Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

walczyć o małżeństwo, czy nie?

Rozpoczęte przez ~Loo, 02 lis 2012
  • ~marysia
    ~marysia
    Napisane 22 kwietnia 2013 - 13:35
    ~Delta-Echo-Sierra jak wybrałeś rodzinę, to rób to całym sobą - zawalcz o swoją żonę, a tamte przeżycia z czułością zamknij... może zakochałeś się w innej kobiecie, a może zakochałeś się w zakochaniu, a odległość i wyobraźnia też robią swoje; jak będziesz czuł , że się poświecasz to dramat gotowy - twój i twojej rodziny; jeśli zaś rzeczywiscie tamta kobietajest ważniejsza to sorry - odejdź do niej, dbając, by jak najmniej zranić innych.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Delta-Echo-Sierra
    ~Delta-Echo-Sierra
    Napisane 22 kwietnia 2013 - 13:44
    Na razie rozsadek zwyciezyl z miloscia ale czy uczucie przezwyciezy rozsadek? Chryste Panie, to jest potworne, nic nie moge zrobic, jestem zywcem rozrywany, meczarnia nieprawdopodobna i to wszystko musi sie kumulowac we mnie, nie moge absolutnie pozwolic na to by ktos to zobaczyl (choc kobiety to czuja) by nie uchodzic za mieczaka. Zakochalem sie jak gówniarz, dzieciuch ale prawdziwie, czysto i bezinteresownie... Po prostu od serca. Szczesliwy jestem, ze moglem jeszcze to uczucie przezyc a z drugiej strony szlag mnie trafia, bo place treaz za to cholerna cene. Ale od rodziny nie odejde bo mam male dziecko i odpowiedzialnosc za nie!

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~aga40
    ~aga40
    Napisane 23 kwietnia 2013 - 12:23
    Wiesz wydaje mi się że musisz sprawdzić na ile mocne jest Twoje uczucie do tej nowej miłości na własnej skórze,bo w takiej sytuacji tylko cierpi twoja żona ,ty i twoje dziecko.Mam wrażenie że jednak to nie jest prawdziwa miłość , ty się boisz po prostu tego ryzyka ,tych zmian jakie by Cię czekały,jak juz wcześniej napisałes , a odpowiedzialnością za dziecko się nie zasłaniaj bo to nie w porządku w tym wypadku.
    Ja wiem jedno nie chciała bym żyć z człowiekiem pod jednym dachem ,który byłby ze mną z obowiązku.Pomyśl a alternatywa zawsze jest jakaś no chyba że śmierć miałeś na myśli,tu rzeczywiście nie ma wyboru każdy pójdzie do piachu.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Delta-Echo-Sierra
    ~Delta-Echo-Sierra
    Napisane 02 maja 2013 - 12:21
    Nie wyjde z tego cholernego koszmaru, czuje, ze robie wszystkim i sobie samemu krzywde, Codzienne rozmowy (zeby to byly rozmowy...) z moja zona na jej temat, analizowanie bez konca jej (kochanki) zachowania, przeklinanie jej w najgorszy mozliwy sposób i co z tego - nie wychodzi mi to, co czuje i co z nia przezylem (a to nie byl szczeniacki romans, zylem z nia kilka tygodni jak z druga, "inna" zona!) z glowy, kazda minuta jest wypelniona myslami o tej dziewczynie. Przeklety koszmar! Nie poznaje samego siebie, jestem po prostu przerazony. Nic juz nigdy nie bedzie w moim malzenstwie jak dawniej, bede osamotniony z moimi myslami i patrzyl, jak dziewczyna uklada sobie zycie z kims innym, z jej mlodoscia, energia i szczesciem. Rada do wszystkich mezczyzn: nigdy nie wchodzcie w taki uklad majac rodzine, od której nie mozecie odejsc bo kochacie wasze dzieci. Gdy sie zakochacie, to juz po was. A zakochanie po czterdziestce to makabra, endorfiny jak u szczeniaka wymieszane z coolness i doswiadczeniem dojrzalego mezczyzny, który ma swiadomosc totalnej pulapki, w której sie znalazl. I na to nie ma rady, lekarstwa, alkoholu "leczacego", nie ma nic, zadnej ucieczki, tylko cholerne upodlenie...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~aga40
    ~aga40
    Napisane 02 maja 2013 - 14:41
    Nie mówi się mogę lub nie mogę ,mówi się chcę lub nie chcę, a ty najwyrażniej nie chcesz,wiesz ja po swoich doświadczeniach ,zaczynam myśleć właśnie w ten sposób, a to właśnie ja przez wiele lat zawsze mówiłam: nie mogę zrobić tego czy tamtego,mój mąż odwrotnie ,zawsze robił to co chciał,chciał przychodził do domu na noc nie chciał to go nie było po kilka dni,trwałam ,wybaczałam ale limit się chyba wyczerpał,bo tym razem nie umiem i chyba właśnie nie chcę,zwłaszcza po tym jak usłyszałam odpowiedz na pytanie dlaczego?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jeszce żona
    ~jeszce żona
    Napisane 09 maja 2013 - 09:28
    Witam, jestem po tej drugiej stronie. Czytałam Wasze wypowiedzi w nadzieji że zrozumiem swego męża, nie udało mi się, więc postanowiłam poprosić Was o pomoc w zrozumieniu jego postępowania. Taka klasyka 20 lat małżeństwa, dwójka nastoletnich dzieci i ONA. Zdradę odkryłam 2,5 roku temu. "Wpał" przez esemesy. Były moje łzy, jego obietnice, rozstania i powroty ...a później kolejne wpadki. Nie będę go "opluwać" z szacunku na wspólne szcęśliwe lata, ale nie rozumiem i tu prośba do Was dlaczego nie pozwala mi odejść? Powiecie odejdź sama, chciałam. Sprawę komplikują finanse, jestem finansowo zależna od niego. Też klasyka, po urodzeniu syna walczyliśmy o jego życie, później zdrowie. Zrezydnowalam więc z pracy zawodowej by być z dzieckiem. Ja jeżdziłam po rehabilitacjach, on robił karierę.Udało się syn jest zupełnie zdrowy, mąż ma dobrą pracę i kupe kasy ...a ja nie moglam już wrócić do zawodu, pracuję ale za grosze. Mamy dom w hipotece, mnie na spłatę kredytu nie stać, go owszem. Proponowałam, by kupił mi małe mieszkanko-stać go na to, a ja zostawię mu dom będzie sobie go spłacał i miał nowe gniazdko. Nie zgadza się. Powiedźcie mi, DLACZEGO? Wiem że mnie już nie kocha-instynkt kobiecy, wraca do domu fizycznie. Czy ja po 20 latach nie zasłużyłam na szacunek, przecież ta sytuacja jest dla mnie upokażająca, życie z kimś kto jest ze mną zlitości, przyzwyczajenia, własnej wygody, a może boi się skandalu w pracy (ona też z nim pracuje) bo w dobrym tonie jest jak facetna na stanowisku ma dom, atrakcyjną żone (tak jestem postrzegana przez innych) dzieci i psa.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Rafaello
    ~Rafaello
    Napisane 09 maja 2013 - 10:01
    (.... życie z kimś kto jest ze mną z litości, przyzwyczajenia, własnej wygody, a może boi się skandalu w pracy (ona też z nim pracuje) bo w dobrym tonie jest jak faceta na stanowisku ma dom, ...) jest dokładnie tak jak napisałaś
    2,5 roku to nie jakiś przelotny romansik na boku i nie ma co się łudzić że jest inaczej - przykre ale prawdziwe

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jeszcze żona
    ~jeszcze żona
    Napisane 09 maja 2013 - 11:32
    To dlaczego nas (mnie i dzieci) krzywdzi nie odchodząc, po co wciąz tkwi przy nas? Ja żyję jak "kanarek w złotej klatce" wygodnie, ale nie szczęśliwie i on o tym wie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Rafaello
    ~Rafaello
    Napisane 09 maja 2013 - 11:54
    ~jeszcze napisał:
    To dlaczego nas (mnie i dzieci) krzywdzi nie odchodząc, po co wciąz tkwi przy nas? Ja żyję jak "kanarek w złotej klatce" wygodnie, ale nie szczęśliwie i on o tym wie.

    to strach, obawa przed porażką, każda ze stron pozostawia sobie furtkę gdy coś nie pójdzie nie tak.....egoizm w sumie też ( kobiety też tak robią )zdrady były , są i będą.Nie ma recepty na idealny udany związek każdej parze na świecie przytrafi lub przytrafiło coś podobnego i nie ma co się zarzekać...( nas to nigdy nie spotka ) gdyż jesteśmy szczęśliwym udanym małżeństwem lub związkiem

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jeszcze żona
    ~jeszcze żona
    Napisane 09 maja 2013 - 12:13
    Rafaello, o jakiej furtce piszesz, przecież nas już nie ma, nie ma naszej rodziny, jest fikcja. Życie obok siebie, obcy sobie ludzie pod jednym dachem. A dzieci? Przecież to widzą - córka ma 18 lat wie o wszystkim. Wiesz jak traktuje ojca, jak bankomat. Mówi mu wprost że o ile wcześniej był jej autorytetem, człowiekiem sukcesu. Teraz jest moralnym zerem, tchórzem który nie ma odwagi cywilnej by się określić i ponieść konsekwencji swego postępowania. A syn? nastolatek potrzebuje ojcowskiego wzorca, a jaki ma?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Delta-Echo-Sierra
    ~Delta-Echo-Sierra
    Napisane 09 maja 2013 - 14:41
    Prawdopodobnie nigdy nie byliscie udanym malzenstwem, dobrane pary, zyjace bezkonfliktowo nie zdradzaja sie. Absolutnie Twego meza nie popieram bo sam jestem w tej sytuacji i to jest podle, co robi ale on jest w pulapce. Nie moze sie zdecydowac na "Albo w prawo albo w lewo", bo w tej sytuacji (dom, rodzina i uczucie do innej) to nie wybór. Dlatego idzie "prosto" czyli "pomiedzy". To najgorsze, co moze byc ale to potrafia pojac tylko ci, którzy w tym sami siedza. Wszyscy inni powtarzaja tylko teoryjki i daja "dobre rady" badz lekcewazaco oskarzaja. A nie ma skutku bez przyczyny. Jesli by Cie kochal, nie obdarzyl by uczuciem innej a nie mial prawa zakochac sie w innej kobiecie i juz, jak mi zarzuca zona. Proste? Oczywiscie! Az sami znajdziemy sie w tym polozeniu... Tylko cynicy i cyniczki potrafia sterowac swoimi uczuciami. Dla nich milosc nie jest slepa ale dokladnie wyrachowana. Tylko, ze to nie milosc. W kazdym razie wspólczuje Ci.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jeszcze żona
    ~jeszcze żona
    Napisane 09 maja 2013 - 15:12
    Kiedyś byliśmy szczęśliwi, a później się pogubiliśmy i oddaliliśmy się od siebie. Może chaotycznie opisywałam, ale nie obwiniam go o to że się zakochał (już nie) na prawdę życzę mu by był szczęśliwy, ale ja też chcę być, a przynajmniej żyć godnie bez poczucia upokorzenia jakim jest w tej chwili życie z nim. Kocha ją, to dlaczego nie odejdzie i nie daje mi spokojnie żyć? Czy to nie jest tak jak z tym psem ogrodnika?
    Panowie, proszę nie współczujcie mi, bo litości już mam "dość w życiu" pomóżcie mi go zrozumieć, a jeszcze lepiej podpowiedzcie co zrobić jak do niego dotrzeć by się zgodził na rozwód.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jeszcze żona
    ~jeszcze żona
    Napisane 09 maja 2013 - 15:39
    ~Delta-Echo-Sierra napisał:
    Absolutnie Twego meza nie popieram bo sam jestem w tej sytuacji i to jest podle, co robi ale on jest w pulapce. Nie moze sie zdecydowac na "Albo w prawo albo w lewo", bo w tej sytuacji (dom, rodzina i uczucie do innej) to nie wybór. Dlatego idzie "prosto" czyli "pomiedzy". To najgorsze, co moze byc ale to potrafia pojac tylko ci, którzy w tym sami siedza. A dlaczego TY w tym siedzisz? Przecież Twoja żona jest w takiej samej sytuacji jak ja. Nie tłumacz się dzieckiem, bo to tylko wymówka. Myślisz że Twoje dziecko będzie szczęśliwe widząc że tatuś nie kocha mamusi. Nie ukryjesz tego, żona się zorientuję (wiem z doświadczenia) i piekiełko wróci. Jesteś odpowiedzialny za dziecko, to zabezpiecz finansowo żonę i dziecko i odejdź. To będzie najlepsze co możesz im zrobić, nie krzywdź ich trwaniem w tym związku, a to właśnie robisz. Tylko odpowiedz sobie czy na pewno robisz to dla dziecka, a nie ...dla siebie,bo tak Ci jest wygodnie, bo fajnie jest mieć dom do którego zawsze można wrócić i gdzie ktoś na Ciebie czeka.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~czeladnik
    ~czeladnik
    Napisane 09 maja 2013 - 16:38
    [quote=~ podpowiedzcie co zrobić jak do niego dotrzeć by się zgodził na rozwód.

    Jeżeli wykorzystałaś już wszystkie sposoby na dotarcie do "męża", to pozostaje droga formalno/prawna. Złóż wniosek o separację, może to go "otrzeźwi". Niechętnie oceniam innych ludzi dobrze ich nie znając, ale najwyraźniej facet jest paskudnym konformistą i potrzeba mu "kubła zimnej wody na łeb", by przypomnieć sobie o zasadach współżycia z innymi ludźmi (szczególnie z bliskimi).

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jeszcze żona
    ~jeszcze żona
    Napisane 10 maja 2013 - 13:12
    " pozostaje droga formalno/prawna. Złóż wniosek o separację, może to go "otrzeźwi". Niechętnie oceniam innych ludzi dobrze ich nie znając, ale najwyraźniej facet jest paskudnym konformistą i potrzeba mu "kubła zimnej wody na łeb", by przypomnieć sobie o zasadach współżycia z innymi ludźmi (szczególnie z bliskimi)."

    Byłam dziś u adwokata, w sprawie rozwodu. Zszokowało mnie to co usłyszałam. A więc, nie dostanę rozwodu bez zgody męża, gdyż utrzymujemy się głównie z jego dochodów (a on nie zaniedbuje nas finansowo), ponadto mamy małoletnie dziecko mocno związane z ojcem i dla jego dobra sąd nie udzieli rozwodu. SZOK, to co on może mnie zdradzać, a ja nie mogę wystąpić o rozwód mając dowody zdrady. Czy to jest możliwe, wiecie coś o tym?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~czeladnik
    ~czeladnik
    Napisane 10 maja 2013 - 17:06
    ~jeszcze napisał:
    SZOK, to co on może mnie zdradzać, a ja nie mogę wystąpić o rozwód mając dowody zdrady. Czy to jest możliwe, wiecie coś o tym?


    Trudno uwierzyć, że przy twardych dowodach zdrady możesz mieć problem z uzyskaniem rozwodu. Chyba, że po wysłuchaniu Twoich "zeznań" adwokat uznał, iż pożycie małżeńskie nie ustało.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jeszcze żona
    ~jeszcze żona
    Napisane 10 maja 2013 - 19:47
    Nie ustało pożycie gospodarcze, wciąż mieszkamy razem. W innych pokojach ale pod jednym dachem i tak jak już pisałam to on ponosi koszty utrzymania tzn opłaca kredyt, rachunki. Jak mi też brakuje na zakupy to "wspiera " finansowo. Czy jest to "pożycie małżeńskie"?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Rafaello
    ~Rafaello
    Napisane 10 maja 2013 - 20:00
    ~jeszcze napisał:
    Nie ustało pożycie gospodarcze, wciąż mieszkamy razem. W innych pokojach ale pod jednym dachem i tak jak już pisałam to on ponosi koszty utrzymania tzn opłaca kredyt, rachunki. Jak mi też brakuje na zakupy to "wspiera " finansowo. Czy jest to "pożycie małżeńskie"?

    Tak, w ocenie Sądu przez wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego rozumie się nie tylko wspólne zamieszkiwanie, ale także wspólne zaspokajanie potrzeb życiowych

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jeszcze żona
    ~jeszcze żona
    Napisane 12 maja 2013 - 01:58
    Moich potrzeb życiowych on nie zaspokaja. To że zapłaci rachunki, albo da kasę na dzieci to jego obowiązek. Po rozwodzie też będzie musiał, zwłaszcza że orzeczenie o winie dostanę i wystąpię o alimenty i dla siebie. Znalazłam też sposób na problem "pożycia gospodarczego". Wyprowadzam się z synem do rodziców. Będzie miał "chate wolną". Jego mina gdy zobaczył walizki ....widok bezcenny. Sory przemawia teraz przeze mnie jad i złośliwość. Chyba swoimi wpisami wystraszyłam Panów, bo się zrobiło pusto i cicho. Dziękuję tym którzy się odezwali i przepraszam Del sierra, (oj chyba przekręciłam) nie powinnam Cię oceniać, ani pouczać, poniosło mnie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~czeladnik
    ~czeladnik
    Napisane 12 maja 2013 - 23:00
    ~jeszcze napisał:
    Jego mina gdy zobaczył walizki ....widok bezcenny. Sory przemawia teraz przeze mnie jad i złośliwość.


    Nie masz za co przepraszać. Zadbałaś o swoją godność i walczysz o siebie i syna!
    Brawo za odwagę i życzę wytrwałości.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook