Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Romans i zdrada

Romans singla z mężatką

Rozpoczęte przez ~, 18 gru 2012
  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 07 października 2018 - 12:06
    ~alutka napisał:

    Pisałeś @Nick, na innym wątku, że wykastrowałam go, że zmanipulowałam!!! - nie masz racji, to Twoja ocena, czy raczej chęć, żeby tak było, nic podobnego..
    Oboje uważaliśmy, że miłość, to wzajemne sprawianie, żeby drugiej osobie chciało się żyć..
    i póki tak było, byliśmy małżeństwem - żeby dalej chciało mi się żyć, musiałam odejść - i mój maż pozwolił mi na to, dlatego zawiózł mnie do kochanka, a potem od niego zabrał.

    Ja wierzę, że Ty żyjesz w swoim świecie komfortu,
    ja nie piszę, co Ty wiesz człowieku, o więzi między ludźmi?, nie ja, nie podważam Twojego zadowolenia, że nie widzisz sensu zmiany czegokolwiek,
    ja, piszę, że tym samym kierujemy się w życiu.
    swoim dobrem!
    ps. ktoś. kto otwiera przed osoba trzecią swoja alkowę, a sam jest w związku, to on burzy ten związek wraz ze swoim współmałżonkiem, nigdy osoba trzecia!
    a ktoś, kto zdradza czy ma romans, już w związku nie jest!
    pozdrawiam


    @alutka - podrzymuje, wykastrowałaś męża.

    Kobiety sa atawistyczne.
    W małżeństwie przejmowałaś role decydenta - jak pisałaś , przypuszczam że było i trochę Twojej dyktatury.
    Mąż poddawał się Twoje władzy , aż w końcu zapragnęłaś samca alfa, który nie odda Ci steru.
    Sytuacja kiedy facet wiezie swoją kobietę do mieszkania innego faceta, jest tylko kulminacją tego co działo się w Waszym związku przez lata.

    Wiem, to co pisze jest bardzo niepoprawne politycznie , ale biologii się nie oszuka, nie da się jej dostosować do naszych wyobrażeń o społeczeństwie itd.

    Ad - alkowa.
    Seks może ale nie musi być zarezerwowany dla osób ze związku . Łączenie seksu z jakimiś zobowiązaniami , czy prawami do czegoś więcej to obecnie tylko mrzonki. Kiedyś seks nakazywał wsiąść za żonę lub poślubić partnera. Ale to zamierzchłe czasy.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 07 października 2018 - 14:09
    @alutka,
    Potwierdzeniem kastracji męża było przywiezienie żony pod swój dach, po nieudanym związku z innym facetem.
    Gdyby zastosował Formułę „ one way ticket”, nauczył siebie i Ciebie żyć samemu ze sobą , a dopiero potem ewentualnie przyjął pod swój dach, odzyskałoby Twój szacunek.
    To , że zgadzał się na każda Twoja decyzje - najpierw o odejściu, potem o powrocie bez określania swoich granic , nie wzbudziło bynajmniej Twojego szacunku do niego, a jedynie coś na znak sympatii do bezwolnego misia którym można manipulować do woli. Sama przyznaaś się do makiawelizmu.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 07 października 2018 - 14:24
    Niepoprawnie politycznie??? no, co Ty..

    Odpowiem tak,
    byłam wczoraj na proszonej kolacji, gdzie pieczeń serwował PAN DOMU, wszyscy się zajadali. tylko nie ja.
    Dlatego, że była dla mnie tak słona, że nie mogłam przełknąć,
    Wyobraź sobie, że 5 osób przekonywało mnie, że nie jest słona :D

    dziękuję Ci za odpowiedź i za przypomnienie, że dla każdego, gdzie indziej jest granica, inne kryteria oceny, inna opinia.
    Oczywiście nie dałam się przekonać, to było nawet śmieszne.

    Wracając do tematu,
    przyjmuję do wiadomości, że dla Ciebie mój mąż został przeze mnie wykastrowany. Ja tak nadal nie uważam.

    Nie wiem, czym musi charakteryzować się prawdziwy facet, dla samych facetów. Wiem tylko, kiedy ja uważam faceta za faceta. I z tym, pewnie sam byś nie zgodził..

    I chyba na tym zakończę, dodając tylko, że
    mój kochanek miał tyle z samca Alfa, co ja, z Matki Teresy.

    Gdybym chciała samca Alfa, będąc sama samicą Alfa, nie założyłabym w ogóle rodziny, zawsze wybierałam mężczyzn o cechach kobiecych, co nie oznacza dla mnie - nie facetów! ale wrażliwych i ciepłych, opiekuńczych i serdecznych, empatycznych i słabszych ode mnie.. ale dla mnie, byli to zawsze mężczyźni.
    Nie znaczy to jednak, że nie miałam do czynienia z samcami Alfa, miałam, dopóki uznał, że wreszcie nie musi przed nikim niczego udawać i szlochał mi w cycki, na co dzień jednak, znów wracał do podziału ON i ONa, znaj swoje miejsce kobieto!
    uwierz mi, facetów prawdziwych, unikam jak ognia..
    Jestem niezależna, facet dla mnie musi być dodatkiem do mojego fajnego życia, gdy jest.. nie zastanawiam się teraz czy on Alfa, Beta czy Ciota :D

    ps. na pięć par, z mojego najbliższego otoczenia, 4 facetów zajmuje się domem, sprząta, gotuje i robi zakupy. A żadna z ich kobiet nie jest dyktatorem, zwyczajne kobiety zapracowane, a oni w ten sposób okazują im miłość, bo to jedyne miejsce, w którym mogą się jeszcze wykazać.
    pozdrawiam

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 07 października 2018 - 14:25
    ~Nick napisał:
    @alutka,
    Potwierdzeniem kastracji męża było przywiezienie żony pod swój dach, po nieudanym związku z innym facetem.
    Gdyby zastosował Formułę „ one way ticket”, nauczył siebie i Ciebie żyć samemu ze sobą , a dopiero potem ewentualnie przyjął pod swój dach, odzyskałoby Twój szacunek.
    To , że zgadzał się na każda Twoja decyzje - najpierw o odejściu, potem o powrocie bez określania swoich granic , nie wzbudziło bynajmniej Twojego szacunku do niego, a jedynie coś na znak sympatii do bezwolnego misia którym można manipulować do woli. Sama przyznaaś się do makiawelizmu.


    szanuję i szanowałam zawsze swojego męża.
    Nie wiesz o czym piszesz.
    To smutne.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 07 października 2018 - 14:40
    ~alutka napisał:
    ~Nick napisał:
    @alutka,
    Potwierdzeniem kastracji męża było przywiezienie żony pod swój dach, po nieudanym związku z innym facetem.
    Gdyby zastosował Formułę „ one way ticket”, nauczył siebie i Ciebie żyć samemu ze sobą , a dopiero potem ewentualnie przyjął pod swój dach, odzyskałoby Twój szacunek.
    To , że zgadzał się na każda Twoja decyzje - najpierw o odejściu, potem o powrocie bez określania swoich granic , nie wzbudziło bynajmniej Twojego szacunku do niego, a jedynie coś na znak sympatii do bezwolnego misia którym można manipulować do woli. Sama przyznaaś się do makiawelizmu.


    szanuję i szanowałam zawsze swojego męża.
    Nie wiesz o czym piszesz.
    To smutne.

    Nie jako faceta.
    Byłaś nim zmęczona.
    Szanowałaś jego uległość wobec Ciebie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 07 października 2018 - 14:44
    Szacunek wobec człowieka wyraża się na 3 płaszczyznach :
    1. Za to ze jest człowiekiem , myśli i czuje
    2. Za jego pozycje w hierarchi społecznej
    3. Za jego działania, pomoc innym ludziom.

    Który rodzaj szacunku czułaś wobec męża ?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 07 października 2018 - 14:55
    dziękuję za podpowiedź,
    za wszystkie trzy rzeczy..
    widzę, że jedyne co potrafisz, to podpierać się cudzymi definicjami, nic od siebie, żadnych własnych przemyśleń..

    zgodnie z powyższymi punktami,
    nie mam za grosz szacunku do Ciebie.
    przykro mi..
    dzięki za wymianę korespondencji, bo z rozmową nie ma to nic wspólnego..
    miłego dnia

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 07 października 2018 - 15:45
    ~alutka napisał:

    widzę, że jedyne co potrafisz, to podpierać się cudzymi definicjami, nic od siebie, żadnych własnych przemyśleń..



    Zdaje sie ze to samo mu mowilem...

    Przytocze monolog o rozumie.

    "z rozumem jak z butami... Jak cudze, to albo za duze albo za male.. Przejdziesz kawalek, to albo spadaja z nog albo piją, ocieraja... I po jakims czasie staniesz... Na srodku drogi... Jak ta dupa...
    A wlasne... To choc stare.. Wytarte.. To wszedzie zajdziesz.... I tak jest z rozumem...

    - ale to on se tam nie zajdzie?...
    - kto??!!
    - no ten w za duzych... Butach...
    - ale czlowieku ja o rozumie mowie!
    - rozum? W butach?
    - ech tys sam to glupi jak but"

    Wiekszosc rozmow z ludzmi tak wyglada

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 07 października 2018 - 15:58
    Kapitalne!
    podoba mi się bardzo..
    dzięki:D

    ps. wielu ludzi, to wzrokowcy, mężczyźni często, ale ja zawsze zakochiwałam się w głowie faceta, uwielbiałam i tak jest, do tej pory, gadać do rana.. dla mnie facet interesujący, to rozmawiający, pytający i niewiedzący wszystkiego..
    to jak jazda bez trzymanki.. razem, dochodzić!
    do pewnych prawd również :D
    zawsze mówiłam, ależ ON ma piękny umysł :)

    pozdrawiam @Kristof

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 07 października 2018 - 16:30
    ~alutka napisał:
    dziękuję za podpowiedź,
    za wszystkie trzy rzeczy..
    widzę, że jedyne co potrafisz, to podpierać się cudzymi definicjami, nic od siebie, żadnych własnych przemyśleń..

    zgodnie z powyższymi punktami,
    nie mam za grosz szacunku do Ciebie.
    przykro mi..
    dzięki za wymianę korespondencji, bo z rozmową nie ma to nic wspólnego..
    miłego dnia

    Hohoho... widzę ze włączyłem wyparcie .

    Miłego dnia :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 07 października 2018 - 17:50
    wyparcie?
    nic podobnego.
    To jaki był mój mąż, wiem tylko ja,
    jak pomagał wszystkim innym, tylko nie mi w domu,
    żył życiem równoległym,
    nie znaczy to , że nie widziałam, jakim jest człowiekiem,
    gdyby był złym,
    odeszłabym i nie oglądała za siebie..dawno temu.
    zawsze chciałam jego dobra, tak jak on mojego..
    kiedy stało się to sprzeczne,
    wybrałam siebie,
    to wszystko. po 19 latach.
    często piszę, dlaczego od niego odeszłam,
    ale
    nigdy złego słowa nie napisałam na niego,
    jako o człowieku.

    nic Cię nie interesuje ani moja historia, ani niczyja inna.
    Jesteś wg mnie człowiekiem, który nie kocha nikogo na dzień dzisiejszy, a deficyty w związku zaspakaja w inny sposób.
    proszę tylko, żeby nie moim kosztem,
    a tak poza tym, rób sobie co chcesz..




    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 08 października 2018 - 08:09
    ~alutka napisał:

    To jaki był mój mąż, wiem tylko ja,


    Powiedzialas wczesniej jesli sie nie myle, ze rozumiesz moja ex wife.
    Jesli tak w istocie jest, to oznaczaloby ze jestes pierwsza osoba, ktora tego dokonala.
    Nikt z otoczenia nie rozumie ze mozna przezyc to w zgodzie mimo cierpienia. Wtedy dopiero widac czy rzeczywiscie laczy ludzi przyjazn a nie tylko milosc jako taka

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 08 października 2018 - 19:09
    ~Kristof napisał:
    ~alutka napisał:

    To jaki był mój mąż, wiem tylko ja,


    Powiedzialas wczesniej jesli sie nie myle, ze rozumiesz moja ex wife.
    Jesli tak w istocie jest, to oznaczaloby ze jestes pierwsza osoba, ktora tego dokonala.
    Nikt z otoczenia nie rozumie ze mozna przezyc to w zgodzie mimo cierpienia. Wtedy dopiero widac czy rzeczywiscie laczy ludzi przyjazn a nie tylko milosc jako taka


    Napisałam, że jej postawa, mnie nie zaskakuje., ponieważ doświadczyłam takiej samej od mojego męża..
    Musiałabym sama, tak postąpić, żeby ją rozumieć.
    Czy sama byłabym w stanie tak postąpić?
    -mając 30 lat, chyba nie..
    -mając 40 lat chyba tak..
    ale jak już pisałam, nie byłam nigdy w takiej sytuacji, nikt nigdy mnie nie zostawił, nie odszedł ode mnie..

    można to wszystko przejść w zgodzie,
    piszę, tylko i wyłącznie, jako druga strona w związku, w którym coś takiego miało miejsce.
    przyjaźń i miłość, nie zawsze idą w parze..
    u nas podobnie jak u Ciebie,
    przyjaźń przetrwała, namiętność umarła.
    Niewielu, czegoś takiego doświadczyło.
    Świadomie napisałam, że to, nie miłość umarła,
    bo
    sama tego nie wiem do końca,
    ja, w sumie kocham nadal mojego byłego męża,
    ale miłością siostrzano-przyjacielską,
    nie ma możliwości, żebym do niego wróciła,
    bo
    czegoś innego oczekuje,
    nie, nie od faceta, ale od życia..
    nie wykluczam jednak,
    że, może, kiedyś,
    po 70-tce, gdy oboje tego będziemy chcieli,
    siedzieć razem na werandzie w fotelach bujanych,
    po śmierci naszych obecnych partnerów..
    że będziemy znów razem..

    piszesz, mimo cierpienia..
    czy ktoś kto, kocha kogoś,
    i wie, że ta osoba jest szczęśliwa,
    czy cierpi??? czy powinien cierpieć???
    ach, ta miłość.. któż jej doświadczył tak naprawdę?





    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 08 października 2018 - 21:38
    ~alutka napisał:

    piszesz, mimo cierpienia..
    czy ktoś kto, kocha kogoś,
    i wie, że ta osoba jest szczęśliwa,
    czy cierpi??? czy powinien cierpieć???
    ach, ta miłość.. któż jej doświadczył tak naprawdę?


    Cierpienie w jej wypadku wyraza sie w slowach "bedzie mi brakowalo naszych rozmow", "przeraza mnie samotnosc, puste wieczory".

    Napady rozpaczy juz chyba przeminely, jeszcze czasem wraca smutek, ale zaczal sie nowy rozdzial.

    Ewidentnie jestesmy bratnimi duszami.
    Powrocily rozesmiane rozmowy, zarty, rozmowy o surrealistycznym wygaslym malzenstwie, w ktorym jestesmy sobie blizsi niz pol roku temu.

    Przygotowuje sie emocjonalnie do spotkania z moja nowa kobieta, bo obie tego chca.

    Odkrywa swoja atrakcyjnosc i piekno, w ktore nie wierzyla wczesniej, to byl jeden z powodow rozpadu zwiazku.
    Szuka teraz nowej przyjazni, faceta proszac mnie o rade.
    Wytworzyla sie niesamowicie silna wiez przyjacielska, silniejsza niz wczesniej.

    Stalismy sie dla siebie rodzina, bo ja moja utracilem... Nie potrafili sie odnalesc w mojej trudnej sytuacji... Zgnoili mnie zamiast sprobowac zrozumiec.

    Moje zycie... Rozdupcylo sie calkowicie... I nagle w ekspresowym tempie zaczyna rodzic sie nowe.

    A najciekawsze ze dostalem dzis nowa prace.... Ktora przeszla moje oczekiwania.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 09 października 2018 - 17:08
    @Kristof
    napiszę, jak było u mnie..
    kiedy rozstałam się z kochankiem i wróciłam do SWOJEGO DOMU
    - tak na marginesie dla @ Nicka, który z góry założył, że mój mąż przyjął mnie pod swój dach, jakby to było czymś nienaturalnym, że dom może być też kobiety-

    jedyną osobą, której pozwoliłam zbliżyć się do siebie, był mój mąż,to była jedyna osoba, która mogła mi pomóc, i pomogła, opiekował się mną i zajął się wszystkim.
    To było dla mnie, najdłuższe pół roku w życiu,
    nie rozpakowałam walizki, mieszkałam dosłownie w niej..
    zanim położyłam się plackiem i patrzyłam w sufit, złożyłam pozew rozwodowy - za obopólną zgodą.

    Mieszkaliśmy jeszcze razem, dopóki się nie pozbierałam, później wyprowadził się i zostałam sama.
    Kiedy spędzi się z kimś 20 lat życia, przyzwyczajenie jest ogromne,
    był dla mnie punktem odniesienia, mojego samopoczucia.
    Gdy go zabrakło, nie wiedziałam co czuję,
    w zasadzie nic nie czułam, pustka, nie wiedziałam czy jest mi dobrze czy niedobrze, czy coś mi się chce, czy nic mi się nie chce, w zasadzie przestałam istnieć,
    po prostu czekałam aż to się zmieni.
    i zmieniło...
    wszystko.

    przeszłam zwykły detoks,
    dałam radę, bo zawsze miałam przyjaciół
    i swoje życie, do którego wróciłam..

    i wierzę, że Twoja ex też z tego wyjdzie,
    ma w Tobie przyjaciela,
    to dużo więcej niż mąż!
    pozdrawiam



    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 09 października 2018 - 17:08
    @Kristof
    napiszę, jak było u mnie..
    kiedy rozstałam się z kochankiem i wróciłam do SWOJEGO DOMU
    - tak na marginesie dla @ Nicka, który z góry założył, że mój mąż przyjął mnie pod swój dach, jakby to było czymś nienaturalnym, że dom może być też kobiety-

    jedyną osobą, której pozwoliłam zbliżyć się do siebie, był mój mąż,to była jedyna osoba, która mogła mi pomóc, i pomogła, opiekował się mną i zajął się wszystkim.
    To było dla mnie, najdłuższe pół roku w życiu,
    nie rozpakowałam walizki, mieszkałam dosłownie w niej..
    zanim położyłam się plackiem i patrzyłam w sufit, złożyłam pozew rozwodowy - za obopólną zgodą.

    Mieszkaliśmy jeszcze razem, dopóki się nie pozbierałam, później wyprowadził się i zostałam sama.
    Kiedy spędzi się z kimś 20 lat życia, przyzwyczajenie jest ogromne,
    był dla mnie punktem odniesienia, mojego samopoczucia.
    Gdy go zabrakło, nie wiedziałam co czuję,
    w zasadzie nic nie czułam, pustka, nie wiedziałam czy jest mi dobrze czy niedobrze, czy coś mi się chce, czy nic mi się nie chce, w zasadzie przestałam istnieć,
    po prostu czekałam aż to się zmieni.
    i zmieniło...
    wszystko.

    przeszłam zwykły detoks,
    dałam radę, bo zawsze miałam przyjaciół
    i swoje życie, do którego wróciłam..

    i wierzę, że Twoja ex też z tego wyjdzie,
    ma w Tobie przyjaciela,
    to dużo więcej niż mąż!
    pozdrawiam



    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 10 października 2018 - 15:18
    Nie mam za wiele czasu , dlatego krótko :
    @alutka pisałaś że podejmując decyzje kierowałaś się emocjami i intuicja - to wiele tłumaczy kiedy intelekt jest odsuwany a emocje biorą górę , to trudno o rzeczowa dyskusje zarówno tu na forum jak i w związku .

    Ad „dom męża „ - pisałem ze przyjął Ciebie „pod swój dach” bo to on tam wtedy mieszkał sam, niezależnie od prawa własności do tego „dachu”, równie dobrze mógłby to być wynajmowany dom.

    Ad „samiec alfa” - jest różnica pomiędzy samcem alfa a „macho” dla którego nawet patriarchat to za mało . Mylisz pojęcia .

    Miłego dnia :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 10 października 2018 - 16:32
    a, dziękuję bardzo.. dzień jest przecudny, słoneczko u mnie i kolory bajeczne..

    nazywajmy rzeczy, po imieniu:
    samiec Alfa, ma dominujące cechy charakteru i chce zawsze przewodzić w grupie, nie podporządkuje się nigdy i nikomu..
    ani nikomu, ani mnie..
    a zatem,
    skoro ja jestem również osobnikiem Alfa,
    mamy problem,
    tzn, na szczęście, nie my :D
    nie mylę go z macho, nic podobnego.

    co do przyjęcia mnie, przez męża, pod swój dach.
    Zakładam, że Ty byś mnie nie przyjął.
    jak zatem, wyglądałoby Twoje powitanie mnie, z walizką, kiedy otworzyłam swoje drzwi, swoim kluczem???
    gdzie były wszystkie nasze wspólne rzeczy, wspólny syn i wspólny pies?
    jak powinien wg Ciebie zachować się, prawdziwy, niewykastrowany mężczyzna?

    i na czym miałaby polegać rzeczowa dyskusja w związku, kiedy nie emocje biorą górę a intelekt???
    jaki byłby rezultat?
    szczęśliwa rodzina?
    nawet na wspólnym zdjęciu, zamiast mnie, byłby cień tylko.
    wtedy,
    gdybym emocje zamiotła do kąta,
    strzeliłabym sobie w łeb!
    gdyby ktoś, lub coś kazało mi zostać w małżeństwie.
    coś Ci powiem,
    uratowałam siebie i mojego męża jednocześnie.

    gdyby ktoś mi dzisiaj powiedział, że może cofnąć czas, do tego co było,
    wykupiłabym się wszystkim co posiadam,
    oddałabym wszystko,
    żeby niczego nie zmieniał.
    wygraliśmy oboje coś, o czym nie masz pojęcia!

    również dnia miłego:)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 11 października 2018 - 00:05
    @alutka
    - przyjęcie pod dach - starałbym się uporządkować , sformalizować swoje życie tak, ze miałbym mój i tylko mój dach pod którym przejmowałbym kogoś z własnej woli a nie z przymusu. A gdybym nie miał takiej możliwości to wtedy sam bym się wyprowadził.

    - uratowałaś męża i siebie dzięki swojemu romansowi - a nie można było tak po prostu się rozwieść ??
    Równie dobrze moglas go wysłać na Marsa. Jakby się dostosował do życia na Marsie to mozna by mówić , ze uratowałas mu życie dzieki podróży życia ;)


    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 11 października 2018 - 15:35
    Dziś zwięźle, krótko i na temat.

    Ponieważ zrozumiałam tylko jedno Twoje zdanie, a raczej pytanie, a mianowicie:
    - a nie można było tak po prostu się rozwieść?
    odpowiadam:
    -nie, nie można było!
    żeby to rozwinąć, musiałabym znowu skrobnąć elaborat, a już mi się nie chce po prostu. Przyjmij to za pewnik.

    Pozostałej twojej wypowiedzi nie rozumiem, ani związku z tym co sama pisałam, ani nawet związku, z tym co sam twierdziłeś, a skoro tak, skoro nie pojmuję dwóch akapitów, to zmuszona jestem skorygować swoją wcześniejszą wypowiedź:
    -" ja uważam, że jestem emocjonalna i jednocześnie niegłupia.."
    - przyjmuję do wiadomości, że jestem emocjonalna i głupia.

    i chyba dość naiwna, skoro naprawdę myślałam, że chcesz pogadać, dałam się wkręcić komuś, kto tylko udaje, że prowadzi dialog, kiedy na innym wątku zadałeś mi kilka pytań. odpowiedziałam na wszystkie, pominęłam nieświadomie ostatnie, ale Ty właśnie tego się czepiłeś, że nie odpowiedziałam na to jedno..
    a zatem, póki sam nie zaczniesz odpowiadać na cudze pytania, to nie jest rozmowa, tylko przesłuchanie..
    a ja, ani winna , ani oskarżona,
    gawędzę sobie tylko z zainteresowanymi tematem,
    skoro nie jesteś, to nie pytaj mnie o nic.

    Poznałam Twoje stanowisko, na temat mojego życia/ pożycia :),
    nie zamierzam go zmieniać, Ty nie zmieniaj mojego.
    ja już swoje zmieniłam,
    dziś
    jestem przeciwniczką małżeństwa, jako takiego..
    zwolenniczką, zakończenia małżeństwa nieudanego,

    i nie zamierzam świata zbawiać,
    wystarczy mi moje własne zbawienie...





    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook