Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Romans i zdrada

Mam już dość czy skończyć i jak skończyć

Rozpoczęte przez ~zagłubiony, 14 sty 2019
  • ~zagłubiony
    ~zagłubiony
    Napisane 14 stycznia 2019 - 14:31
    Cześć,

    Mam 41 lat od 15 lat jestem żonaty, mamy 2 dzieci syna i córkę. Z żoną poznałem się 2 lata przed ślubem. Wiedziałem, że ma trudny charakter mi to nie przeszkadzało - robiłem wszystko dla związku ciężko pracowałem, opiekowałem się dziećmi do nich w nocy wstawałem, usypiałem itd itp. Nigdy w życiu nie uderzyłem żony, najgorszy epitet to był "głupia jesteś" zawsze starałem się być dobry oraz niestety przepraszać za nie swoje błędy. Żona odsunęła mnie od większości znajomych mówiąc jacy oni źli-ja w to wierzyłem. Przy kolegach rodzinie mnie poniżała, krytykowała i wyzywała wbijając małe szpileczki. Ciągle niezadowolona z życia ciągle jej czegoś brakowało i ciągle chciała więcej - ja już psychicznie nie wytrzymywałem. Nigdy nam nie brakowało kasy sam zarobiłem na mieszkanie (od rodziców nic nie dostałem) na dostatnie życie pracując po nocach. Aktualnie zarabiam bardzo dobrze 10,11x średnią krajową ale ona dalej nie zadowolona bo nie buduje domu. Rok temu powiedziałem dość i zmieniłem się o 180 stopni zacząłem nad sobą pracować realizować swoje pasje spotykać się z ludźmi odnawiać kontakty z starymi przyjaciółmi. NIestety ona stanęła w miejscu - wizyty w poradni u psychologa nic nie dają jest coraz gorzej. Czuje, że chyba jej nie kocham już nie chce wracać do domu uciekam jak się tylko da. Dalej tego nie zniosę mam już dość takiego życia ja się poddałem. Nigdy jej nie zdradziłem (mimo że wmawia mi regularnie zdradę nawet ze swoją siostrą) jedyne co mogę sobie zarzucić to spotkania z koleżanką sporadycznie, która mi niesamowicie pomaga - znamy się od 15 lat od 6 miesiecy mamy częstsze kontakty - nigdy jej nawet nie dotknąłem nie mówiąc o sexie czy nawet pocałunkach- dzięki niej zobaczyłem, że istnieją też normalne kobiety. NIe czuje się winny z tego powodu. Proszę wierzyć chodze już po ścianach bo nawet nie pamietam kiedy ostatni raz się kochaliśmy, nie mam ochoty nawet jej przytulić. NIe śpię nocami załamany dlaczego tak się stało-ona zarzuca mi że przez całe małżeństwo ją oszukiwąłem jaki jestem. Mam już dość wszystkiego- psycholog co miała ratować małżeństo mówi, że mam się wyprowadzić a ja wiem jak to zrobię to ona chyba się załamie bo jak twierdzi jestem dla niej całym światem a ja tego nie czuje czy jest sens jeszcze walczyć? Czy uda się odbudować to? JA już chyba nie mam siły

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 15 stycznia 2019 - 08:42
    ~zagłubiony napisał:

    Mam już dość wszystkiego- psycholog co miała ratować małżeństo mówi, że mam się wyprowadzić a ja wiem jak to zrobię to ona chyba się załamie bo jak twierdzi jestem dla niej całym światem a ja tego nie czuje czy jest sens jeszcze walczyć? Czy uda się odbudować to? JA już chyba nie mam siły


    Ona Cię szantażuje, żeby tylko utrzymać Cię przy sobie jak najdłużej, bo jej tak wygodnie.

    Jesteś kurą znoszącą złote jaja, a dla kasy ludzie potrafią bardzo wiele. Powiedz jej, żeby poszła do roboty i z tego co zarobi się dokładała do połowy budżetu domowego. Zobaczysz jak zmieni śpiewkę.

    Osobowość ma paskudną - z tego co piszesz - i nie zdaje sobie sprawy, że swoim zachowaniem Cię zupełnie 'zabiła' dla siebie samej.

    Pracuj nad sobą, rozwijaj dalej swoje relacje i siebie samego. Jej nie pozwól sobą władać, bo ona niszczy.

    Psycholog ma rację.
    Jak nie możesz z tym wytrzymać, to rzuć tym wszystkim i podaj ją o rozwód. Pomieszkasz sam i się odbudujesz. Zresztą i tak jesteś sam, to w Twojej faktycznej sytuacji się niewiele zmieni. Usuniesz tylko wrzoda ze swojego życia, co to Cię zatruwa.

    Zadbaj też, by ona nie wrobiła Cię w jakieś drakońskie alimenty, bo ten typ tak potrafi. To, że dobrze zarabiasz, wcale nie oznacza, że po rozstaniu powinieneś oddawać połowę, czy więcej swoich dochodów. Ona tylko będzie sobie dobrze żyła na Twój koszt i będzie wmawiała, że to dla dzieci.

    Trzeba racjonalnie wyliczyć ile kosztuje utrzymanie dzieci - bez ekstrawagancji i realnie - i na takie alimenty się zgódź, oczywiście podzielone np. w 2/3, gdzie resztę pokrywa ONA.

    Dzieci dziećmi, ale obowiązek alimentacyjny ciąży na OBOJGU rodziców. O tym nie zapominaj. Ona ma się też dokładać ze swoich na dzieci. Skoro będą przy niej, to ona mniej, ale też MUSI.

    Kontakty z dziećmi też zasądzi sąd i tego się trzymaj. Jak chcesz wszystko sprawnie, to sprawa rozwodowa jest dobrą okazją, bo wszystko załatwia się jednym rzutem na taśmę. Potem jest ciąganie po sądach za każdym drobiazgiem.

    Sugeruję oddzielenie się od tego człowieka, bo będzie tak z Ciebie energię wysysała i nic z tego mieć nie będziesz.

    Po rozwodzie też pamiętaj...
    Zero bajek o przyjaźniach i takich pierdołach, bo będzie jeszcze gorzej.

    Skoro nie udało się nawiązać przyjaźni przez te 17 lat, to w parę tygodni po rozwodzie też się nie da. Ta 'przyjaźń' będzie wyglądała tak, że będziesz chłopcem na posyłki i ona z buciorami wlezie w Twoje prywatne życie.

    Jak ona będzie coś chciała od Ciebie to zawsze za darmo i kompletnie bez brania pod uwagę Twoich racji. Jak Ty od niej natomiast, to tylko z wielkim kręceniem nosem, wtedy i tak jak jej pasuje no i... po drakońskiej cenie. Tak to jest... ;-)

    Zadbaj o wyrok rozwodowy bez orzekania o winie, chyba że chcesz orzekać o jej, ale raczej mało realne, żebyś to uzyskał. Chyba, że masz twarde dowody w garści. Ja bym się nie paprał.

    Nie dopuść znowu, żeby ona wrobiła Cię w Twoją winę, bo będziesz miał przechlapane - będzie miała podstawy do roszczeń od Ciebie. Nie chcesz chyba, żeby pieprzyła się z kim popadnie za Twoje pieniądze...? ;-)

    Dobry prawnik od prawa rodzinnego napewno będzie to wszystko wiedział - pytaj go.

    powodzenia

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 15 stycznia 2019 - 23:38
    Zagłubiony, przepraszam a w czym pomaga Ci ta koleżanka jeśli to nie tajemnica?
    Pytam o nią, bo tylko tego nie rozumiem z całej Twojej wypowiedzi.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 16 stycznia 2019 - 07:47
    ~Aniołek napisał:
    Zagłubiony, przepraszam a w czym pomaga Ci ta koleżanka jeśli to nie tajemnica?
    Pytam o nią, bo tylko tego nie rozumiem z całej Twojej wypowiedzi.


    Że tak wtrącę..., bo pytanie było do Zagłubionego ;-).

    Dla mnie jest oczywiste co daje mu koleżanka.

    To namiastka normalności wśród kobiet.
    Dowód na to, że nie wszystkie kobiety są zołzami i 'zarazami życiowymi' ;-).

    ~Zagłubiony napisał:
    dzięki niej zobaczyłem, że istnieją też normalne kobiety.


    Dla mnie to jasne i nie bardzo wiem gdzie mogłaby być wątpliwość.

    Rozumiem Zagłubionego, bo właśnie tegoż samego doświadczyłem.

    Koleżanka, co do której nie miałem żadnych zamiarów o erotycznym charakterze ;-) choć ona może i miała na to w jakimś momencie ochotę....

    Zwyczajna dziewczyna, nawet bardzo atrakcyjna.
    Nie o żadną tam relację erotyczną chodziło i nic absolutnie nie zaszło.

    Chodziło o doświadczenie czegoś, co moja kobieta ze mnie 'wypompowała' - jakieś zaufanie do kobiet w ogólności.
    To ona właśnie w chwilach trudnych pokazała mi, że kobieta to też prawdziwy człowiek - sympatyczny, empatyczny, człowiek z krwi i kości.
    Nie jakaś tam papierowo-plastikowo-silikonowa przemądrzała kukła o egoistycznych zapędach...
    W domu tylko taki obraz kobiety widziałem, a ona udowodniła, że nie musi tak być.

    Ja tak to rozumiem i nie widzę niejasności ;-)...

    Niech się jednak wypowie zainteresowany.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Zagłubiony
    ~Zagłubiony
    Napisane 16 stycznia 2019 - 12:46
    Dziekuje za wszystkie odpowiedzi!
    Robert1971 : dokładnie tak jak piszesz ona sama powiedziała, że jest moją koleżanką i nic więcej, gdy nawet wyczuwała tzw drugie dno (co nie było moją intencją) to od razu to wyjaśniliśmy. Co mi pomogła? Powiedziała, jesteś fajny facet żyj! Pokazała, że nie wszystko co robię - "jest głupie i bez sensu". Po wielu latach, gdy moja żona była wiecznie chora i zmęczona - sam nie wiem czym bo pomagałem jej we wszystkim nawet na wszystkie zebrania czy do przedszkola, szkoły chodziłem ja. Po lekarzach gdy córka była chora jeździłem ja.
    Mogłem z nią po prostu pogadać nigdy nie prowokując jakiś erotycznych dwuznacznych sytuacji- czasami myślę, że ona podejrzewa że jestem gejem ale robiłem to dlatego, że chce być wierny żonie.
    Żona nadal twierdzi, że mam kochanki już nawet nie liczę ile i powoli się zastanawiam może warto mieć jakąś niż ciagle to wysłuchiwać. Kilka dni temu rozmawiałem po raz kolejny z nią (żoną) twierdzi, że jak odejdę to ona nie da sobie rady i nie chce żyć beze mnie, że życie jej się skończy i będą cierpiały dzieci a ja podobno szukam kogoś aby odejść od niej. Byłem chyba zbyt dobry i poświęciłem wszystko, gdyby przez lata ona odwzajemniała to i pokazywała mi byśmy byli chyba najszczęśliwszą parą. Jedynie co od niej słyszałem to krytykę i pretensje. Żal mi jej niesamowicie chciałbym odbudować to ale nie potrafię - ciągle mam przed oczami obraz gdy siedzę w samochodzie tępo patrze się i znajduje siłę aby trwać wmawiając sobie, że to moja wina i że muszę być lepszy bo ona mnie opuści - tak dokładnie nie wyobrażałem sobie życia bez niej - wiedziała o tym i grała 'rozwodem' teraz już za późno ja nie wyobrażam sobie aby dalej mógł z nią żyć- bo gdy nawet się do tego zmuszę to mam w głowie scenariusz pt za rok znów wróci to co było a ja już nie wiem czy będę miał siłę walczyć i poprostu wpadnę w jakieś nałogi! Smutne strasznie ale ona już przegrała swoją szanse i ja również - tak myślę ...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 16 stycznia 2019 - 14:00
    I widzisz Aniołku...
    Tak samo i ja odczuwam w mojej sprawie.

    Pisałem o tym i czasem burzliwe dyskusje się tu przetaczały - dawniej i całkiem niedawno.

    Bywałem skrytykowany, że jak to...?
    Przecież ta osoba była miłością mego życia i takie tam...
    Teraz trzeba się pogodzić i być 'przyjaciółmi' - dla dzieci.

    No ale jak możesz podchodzić do osoby co to Ci nóż w plecy wbiła wielokrotnie i nie wiadomo ile jeszcze tych noży trzyma w zanadrzu.
    Ja nie chcę już kolejnego noża w plecach.
    To co mam zabierać jej noże, czy lepiej się odseparować? ;-).

    Dzieci też na to patrzą i idiotami nie są, żeby nie widzieć jak matka traktuje ojca...

    Taki wzorzec rodziny mam im fundować?
    To lepiej już trzymać toksycznego człowieka na dystans...

    Widzisz co chłop pisze...

    ~Zagłubiony napisał:

    chciałbym odbudować to ale nie potrafię - ciągle mam przed oczami obraz gdy siedzę w samochodzie tępo patrze się i znajduje siłę aby trwać wmawiając sobie, że to moja wina i że muszę być lepszy bo ona mnie opuści - tak dokładnie nie wyobrażałem sobie życia bez niej - wiedziała o tym i grała 'rozwodem'

    Nie da się z człowiekiem, który sprzeniewierzył się wielokrotnie, nękał Cię i wręcz znęcał się nad Tobą psychicznie, cokolwiek budować, a nawet się przyjaźnić.
    Cały czas stoi to przed oczami i nie wymażesz tego.

    To okropna trauma, bo dotyczy spraw bardzo głęboko siedzących w psychice - osoba którą się naprawdę kochało i poświęciło jej całe swoje istnienie, a ona systematycznie i z premedytacją wszystko zrujnowała niszcząc z pasją.

    Bredzenie o tym, że jak ktoś odczuwa coś jako agresję, to to jest agresja, świadczy tylko o skrajnym braku empatii u kogoś to wypowiadającego.

    Trudno nazwać agresją przyjście do dzieci 'nie z pustą ręką' - ot zwykłe zakupy w biedronce za kilkadziesiąt złotych i położenie tego na stole w kuchni bez jakichkolwiek oczekiwań.
    Nie musiałem tego wcale robić i to tylko moja dobra wola. Dostałem opr. grubego kalibru.
    To kto tu był agresywny...?
    Takich sytuacji było więcej...
    Zero agresji z mojej strony, a ona ryja darła, bo myślała, że jej wolno.

    Nie wolno i nie pozwolę sobie więcej.

    Tak oto z najbliższej osoby zrobił się wróg, co to go omijać szerokim łukiem trzeba.

    Wykręcanie kota ogonem nie jest domeną dojrzałych ludzi ;-).
    A na erystyczne utarczki nie mam ochoty.

    Zagłubiony...
    Nie wyznaczyłeś w odpowiednim momencie granic których przekraczać nie wolno, a ona też sama z siebie nie uznała, że w ogóle są jakieś granice.
    Teraz też tych granic nie widzi, więc skoro tak, to wypada ją sprowadzić na ziemię.

    Zarabiasz bardzo dobrze, a ona z tego korzysta, to nie dziwię się, że nie może bez Ciebie żyć, bo kto będzie na nią robił...?

    Proponuję z tej strony na sprawę spojrzeć i zobaczysz, że wszystko zacznie się inaczej przedstawiać...

    Nie masz siły i ochoty na odbudowywanie - rozumiem Cię doskonale.
    Odejść też niełatwo, bo ona Cię szantażuje.
    I zobacz sam jak się sprytnie dziewczyna ustawiła - ma Cię w szachu.
    A po co ona Tobie teraz jest potrzebna?
    Po to żeby wysłuchiwać jej morałów?
    A po co Ty jej...?
    Żeby do roboty nie musiała iść i martwić się o tzw. 'doczesne sprawy'.
    Ale skoro nie potrafiła docenić tego co miała, konsekwencją może być tylko Twoje odejście.
    Jej wybór.
    Tylko...
    Nie zwierzaj się jej ze swoich planów, bo ona skrzętnie to wykorzysta przeciwko Tobie i udaremni co się tylko da - zapewniam Cię.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 16 stycznia 2019 - 18:07
    Zagłubiony, usłyszałeś od koleżanki, że jesteś fajnym facetem. No dobrze, fajnie jest to usłyszeć. Dzięki rozmowom z nią wiesz, że są na świecie normalne kobiety. A nawet, cyt."Pokazała, że nie wszystko co robię jest głupie i bez sensu".

    Uważasz, że dla żony wszystko co robisz jest głupie i bez sensu? Tak Ci powiedziała czy tak Ci się wydaje?
    Wasza historia trochę przypomina mi wiersz pt. "Żuraw i czapla"
    A zastanawiałeś się nad tym dlaczego żona z jednej strony twierdzi, że jesteś jej całym światem, a z drugiej nie potrafi Ci tego pokazać?
    Drogi Zagłubiony, poznałam tylko część historii, tej dotyczącej Żurawia, szkoda że nie wiem co Czapla by nam dopowiedziała, ale tak czy inaczej zamiast z koleżanką, nieważne jak życzliwą porozmawiałabym z serdecznym przyjacielem jeśli nie da się z żoną.

    Czego Ci najbardziej brakuje?
    Może jeszcze nie jest za późno...napisałeś, że cyt. "Chciałbyś to zmienić, ale nie potrafisz" .
    Jeśli czegoś chcesz, a tego nie potrafisz czyż nie starasz się tego nauczyć, nie dajesz sobie określonego czasu i w tym czasie nie robisz wszystkiego, by zmienić "nie potrafię" w "potrafię"?
    Odejść zdążysz.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 16 stycznia 2019 - 18:36
    I widzisz Robercie...
    Za chwilę minie rok jak przez przypadek w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące mnie pytania trafiłam na to forum i m.in. na Twoją historię.

    Nigdy Cię nie atakowałam ani nie krytykowałam, choć tak to może czasem odbierałeś...przyjmuję mądre słowa alutki, że skoro ktoś odbiera nasze zachowanie jako agresję to jest to agresja.
    Zatem skoro odebrałeś moje słowa jako atak czy krytykę...wybacz.
    Jednakże słowa alutki to nie są bzdety Robercie.







    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 16 stycznia 2019 - 19:10
    ~Aniołek napisał:

    Jednakże słowa alutki to nie są bzdety Robercie.

    Ok, niech i tak będzie...
    Skoro ktoś nie znając kompletnie faktów może sobie wyrokować o agresji, czy jej braku, bo ktoś inny odbiera to jako agresję. Cóż... kończę ten temat.
    W ten sposób wszystko można nazwać agresją... dosłownie wszystko.
    Ale ok.
    W końcu nie jestem na tym forum, by się przypodobywać osobom znanym tylko z mniej lub bardziej sympatycznych nicków. ;-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 16 stycznia 2019 - 19:54
    Pewnie, że nie o przypodobanie tutaj chodzi. Przedstawiamy tylko różne poglądy, różne spojrzenia na daną sprawę, tylko i aż tyle :-)

    Robercie, nie potrafiłabym się przyjaźnić z toksyczną dla mnie osobą :-)

    Zagłubiony, gdy podejmujemy decyzje nieodwracalne warto mieć PEWNOŚĆ.
    Problem polega jednak na tym, że każda zmiana to tzw. nieznane, a nieznane to przecież NIEPEWNOŚĆ.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Żuber
    ~Żuber
    Napisane 17 stycznia 2019 - 17:02
    A jak facet chciałby wymienić żonę na inną to jak ma to zrobić?
    Zagłubiony, działaj i się na nic nie oglądaj!

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Rafał35
    ~Rafał35
    Napisane 21 stycznia 2019 - 14:50
    Zagłubiony - jestem pełen podziwu dla Twojej wytrzymałości. Faktycznie musiałeś kochać żonę, skoro byłeś w stanie tyle dla niej poświęcić, w szczególności swój czas, młodość. Spróbuj spojrzeć na ten problem nieco z boku - zadaj sobie pytanie co od Ciebie zależy, a co nie. Żona się nie zmieni i na to wpływu nie masz. "Odbudowywać" też nie masz co, bo tu wymagana jest praca obu stron - gdyby Twoje własne starania miały moc powodowania zmian to problemu w ogóle by nie było, wcześniej przecież dawałeś z siebie wszystko i było coraz gorzej. Żona "wypomina" Ci kochanki ze strachu i egoizmu - boi się, że kogoś poznasz i zorientujesz się, że są na świecie dziewczyny normalne, takie jak Twoja znajoma. Nie wierz w brednie, że jesteś dla żony całym światem - chciałaby zatrzymać Ciebie dla siebie z czystej wygody, bo zarabiasz i wyręczasz ją we wszystkim, wcześniej stawiała Ci wysokie, nierealne wymagania, żebyś stale wątpił w siebie - chciała, by Twoje poczucie własnej wartości było na tyle niskie, by nigdy nie przyszło Ci do głowy ją zostawić, chciała zrobić z Ciebie swojego kapcia.
    Czytając Twój opis (o ile nic nie koloryzujesz i nie ukrywasz) jedno jest pewne - nie tylko u Ciebie uczucie dawno się wypaliło. Gdy się kogoś kocha okazuje się mu szacunek, a u Was tego nie widzę.
    Życie bez niej to niewiadoma, życie z nią to udręka. Osobiście wolałbym niewiadomą niż pewną udrękę.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 21 stycznia 2019 - 17:02
    ~Rafał35 napisał:
    Zagłubiony - (...)
    Życie bez niej to niewiadoma, życie z nią to udręka. Osobiście wolałbym niewiadomą niż pewną udrękę.

    Ja też wolałabym niewiadomą :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 21 stycznia 2019 - 19:23
    Drogi Robercie..
    mówisz do mnie: zakończmy to..
    a sam, latasz po wsi i rozpowiadasz dalej..
    to ja, szukam zwolenników, czy Ty? zdecyduj się..

    oczywiście, że wszystko może być odebrane jako agresję,
    przez kogoś..
    liczy się kto, co robi i mówi, i jak to robi..

    przykład:
    ludzie się rozwodzą,
    on przychodzi do domu spotkać się z dziećmi..
    ona mówi: nic, nie chcę od Ciebie!,
    on przynosi zakupy,
    ona mówi: nie chcę od Ciebie żadnych zakupów!
    on znów przynosi zakupy,
    ona się wścieka, bo...

    no właśnie, dlaczego?
    gdy ktoś napisze na forum,
    przyszedłem i przyniosłem zakupy, a ona się darła na mnie..
    to wszyscy, ale to wszyscy pomyślą, że chłop niczemu nie zawinił, a wariatka zrobiła widły z igły..
    ale, bez przytoczenia, wcześniejszych jej słów, jej granic, jej zarzutów, bez początku, tak naprawdę...

    kserowanie wręcz scen końcowych, jej reakcji na coś, o czym czytelnik nie wie, na co? i nigdy się nie dowie, bo opisuje to tylko jedna strona..

    to nie o zakupy chodzi w tym przypadku..

    gdy proszę kogoś, żeby nie dzwonił do mnie non stop, a zaczekał aż oddzwonię, bo nie mogę odebrać, nie mam czasu, nie chcę zwyczajnie... a ta osoba dalej wydzwania, bo nie przyjmuje tego co powiedziałam do wiadomości, to
    dla mnie te telefony, to agresja..
    ignorowanie mnie i moich granic..
    raz przemilczę, raz zignoruję, a następnym razem będę się darła z bezsilności..

    ja, nie twierdzę, że tak było..bo nie wiem..
    ale Ty z uporem maniaka, wycierasz sobie gębą swoją ex..

    kończę, jak sobie życzysz,
    ale dla mnie to jest obrzydliwe..
    nie ma jej tu..
    nawet nie stać Cię, żeby być jej własnym adwokatem,
    ze zwykłej przyzwoitości..


    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 22 stycznia 2019 - 09:15
    ~alutka napisał:

    a sam, latasz po wsi i rozpowiadasz dalej..
    (…)
    wszystko może być odebrane jako agresję,
    (…)
    ja, nie twierdzę, że tak było..bo nie wiem..
    ale Ty z uporem maniaka, wycierasz sobie gębą swoją ex..
    (…)
    dla mnie to jest obrzydliwe..
    (…)
    nawet nie stać Cię, żeby być jej własnym adwokatem,
    ze zwykłej przyzwoitości..


    Wydaje się, że wyczerpałaś granicę przyzwoitego dyskursu, zatem moja relacja z Tobą, acz bardzo powierzchowna, musi ulec całkowitemu zerwaniu.
    Stałaś się wobec mnie agresywna - tak odbieram Twoje wypowiedzi nie tylko te powyżej, ale niektóre wcześniejsze też. Wg Twojej definicji skoro ja to tak odbieram, jesteś agresywna.

    Przeczytaj jednak uważnie co następuje.

    ~alutka napisał:
    Drogi Robercie..
    mówisz do mnie: zakończmy to..
    a sam, latasz po wsi i rozpowiadasz dalej..
    to ja, szukam zwolenników, czy Ty? zdecyduj się..


    Nigdzie nie latam, tylko ustosunkowuję się to kłamliwych i bezpodstawnych twierdzeń, które godzą w moje dobre imię.
    Są one stawiane bez jakiejkolwiek znajomości faktów i skrajnie tendencyjne.

    ~alutka napisał:

    oczywiście, że wszystko może być odebrane jako agresję,
    przez kogoś..
    liczy się kto, co robi i mówi, i jak to robi..


    Zatem skoro uznałem jej zachowanie wobec mnie jako agresję, to wg Twojej definicji, jest ono agresją - Ty to podważasz nie znając w ogóle kontekstu, sytuacji, zależności, ani faktów…
    Gratulacje ;-)…

    ~alutka napisał:

    przykład:
    ludzie się rozwodzą,
    on przychodzi do domu spotkać się z dziećmi..
    ona mówi: nic, nie chcę od Ciebie!,
    on przynosi zakupy,
    ona mówi: nie chcę od Ciebie żadnych zakupów!
    on znów przynosi zakupy,
    ona się wścieka, bo...


    A no właśnie tu jesteś w wielkim błędzie.
    Było dokładnie odwrotnie - ale Ty przecież wiesz lepiej…
    To nie ja ją nękałem i czegoś od niej chciałem. To ona nękała MNIE…
    Telefonami, esemesami, mailami i darła ryja jak się spotykaliśmy, bo…
    Żądała ode mnie rzeczy które się jej nie należały. Mniejsza teraz o to, o detale.
    Faktem jest, że to ja byłem bliski złożenia do sądu pozwu o nękanie - wszystko mam bardzo dobrze udokumentowane.
    To zakrawało już na stalking.
    No ale niejaka alutka wie lepiej…

    ~alutka napisał:

    no właśnie, dlaczego?
    gdy ktoś napisze na forum,
    przyszedłem i przyniosłem zakupy, a ona się darła na mnie..
    to wszyscy, ale to wszyscy pomyślą, że chłop niczemu nie zawinił, a wariatka zrobiła widły z igły..
    ale, bez przytoczenia, wcześniejszych jej słów, jej granic, jej zarzutów, bez początku, tak naprawdę...

    kserowanie wręcz scen końcowych, jej reakcji na coś, o czym czytelnik nie wie, na co? i nigdy się nie dowie, bo opisuje to tylko jedna strona..


    Tu wychodzi Twoje płytkie rozumowanie.
    Wszystko już wcześniej opisywałem i gdybyś nie jątrzyła tej sprawy, w ogóle bym jej nie ciągnął.
    Ty jednak twierdzisz, że ‚tylko odpowiadasz’. Nie odpowiadaj już zatem, bo ani to Twoja sprawa, ani mnie nie sprawia żadnej satysfakcji droczenie się ze ścianą…
    Wiesz swoje, chociaż tak naprawdę nie wiesz absolutnie nic… i sobie wiedz. Mnie już daj spokój.

    Dość wycierania sobie Twojej gęby mną - cytując klasyka.

    ~alutka napisał:

    gdy proszę kogoś, żeby nie dzwonił do mnie non stop, a zaczekał aż oddzwonię, bo nie mogę odebrać, nie mam czasu, nie chcę zwyczajnie... a ta osoba dalej wydzwania, bo nie przyjmuje tego co powiedziałam do wiadomości, to
    dla mnie te telefony, to agresja..
    ignorowanie mnie i moich granic..
    raz przemilczę, raz zignoruję, a następnym razem będę się darła z bezsilności..


    Dokładnie tak…
    Tylko w przeciwną stronę.
    To mnie dopadała bezsilność i gdy dzwonił telefon bałem się go odebrać, a esemesa bałem się przeczytać. Maile też nie były wcale spokojne.
    Wszystko jest udokumentowane.
    To ona nie potrafiła wyznaczyć granic i to ona nie wiedziała, że do byłego męża się żądań z groźbami nie wysyła.
    Może Ty też tego nie wiesz…? To gratulacje po raz kolejny.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 22 stycznia 2019 - 09:22
    ~alutka napisał:

    ja, nie twierdzę, że tak było..bo nie wiem..
    ale Ty z uporem maniaka, wycierasz sobie gębą swoją ex..


    Och co za łaskawca... zauważyłaś nawet, że... 'nie twierdzisz, że tak było, bo nie wiesz'.
    Szkoda tylko, że prezentujesz upór maniaka przy forsowaniu swoich tez i nie potrafisz uznać, że fakty mówią coś zupełnie przeciwnego do Twoich poglądów.

    Niby kobieta mająca się za dojrzałą, a zachowanie godne rozkapryszonej nastolatki, co to tupie nóżką jak się jej nie podoba, że deszcz pada.
    Gratulacje po raz trzeci.

    ~alutka napisał:

    ale dla mnie to jest obrzydliwe..
    (…)
    nawet nie stać Cię, żeby być jej własnym adwokatem,
    ze zwykłej przyzwoitości..


    Stać mnie natomiast na to, żeby uznać Cię za osobę nieodpowiednią do prowadzenia konwersacji, bo nie docierasz do faktów, a masz tendencję do ich przeinaczania dla WŁASNYCH doraźnych potrzeb.

    Obrzydliwe jest to, że usiłujesz z buciorami wedrzeć się w czyjeś sprawy i nachalnie kreujesz się na wyrocznię, a Twoje osądy są skrajnie tendencyjne i krzywdzące.
    Jesteś przy tym agresywna i stosujesz niejednokrotnie obraźliwe sformułowania.

    Przyzwoitość z mojej strony nakazuje, by definitywnie zakończyć z Tobą dywagacje, bo one do niczego nie prowadzą.

    Powstrzymaj się proszę od komentowania moich wypowiedzi i jeżeli możesz to nawet od ich czytania.
    Ja też to samo uczynię i zapanuje między nami nihil harmonia.

    Stańmy się dla siebie przeźroczyści i nie wchodźmy sobie w drogę - zaoszczędzi to nam obojgu zbędnych emocji i zapewni stosowny spokój ducha.

    Mam nadzieję, że jako ‚dojrzała kobieta’ będziesz respektować ten apel ‚niedojrzałego mężczyzny’.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 22 stycznia 2019 - 19:53
    Alutko, Robercie, No to daliście czadu i do tego znów w cudzym wątku :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Izka
    ~Izka
    Napisane 24 stycznia 2019 - 22:00
    Tutaj na forum są różne tematy i każdy może rozmawiać, na który ma ochotę.
    To nie jest niczyja własność, nie rozumiem tego dziwnego problemu.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Zaglubiony
    ~Zaglubiony
    Napisane 27 stycznia 2019 - 21:07
    Cześć, porozmawiałem z żona, ze uczucie u mnie się wypaliło i nie widzę szansy na naprawę tego. Opowiedziałem dlaczego nie chce wracać do domu i z niego uciekam - nie rozumiała. Nasza relacje mogę porównać do życia z współlokatorem tylko takim, który wkurza nawet tym jak robi herbatę. Spytała dlaczego jej nie przytulam a ja niestety nie czuje już tego i dla mnie to sztuczne a gdy ona próbuje podejść czuje, że to żałosne jest. Próbowałem odpowiedzieć sobie na pytanie i ciagle próbuje co zrobić aby chcieć do niej wracać. Jest super miła do rany przyłóż ale ciagle czuje, że to sztuczne. Poszliśmy na kręgle niby wszystko ok ale co jakiś gdy mam wrażenie chwile odpuszczała rzucała takiego texta, że mi się odechciało - ogólnie wolał bym z kumplem pójść na piwo niż z nią przebywać. Chyba zrozumiała, że to koniec i próbuje wszystkiego a ja mam w głowie jedna myśl „jeśli za rok znów wróci to to ja nie będę miał już siły zrobić cokolwiek” smutne i tragiczne to a najgorsze że mam poczucie winy, ze robię to co robię...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 28 stycznia 2019 - 10:31
    No i teraz pozostaje Ci realizacja decyzji.
    Jeżeli takową podjąłeś, to trzeba być już konsekwentnym.
    Ciągnięcie tego w nieskończoność nie będzie dobre dla nikogo, a najbardziej dla Ciebie.
    Chyba fajnie byłoby się wyprowadzić i grzecznie, z pełnią szacunku, ale stanowczo sprawę postawić.
    Takie orbitowanie wokół niej nie da ani Tobie, ani jej spokoju.
    Ja bym ustalił jakieś konkrety rozstania z nią, złożył do sądu i się wyprowadził.
    Nie zapomnij o kontaktach z dziećmi - one potrzebują ojca i niedobrze byłoby z nimi zrywać kontakt.
    Sprawy alimentów, podziału majątku i inne techniczne możecie wspólnie sobie omówić - jeżeli się da.
    Dobrze sobie to spisać i... prawnik.
    To tylko moja sugestia, a zrobisz jak sam uznasz :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry
1
Strona 1 z 1
Strona 1 z 1

Gorące tematy

facebook