczył się i to bardzo.... Na szczęście nie miałam problemów z przekabaceniem świadków na moją stronę, bo oni są też pro rodzinni i od początku go potępili.... dzieciom tez odpowiednio wytłumaczyłam, ze tatuś wybrał free life zamiast rodziny.... i efekt tego taki, ze został z niczym, nie widuje dzieci i teraz kala się przede mną jak pies, ale ja za to co mi zrobił nie ustąpię..."

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~mike33
    ~mike33
    Napisane 06 września 2013 - 10:27
    ~zuza napisał:
    Do mike33 - co masz na myśli pisząc im dalej , tym gorzej?

    Im dalej, tym bardziej uświadamiam sobie beznadzieję swojej sytuacji. To miałem na myśli. Ale chętnie śledzę wątek, mimo wszystko. Choć nic mądrego ani budującego już dodać nie umiem. A dołować innych bym nie chciał...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~zuza
    ~zuza
    Napisane 06 września 2013 - 19:20
    Mike, ja jednak chciałabym abyś napisał coś więcej. I nie będziesz nikogo dołować, ciekawa jestem jak sytuacja rozwija się u Ciebie. Dlaczego uważasz swoją sytuację za beznadziejną?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook