Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

Moja żona nie chce seksu

Rozpoczęte przez ~Marek, 14 mar 2016
  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 05 stycznia 2019 - 15:07
    ~Aniołek napisał:
    Robercie,
    Bardzo emocjonalnie reagujesz na wszelkie próby przedstawienia (...)
    Izka przecież nigdzie nie stwierdziła, że liczy się tylko namiętność, ale cudownie jest ją przeżywać z właściwą dla siebie osobą.


    A i ja nigdzie nie neguję poglądu, że właściwa osoba jest najbardziej odpowiednia dla dalszej dobrej jakości życia i współżycia. I też nie mówię o samej namiętności, czy jej braku - poczytaj jeszcze raz i zauważysz, że o tym pisze ktoś inny...

    Zwracam tylko uwagę, że istnienie czy nieistnienie namiętności nie może być usprawiedliwieniem dla złośliwych, ksobnych, egoistycznych i destrukcyjnych działań partnerki/żony w nieudanym związku. Tyle i tylko tyle.

    Nie podoba Ci się już mąż/partner, bo się znudził, zrobił się gruby, może trochę zrzędny, czy co tam jeszcze i przestałaś go kochać to podziałaj w sposób dojrzały i wyważony. Daj mu odczuć, albo wprost powiedz, że nie jesteś z nim szczęśliwa i postanówcie co z tym dalej zrobić. Nie rób piekła z jego życia.

    Przy założeniu, że on jest faktycznie człowiekiem o dobrej woli - mimo że pewne jego działania nie podobają się Tobie - zachowywanie się w sposób skrajnie zły, 'zołzowaty' i wredny, jest wyrządzaniem mu krzywdy - on sobie na to nie zasłużył.

    Czy to można popierać...? Wg mnie należy to potępiać.

    ~Aniołek napisał:

    To ile dobra dajesz niestety ma się nijak do tego ile go otrzymujesz Robercie.
    Jak być POWINNO, a jak czasem JEST to przecież dwie różne sprawy. Nie zdarzyło Ci się zauważyć lub poczuć niesprawiedliwość?


    Takim rozkładem przepływu dóbr charakteryzują się toksyczne związki. Jak ktoś lubi permanentnie doznawać krzywdy, to ok. - jego sprawa. Mnie to nie kręci.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Izka
    ~Izka
    Napisane 05 stycznia 2019 - 15:27
    @Robert
    W pełni bym się zgodziła z tym, co teraz napisałeś.
    Jednakże zauważ, że brak działania ze strony osoby poszkodowanej też jest DECYZJĄ.
    I to decyzją, że taki niekorzystny dla niej układ mimo wszystko akceptuje...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Izka
    ~Izka
    Napisane 05 stycznia 2019 - 15:36
    @najgłupsze
    Jesteś strasznie sfrustrowanym mizoginem...
    To o czym piszesz, to jak budowanie domu bez fundamentów.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 06 stycznia 2019 - 11:00
    ~Izka napisał:
    @Robert (...) brak działania ze strony osoby poszkodowanej też jest DECYZJĄ.
    I to decyzją, że taki niekorzystny dla niej układ mimo wszystko akceptuje...


    Wiesz... ;-) W ten sposób można wszystko tłumaczyć hehe...

    To, że on do pewnego stopnia akceptuje taki stan rzeczy nie znaczy jeszcze, że można go obarczać odpowiedzialnością za jej podłość.

    Weź pod uwagę, że faceci ciut inaczej podchodzą do samego małżeństwa, czy związku. Tutaj przydałaby się doza zrozumienia ze strony kobiet.

    Dla faceta małżeństwo to część jego samego, zaangażowanie, odpowiedzialność. To branie na barki tego, co wspólne życie niesie ze sobą.

    Nie ma tu miejsca na impresje i chwilowe zachcianki, jak bywa u kobiet. Tu są dalekosiężne decyzje i choćby było pod górkę, trzeba ciągnąć.

    To jest właściwa przyczyna większych oporów w rozwalaniu związku u facetów, niż u kobiet.

    Facet jak do czegoś się zobowiąże, to to spełnia, choćby miałoby to być z jego faktyczną stratą, bo... zmieniły się nagle okoliczności. Tak wygląda honor. ;-).

    Jeżeli natomiast widzi u swojej partnerki brak lojalności, czy nawet wierności, to nie od razu popuszcza. On dalej czuje się zobowiązany.

    Ona musi mocno przegiąć, żeby on uznał się za zwolnionego z obopólnego przyrzeczenia.

    Tak to właśnie u facetów bywa. Dla mnie to oczywiste.

    Nie mogę jednak pojąć dlaczego one postępują podle, gdy nagle przestała pasować im jego osoba.

    Zamiast postawić sprawę jasno i odejść, czy jego wyprawić, wolą zamieniać jego życie w najgorszy sen, prać mózg, dokuczać i uprzykrzać mu żywot na wszystkich frontach.

    To jest niepoważne i bardzo niskie.

    Właśnie protestuję przeciwko tłumaczeniu tego brakiem kochania. ‚Brak kochania’ nie wystarczy, by być nagle podłą żmiją.

    On od razu nie odchodzi, bo jest facetem - jak coś przyrzekł, to czuje się zobowiązany - tyle. Odejdzie jak ona się faktycznie mu sprzeniewierzy do tego stopnia, że mu się jej odechce, a niejednokrotnie i żyć mu się odechce.

    Tylko czy tak musi być?
    Czy panie nie mogłyby być tutaj dojrzalsze?

    Oczywiście wiem, że często przemawia za tym wygodnictwo, ale to argument raczej przeciw niż za. ;-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Ada
    ~Ada
    Napisane 06 stycznia 2019 - 12:01
    Robercie, ze 2 lata temu usłyszałam od kolegi z pracy, że mu się żyć nie chce od nadmiaru zajęć.
    I dalej jest z tą samą żona, dom ten sam, praca ta sama to samo zmęczenie.
    Więc to tylko biadolenie a nie faktyczny stan braku dojrzałości kobiety.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 06 stycznia 2019 - 13:12
    Nie sądzisz, że piszesz o czymś zupełnie innym...? ;-)

    Dla mnie sytuacja o której wspominasz nijak się ma do tego, o czym mówimy.

    Nadmiar zajęć i marudzenie faceta, że mu źle, to nie to samo co dawanie w dupę, przez kobietę, bo 'przestała kochać'.

    Ona jedzie po facecie na wszystkich frontach, bo chce go zniechęcić do siebie i zmusić, żeby to on odszedł od niej.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Ada
    ~Ada
    Napisane 06 stycznia 2019 - 14:21
    Temat trochę długi :)
    Odniosłam się do twojego opisu odpowiedzialnego mężczyzny w stosunku do dojrzałości kobiety.
    Zawsze można się rozstać niż znosić babę, chyba że chce się być męczennikiem :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kamil07
    ~Kamil07
    Napisane 06 stycznia 2019 - 16:05
    Witam wszystkich,

    Napisałem tutaj kilka postów jakiś czas temu i Wasze odpowiedzi bardzo pomogły mi w podjęciu decyzji co dalej, z moim małżeństwem.
    Niestety wszystko chyba wraca do punktu wyjścia.
    Kryzys w małżeństwie sprawił, że poważnie rowazalem odejście od żony.
    Historia opisana w moich poprzednich postach.
    Doszła do tego zdrada, o której powiedziałem żonie, bo myślałem, że to ostatecznie zakończy sprawę (dziecinne zachowanie, wiem).
    Po wielu rozmowach, kłótniach itd. Zdecydowaliśmy się powalczyć o nasz związek.
    Trwa to ponad rok.
    Żona się zmieniła, ja robiłem wszystko, żeby jej udowodnić, że też mi zależy.
    Zmieniłem nawet pracę (totalnie inna cześć świata) i zaakceptowałem jej żądania dotyczące całkowitego zerwania kontaktów ze znajomymi z poprzedniej pracy.
    Robiłem, moim zdaniem, wszystko, żeby była szczęśliwa i zobaczyła, że mi zależy.
    Po lepszym okresie zaczęły pojawiać się kłótnie.
    To normalne, jednak przy każdej z nich sytuacja zaognia się tak bardzo, że wciąż wracamy do zdrady i jest ciągła jazda po mnie.
    Przez ostatnie 3 tygodnie, jak jestem w domu, kłóciliśmy się ponad 20 razy, w tym jednego dnia czterokrotnie.
    Dowiedziałem się, że jestem alkoholikiem, idiotą, że ona mnie nienawidzi, wylała mi butelkę cydru na głowę i kanapę i prawie tą pustą butelką dostałem po głowie, ale zdążyłem złapać ją za rękę.
    Za to chwycenie teraz mam wypomniane, że jestem agresywny.
    Jak żąda, żebym się spakował, to to grzecznie robię (plecak mam spakowany już po pierwszej kłótni) i jak chce wyjść to ona nagle chce rozmawiać i wszystko wyjaśniać. Błaga i prosi, żebym nie wychodził, bo ma depresję, nie kontrole swoich emocji, itd.
    A następnego dnia już jest wszystko idealnie, ona chce się przytulać, kochać i nagle ma pretensje, że je nie mam ochoty.
    Po tym wszystkim, co usłyszałem na swój temat w ciągu tych trzech tygodni, to naprawdę nie mam ochoty na cokolwiek.
    Jestem tak zestresowany, że chyba naprawdę zostanę alkoholikiem, bo zacząłem popijać, jak jej nie ma. 1-2 piwa albo drinki dla ukojenia nerwów, niby niedużo, ale...
    Mam cudownego syna, który nie widzi poza mną świata. Niestety praxuję w takim trybie, że nie ma szans, żeby on mógł zostać ze mną.
    Jak jestem w domu, to zajmuję się dzieckiem od rana do wieczora, ubieram, przebieram, bawię się, chodzę na spacery, kąpię, czytam bajki, usypiam.
    I mimo to też żona ma wyrzuty, że nie robię nic innego, tylko skupiam się na dziecku.
    Zarabiam na tyle dobrze, że ona nie musi wracać do pracy i jest drugi rok na urlopie macierzyńskim.
    Bardzo was proszę o opinię, czy ja robię coś źle?
    Chodziłem do psychologa, ale to była strata czasu.
    I co zrobić? Odejść? A co z dzieckiem?
    Chcę jej powiedzieć, że chciałbym pojechać gdziekolwiek na kilka dni, ale już wiem, jaka będzie odpowiedź - że znowu ją zostawię samą, że pewnie mam jakąś kochankę, że nie kocham dziecka, bo nie będę z nim spędzać czasu.
    Pomóżcie proszę, bo jestem na skraju załamania.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Sandra
    ~Sandra
    Napisane 06 stycznia 2019 - 16:39
    Eh faceci, czy wy macie jeszcze portki.
    Terapia małżeńska nie wiem w sumie po co i/lub rozwód.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kamil07
    ~Kamil07
    Napisane 06 stycznia 2019 - 16:49
    ~Sandra napisał:
    Eh faceci, czy wy macie jeszcze portki.
    Terapia małżeńska nie wiem w sumie po co i/lub rozwód.


    Rozwiniesz swoją myśl dotyczącą portek?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 06 stycznia 2019 - 17:23
    ~Kamil07 napisał:

    Rozwiniesz swoją myśl dotyczącą portek?


    Myśl ukryta w 'portkach' zawiera w sobie, moim zdaniem, ciężar podejmowania ważnych/kluczowych decyzji.

    To - niestety - od portek się tego oczekuje. ;-)
    Facet ma podejmować radykalne kroki, ważne decyzje, no i... brać za wszystko odpowiedzialność.

    Sam podejmij decyzję co dalej.

    Pamiętaj tylko, że jak ją podejmiesz, to już musisz być twardy, bo... jak nie, to zostaniesz w samych skarpetkach i... z duuużym zobowiązaniem.

    One już potrafią wycisnąć z faceta do ostatniego soku - zawsze na dziecko/dzieci. ;-) Miej się na baczności i niech Cię nie opuszcza zdrowy rozsądek.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Sandra
    ~Sandra
    Napisane 06 stycznia 2019 - 17:37
    Hehe, dobrze do Robert ujął :)

    Ja jako kobieta nie zdradziłabym jakby było mi dobrze w związku. Jakby było mi źle zabrałabym walizkę i pa.
    Nie dopuszczam do kłótni, cichych dni. Kłótnia kończy się tam gdzie jej pozwalamy, niektórzy nie mają umiaru.
    Wylanie czegokolwiek na mnie, chęć uderzenia to już w ogóle kpina. A jakby butelką trafiła, co będzie jak weżnie coś innego.
    Jest tyle fajnych babek a z jędzą chcesz żyć?
    Tak, tak dziecko czekaj jeszcze dłużej po kłótniach to ono będzie potrafiło stworzyć sobie w przyszłości dom - taki jak ty teraz czyli piekiełko.
    Po rozwodzie też nikt Ci nie gwarantuje, że będzie lekko ale będzie spokój.
    Podsumowując : widziały gały (oczy) co brały
    Twój wybór, twoje życie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 06 stycznia 2019 - 22:17
    Drogi Kamilu07,
    Moim skromnym zdaniem z przedstawionego przez Ciebie opisu przypadku wynika, że Żona prawdopodobnie straciła do Ciebie zaufanie (patrz zdrada).
    Samo przyznanie się do zdrady mogło uruchomić w niej samej nieznane jej mechanizmy. Może stała się taka zołzowata, bo chce wykrzyczeć swoją złość na Ciebie? Wyrzucić ją z siebie? Bo jeszcze jej zależy?Proponuję spójrz na motywację, jaką się kierowałeś mówiąc Żonie o zdradzie. Rozważałeś odejście, a powiedziałeś o zdradzie w nadziei, że to Żona Cię wyrzuci? Chciałeś przerzucić decyzję na nią?
    Jeśli chcecie walczyć o bycie razem musicie przede wszystkim uważnie nawzajem się wysłuchać. To jest czasami bardzo trudne.
    Jeśli chcecie być razem to Ty powinieneś częściej, będąc w domu, zwracać uwagę na Żonę a nie tylko na Syna, natomiast Ona powinna potraktować zdradę jako rozdział zamknięty.
    Mówisz: " Zdradziłem, ale to był błąd i jeśli wybaczasz to nie wypominaj przy byle okazji".
    Jeśli masz ochotę wyjechać to Jej to powiedz, zostaw namiary i wyjedź po prostu na 4-5 dni, tylko wyraźnie podkreśl, że tego potrzebujesz i jeśli chce to w każdym momencie może do Ciebie przyjechać.
    Dopiero jak sobie wszystko głęboko przemyślisz podejmij ostateczną decyzję (jak prawdziwy facet- Robert Ci napisał co to oznacza nosić portki ;)) Decyzja jakakolwiek by ona nie była zamknie pewien etap takiego trochę kręcenia się w kółko.
    Nie jest sztuką w przypadku kryzysu całkowicie zerwać stosunki, sztuką jest wyjść z niego cało obojętnie czy silniejsi razem czy osobno! Wiesz, ja akurat zaliczam się do ludzi, których sytuacje trudne mobilizują do działania. Jaki jesteś Ty sam...dobrze wiesz, a ponieważ to Twoje życie wiesz przecież doskonale czego Ci potrzeba.
    Na tą chwilę na pewno odrobiny spokoju na zebranie myśli :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 06 stycznia 2019 - 22:23
    Kamil, jeszcze jedno zmobilizuj Żonę, żeby poszła do pracy :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~pepe
    ~pepe
    Napisane 07 stycznia 2019 - 13:46
    u mnie w domu jest tak: żona atrakcyjna, ja też, mi stukneło 45 latek jej 39, dwojka dziec, dom zadbany i ja też przez nią, Super kobitka, trochę zołzowata czasami ale ja też zapewne. U niej potrzeby seksualne są o wiele mniejsze niż u mnie (no chyba że ja dla niej jejstem mniej pociągający niż inny typ k†órego może woli) skes raz na jalis czas od wqczasów do następnych wyjazdów ALe w domu nie Czym starsze dzieci to nie chce (śpią z nami). NIe masturbuje się od 2 lat i nie glądam żadnych pornoli bo to mnie zabijało. Na żadną zdradę się nie piszę licze tylko,że może pewne problemy finansowe i inne które się nawineły mogą być też takim hamulcem dla nie Czekam cierpliwie choć może , jak ktoś wcześniej napisał należy kochać , dbac i czekać może nadejdzie ten czas...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Izka
    ~Izka
    Napisane 07 stycznia 2019 - 18:13
    Zadziwia mnie nieustannie, że mężczyzna po 40-stce może uważać, że seks zależy od jakichś prozaicznych powodów typu mniejsze finanse domowe...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Żuber
    ~Żuber
    Napisane 07 stycznia 2019 - 23:10
    Powody braku ochoty na seks są różne ( utrata pracy, problemy finansowe, nadmiar obowiązków), poczytaj sobie Izka niekoniecznie tylko to co na forum

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kamil07
    ~Kamil07
    Napisane 07 stycznia 2019 - 23:18
    Dziękuję Wam wszystkim za opinie i sugestie.
    Wydaje mi się, że decyzję już podjąłem.
    Dzisiejszy dzień jeszcze bardziej mnie dobił.
    Kiedy jestem w domu na wolnym, całe dnie spędzam zajmując się synem, robiąc jedzenie, itd. Sprawy wyjazdowe jak zakupy robi żona, bo chce trochę odpocząć od obowiązków domowych (na ile jest to możliwe jadąc na zakupy).
    Dzisiaj po południu, w moje urodziny z resztą, chciałem wyjść na kilka minut, odetchnąć świeżym powietrzem, wyciszyć.
    Jak tylko powiedziałem o swoich planach, miałem od razu strzelone między oczy, że na pewno idę kupić alkohol, albo pić. Jak powiedziałem, że wezmę synka, to znowu tekst, że dlaczego ona nie może iść z nami, a jak powiedziałem, żebyśmy poszli razem, to okazało się, że ona jednak nie może, bo czeka na kuzynkę.
    Wyszedłem i mailem 7 nieodebranych połączęń plus kilka wiadomości.
    Poszedłbym się napić, serio, ale po dwudziestu minutach wróciłem do domu.
    Wieczorem, jak syn zasnął, rozmawialiśmy godzinę o tej sytuacji, a także o tym, co się ostatnio dzieje i gdy powiedziałem, że każdego dnia jestem zdenerwowany, bo tylko czekam na moment, aż rozpęta się kolejna kłótnia, dostałem znowu tekst o zdradzie.
    Gdy zaproponowałem, że chciałbym pojechać na te kilka dni czy to do rodziny, czy do znajomych, to okazało się, że jestem niepoważny, bo dziecko tak za mną tęskni, że powinienem być z nim cały czas, a poza tym jak mogę zostawiać ją samą ze wszystkimi obowiązkami.
    Dzisiaj dopakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i jestem w każdej chwili gotowy wyjechać, jednak cały czas zatrzymuje mnie ten jej tekst o odpowiedzialności.
    Czuję się odpowiedzialny za syna, za to, żeby się nim zajmować, ale nie dam rady żyć w taki sposób dalej, czekając kazdego dnia na kłótnię.
    Mam po prostu ubrać się, powiedzieć „wychodzę” i to zrobić?
    Naprawdę nie wiem jak do tego podejść.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 08 stycznia 2019 - 00:30
    Kamilu sytuacja, którą opisujesz jest jak dla mnie po prostu niewyobrażalna.
    Czy wychodząc z domu robisz coś złego? No gdybyś za każdym razem, gdy wychodzisz wracał pijany, awanturujący, zaczepny...no to rzeczywiście dyskusyjne, bo może świadczyć o głębszych Twoich problemach.
    Nie rozumiem natomiast dlaczego wychodząc jesteś nieodpowiedzialny? W czym się przejawia Twoja odpowiedzialność, gdy zostajesz w domu? Spędzasz czas z dzieckiem jak piszesz bardzo często tak?
    Nie uważasz, że to co robi Twoja Żona to zwykła manipulacja i nadmierna kontrola?
    Masz prawo mieć swoich przyjaciół, masz prawo móc wyjść/ wyjechać z domu bez poczucia winy. Bycie razem nie oznacza zniewolenia i spędzania ze sobą 24h/24h.
    Bycie razem to chęć, a nie nakaz Kamilu :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 08 stycznia 2019 - 08:20
    ~Kamil07 napisał:

    Dzisiaj dopakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i jestem w każdej chwili gotowy wyjechać, jednak cały czas zatrzymuje mnie ten jej tekst o odpowiedzialności.
    Czuję się odpowiedzialny za syna, za to, żeby się nim zajmować, ale nie dam rady żyć w taki sposób dalej, czekając kazdego dnia na kłótnię.
    Mam po prostu ubrać się, powiedzieć „wychodzę” i to zrobić?
    Naprawdę nie wiem jak do tego podejść.


    W filmach wygląda to tak, że mówi się żonie, że odtąd będzie się z panią kontaktował mój prawnik. Jeżeli jesteś na to gotowy, tak należałoby zrobić. Życie jednak jest życiem i nie zawsze tak się da.

    Ona jawnie Tobą manipuluje i Cię szantażuje.

    Rozumiem Cię Kamil, bo przeżywałem to samo. Cokolwiek bym nie zrobił, zawsze było źle i powodami żeby mi dokopać - w sumie bez powodu - trzepała jak z rękawa. Gadanie o depresji, braku odpowiedzialności, byciu złym człowiekiem i takie tam, to normalka. Wszystko po to, by na mnie zrzucać odpowiedzialność za wszystko - dosłownie za wszystko. W szczególności za to co sama narozrabiała (być może za namową swoich nowych psiapsiółek)

    Zastanów się teraz czy Ty chcesz tak dalej żyć? Masz u boku toksyczną wariatkę, która nie cofnie się przed niczym, żeby tylko udowodnić, że to 'Twoja wina'. Czy tak?

    Ja ciągnąłem taki stan rzeczy przez jakieś półtora roku. Moja eks się zadała z jakimiś ludźmi, którzy namieszali jej w głowie. Przestała ona racjonalnie myśleć, a zaczęła słuchać 'kogoś tam' o podejrzanej proweniencji. Dawała w dupę długie miesiące, a ja łudziłem się nadzieją, że uda się to uratować. Też - jak Ty - byłem potem strzępkiem nerwów, bo nigdy nie wiedziałem jak absurdalnymi zarzutami mnie przywita znowu moja żona.

    Po dziesiątkach prób naprawy sytuacji postanowiłem, że ja tak żyć dalej nie mogę, bo albo trafię do domu wariatów, albo kogoś tu zamorduję... Nie wytrzymam tego zwyczajnie.

    Powiedziałem jej, że musimy się rozstać, ale to ona poda mnie o rozwód, bo jeżeli ja to zrobię, to będę domagał się orzeczenia o jej winie. Tyle, że ja jej nie zdradziłem i tu byłem absolutnie czysty.

    Ty masz sprawę utrudnioną, bo jednak coś się zdarzyło i to może być przez nią skrzętnie wykorzystane dla uznania rozwodu z Twojej winy. To dość niekorzystna okoliczność, bo daje jej możliwości potem dochodzenia roszczeń od Ciebie alimentów na samą siebie. Jak rozumiem kobieta zdrowa i jakiś zawód ma, to niech pracuje i na siebie zarabia. Jak wrobi Cię w alimenty i wysądzi wysokie, to będziesz jeszcze ją utrzymywał, a ona na Twój koszt będzie się pieprzyć z kim popadnie, bo po rozwodzie jest już wolna. Lepiej gdyby to robiła za własne pieniądze.

    Dlatego...
    Myślę sobie, że powinieneś postawić jej twarde ultimatum. 'Jeżeli jeszcze raz pojawi się kwestia zdrady, to odchodzę i nie zatrzymasz mnie niczym. Odtąd będzie kontaktował się z Tobą mój prawnik'. To byłoby najlepsze rozwiązanie. Kwestia tylko czy dasz radę być na tyle twardym.

    Weź sobie jakiegoś dobrego prawnika od prawa rodzinnego i niech on Ci to poprowadzi. Jest szansa, że wybrniesz z tego bez szwanku. Warunkiem jest dobre poprowadzenie sprawy.

    Alimenty na dziecko zasądza sąd i kontakty z dzieckiem też. I... nie daj sobie wmówić, że to facet musi finansować teraz dziecko, bo prawo mówi, że oboje rodzice ponoszą koszty solidarnie - skoro dziecko będzie u niej, to ponosi mniejszy wydatek, ale jednak ma się dokładać, a nie doić wszystko od Ciebie.

    Trzymaj się :-).

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook