Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

kogo kocha kochanke czy żone

Rozpoczęte przez ~nika, 01 sty 2014
  • ~megi
    ~megi
    Napisane 01 lutego 2015 - 23:35
    ~Arthur napisał:
    Magda, jeżeli byłaś czy jesteś takim bóstwem i marzeniem w łóżku to szukaj dalej przyczyn, dlaczego tak się stało.
    (...) Także drążyj, bo gdzieś JEST przyczyna.
    Przyczynę opisałam powyżej
    napisał:
    Mój jeszcze mąż powiedział, że potrzebował adrenaliny, dlatego wszystko zaczęło się psuć. Stałam się dla niego zbyt potulna, miła, stałam się jego "paputkiem" A on chciał kobiety, którą pokochał, żywiołowej, z charakterem. Niestety powtarzał mi często "Zaciśnij zęby i nie stawiaj na swoim" /sytuacja mieszkaniowa/ Więc dla dobra ogółu zaciskałam zęby i potulniałam...a w tym czasie on przestawał mnie kochać, BO potulniałam
    Wytłumaczę głębiej...Potrzebował adrenaliny, nowych doznań, szare nudne domowe życie nie dawało mu satysfakcji, choć sex był super. Niestety doszliśmy do wniosku, że nie mały wpływ na nasze stosunki, miały nasze rodziny. Tu doszłam do wniosku, że to ja się zmieniłam, podporządkowałam, by nie pokazywać, jaka to ja "wredna synowa i szwagierka" jestem. Tego mu najbardziej brakowało. Mojego charakteru. Że potrafiłam postawić na swoim.
    Po za tym zarabianie pieniędzy przesłoniło mu wszystko. Ja nie pracowałam, zajmowałam się małymi dziećmi, więc byłam oczerniana przez jego rodzinę, że go wykorzystuję i pasożytuję na nim, a on się przeze mnie wykańcza. Nigdy nie stanął w mojej obronie, nie powiedział, że pracuje, bo chce, a nie "musi". Miałam potworne poczucie winy, że nie pracuję, więc nie wymagałam i nie żądałam, by wydawał na mnie kasę, tylko podsuwałam pomysły wspólnego spędzania czasu. Tyle tylko, że zawsze wiązało się to z wydaniem jakichś pieniędzy. A to wódka, a to paliwo, a to jedzenie w knajpce, a to wejściówki itp.
    Zarabiał, ale skąpił nawet na wyjście ze mną na kawę, czy imprezę u znajomych. "Bo musimy oszczędzać na dom" Życie towarzyskie umarło, żadnych atrakcji, niespodziewanych wypadów, romantycznych kolacji, urodzin, imienin, rocznic...NIC NIE OBCHODZILIŚMY, co wiązałoby się z wydaniem choćby 10zł. Nawet odmawiał wyjazdu z dziećmi na lody do miasta, bo "kupimy cały litr i zjemy w domu, będzie taniej" Na jakiekolwiek moje propozycje się nie zgadzał. Gdy zorganizowałam mu przyjęcie niespodziankę na 30-te urodziny, to mnie opieprzył "po co to zrobiłaś? Ile kasy na to wydałaś?" Ale o pieniądze się nie kłóciliśmy. Po prostu ja zrezygnowałam z jakichkolwiek roszczeń związanych z wydatkami na mnie, łącznie z fryzjerem, czy kosmetykami, winiąc się za to, że nie dokładam do domowego budżetu.
    Nie chciałam kłótni. Ustępowałam we wszystkim. Jeśli nie podobało mu się coś, czym się interesowałam, i na każdym kroku mi to wytykał, to rezygnowałam z tego czegoś. Przecież dobra żona szanuje męża, rozumie, że potrzebuje odpocząć po pracy, wyjść z kolegami, że coś "musi zrobić"...imponowało mi, że ma hobby w postaci sportu. Na początku. Kiedy jednak zaczął 7x w tygodniu znikać na 2-3h nie mogłam już na to patrzeć bezczynnie. Niestety on już wtedy mnie nie kochał i nie szanował...po prostu uciekał od osoby, jaką się stałam na jego życzenie. Zmienił mnie, a te zmiany przestały mu się podobać. Więc, gdy zaczęłam domagać się od niego uczuć, deklaracji, żeby w ogóle był w domu ze mną, on tym bardziej uciekał.

    On jest egoistą. Myśli wyłącznie o swoich potrzebach i o tym, by je zaspokajać. Zawsze tak było. Tylko ja tego nie widziałam. Widziałam jednak, że jeśli oboje nie będziemy potrafili iść na kompromis, to to małżeństwo długo nie potrwa, więc swój egoizm i własne potrzeby odsunęłam w niebyt, by w spokoju dochodzić do kompromisów. Niestety kompromisy wyglądały tak, że ja robiłam to co on chciał, a on nie robił nic dla mnie i dla naszego związku, bo takiej potrzeby nie widział. Ma żonę i to wystarczy. Starać się już nie trzeba. Umiał tylko rozpalić mnie w łóżku, sprawić, że stawałam się niewyżyta. To mu wychodziło. Bo tego chciał.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~megi
    ~megi
    Napisane 02 lutego 2015 - 00:06
    ~Arthur napisał:

    Osobiście nie słyszałem, by jakikolwiek mężczyzna mając moźliwość rozrywania swojej kobiety na strzępy w łóżku miał "dość". (...) Miał widać farta ten Twój mąż.. Tu niejeden by się zamienił.
    Właśnie o to chodzi, że nie miał możliwości, bo był za granicą. Wolał sex z kochanką online, niż z żoną. Dlaczego?
    Bo doszliśmy do takiego momentu, że każda rozmowa zaczynała się, lub kończyła kłótnią. Zero atmosfery. Bo jak ma byc atmosfera, skoro on nie miał czasu na rozmowę, nie chciał się otworzyć, a żona sama z całym majdanem problemów, chciała sobie czasem "ponarzekać" /on twierdził, że gdy mówię o zmaganiach dnia codziennego, to narzekam, a narzekania słuchać nie chciał. Nie chciał od żony, ale od kochanki tak. Bo ona ma problemy/
    Gdy przyjeżdżał co 3-5tyg, to sex był znów super, a od rana mnie olewał, robił awantury i znikał z domu, bo musi ojcu pomóc, szwagrowi, czy sąsiadowi. Dla mnie i dzieci czasu już nie było. A rodzinka tylko czekała, aby go z domu wyciągnąć...Pamiętam, jak raz teść przyszedł i powiedział, że on ma do nich przyjść wieczorem, bo chcą pogadać. A cały dzień jeździli razem i coś załatwiali, bo teść potrzebował. Jakby dwóch zięciów na co dzień pod ręką nie było. Pytam "A ja nie mogę z nim pogadać jedynego wolnego wieczoru?" Odpowiedź "Ty to możesz sobie z nim na skypie pogadać" On oczywiście poszedł, wrócił po alkoholu w środku nocy. Ja nie byłam proszona na wizytę.

    Było mnóstwo, podobnych sytuacji, gdzie zawsze było "coś ważnego do zrobienia, załatwienia" a nie czas spędzony z rodziną.
    Mawiałam, że ma nałogi...gry na internecie, sport,, pracę, kochankę...potwierdził. Powiedział, że żałuje, iż nie potrafi mieć nałogu "rodzina"

    ~Arthur napisał:
    Nie wiem, może masz wredny charakter?
    Neutralnie pytam. Powód musi być.
    Nie sądzę, bym miała wredny charakter, jestem bardzo ugodowa, wyrozumiała, cierpliwa, ale do czasu. Jego czas już się skończył. Nie bywam mściwa, nigdy łóżkiem nie szantażowałam, dziećmi...raczej pokazywałam, jak je krzywdzi...jak krzywdzi mnie. Jedyne co, to jestem bardzo, ale to bardzo wrażliwa, i to, kiedy zamykałam się w sobie, gdy mnie ranił, on uważał za foch.
    Po za tym do wszystkiego podchodzę analizując sytuacje, zdarzenia, doszukując się psychologicznych aspektów, źródeł danego zachowania. On tego nie potrafi do dziś zrozumieć. Zwykł na mnie mawiać drwiącym głosem "pani wszystkowiedząca", kiedy analizowałam jego zachowanie i wskazywałam na zaniedbania dzieci, czy mnie, na jego oschły stosunek do nas i postawę roszczeniową.

    Kiedyś zadałam mu pytanie, po tym, jak kolejny raz mnie mocno zranił:
    "Czy ty jesteś aż tak gruboskórny, czy aż takie chamidło?"
    Jego odpowiedź:
    "Zawsze taki byłem, tylko ty tego nie widziałaś"

    Się rozpisałam....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~gość
    ~gość
    Napisane 02 lutego 2015 - 09:49
    "Zawsze taki byłem, tylko ty tego nie widziałaś"

    Bo y kobiety nie widzimy tego co powinnysmy widzieć. Ignorujemy te czerwone światełka w głowie, bo nie chcemy tych "złych" stron widzieć.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~_zołza_
    ~_zołza_
    Napisane 02 lutego 2015 - 10:29
    @gość..a Ja myślę ,że większość Kobiet widzi niedoskonałości Swojego Faceta i jeśli jest w stanie je zaakceptować to decyduje się na długie lata z Nim. Czasem tylko Mężczyznom przestaje zależeć , przestają się starać...a dlaczego? cholera wie! Oczywiście to działa w obie strony. Ciężko tylko potem zaangażować się w nowy związek, jeśli się ma świadomość ,że prędzej czy póżniej wszystko się skończy. Wydaje mi się ,że najważniejszą sprawą w związku, to to , by nie zmieniać swojego partnera na siłę - przecież zakochaliśmy się w Nim/Niej , w takich właśnie jacy byli.
    Czasem nie mamy wpływu na to ,że się po.....rzy całe życie. Ale jak to mówią:"Każdy jest Kowalem itd", ale zawsze można decydować jak żyć nie chcemy. Pozdrawiam.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Lilka
    ~Lilka
    Napisane 02 lutego 2015 - 11:01
    Ciekawa jestem co Arthur napisze o historii Megi. Ale ja nie wiem w ilu już miejscach bo było ich dużo, przeczytałam napisane ręką faceta, że faceci nie lubią kobiet zbyt uległych, zgadzających się na wszystko, dających sobą pomiatać, godzących się na brak szacunku. Zaczynają tracić szacunek, zaczynają obojętnieć wobec niej. Nic ekscytującego już ich nie czeka, już nie gonią ani trochę swojego króliczka, są totalnie pewni. I tak wygasa ich uczucie.
    Megi, on ożenił się z inną kobietą. Z tego co napisałaś, ty nie dostosowałaś się do jego zachcianek, dostosowałaś się do zachcianek rodziny. I pozwoliłaś pomiatać sobą i nim. Mam takie wrażenie, że Twoja siła imponowała mu gdy braliście ślub, bo wiedział że będzie miał w Tobie oparcie przeciwko swojej rodzinie. A Ty spotulniałaś totalnie. I niestety się zmieniłaś. A jak to mówią, faceci mają nadzieję, że żony nie zmienią się po ślubie.

    Czy widzimy wady? Część widzimy ale mamy nadzieję, że facet się zmieni. Z tym, że mówię o zmianie typu dojrzeje, ogarnie się. I kto wie, może pewne rzeczy mogą się zmienić jeśli im pomożemy, a oni będą tego chcieli. Ale pewne rzeczy się nie zmienią. Pewne cechy charakteru są zbyt związane z człowiekiem, stanowią o jego ja i czego byśmy nie zrobili, nie zmienimy tego. I do tego trzeba dojrzeć żeby to zauważyć. Inna rzecz, że nie rozumiem ciągle, dlaczego ludzie wiążą się z ludźmi którzy wykazują cechy, które im nie odpowiadają. Dlaczego leniwa kobieta chce aktywnego sportsmena i liczy, że on zalegnie z nią w końcu na kanapie przed TV. Nie napiszę takiego przykładu w drugą stronę, bo raczej faceci aż takich fantazji nie miewają i nie udają kimś kogo nie są z nadzieją, że po ślubie przekabacą kobietę na swoją modłę. Jak wyżej napisałam zresztą, faceci mają nadzieję, że żony po ślubie się nie zmienią. Zapamiętajcie to.
    Wracając do tego co widzimy, pewnych rzeczy nie odbieramy znów w tak oczywisty sposób, to my same się zmieniamy i zaczynamy inaczej spostrzegać pewne zachowania. Na przykładzie Megi można powiedzieć, że skoro ona kiedyś walczyła o swoje, była zapewne w jakimś stopniu bardziej egoistką, to nie zauważała jego egoizmu i chamstwa aż tak. Zaczął ją razić, gdy spotulniała, wyzbyła się swojego. Różnica w ich zachowaniu była już tak duża, że Megi ją zauważyła, inaczej się nie dało. Tak to odbieram.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~megi
    ~megi
    Napisane 02 lutego 2015 - 16:42
    ~Lilka napisał:
    faceci nie lubią kobiet zbyt uległych, zgadzających się na wszystko, dających sobą pomiatać, godzących się na brak szacunku. Zaczynają tracić szacunek, zaczynają obojętnieć wobec niej. Nic ekscytującego już ich nie czeka, już nie gonią ani trochę swojego króliczka, są totalnie pewni. I tak wygasa ich uczucie.
    Niestety w moim przypadku było dokładnie tak. Nie czuł niebezpieczeństwa, tego, że może mnie stracić, więc po co się starać? Po co zabiegać?
    ~Lilka napisał:
    Megi, on ożenił się z inną kobietą. Z tego co napisałaś, ty nie dostosowałaś się do jego zachcianek, dostosowałaś się do zachcianek rodziny. I pozwoliłaś pomiatać sobą i nim. Mam takie wrażenie, że Twoja siła imponowała mu gdy braliście ślub, bo wiedział że będzie miał w Tobie oparcie przeciwko swojej rodzinie. A Ty spotulniałaś totalnie. I niestety się zmieniłaś. A jak to mówią, faceci mają nadzieję, że żony nie zmienią się po ślubie.
    Nie dostosowałam się do zachcianek rodziny. Akcje, z rodziną, jak opisałam powyżej zaczęły się duuużo później. Dlaczego? Bo wcześniej on ich nauczył, że był na każde skinienie, a mnie nie było wolno się odezwać, bo mieszkaliśmy na jednym podwórku za darmo. To tak, jakby "płacił" za możliwość mieszkania swoim czasem, pracą na roli itp. Dostosowałam się do jego zachcianek. Spotulniałam, nie chciałam pokazywać pazurów, bo wiązało się to z ciągłymi kłótniami z nim o to, że w każdej chwili mogą nas wyrzucić, bo nawet meldunku nie mieliśmy. Albo o to, że mam się rozdwoić. Czyli z nim jechać np grać, i jednocześnie zajmować się dziećmi i domem. On nie kiwnął palcem, by mi pomagać w domowych obowiązkach, choćby, jako kucharz, co niedziela obiad ugotował i pozmywał, bym ja mogła po południu wypoczęta, jechać z nim grać.
    Niestety trójka dzieci zmienia kobietę, jej ilość wolnego czasu /o ile wogóle coś takiego istnieje/, sposób gospodarowania nim... Nie miałam z kim zostawić dzieci, choć teściowa za ścianą była. To ja miałam organizować opiekę dla dzieci, gdy chciałam gdzieś pójść, bo on jest zajęty, umówiony i z dziećmi nie zostanie, bo kogoś zawiedzie, komuś będzie musiał odmówić. To było poniżej jego godności. By poświęcić czas dla rodziny, kosztem spotkania z kumplami przy piwku, albo siatkówki, albo jeszcze czegoś innego, co akurat miał ochotę zrobić. Dla mnie czasu na rozmowę albo brakowało, albo po prostu nie chciał rozmawiać.

    ~Lilka napisał:
    Czy widzimy wady?
    Widziałam, ale wtedy np pewność siebie, zdrowy egoizm nie był wadą, tylko zaletą. Niestety zdrowy egoizm zmienił się w czysty egoizm, pewność siebie w zadufanie w sobie, pojawiła się żądza pieniądza. Był zbyt dumny by się ugiąć i cokolwiek poświęcić dla rodziny, zwłaszcza otworzyć swoje serce. To wszystko. Jednocześnie zniknęły u niego takie cechy jak współczucie, empatia, zrozumienie, za to pojawiło się sknerstwo, egoizm, mściwość.


    ~Lilka napisał:
    Na przykładzie Megi można powiedzieć, że skoro ona kiedyś walczyła o swoje, była zapewne w jakimś stopniu bardziej egoistką, to nie zauważała jego egoizmu i chamstwa aż tak. Zaczął ją razić, gdy spotulniała, wyzbyła się swojego. Różnica w ich zachowaniu była już tak duża, że Megi ją zauważyła, inaczej się nie dało. Tak to odbieram.
    Kilka razy przeczytałam co napisałaś, Lilka...muszę przyznać, że możesz mieć rację. Nigdy nie patrzyłam na ten problem od tej strony...
    Przestałam być egoistką dla dobra dzieci, by nie słuchały awantur. Gdy ja chciałam postawić na swoim, to on w zmyślny sposób udowadniał mi, że się nie da czegoś zrobić, zorganizować, załatwić itp. Skutkiem czego ulegałam jego argumentom. Kiedy ja coś chciałam, to "się nie da", kiedy on chciał, to musiałam sie na to godzić, żeby nie było awantur, że go ograniczam, że potrzebuje przestrzeni, że się czepiam /jak się oglądał za innymi/ Zaczął po prostu podnosić na mnie głos, czego ja absolutnie nie lubię i zamykam się w sobie, co no uważał za foch. Nawet z łez się wyśmiewał. "Mam 3 siostry, mnie to nie rusza" - mawiał.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~megi
    ~megi
    Napisane 02 lutego 2015 - 16:50
    Trafiłam na świoetny bloog.
    Szkoda, że wielu rzeczy nie wiedziałam wcześniej. Może moje reakcje byłyby inne, może nie spotulniałabym aż tak bardzo...
    "Bloog szczerego do bólu mężczyzny"
    Polecam wszystkim kobietom. I żonom i kochankom i tym po przejściach...
    Też otworzyły mi się oczka, gdy przeczytałam kilka artykułów...facet mądrze pisze. A co najważniejsze pisze z punktu widzenia FACETA.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Lilka
    ~Lilka
    Napisane 02 lutego 2015 - 18:02
    Mężczyznę szczerego do bólu mogłabym rzec ubóstwiam. Trafiłam na jego blog w lipcu. I ta lektura bardzo też mi pomogła w podejmowaniu pewnych decyzji. Artykuł dotyczący maminsynków i tym podobnych leni był jednym z kamieni milowych w moim życiu. Otworzył mi chyba do końca oczy na coś, czego w pewnym stopniu nie chciałam widzieć u mojego eks, w pewnym sądziłam że to kwestia jego ogarnięcia się.

    Megi masz bardzo złożoną historię. Mam wrażenie, że gdyby nie wasza sytuacja mieszkaniowa mielibyście szansę całkiem inne życie. O ile dotarłoby do niego, że dzieci zajmują czas, a w domu samo wszystko też się nie zrobi. Ale niestety było inaczej i jesteś tam gdzie jesteś.
    Czytam co o nim napisałaś. Widzisz go właśnie tak i go dalej kochasz, dalej chcesz z nim być?

    Arthur, czy moglibyśmy się przenieść z rozmową na priv? Bardzo bym chciała poznać Twoje zdanie w pewnym temacie, ale nie chcę pisać o tym tutaj. Jeśli nie masz nic przeciwko, napisz na matylda_om@o2.pl

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~megi
    ~megi
    Napisane 02 lutego 2015 - 18:21
    ~Lilka napisał:
    Megi masz bardzo złożoną historię. Mam wrażenie, że gdyby nie wasza sytuacja mieszkaniowa mielibyście szansę całkiem inne życie. O ile dotarłoby do niego, że dzieci zajmują czas, a w domu samo wszystko też się nie zrobi. Ale niestety było inaczej i jesteś tam gdzie jesteś.
    Czytam co o nim napisałaś. Widzisz go właśnie tak i go dalej kochasz, dalej chcesz z nim być?l
    Jest wiele czynników, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy...na pewno relacje z rodzinami miały wpływ na to, ze się zmieniłam, doszły dzieci, a on chciał prowadzić życie bez ograniczeń czasowych. W tym związku to ja miałam jaja, wiem o tym. Lecz, kiedy zabrakło mi juz sił, by walczyć samej ze wszystkim, on po prostu mnie olał. Stwierdził, że przestałam mu odpowiadać, bo wymagam od niego pomocy, wsparcia i uwagi. A ja osaczałam go swoją miłością i się w tym dusił, jednocześnie nie pozwalając mi być sobą i nieco uciec do swojego świata.

    Czy go kocham? Od jakiegoś czasu się zastanawiam, czy to była miłość, czy strach przed samotnością. Wcześniej był czas, gdy się go brzydziłam i nienawidziłam go. Jeszcze na długo, zanim mnie zdradził. Już wtedy mnie nie kochał, ale pewnie sam sobie z tego nie zdawał sprawy, więc i mnie okłamywał słowami, które nic dla niego nie znaczyły, nie płynęły z głębi serca.

    Na pewno kocham faceta, którego pokochałam w młodości. I pewnie dlatego żyłam nadzieją, że on powróci. Wydawało mi się, że kocham go, lecz tak na prawdę kochałam i tęskniłam za tym R, który patrzył ze mną w tym samym kierunku.
    Nie...nie kocham go. Nie chcę z nim być. Nie potrafiłabym patrzeć na niego i zastanawiać się, czy znów mnie okłamuje, bo się spóźnił, albo nie odbiera telefonu.

    Rozwód jest pewny, to tylko kwestia czasu, aby powiedzieć dzieciom i mojego przyjazdu do domu...nie mam urlopu.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Lilka
    ~Lilka
    Napisane 02 lutego 2015 - 18:46
    ~megi napisał:

    Na pewno kocham faceta, którego pokochałam w młodości. I pewnie dlatego żyłam nadzieją, że on powróci. Wydawało mi się, że kocham go, lecz tak na prawdę kochałam i tęskniłam za tym R, który patrzył ze mną w tym samym kierunku.
    Nie...nie kocham go. Nie chcę z nim być.


    To są bardzo mądre słowa Megi. Gdy patrzę na siebie, gdy czytam o historiach różnych ludzi to właśnie przychodzi mi do głowy, kochamy to co było, co minęło bez powrotu i się łudzimy, że to jeszcze może wrócić. I na tym też opiera się cała masa rad dotyczących ratowania związku. Na tej nadziei, że będzie jak kiedyś. Nie, nie będzie. Pewne rzeczy odchodzą bezpowrotnie.
    Inna rzecz, że niektórzy nie kochali tak do końca nigdy swojego partnera, tylko swoje wyobrażenie o nim. A potem myślą tylko, że kochają. Gdy się kocha, pewnych rzeczy się po prostu nie robi drugiemu człowiekowi...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~megi
    ~megi
    Napisane 02 lutego 2015 - 19:30
    Lilka napisał:
    kochamy to co było, co minęło bez powrotu i się łudzimy, że to jeszcze może wrócić. I na tym też opiera się cała masa rad dotyczących ratowania związku.
    Rady dotyczące związku zwykle są takie "walcz o miłość. Zostań z nim/nią dla dzieci" Ale to dzieci cierpią najbardziej, kiedy to trwa w nieskończoność. Kiedy po jednej stronie miłości brak...
    Lilka napisał:
    Inna rzecz, że niektórzy nie kochali tak do końca nigdy swojego partnera, (...) myślą tylko, że kochają. Gdy się kocha, pewnych rzeczy się po prostu nie robi drugiemu człowiekowi...
    Przeczytałam na FB "Gdy się kogoś kocha, dotrzymanie wierności nie jest żadnym wyczynem"
    I w ten sposób można by podsumować każdy rodzaj zdrady. Emocjonalnej, fizycznej, długoletniego romansu, czy jednorazowego skoku w bok.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~megi
    ~megi
    Napisane 02 lutego 2015 - 19:36
    Ciekawa jestem, co Artur będzie miał do powiedzenia.

    Szkoda, że już żaden facet się nie wypowiada...
    Swoją drogą padło gdzieś stwierdzenie "zaprzyjaźnić się z żoną/kochanką"
    Ja bym chciała zaprzyjaźnić się z internetową kochanką mojego męża. Chciałabym ja poznać, może zaprzyjaźnić...mogłybyśmy powspominać, jak to lawirował miedzy nami, choć ona o mnie wiedziała od początku...mogłybyśmy powspominać jego...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~gość
    ~gość
    Napisane 02 lutego 2015 - 20:10
    Zapewne byście przedstawiły jednego Pana w dwóch różnych osobowościach.:)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~megi
    ~megi
    Napisane 02 lutego 2015 - 20:40
    ~gość napisał:
    Zapewne byście przedstawiły jednego Pana w dwóch różnych osobowościach.:)
    Wątpię...rozmawiałam kiedyś z nią przez telefon, powiedziała mi, że on ma bardzo ciężki charakter i jeszcze kilka innych rzeczy... Z moim podejściem psychologicznym, teraz, kiedy już wiem, że mnie nie kocha, na prawdę myślę, że mogłybyśmy się polubić. Zresztą on kiedyś wpadł na pomysł, aby nas ze sobą poznać, lecz gdy się zgodziłam, to zwątpił. A ja powiedziałam, że gdybym nie wierzyła, że mnie z nią zdradza /choć wtedy jeszcze się nie przyznał/ gdybyśmy poznały się w innych okolicznościach, to zapewne zostałybyśmy przyjaciółkami, bo mamy podobne spojrzenie na życie, podobne charaktery...

    ...hmm...właśnie sobie uświadomiłam, że on musiała mu bardzo przypominać mnie...
    Może on szukał po prostu mnie...po za domem...tego kim byłam...bo nie podobało mu się to, kim się stałam...przez niego...
    Smutne...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Jaro
    ~Jaro
    Napisane 02 lutego 2015 - 23:15
    To, kim się stałaś, zawdzięczasz tylko sobie samej..

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~gość
    ~gość
    Napisane 03 lutego 2015 - 10:44
    ~Jaro napisał:
    To, kim się stałaś, zawdzięczasz tylko sobie samej..


    Zgadzam się a szukanie w sobie podobieństwa do kochanki, to nieudolna próba podniesienia samooceny :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Miki
    ~Miki
    Napisane 03 lutego 2015 - 13:02
    Drogie Panie , czemu szukacie przyczyn odejścia faceta u siebie ? Doszukujecie się latami narastającej frustracji... a odpowiedź wbrew pozorom jest banalnie prosta.
    Ja sam jestem szczęśliwie żonaty od 23lat i uwierzcie mi cały czas walczę by nie zdradzić żony taką mamy naturę . Facet całe życie szuka czegoś nieokreślonego ( a często ma to pod nosem ) ale nie widzi bo nie chce , bo to za proste, bo tak facet ma . Moim skromnym zdaniem w większości przypadków winny jest facet(który nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo krzywdzi innych) To dziwne ,ale najważniejszy w życiu jest "dom" w sęsie rodzina , tylko życie musi cię porządnie w du.. kopnąć żebyś to zrozumiał. Właśnie tacy jesteśmy...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Miki
    ~Miki
    Napisane 03 lutego 2015 - 13:06
    Smutne.......(kobiety uwielbiają martyrologię )

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~megi
    ~megi
    Napisane 03 lutego 2015 - 16:36
    ]
    ~Jaro napisał:
    To, kim się stałaś, zawdzięczasz tylko sobie samej..
    Nie. Zawdzięczam jego braku zainteresowania rodziną i dziećmi przede wszystkim. A także zapatrzeniu w potrzeby własne oraz braku poświęcenia.

    ~gość napisał:
    szukanie w sobie podobieństwa do kochanki, to nieudolna próba podniesienia samooceny :)
    Z tym też się nie zgadzam. Nie porównuję się do niej, ani nie szukam podobieństw. Jak, skoro prócz kilku słów, nic o niej nie wiem?
    Po za tym to nie podnoszenie swojej samooceny, a dołowanie się. Bo gdyby nie była taka "cudowna" to facet by do niej nie poszedł. Więc jak podnosić samoocenę porównując się do kochanki? Nie rozumiem tego stwierdzenia.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~megi
    ~megi
    Napisane 03 lutego 2015 - 16:59
    ~Miki napisał:
    Facet całe życie szuka czegoś nieokreślonego ( a często ma to pod nosem ) ale nie widzi bo nie chce , bo to za proste, bo tak facet ma . Moim skromnym zdaniem w większości przypadków winny jest facet(który nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo krzywdzi innych) To dziwne ,ale najważniejszy w życiu jest "dom" w sęsie rodzina , tylko życie musi cię porządnie w du.. kopnąć żebyś to zrozumiał. Właśnie tacy jesteśmy...
    Krótko i mądrze.
    Wielu facetów jeszcze nie dostało tego kopa w doopę, nie spadli na dno...a przede wszystkim nie było jeszcze tak źle, by zaczęli myśleć...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook