Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

Moja żona nie chce seksu

Rozpoczęte przez ~Marek, 14 mar 2016
  • ~Robert1871
    ~Robert1871
    Napisane 03 lipca 2018 - 18:29
    Może trochę dramatyzujesz :-)... jak facet myśli, to nie da się tak łatwo wyrolować, tylko babstwo spod feministycznej gwiazdy nie lubi za bardzo myślących facetów. Woli takich co to mózg mają w portkach, a tych z głową na karku się boją...
    Moja stara wypaliła mi kiedyś, jak się już mocno między nami zrujnowało i podejmowałem działania chroniące mnie, bo sobie usiłowała ujeżdżać na moich plecach... 'Albo chronisz siebie, albo ratujesz małżeństwo - wybieraj na czym Ci zależy'... ot jaka modliszka... Wybrnąłem jakoś dyplomatycznie, ale swoje już wiedziałem. W jej rozumieniu ochrona małżeństwa miała wiązać się z wyniszczaniem mnie, a ochrona mnie z wyniszczaniem małżeństwa.
    Jak dla mnie i dla większości uczciwie myślących ludzi, małżeństwo to ochrona tak mnie, jak i ciebie, a przede wszystkim dzieci... Dla niej najwyraźniej znaczyło to zupełnie coś innego. Zapomniała jak to się gra w jednej drużynie i do jednej bramki.
    Co do komornika... nie jest tak strasznie jak mówisz. Ona też, żeby wszcząć jakieś postępowanie komornicze, musi ruszyć się z d., spełnić kilka procedur, wykazać, że zawracanie mu głowy jest zasadne, bo jemu też nie chce się ot tak leźć do gościa, z którego nic nie zedrze. A kiedy już jej się uda go wyrwać z biura, to zawsze masz wachlarz narzędzi do obrony, a jak jesteś w ostateczności możesz wnieść powództwo przeciwegzekucyjne i nie łatwo jej będzie. Trzeba tylko trochę myśleć i... no te alimenty płacić :-)
    To fakt, że ona nie musi rozliczać się z tego grosza, bo temat przerabiałem, ale też i alimenty zasądzane są na podstawie Twoich możliwości, zatem jak nie przespałeś na rozprawie i nie zgodziłeś się na 5 tysi na każde dziecko, tylko płacisz jakoś normalnie, to baba nie poszaleje za Twoją kasę... a jak będzie chciała zwiększyć Ci alimenty, to zawsze się bronisz. Kasę możesz dać bezpośrednio dzieciom jak masz nadwyżki i o ile są już duże. Babie nie musisz i nie powinno się w takich razach dawać nic ekstra. Taka mądra była, to już ode mnie nie dostanie - niech ją wspierają koleżanki feministki. :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 04 lipca 2018 - 18:44
    ~Najgłupsze napisał:
    ~Nela napisał:
    Na szczęście nie wy decydujecie, tylko sąd.
    Inne kraje europejskie w ogóle nie mają w prawie pojęcia winy za rozpad małżeństwa.


    ~Nela napisał:
    Majątek jest wspólny i trzeba go podzielić. Na szczęście żyjemy w cywilizowanym kraju.


    Nela - naginasz rzeczywistość do własnych potrzeb. Małżeństwo jak słusznie zaznaczył Robert - to DECYZJA. Nie uczucia... uczucia szybko się zmieniają, raz może mi smakować jabłko a raz gruszka...

    Przysięgała mężowi, że go będzie kochać w zdrowiu i chorobie i że go nie opuści aż do śmierci - tak? ... to co - biduli odwidziało się? ojoj... pomyliło się królewnie? A jak będziesz miała dziecko (chęć posiadania dzieci jest również DECYZJĄ) ... i jak będzie dziecko miało powiedzmy 5... a dobra.. 7 lat i idzie do szkoły ... a Ty jak mężowi powiesz - "no skarbie, mamusia już Cie nie kocha... mamusi się zmieniło - już Cię nie chcę" i też podeprzesz się sądem? że "jak to dobrze, że są jeszcze sądy które zabierają prawa rodzicielskie?"

    Mówisz o cywilizowanym kraju... o sądach? W cywilizowanych społeczeństwach przede wszystkim się NIE KŁAMIE... czyli się dotrzymuje słowa - WŁASNEGO SŁOWA ... Ty idąc w krzaki z kochankiem w dużo większym stopniu zdradzasz samą siebie i własne słowo, iż owego męża.

    Więc nie dorabiaj ideologii do własnych zachciewajek - przyznaj się szczerze przez sobą, że za nic masz własne słowo, że nie potrzebę fizjologiczną jaką jest seks wolisz zaspakajać obecnie z innym samcem... że potrzebujesz zmiany... bo mąż się znudził... choć tyle uczciwości zachowaj, skoro nie potrafisz zachować własnego danego na ślubnym kobiercu słowa.

    To nawet za zerwanie głupiej umowy na telefon są jakieś tam kary... a za zerwanie tak kluczowej, umowy małżeńskiej nie ma żadnej... - no ale znów zgodzę się z Robertem - że to właśnie lewactwo pragnie osłabienia rodziny jako takiej. Winny czy winna (skoro chce iść sprawdzić czy trawa bardziej zielona u sąsiada / sąsiadki obok) ... no to ok - niech sobie idzie - ale ceną za złamanie danego słowa / za złamanie umowy powinno być pójście w tzw. skarpetkach. Zostawiasz WSZYSTKO mężowi / żonie... i idź sobie na to siano z kimś tam, skoro tak bardzo tego potrzebujesz... ale zaczynasz z tym nowym / z tą nową (też z odzysku najczęściej) od zera.


    Dawno nie spotkałam się z taką manipulacją,
    Nikt, nie ma prawa mówić czym jest małżeństwo jako takie.
    To, że dla Ciebie to była DECYZJA, nie znaczy wcale, że dla innych nią była.
    Ludzie pobierają się z rożnych przeróżnistych powodów, zazwyczaj z decyzją nie ma to nic wspólnego.
    Najczęściej uczucia gorące lub wyrachowanie.
    Możesz pisać tylko i wyłącznie o swojej decyzji.
    Porównywanie zerwania umowy małżeńskiej do zerwania umowy telefonicznej to jakiś absurd,
    a dlaczego, nie do najmu mieszkania?
    tam obowiązuje chociaż okres wypowiedzenia,
    z każdej umowy można się wycofać i nie trzeba za to płacić jeśli,
    zachowa się wcześniejsze ustalenia takiegoż wycofania,
    podpisywałeś kiedyś umowę obowiązującą do końca życia?

    Małżeństwo, to jest pewna obietnica.. na wyrost,
    bardziej chęć niż zobowiązanie ludzi młodych, zakochanych i kompletnie nieświadomych co ich czeka.
    dla mnie..rzecz jasna,
    ja, nie mam zamiaru podważać twojego spojrzenia na tą kwestię, masz takie a nie inne..
    ale
    uszanuj cudze inne..nie narzucaj wszystkim jedynej poprawnie politycznie opcji, inni uważają inaczej.
    Ludzie którzy się pobierają mają prawo zmienić zdanie, ponieważ okoliczności się zmieniają, tak naprawdę po 20 latach nie ma już osób które podpisywało owe zobowiązanie, to inni już ludzie, sami często nie mogą sobie przypomnieć dlaczego za kogoś wyszli za mąż lub się ożenili,
    budzą się pewnego dnia, patrzą na towarzysza niedoli i..
    myślą sobie, nie znam człowieka!
    a z dotrzymywaniem własnego słowa sobie samemu różnie to bywa i to też jest naturalne i ludzkie, tysiące ludzi co każdy poniedziałek przechodzi na dietę a od 1 stycznia postanawia w sobie zmienić to i owo.. i co? i nic..

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 04 lipca 2018 - 19:01
    ~Najgłupsze napisał:
    ~Nela napisał:
    Na szczęście nie wy decydujecie, tylko sąd.
    Inne kraje europejskie w ogóle nie mają w prawie pojęcia winy za rozpad małżeństwa.


    ~Nela napisał:
    Majątek jest wspólny i trzeba go podzielić. Na szczęście żyjemy w cywilizowanym kraju.


    Nela - naginasz rzeczywistość do własnych potrzeb.


    To Ty naginasz rzeczywistość do swoich potrzeb.
    już kiedyś o tym pisałam..
    czy
    ożeniłbyś się, gdyby małżeństwo było zawierane na 20 lat z możliwością zawarcia ponownie na następne 20 lat?
    i jeśli tak, (a nie byłoby innej opcji)
    to czy to samo byś mówił o żonie, która nie chciałaby już przedłużyć UMOWY, jak to ładnie sam nazwałeś?

    wywiązał się ktoś przez 20 lat, odchował dzieci i..
    już nie chce więcej.. mówi pass.
    Jakie argumenty?
    dzieci? odchowane
    majątek? wszystko da się podzielić
    Twoje nieszczęście?
    a co z nią?
    nie zwolniłeś się nigdy sam z pracy?
    podpisywałeś umowę o pracę i byłeś zachwycony,
    ale po latach dowiedziałeś się czegoś, doświadczyłeś czegoś, o czym nie wiedziałeś..

    każdą taką umowę można wręcz anulować.
    nawet kupna-sprzedaży, gdy zatai się istotne fakty.

    To, o czym piszesz to cyrograf jakiś.

    Wyznajesz swoje zasady, możesz żyć wg nich, nikt Ci tego nie odbiera, ale nie oceniaj tych, którzy żyją wg odmiennych od Twoich..
    nie sądzisz, że jest miejsce dla wszystkich?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 04 lipca 2018 - 23:24
    napisał:
    To, że dla Ciebie to była DECYZJA, nie znaczy wcale, że dla innych nią była

    Alutka, sugerujesz , że są takie osoby które biorą ślub nie podejmując takiej decyzji ?

    Chyba, że z przymusu.
    Kiedy pod lufą karabinu wypowiadają słowa przysięgi .
    No, może jeszcze przypadek zabłąkanej na haju która przypadkiem akurat trafiła na ceremonie ślubna i chlapnęła pare słów nie wiedząc co mówi .

    W innych przypadkach - to była decyzja.
    Oczywiscie, może się okazać, że była to błędna decyzja.
    Wtedy trzeba by się przyznać do błędu i nie krzywdząc innych renegocjować umowę albo zerwać ja.
    Ale w cywilizowany sposób .
    Bez oszustw, zdrad, ale tez i bez nienawiści.
    Bo niby dlaczego kogoś winić za swoją pomyłkę ?

    Ale, niestety takie fundamentalne zasady odwagi cywilnej są obce większości kobiet.

    Dlatego pozostaje Wam jedynie tchórzostwo i szukanie drugiej gałęzi zanim przestanie się trzymać pierwszej.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 05 lipca 2018 - 02:14
    ~Nick napisał:

    Oczywiscie, może się okazać, że była to błędna decyzja.
    Wtedy trzeba by się przyznać do błędu i nie krzywdząc innych renegocjować umowę albo zerwać ja.
    (...)
    Dlatego pozostaje Wam jedynie tchórzostwo i szukanie drugiej gałęzi zanim przestanie się trzymać pierwszej.


    Niestety Drogi Nicku w opisanym przypadku nie da się zerwać umowy nie krzywdząc innych.

    Asekuracja i szukanie drugiej gałęzi nie jest domeną jedynie kobiet czy ich większości, jak twierdzisz, raczej powiedziałabym, że większość stanowią właśnie mężczyźni.
    Żona unika seksu?..No to jest kochanka, która uzupełni niedobory i raptem okazuje się, że umowa umową, ale...facet facetem ma swoje potrzeby i...przyzwolenie społeczne.
    Czy spotykając się z kochanką/kochankiem facet/kobieta renegocjują jakąkolwiek umowę?
    Nie...raczej sami dają sobie przyzwolenie i starają się utrzymać równoległą relację w tajemnicy. Chcąc dotrzymać umowy...czy aby na pewno jej dotrzymują?
    Czas płynie, zmieniamy się, zmienia się nasze otoczenie, zmieniamy pracę, pojawiają się wokół nas różni ludzie...otoczenie bliższe, dalsze wpływa nie tylko na nas...a my mamy dzielnie trwać, bo tak ustaliliśmy, bo się umówiliśmy i nikt nie zastanawia się czy umowa nie zawierała przypadkiem klauzuli niemożliwej do spełnienia, zabronionej albo np. czy nie brakuje w niej zapisu o tzw. sile wyższej.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 05 lipca 2018 - 02:29
    ~Robert1871 napisał:

    babstwo spod feministycznej gwiazdy nie lubi za bardzo myślących facetów. Woli takich co to mózg mają w portkach, a tych z głową na karku się boją...

    Jak dla mnie i dla większości uczciwie myślących ludzi, małżeństwo to ochrona tak mnie, jak i ciebie, a przede wszystkim dzieci... Dla niej najwyraźniej znaczyło to zupełnie coś innego.

    Zastanawiająca są słowa Roberta, zawsze uważałam, że małżeństwo to umowa między dwojgiem ludzi...jestem ja i ty...ochraniasz mnie a ja Ciebie...natomiast rodzicielstwo...to ochrona dzieci.
    Najprawdopodobniej nie zaliczam się do większości uczciwie myślących ludzi.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 05 lipca 2018 - 06:23
    ~Nick napisał:
    napisał:
    To, że dla Ciebie to była DECYZJA, nie znaczy wcale, że dla innych nią była

    Alutka, sugerujesz , że są takie osoby które biorą ślub nie podejmując takiej decyzji ?

    Chyba, że z przymusu.
    Kiedy pod lufą karabinu wypowiadają słowa przysięgi .
    No, może jeszcze przypadek zabłąkanej na haju która przypadkiem akurat trafiła na ceremonie ślubna i chlapnęła pare słów nie wiedząc co mówi .

    W innych przypadkach - to była decyzja.
    Oczywiscie, może się okazać, że była to błędna decyzja.
    Wtedy trzeba by się przyznać do błędu i nie krzywdząc innych renegocjować umowę albo zerwać ja.
    Ale w cywilizowany sposób .
    Bez oszustw, zdrad, ale tez i bez nienawiści.
    Bo niby dlaczego kogoś winić za swoją pomyłkę ?

    Ale, niestety takie fundamentalne zasady odwagi cywilnej są obce większości kobiet.

    Dlatego pozostaje Wam jedynie tchórzostwo i szukanie drugiej gałęzi zanim przestanie się trzymać pierwszej.


    Uważam, że tylko na podstawie uczuć decydujemy się na małżeństwo i na podstawie uczuć, decydujemy się na rozwód. Sam fakt istnienia takiej instytucji uniemożliwia traktowanie małżeństwa jako Decyzji Nieodwracalnej.. Małżeństwo jest możliwe do przerwania i wiele osób je przerywa, a forma zależy już tylko i wyłącznie od konkretnych osób.
    piszesz
    Wtedy trzeba by się przyznać do błędu i nie krzywdząc innych renegocjować umowę albo zerwać ja.
    wydaje mi się, że zawsze właśnie tak to wygląda.
    Najpierw ona np. mówi, żałuję, że za Ciebie wyszłam, potem mówi dlaczego tak myśli, chce żeby coś się zmieniło.. a jak nie zmienia, to ma prawo zerwać umowę.
    Czy to nie jest sposób cywilizowany?

    czy Ty twierdzisz, że nikt nic nie wiedział, że coś jest nie tak i dostał pozwem rozwodowym jak obuchem w łeb?
    znam wiele kobiet, które już dawno podjęły decyzję o rozstaniu, ale jeszcze nie potrafią tego zrobić, z różnych względów.. jednym z objawów jest odstawienie od łoża,

    bardzo trudno jest odejść,
    osoba trzecia jest zawsze ułatwieniem,
    pomaga zakończyć małżeństwo..
    a co do tej gałęzi..
    znam kobiety, które odeszły z jedną torbą i zostawiły wszystko i były same, natomiast nie znam ani jednego mężczyzny, który by tak zrobił, jeżeli już odchodzili, to tylko do innej kobiety..

    Odwagi cywilnej brakuje większości ludzi, w zasadzie niewielu ją posiada.

    odnosząc się do tytułu wątku,
    być może żona, która nie chce seksu, nie chce być już Twoją żoną..ale z jakiś powodów jeszcze w tym tkwi.

    Gdyby małżeństwo było na czas określony, nasze życie być może. zupełnie inaczej by wyglądało, każdy by się starał, żeby małżonek zechciał ponownie za nas wyjść, istniałby cel wspólny, którego brakuje po latach, dom czy dzieci to za mało.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 05 lipca 2018 - 09:37
    ~Uwaga napisał:

    Zastanawiająca są słowa Roberta, zawsze uważałam, że małżeństwo to umowa między dwojgiem ludzi...jestem ja i ty...ochraniasz mnie a ja Ciebie...natomiast rodzicielstwo...to ochrona dzieci.
    Najprawdopodobniej nie zaliczam się do większości uczciwie myślących ludzi.

    Skoro z pożycia małżeńskiego pojawiły się na świecie dzieci, to naturalne jest, że trzeba je teraz wychować i się o ich dobro troszczyć. Można na to konto zrezygnować se swojego poczucia komfortu i z reguły się to robi. Poświęca się poniekąd dla dzieci. Uważam, że skoro nie ma jakiejś patologii, a dom funkcjonuje na zwyczajnych zasadach, to niszczenie małżeństwa, bo... nagle przestało się 'kochać' małżonka, a tu dzieci jeszcze są do odchowania, jest zwykłą nieodpowiedzialnością i przejawem egoizmu. Zaznaczam, że pomijam przypadki skrajne, gdzie dla dobra dzieci lepiej zakończyć gehennę.
    Najgłupsze dobrze zauważył, że dla dzieci warto się trochę postarać. Nie trzeba niczego rozwalać, a zwyczajnie wytrzymać te kilka lat, dokąd dzieci nie podrosną. Małżeństwo chroni nas, ale dzieci też i właśnie dla nich warto to wszystko pociągnąć, zacisnąć zęby, przemodelować swoje podejście do partnera, przeorganizować życie i współżycie, słowem... renegocjować co się da i jakoś dotrwać... dla dobra dzieci. Stąd pewnie większość facetów nie odchodzi, bo mają poczucie, że odchodząc wyrządzają krzywdę. Kobiety przedkładają swoje impresje ponad dobra wyższego kalibru... stąd więcej kobiet odchodzi niż mężczyzn. Ja też nie odszedłem od razu, bo... miałem na względzie dzieciaki - niczemu nie winne, i niczego w sumie nie rozumiejące - to ich świat się zawalił najbardziej, bo ja swój odbudowałem, a one miały mamę, tatę, współne obiady, ogromny dom, odczuwały, że rodzice się o nich troszczą, opiekują, aż tu nagle... wszystko się sypnęło, bo... mamusia nagle przestała kochać tatusia. W głowie mi się nie może pomieścić jak można być takim płytkim i ksobnie nastawionym do życia. Jak można być takim prymitywem...?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 05 lipca 2018 - 10:10
    ~Uwaga napisał:

    Asekuracja i szukanie drugiej gałęzi nie jest domeną jedynie kobiet czy ich większości, jak twierdzisz, raczej powiedziałabym, że większość stanowią właśnie mężczyźni.
    Żona unika seksu?..No to jest kochanka, która uzupełni niedobory i raptem okazuje się, że umowa umową, ale...facet facetem ma swoje potrzeby i...przyzwolenie społeczne.
    Czy spotykając się z kochanką/kochankiem facet/kobieta renegocjują jakąkolwiek umowę?

    Nie jestem pewien tego, że to domeną mężczyzn jest szukanie drugiej gałęzi.
    Mężczyźni raczej szukają "równoległych" związków, które mają im uzupelnic braki pierwszego związku, głownie potrzeby seksualne i dowartościowania siebie jako "samca", traktując związek pierwszy jako ważniejszy.
    Ofiarami są zazwyczaj kochanki, nie żony.
    Nie pochwalam, stwierdzam.

    Należałoby naprawić swój związek albo odejść, zamiast szukać substytutów.

    Natomiast kobiety, szukają drugiej gałęzi, żeby na nią przeskoczyc i zapomnieć o pierwszej.

    Oczywiście feministki twierdza, ze żony zdradzają kiedy mąż jest niedobry dla żony, a mąż zdradza żonę kiedy jest niedobry :)
    ~Uwaga napisał:

    Czas płynie, zmieniamy się, zmienia się nasze otoczenie, zmieniamy pracę, pojawiają się wokół nas różni ludzie...otoczenie bliższe, dalsze wpływa nie tylko na nas...a my mamy dzielnie trwać, bo tak ustaliliśmy, bo się umówiliśmy i nikt nie zastanawia się czy umowa nie zawierała przypadkiem klauzuli niemożliwej do spełnienia, zabronionej albo np. czy nie brakuje w niej zapisu o tzw. sile wyższej.

    Jeżeli umowa zawierała klauzulę niemożliwą do spełnienia, to nie oznacza, ze jest nieważna. Dopiero wspólne porozumienie stron moze to stwierdzić. Ale nie jednostronne.

    Jeżeli dotyczy czynu zabronionego - jest nieważnie zawarta w świetle prawa.

    Siła wyższa - to działanie sił zewnętrznych na które nie mamy wpływu. Anglosasi definiują Force Majeure to jak "Act of God". A z nim się nie dyskutuje. Uwaga : tsunami nie jest Siła Wyższą, bo zdarza się zawsze w okreslonych porach roku i w określonych strefach klimatycznych. To, co możemy przewidzieć, zaplanowac tak by uniknąć skutków wystąpienia zdarzenia, nie jest Force Majeure. W związku, małżeństwie - nie mam pomysłu co mogłoby podpadać pod Force Majeure.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 05 lipca 2018 - 10:49
    ~alutka napisał:

    Uważam, że tylko na podstawie uczuć decydujemy się na małżeństwo i na podstawie uczuć, decydujemy się na rozwód.

    tak wmawia nam pop-kultura. Ale rzeczywistośc jest inna. Jeżeli na podstawie uczuć decydujemy się coś zrobić - to jest to decyzja, polegania na uczuciu.
    Czyli chwilowym nastroju.

    Podejmowanie decyzji o założeniu rodziny, rodzeniu dzieci, braniu kredytów na kilkadziesiąt lat, inwestowaniu swoich emocji, środków i planowanie przyszlości na podstawie chwilowego nastroju... ? :)

    Brzmi raczej iracjonalnie, bo mimo wszystko nie jesteśmy istotami bezrozumnymi.
    ~alutka napisał:
    wydaje mi się, że zawsze właśnie tak to wygląda.
    Najpierw ona np. mówi, żałuję, że za Ciebie wyszłam, potem mówi dlaczego tak myśli, chce żeby coś się zmieniło.. a jak nie zmienia, to ma prawo zerwać umowę.
    Czy to nie jest sposób cywilizowany?

    Tak, przytoczony przykład jest cywilizowany.

    Natomiast w większości przypadków, powodem jest zdrada, która nie jest cywilizowanym sposobem.
    Podobnie nie cywilizowanym sposobem jest nienawiść do męża/żony po rozwodzie w której pionkami na szachownicy są dzieci.
    ~alutka napisał:

    czy Ty twierdzisz, że nikt nic nie wiedział, że coś jest nie tak i dostał pozwem rozwodowym jak obuchem w łeb?

    Czy Ty twierdzisz, ze tak napisałem ?
    BTW.
    - "nikt nigdy", podobnie jak "wszyscy zawsze" oraz podobne generalizowanie jest z gruntu fałszywe i zamyka drogę do porozumienia.

    ~alutka napisał:
    znam wiele kobiet, które już dawno podjęły decyzję o rozstaniu, ale jeszcze nie potrafią tego zrobić, z różnych względów.. jednym z objawów jest odstawienie od łoża,

    czyli tak naprawde podjęły decyzję - decyzję o zostaniu.
    ~alutka napisał:

    bardzo trudno jest odejść,
    osoba trzecia jest zawsze ułatwieniem,
    pomaga zakończyć małżeństwo..

    Nie.
    Zdrada nie pomaga zakończyć małżeństwa.
    Zdrada rozwala małżeństwo.
    Z powodu jednostronnej, samodzielnie podjetej decyzji o zdradzie.
    Bez negocjacji i bez brania jeńców.

    To jak zakończenie remontu domu poprzez podłożenie bomby.

    Pomijam kwestię totalnego braku empatii osoby która przez zdradę rozwala związek.
    Braku empatii do osoby wobec której do tego i owego była zobowiązana. Ignoracja wobec jej rozbicia psychicznego, tego czy będzie w stanie pozbierać się psychicznie po zdradzie czy nie.
    Jeżeli są dzieci.... tylko w filmach "dzieci radzą sobie". Poczytaj o Dorosłych Dzieciach Rozwiedzionych Rodziców, badaniach jak sobie radzą w życiu, a przestanie Ci być do śmiechu.
    Problem został dostrzeżony najpierw w Stanach w latach 90, kiedy dzieci boomu rozwodowego weszły w dorosłe życie. W Polsce jest również mnóstwo badań potwierdzających te stwierdzenia. Znajdziesz w internecie. Przerażające.
    ~alutka napisał:

    a co do tej gałęzi..
    znam kobiety, które odeszły z jedną torbą i zostawiły wszystko i były same, natomiast nie znam ani jednego mężczyzny, który by tak zrobił, jeżeli już odchodzili, to tylko do innej kobiety..

    ja z kolei nie znam ani jednej kobiety, która odeszłaby bez zabezpieczenia sobie miękkiego lądowania.
    Niezależnie od stanu majątkowego, ilości dzieci.
    Żaden ze znanych mi przypadków nie był przypadkiem patologii, stanem zagrożenia zycia, zdrowia - stanem "wyższej konieczności".
    Były to stany "niższej potrzeby" - zaspokojenia doraźnych potrzeb.
    Stosunek 7:2 przewagi kobiet.
    Znam ze 3 przypadki romansów mężczyzn, w których zerwali z kochankami i zostali z żonami.

    Kobiety, kiedy zaczną romansować idą po trupach do celu, nie patrząc na spustoszenie które robią dookoła, ani na ofiary które zostawiają na swojej drodze.
    Makiawelli mógłby się uczyć.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 05 lipca 2018 - 12:51
    Mnie przeraża trochę wizja przyszłości w obecnym - tak spolaryzowanym - społeczeństwie. Do czego to zmierza?
    My sobie tu dywagujemy na temat 'czy małżeństwo jest umową, czy nie', a przecież od dawien dawna to kobieta była chroniona faktem, że miała swojego faceta/męża i to ten facet jej zapewniał warunki do życia.
    Zawsze małżeństwo było umową i teraz też nią jest. Dziś... niby kobieta da sobie radę sama, bo pracuje, zarabia i wszystko właściwie, może sobie kupić. Niby chłopa nie potrzebuje, bo i po co?
    Przerażające jest też dla mnie to rozumowanie w stylu 'jak się odkocham, to się rozejdźmy', bo teraz jestem innym człowiekiem. Słyszałem te słowa od swojej starej, słyszałem też cały szereg argumentów, które między innymi i tu padają i mam wrażenie, że brałyście/bierzecie nauki u tego samego mistrza. Ktoś miesza Wam - dziewczyny w głowach i sieje przez to spustoszenie i nieszczęście. Sam nie miałem nic przeciwko walce o tzw równouprawnienie, bo sama idea jest jak najbardziej słuszna, ale problem mnie dotknął z taką siłą, że nie sposób było sobie z tym poradzić. Po prostu przeżyłem koszmar o którym jeszcze ze dwa lata wcześniej mi się nie śniło.
    Próbowałem się dogadywać, dopytywać, poprawiać swoje zachowanie, czasem wychodziłem na idiotę, bo... ona szukała na siłę do czego by się przyczepić. Nawet kiedyś podsłuchałem fragmenty rozmowy telefonicznej, gdzie ona swojej koleżance mówiła wprost, że 'on się naprawdę stara, a ja pracuję, żeby nic do niego nie czuć i się to udaje, nic do niego teraz nie czuję'. Po prostu jak się takie coś słyszy, to wszelkie argumenty wypadają z rąk. Ktoś mi tu pisze, że kobieta gardzi kimś kto na siłę chce przy niej być. Owszem, ja tej pogardy doświadczyłem bardzo dużo i bardzo to przeżywałem, że oto osoba, którą naprawdę kocham, wiele dla niej robię i poświęcam swój czas, uwagę, zaangażowanie, chcę się z nią dogadywać i idę na daleko posunięte ustępstwa w wielu sprawach, a ona mnie tak poniewiera i traktuje jak śmiecia. Przedkłada swoje widzimisię nad dobro wspólne, którym jest rodzina i 'dom' dla dzieci. Nie ważne, że dzieci stały się w pewnym sensie półsierotami, nie ważne, że krzywda się szerzyła na prawo i lewo, że poniosłem straty, które można określić jako gigantyczne. Wszystko nie ważne, bo liczyło się tylko jej widzimisię pod tytułem 'ja go nie kocham', bo... nie chcę go kochać - tak zwyczajnie.
    Wiecie co... taka postawa dla mnie jest godna najgłębszej pogardy, bo tak małżeństwo rodzi pewne zobowiązania, jak i wychowywanie dzieci. Przedkładanie chwilowych zachcianek ponad zobowiązania i rozgrywanie wszystkiego, bo... ja już go nie kocham. Stwierdzanie, że ślub to nie żadna tam umowa, że okoliczności się zmieniły, że czasy inne, że...
    No dobre sobie. Po prostu dla mnie ktoś kto tak wykręca kota ogonem, wykazuje się niesłychaną podłością i jest godzien najwyższej pogardy. Niestety.
    Chcesz, żeby Cię szanowano, szanuj Ty, a jak chcesz, żeby ktoś był wobec Ciebie lojalny, bądź i Ty lojalna - one by chciały, żeby zależności międzyludzkie działały tylko w jedną stronę - one spijają splendory i czerpią korzyści, a facet ma zobowiązania i musi się z nich wywiązywać na nic nie mogąc w zamian liczyć.
    Straszne czasy nastały... I pytanie się nasuwa, do czego dojdziemy, czy nie warto się jednak opamiętać?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 05 lipca 2018 - 13:29
    Robert,
    Zauważ że tu, na męskim forum, to kobiety przedstawiaja swoją wizje małżeństwa w którym one nie maja żadnych zobowiązań, traktują go jak chwilowy , zależny od aktualnego nastroju, jeden z etapów życia związkowego .

    Dlatego powtórzę - tylko samobójcą zechciałby się obecnie wiązać prawnie, poprzez małżeństwo z kobieta .
    Zbyt wiele do stracenia.

    Zaczyna dominować powiedzenie :
    "Kobietę trzeba trzymać krótko !
    Najdłużej 2 lata."

    Tylko, kto na takim podejściu z obu stron zyskuje a kto traci ?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 05 lipca 2018 - 13:45
    ~Nick napisał:

    Nie jestem pewien tego, że to domeną mężczyzn jest szukanie drugiej gałęzi.
    Mężczyźni raczej szukają "równoległych" związków, które mają im uzupelnic braki pierwszego związku, głownie potrzeby seksualne i dowartościowania siebie jako "samca", traktując związek pierwszy jako ważniejszy.
    Ofiarami są zazwyczaj kochanki, nie żony.
    Nie pochwalam, stwierdzam.

    Należałoby naprawić swój związek albo odejść, zamiast szukać substytutów.

    Natomiast kobiety, szukają drugiej gałęzi, żeby na nią przeskoczyc i zapomnieć o pierwszej.

    Nicku,
    Niestety...równoległy związek także jest gałęzią, na której siada spragniony czułości, podziwu, ciepła itd. mężczyzna/kobieta, a potem wraca do swojego ułożonego życia, do żony/męża.
    Różne mamy doświadczenia i wszystkie wypowiedzi nie są niczym innym jak przedstawieniem swojej wizji świata.
    Świata, w którym bardzo trudno żyć uczciwie wobec siebie i innych.
    Wiadomo, że należałoby zrobić tak i tak...praktyka jest dużo trudniejsza.
    Nie wszyscy mężczyźni/ kobiety zdradzają, nie wszyscy małżonkowie są szczęśliwi czy nieszczęśliwi, nie wszystkie kochanki są naiwnymi ofiarami, nie wszystkie kobiety potrzebują drugiej gałęzi, by rozpocząć nowe życie.
    Decyzja o małżeństwie czy byciu razem to wypadkowa wielu rzeczy...uczuć(miłości, przyjaźni) rozsądku, odpowiedzialności, logiki, pragnień, doświadczeń, potrzeb...ważne, by znaleźć sposób na to, by rozmawiać o swoich potrzebach, by stawiać sprawę jasno, by nie robić uników...ale to moje doświadczenie...Wy macie inne.
    Jeśli małżeństwo, jak napisała gdzieś alutka, miałoby być na czas określony...po co ono nam w ogóle, po co takie zobowiązanie?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 05 lipca 2018 - 13:55
    ~Nick napisał:
    (...)To, co możemy przewidzieć, zaplanowac tak by uniknąć skutków wystąpienia zdarzenia, nie jest Force Majeure. W związku, małżeństwie - nie mam pomysłu co mogłoby podpadać pod Force Majeure.

    Nicku
    czy jesteś w stanie zaplanować czy przewidzieć skutki wystąpienia wszystkich zdarzeń na przestrzeni całego życia? A życia we dwoje? Nie jesteś w stanie.
    Siła wyższa w związku to sytuacja szczególna, której się nie spodziewano a prawdopodobieństwo jej wystąpienia było bliskie zeru. I gdy taka sytuacja się pojawia...nie wiesz jak się zachowasz dopóki Cię ona nie dotyczy, nie dotknie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 05 lipca 2018 - 14:17
    ~Uwaga napisał:
    I gdy taka sytuacja się pojawia...nie wiesz jak się zachowasz dopóki Cię ona nie dotyczy, nie dotknie.

    No właśnie... i po to jest ślub - zobowiązanie, że gdy między innymi, taka sytuacja zajdzie, robimy to, co będzie najbliższe podtrzymaniu, utrzymaniu i ratowaniu małżeństwa. To umowa, do której oboje dobrowolnie przystąpiliśmy i ona nas zobowiązuje - będziemy robili to, co jest dobre dla nas - mnie i małżonki oraz dzieci, gdy się pojawią. Może dopaść nas bieda, choroba, wojna, seria różnorakich nieszczęść - wypadki, pożary, powodzie, głody, mory i inne plagi egipskie, ale gdy się związaliśmy węzłem małżeńskim, to się nawzajem wspieramy. Zawsze tak to rozumiałem i to robiłem. Dziś wszystko legło w gruzach, bo słyszę, czy czytam, że... jej się odwidziało, się odkochała..., ona już nie chce, bo się jej znudziłem... hmmm... No zrywa swoje własne przyrzeczenie i ślub, który złożyła przy świadkach, w obecności urzędnika/duchownego, parafowała to swoim podpisem, a teraz wykręca się, bo mówi, że to nie była umowa. Ludzie kochani, świat na głowie staje.
    Ślubowała miłość i wierność, to niech jej dochowuje, a jak się odkochała, to zrywa podpisaną własnoręcznie umowę, zmienia decyzję, którą się związała. No chciałbym to inaczej widzieć, ale się nie da ;-). Ja swoją starą już dawno mogłem przestać kochać, bo i zmieniła się fizycznie i wyszły z niej cechy, których nie akceptowałem, nie we wszystkich sprawach się mogłem dogadać, ale... była moją żoną, to ją kochałem - tak... kochałem, czyli przyjmowałem postawę jej przychylną, pomocną, empatyczną. To był mój wybór i trzymałem się tego konsekwentnie, a ona... pracowała nad tym, żeby przestać mnie kochać - no absurd. I jeszcze do dziś żyje w przekonaniu, że to ja małżeństwo zniszczyłem i z mojej przyczyny się ono rozpadło. No po prostu świat na głowie stoi.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nick
    ~Nick
    Napisane 05 lipca 2018 - 15:22
    ~Uwaga napisał:



    Niestety...równoległy związek także jest gałęzią, na której siada spragniony czułości, podziwu, ciepła itd. mężczyzna/kobieta, a potem wraca do swojego ułożonego życia, do żony/męża.
    ........
    Decyzja o małżeństwie czy byciu razem to wypadkowa wielu rzeczy...uczuć(miłości, przyjaźni) rozsądku, odpowiedzialności, logiki, pragnień, doświadczeń, potrzeb...ważne, by znaleźć sposób na to, by rozmawiać o swoich potrzebach, by stawiać sprawę jasno, by nie robić uników...ale to moje doświadczenie...Wy macie inne.
    Jeśli małżeństwo, jak napisała gdzieś alutka, miałoby być na czas określony...po co ono nam w ogóle, po co takie zobowiązanie?


    Tak. Zdrada jest zawsze "łapaniem się drugiej gałęzi .
    Różnica pomiędzy kobietami a mężczyznami polega na tym której "gałęzi " przestają się trzymać .
    Kobieta , kiedy złapie się drugiej przestaje trzymać się pierwszej.
    Mężczyzna zazwyczaj łapie się drugiej gałęzi "tak dla sportu", nie traktując jej jako zobowiązania i pozostaje przy pierwszej.
    Wynika to chyba z poczucia obowiązku , opieki.
    Wiem, to i tak chore, ale przynajmniej przewidywalne.

    Decyzja o małżeństwie ... - ostatnio przeważa opinia Alutki, że jest to kwestia "uczucia".
    Druga skrajność to traktowanie miłości jako postawy , nie uczucia.
    Do mnie najbardziej przemawia trójskładnikowa definicja miłości wg Sternberga : namiętność , bliskość i zaangażowanie .
    Traktowanie miłości wg Alutki - jako czysta namiętność , jest określone tam jako "zaślepienie ".
    Traktowanie miłości jako postawy - "pusta milosc ".
    Natomiast problem w tym żeby balansować tymi trzema składnikami tak, by nigdy nie spadły do zera.
    A przynajmniej na dwa z nich mamy wpływ przez świadome ich pielęgnowanie . Namiętność i tak, zawsze szybko rośnie a potem szybko maleje z upływem czasu.

    Problem w tym, ze pop- kultura każe ludziom gonić za nietnoscia , traktując "kochanie się " jako synonim seksu. Zupełny idiotyzm to eufeminizm "uprawianie miłości ".
    Powinien się kojarzyć z pielęgnowaniem miłości , a znaczy tyle co konsumpcja .

    Zawieranie terminowych umów małżeńskich , niczego nie rozwiązuje.
    Skoro można dla swojego widzimisie zerwać kontrakt bezterminowy , to dlaczego nie można by zerwać terminowego ?

    A jak zachowywaliby się małżonkowie w takim terminowym małżeństwie ?
    - staraliby się wykorzystać czas małżeństwa na zabezpieczenie materialne siebie , na czas po upływie terminu. Raczej wątpliwe byłoby współdziałanie , bardziej gra indywidualna, pod swoje potrzeby . Nawet wychowywanie dzieci byłoby ustawianiem ich dla swoich przyszłych potrzeb.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 05 lipca 2018 - 17:11
    Wiecie co Panowie?
    pisało na tym forum mnóstwo ludzi, wszyscy o wszystkim i na raz.. i tak jak w życiu,
    jeden o sobie, a rozmówca też o sobie..

    i żadnego porozumienia być nie może, skoro każdy mówi o czymś innym, o innym przypadku..
    żeby samemu zrozumieć co nas spotkało w życiu, należy jak najbliżej podejść do drugiej osoby i posłuchać co ma do powiedzenia..
    Dlaczego ja sama wyszłam za mąż?
    bo, kochałam - czyli emocje,
    i na tej podstawie podjęłam taka decyzję, ale dla każdego człowieka miłość oznacza zupełnie coś innego.
    I tego nie należy kwestionować. Tak już jest. Nie ma sensu pisać czym miłość być powinna. Nie mamy innego słowa.
    Skoro jeden z drugim Panem pisze, że dla niego to była decyzja przez duże D, na zawsze i nie uznają innej opcji, to ja to przyjmuję za fakt.
    Ale żaden z Was nie może wiedzieć, czym kierowała się jego żona,
    a mogła:
    -nie chcę być sama,
    -wszyscy naciskają kiedy wreszcie ślub,
    -jestem w ciąży,
    -nie kocham go, ale będzie mi z nim dobrze,
    -kocham innego, jeszcze nie zapomniałam, może zapomnę w małżeństwie,
    -wszyscy mają tak samo, nie ma co czekać na księcia z bajki,
    -czuję, że to nie to, co bym chciała, ale mama mówi, lepszego nie znajdziesz,
    -chcę mieć z nim dzieci,
    itp itp
    Dlaczego odeszłam od męża?
    bo byłam nieszczęśliwa, bo byłam rozczarowana, bo czułam, że mam 2 synów a nie jednego, bo po 20 latach nie mogłam pogodzić się z myślą, że nic mnie już w życiu nie spotka, że niczego już nie poczuję..
    byliśmy już jak brat z siostrą..
    na propozycję Roberta, bym natychmiast przystała, on na górze, ja na dole dla dobra dziecka..
    wytrzymałam ile się dało,
    nie miałam poczucia,że wskakuję z jednego łóżka do drugiego, od dawna spałam na kanapie..
    nie wiedziałam jak odejść,
    żeby ich nie skrzywdzić,
    musiałam wybierać, zawsze wybierałam syna i męża..
    ciągle myślałam, nie mogę im tego zrobić..

    romans, mnie wyzwolił, zatraciłam się bez reszty, czekałam na to, nie byłam w stanie tego już zatrzymać, wyprowadziłam się natychmiast, nikogo nie okłamywałam, powiedziałam od razu..

    mój syn, bo to jest istotne w tych dywagacjach, powiedział, mamo, ja nie wiem, jak Ty mogłaś tak długo wytrzymać z ojcem.. po miesiącu przyjechał poznać mojego chłopaka, jak go nazywał, nadal mieszkał z ojcem i miał z nim dobre relacje..

    Może komuś wydawać się, że to jakieś sf,
    kiedy rozstałam się z moim kochankiem, wróciłam do domu, nie do męża, który chciał żeby wszystko wróciło jak kiedyś..
    nie mogłam się na to zgodzić, napisałam pozew rozwodowy i zaległam na kanapie na dłuższy czas, byłam załamana..
    nawet nie rozpakowałam walizki, w zasadzie żyłam w tej walizce..
    opiekował się mną mój syn i mąż,
    wtedy zbliżyliśmy się do siebie, oboje wiedzieliśmy, co czuje druga osoba, bardzo mi pomógł, za co jestem mu wdzięczna do dzisiaj, ja zresztą też mu pomagam kiedy tylko mogę..
    Przyjaźnimy się,
    Często spotykamy, ja i mój nowy partner, mój syn i mój ex mąż..

    Dla kogoś to może patologia, szaleństwo nowych czasów,
    być może..
    nie dla nas..
    nadal jesteśmy rodziną,
    zawsze mówiłam, gdy odwracasz się od kogoś, gdy nie chcesz mieć już z nim nic wspólnego, po tym co zrobił/zrobiła, dla mnie to znaczy, że nigdy nie kochałeś.
    mój były maż, jest dla mnie najbliższą mi osobą, zawsze mogę na niego liczyć..
    mój syn ostatnio powiedział: tato, Ty masz jednego przyjaciela tak naprawdę, mamę!

    Mamy jedynaka,
    to nas zawsze będzie łączyło,
    mam tylko nadzieję, że nigdy się nie ożeni.

    w zasadzie mogłabym napisać książkę jak potoczyło się moje życie po 40-tce, uważam, że nam się udało, ocalić po tym wszystkim to, co najważniejsze - stoimy za sobą murem!
    pewna formuła się wyczerpała, w innej wszystko wróciło do normy.
    Kiedyś, ktoś nie mógł zrozumieć, że celebrujemy rocznice ślubu już po rozwodzie, teraz pijemy w trójkę, ponieważ mój obecny partner był świadkiem na na naszym ślubie.

    Taka sytuacja,
    jak mawia mój kolega.




    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Najgłupsze
    ~Najgłupsze
    Napisane 05 lipca 2018 - 18:19
    ~alutka napisał:

    Ale żaden z Was nie może wiedzieć, czym kierowała się jego żona.


    Ale to akurat mnie zupełnie nie interesuje, czym się kierowała moja czy tam czyjaś żona. Czy miała ruję, czy nie chciała być sama ... czy bla bla bla... - przysięgała mi, że mnie nie opuści aż do śmierci - i uwierzyłem - że jest dorosła i odpowiedzialna. Niestety to jak widać dla wielu kobiet niezrozumiałe słowa. A jakbym miał wypadek i byłbym sparaliżowany do końca życia? No wybacz skarbie - kochałam Cię jak miałeś 2 nogi... teraz już nie chcę być Twoją żoną... odejdę do innego - takiego który ma 2 zdrowe nogi...

    ~alutka napisał:

    Dlaczego odeszłam od męża? bo byłam nieszczęśliwa, bo byłam rozczarowana, bo czułam, że mam 2 synów a nie jednego, bo po 20 latach nie mogłam pogodzić się z myślą, że nic mnie już w życiu nie spotka, że niczego już nie poczuję..


    Ojoj... no bidulka - nieszczęśliwa. Jak to mówią - widziały gały co brały - a jak nie widziały, znaczy się nie patrzyły tam gdzie trzeba. Jeśli chcesz budować rodzinę i małżeństwo na "poczuwaniu" to powodzenia życzę.

    ~alutka napisał:

    romans, mnie wyzwolił, zatraciłam się bez reszty, czekałam na to, nie byłam w stanie tego już zatrzymać, wyprowadziłam się natychmiast, nikogo nie okłamywałam, powiedziałam od razu..


    No super - bohaterka normalnie... wiesz, wielu frankowiczów też chciałoby, by ktoś ich "wyzwolił" ... ale jak jest się odpowiedzialnym, to spłaca się własne długi, a nie czeka na "wybawcę"

    ~alutka napisał:

    mój syn po miesiącu przyjechał poznać mojego chłopaka, jak go nazywał...


    No ekstra... naprawdę. I jak długo? Skoro piszesz, że teraz jest kolejny "partner"? Ciekawe czy syn równie chętnie opowiadał kolegom ze szkoły o coraz to nowych "chłopakach" swojej mamy.

    ~alutka napisał:

    kiedy rozstałam się z moim kochankiem, wróciłam do domu...


    No to trzeba mieć tupet...

    ~alutka napisał:

    opiekował się mną mój syn i mąż, wtedy zbliżyliśmy się do siebie, oboje wiedzieliśmy, co czuje druga osoba, bardzo mi pomógł


    Chociaż jedna odpowiedzialna jednostka w tym związku.

    ~alutka napisał:

    Często spotykamy, ja i mój nowy partner, mój syn i mój ex mąż..


    A z tym poprzednim partnerem już się nie spotykacie na święta?
    A ten "nowy" to na ile? Znów będziesz chciała "coś poczuć" i będzie kolejny...

    ~alutka napisał:

    Dla kogoś to może patologia, szaleństwo nowych czasów,
    być może.. nie dla nas.. nadal jesteśmy rodziną


    No super - ciekawe, czy Twój syn mając taki wzorzec ... i pewnie jeszcze kibicującą mamę... która będzie podszeptywać: "idź synu, zostaw tę nudą kobietę, masz prawo poczuć... coś jeszcze poczuć w życiu i doświadczyć, weź sobie kolejna partnerkę..."

    ~alutka napisał:

    mój były maż, jest dla mnie najbliższą mi osobą, zawsze mogę na niego liczyć..


    Szkoda, że on nie mógł liczyć na Ciebie.

    ~alutka napisał:

    Mamy jedynaka, to nas zawsze będzie łączyło, mam tylko nadzieję, że nigdy się nie ożeni.


    Aha... czyli uważasz, że to "małżeństwo" jest problemem - a nie po prostu ludzka nieuczciwość, egoizm, niedojrzałość, nieodpowiedzialność i chciejstwo? No to powodzenia ;) Też mam nadzieję, że się nie ożeni, bo jak trafi na taką kobietę jak Ty, co mu złamie serce i pójdzie sobie z innym... to faktycznie szkoda chłopakowi życzyć takiej przyszłości.

    Podsumowując... i wracając to tematu tego forum... czyli to tego całego seksu.

    Na szczęście, z czasem się to wyrównuje... jak to mówią - Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy.

    Z czasem... to facetom się coraz mniej chce... a babkom coraz więcej... stąd owe "ryczące 40-stki"... czują, że upływa im "termin przydatności do spożycia" ... menopauza puka... i wówczas głupieją... i zdradzają... bo chcą poczuć... wreszcie coś poczuć :D :D :D ;)

    Na szczęście dla facetów, natura nie jest sprawiedliwa... i facetów przy starzeniu się - oszczędza... i mnóstwo jest fajnych facetów 40, 50 latków... tacy tylko przebierają jak w ulęgałkach... w owych "eks-żonach".

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Najgłupsze
    ~Najgłupsze
    Napisane 05 lipca 2018 - 18:34
    ~alutka napisał:

    Dawno nie spotkałam się z taką manipulacją,
    Nikt, nie ma prawa mówić czym jest małżeństwo jako takie.
    To, że dla Ciebie to była DECYZJA, nie znaczy wcale, że dla innych nią była.


    WTF? Nie decyzja? To co jest decyzją według Ciebie?
    A dziecko? To - to też nie decyzja? Pojawia się nie wiadomo skąd w kapuście? Wpadka?

    Ja Alutko nie pisałem o miłości - miłość dla jednego, to może być na sianie, albo w dworcowej toalecie, dla drugiego spacer pod gwiazdami i "porozumienie dusz" ... nie wnikam.

    Ja pisałem o małżeństwie.
    Może nie pamiętasz, ale PRZYSIĘGAŁAŚ mężowi.
    Nie wiem, może dla Ciebie to nic nie znaczy... ale wówczas nie mów, że małżeństwo to nie decyzja, tylko napisz wprost, że się pomyliłaś, byłaś niedojrzała itd.

    Trochę przykre jest to, że sprowadzasz kobietę do jakiegoś zwierzęcia, które tylko instynktem i uczuciami się ma kierować. A jakieś wartości wyższe? Poza "czuciem"... jakiś honor? Lojalność? Wierność?

    Na szczęście są kobiety, które trzymają się jakiś zasad i mają jakiś honor i lubią dotrzymywać własnego słowa. Tylko one nie siedzą na takim forum, tylko tworzą szczęśliwe rodziny - i naprawiają i pracują... jak się psuje... a nie "sięgają po nowe".

    Spróbuj w takim razie wziąć kredyt na 30 lat i kupić dom... a po 10 albo 20... powiedzieć... nie no... zmieniły mi się uczucia do tego domu... trochę ściany popękały... zmurszały... już nie są takie piękne i nowe jak kiedyś. Ciekawe czy bank powie "OK - proszę bardzo - niech pani odda ten dom i nie musi pani juz nic więcej spłacać" ;)

    ~alutka napisał:

    podpisywałeś kiedyś umowę obowiązującą do końca życia?


    Tak - kiedy brałem ślub i kiedy decydowałem się na bycie ojcem.
    Synkowi też powiesz, że nie był decyzją... i że uczucia się wypaliły, że zaczął Cię nudzić... i że chciałabyś coś jeszcze poczuć? żeby Cię coś jeszcze spotkało?


    ~alutka napisał:

    uszanuj cudze inne..nie narzucaj wszystkim jedynej poprawnie politycznie opcji, inni uważają inaczej.


    Uszanuj? Nie - bo to wbrew podstawowym zasadom. Nie mogę szanować kogoś, kto kłamie - kto nie jest w stanie dotrzymać umów i własnego słowa.
    To nieodpowiedzialność i powinno to być piętnowane.
    Za zdradę w wojsku się rozstrzeliwuje... a za zdradę małżeńską się kamieniowało.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Najgłupsze
    ~Najgłupsze
    Napisane 05 lipca 2018 - 19:10
    ~Uwaga napisał:

    zawsze uważałam, że małżeństwo to umowa między dwojgiem ludzi...

    Uwago - całe szczęście - chociaż Ty :)
    Przekonaj do tego jeszcze Alutkę ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty