Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

kogo kocha kochanke czy żone

Rozpoczęte przez ~nika, 01 sty 2014
  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 29 czerwca 2018 - 12:59
    ~alutka napisał:

    Może i cenią sobie święty spokój (niektórzy), ale nie ponad wszystko a już na pewno nie chcą za to płacić..
    Tylko tak mówią,
    żadne działania za tym nie przemawiają,

    A jednak przemawiają... ja jestem tego żywym przykładem. Zapłaciłem za to wysoką cenę.
    ~alutka napisał:

    Znam kilku, którzy tak twierdzili, żyli z wariatkami w rozumieniu R i wszyscy zostali porzuceni przez Panie..
    żaden z nich nie odszedł sam,

    Widzisz... i gdyby chciało Ci się poszperać, co pisałem na tym forum, wiedziałabyś, że ja właśnie zainspirowałem ostateczny rozpad mojego małżeństwa, bo kobieta z którą przeżyłem w jakiej-takiej harmonii 17 lat, około czterdziestki stała się... osobą z zespołem borderline - wypisz wymaluj. Wprawdzie to ona podała mnie o rozwód, bo jej powiedziałem, że gdy ja to zrobię, będę do upadłego walczył o orzeczenie jej winy, bo dla mnie wina była po jej stronie ewidentna - ona to małżeństwo metodycznie i systematycznie niszczyła, aż zniszczyła (ile ja straciłem, żeby to małżeństwo ratować). Uznała, że lepiej będzie przystać na moje ostateczne warunki, bo walka wiązałaby się ze zbyt dużymi 'kosztami' po jej stronie i wcale niepewnym wynikiem - raczej by przegrała, bo bym tu już nie przepuścił...
    ~alutka napisał:

    A wariatki zawsze miały wzięcie i mieć będą, bo nic tak nie utrzymuje związku jak nieprzewidywalność..

    Może i tak, ale nie rokuje to długiego i stabilnego pożycia - to dobre na jakiś krótki okres, jednak gdy się wszystko rozchwieje, nikomu już nie chce się po raz kolejny walczyć z wiatrakami i... albo zostaje wreszcie sam, albo szuka sobie nowej wariatki :-). Aż wreszcie na starość pozostaje samotny jak palec i nie ma mu kto podać przysłowiowej szklanki wody.
    ~alutka napisał:

    Nie należy zatem, zatrzymywać przy sobie Panów ceniących święty spokój ponad wszystko,

    Wszystko zależy od tego, kto czego od życia oczekuje i... na kogo w tym życiu trafi. ;-)
    ~Kochanka napisał:

    Dorośli i dojrzali ludzie - gdy rozstają się pokojowo (nawet kochankowie) mogą na siebie liczyć. Wiem to, bo ja mogę i on może na mnie liczyć w kryzysowych sytuacjach. W końcu byliśmy dla siebie ważni i nadal tak jest.

    Może brak mi dojrzałości, czy czego tam, ale gdy ktoś mnie sponiewierał na wszystkie możliwe strony i z jeszcze tak leżącego chciał sobie służącego po rozwodzie zrobić, trudno, żebym teraz miał mieć dla tej osoby ksztę przychylności. Niech idzie swoją drogą i liczy na tych, co pomogli jej zniszczyć małżeństwo. Skoro byli jej wtedy tacy pomocni, to teraz na nikogo, jak tylko na nich może liczyć... Na mnie nie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 29 czerwca 2018 - 12:59
    ~alutka napisał:

    Może i cenią sobie święty spokój (niektórzy), ale nie ponad wszystko a już na pewno nie chcą za to płacić..
    Tylko tak mówią,
    żadne działania za tym nie przemawiają,

    A jednak przemawiają... ja jestem tego żywym przykładem. Zapłaciłem za to wysoką cenę.
    ~alutka napisał:

    Znam kilku, którzy tak twierdzili, żyli z wariatkami w rozumieniu R i wszyscy zostali porzuceni przez Panie..
    żaden z nich nie odszedł sam,

    Widzisz... i gdyby chciało Ci się poszperać, co pisałem na tym forum, wiedziałabyś, że ja właśnie zainspirowałem ostateczny rozpad mojego małżeństwa, bo kobieta z którą przeżyłem w jakiej-takiej harmonii 17 lat, około czterdziestki stała się... osobą z zespołem borderline - wypisz wymaluj. Wprawdzie to ona podała mnie o rozwód, bo jej powiedziałem, że gdy ja to zrobię, będę do upadłego walczył o orzeczenie jej winy, bo dla mnie wina była po jej stronie ewidentna - ona to małżeństwo metodycznie i systematycznie niszczyła, aż zniszczyła (ile ja straciłem, żeby to małżeństwo ratować). Uznała, że lepiej będzie przystać na moje ostateczne warunki, bo walka wiązałaby się ze zbyt dużymi 'kosztami' po jej stronie i wcale niepewnym wynikiem - raczej by przegrała, bo bym tu już nie przepuścił...
    ~alutka napisał:

    A wariatki zawsze miały wzięcie i mieć będą, bo nic tak nie utrzymuje związku jak nieprzewidywalność..

    Może i tak, ale nie rokuje to długiego i stabilnego pożycia - to dobre na jakiś krótki okres, jednak gdy się wszystko rozchwieje, nikomu już nie chce się po raz kolejny walczyć z wiatrakami i... albo zostaje wreszcie sam, albo szuka sobie nowej wariatki :-). Aż wreszcie na starość pozostaje samotny jak palec i nie ma mu kto podać przysłowiowej szklanki wody.
    ~alutka napisał:

    Nie należy zatem, zatrzymywać przy sobie Panów ceniących święty spokój ponad wszystko,

    Wszystko zależy od tego, kto czego od życia oczekuje i... na kogo w tym życiu trafi. ;-)
    ~Kochanka napisał:

    Dorośli i dojrzali ludzie - gdy rozstają się pokojowo (nawet kochankowie) mogą na siebie liczyć. Wiem to, bo ja mogę i on może na mnie liczyć w kryzysowych sytuacjach. W końcu byliśmy dla siebie ważni i nadal tak jest.

    Może brak mi dojrzałości, czy czego tam, ale gdy ktoś mnie sponiewierał na wszystkie możliwe strony i z jeszcze tak leżącego chciał sobie służącego po rozwodzie zrobić, trudno, żebym teraz miał mieć dla tej osoby ksztę przychylności. Niech idzie swoją drogą i liczy na tych, co pomogli jej zniszczyć małżeństwo. Skoro byli jej wtedy tacy pomocni, to teraz na nikogo, jak tylko na nich może liczyć... Na mnie nie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Marta
    ~Marta
    Napisane 29 czerwca 2018 - 13:55
    ~Marta napisał:
    Nie wiem jak to zakończyć. Teraz zabrał żonę na tydzień zagranicę zeby ratować. Mimo ze ona tego nie chce i on ma tego świadomość. Ale on lapie się wszystkiego. A ja tu zostalam i czekam. Przed wyjazdem oświadczyłam mu ze to koniec bo juz dłużej tego nie wytrzymam ale znając siebie wiem jak zareaguję kiedy wróci. Może im sie pouklada. A wtedy co ze mną ? Nadal będę kochać. I bede patrzeć jak żona go wykańcza bo tak jest zawsze. I znowu do mnie przyjdzie. I tak w kolko. Skąd brać siły na to wszystko? Jak to zakończyć? Silne kochanki proszę o pomoc.


    Mój ukochany walczy o ratowanie małżeństwa za wycieczce za granicą. Efekt -ona doi z niego ile może nie dając mu żadnej nadzieji a on wypisuje do mnie że za mną tęskni. Wie ,że ja czekam. Wszyscy wiemy że jego małżeństwo to fikcja ale facet nie odpuszcza. Nie rozumiem tego. Jak można ratowac małżenstwo za wszelką cenę, jednocześnie myśleć o kimś innym....Po co to wszystko?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kochanka
    ~Kochanka
    Napisane 29 czerwca 2018 - 14:06
    ~Robert1971
    Jeśli rozstają się pokojowo w porozumieniu i zrozumieniu -to mogą na siebie liczyć. tak sądzę. Przecież byliśmy dla siebie ważni i jesteśmy nadal ważni, tylko nam nie wyszło

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nela
    ~Nela
    Napisane 29 czerwca 2018 - 14:49
    @marta
    I nie odczuwasz do niego pogardy?
    Przecież to żałosne być takim tchórzem i hipokrytą.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 29 czerwca 2018 - 15:19
    @Robercie,
    przepraszam, jeśli podniosłam Ci ciśnienie,
    nie to, było moim zamiarem..
    nie mam też zamiaru szperać sobie w całym wątku żeby poznać szczegółowo Wasze historie, nie chcę się już angażować w cudze losy, dlatego nie komentuję na bieżąco,
    poczytuję sobie tylko i jak coś mnie zaintryguje to wrzucę parę zdań..

    Pisałeś, moim zdaniem na wyrost, że Panowie cenią sobie przede wszystkim święty spokój.
    Wyraziłam tylko swoją opinię na ten temat, to nie była wycieczka w Twoją stronę. Nie znam przebiegu Twojego rozstania się z żoną.
    Odnosisz się do wybranych fragmentów, pomijasz inne,
    czy nie zgadzasz się ze mną, że
    gdyby tak było to Ci Panowie powinni być sami???
    Czego szukają w związku z kobietą? bo chyba nie świętego spokoju?
    A zatem,
    wchodząc w jakąkolwiek relację z płcią przeciwną, już samym tym faktem, rezygnuje ze spokoju,

    Nie piszę tego w oderwaniu od rzeczywistości,
    byłam z takim jegomościem, i on akurat nie mówił tylko, a rzeczywiście tego pragnął ponad miarę..
    Ja się pytam:
    czego chciał ode mnie?
    nie zamierzam tu wylewać absolutnie żadnych żalów na byłego, dla mnie, to kolejne doświadczenie, nic więcej.

    Piszesz, że Twoja żona,
    - stała się... osobą z zespołem borderline,
    piszesz też,
    -(ile ja straciłem, żeby to małżeństwo ratować,
    PO co?
    Ktoś, kto pisze:
    -My po prostu lubimy stabilizację i tzw. święty spokój. Zapłacimy za niego każdą cenę. Nawet gdyby okazało się, że z tego powodu mielibyśmy być sami - święty spokój ponad wszystko.
    powinien odejść sam gdy tylko zorientuje się, że spokoju nie doświadczy..

    -Zrozumcie to panie, to utrzymacie przy sobie panów,
    Co tu zrozumieć?
    To ja mam się zmienić, żebyś Ty zaznał spokoju i został ze mną? (to przenośnia)
    Nie zaznajesz? odejdź, podejmij decyzję i wtedy mów: zapłaciłem wysoką cenę za spokój, zrezygnowałem ze wszystkiego innego.

    Piszesz, co do wzięcia " wariatek"
    -Może i tak, ale nie rokuje to długiego i stabilnego pożycia,

    Mylisz się,
    nie wiem dlaczego łączysz akurat długie ze stabilnym?
    rokuje na bardzo długie,
    natomiast życie stabilne na pewno nie rokuje na długie:)

    Takie są moje doświadczenia, i z obserwacji i przeżyte osobiście.
    Nie zamierzam już nikogo prowokować, ale uwierz mi, Twoja definicja tzw Wariatki, to nic w porównaniu z moim charakterem :D, te przemeblowania i zakupy dla facetów niezrozumiałe, to tylko namiastka tego, co ja sama zgotowałam swoim facetom.
    Nie mogli być w zasadzie pewni dnia ani godziny,
    nie szczycę się tym , absolutnie,
    znam swoje wady jak nikt, nie jest to powód do dumy..
    ale
    piszę o tym tylko dlatego, żeby podważyć Twoją wypowiedź w tym temacie,
    żaden facet ode mnie nie odszedł,
    kochali mnie.. To ja odchodziłam.
    Z mężem przeżyłam 19 lat, to chyba długo..
    Obecnie jestem w związku z kimś, z kim znam się od szkoły podstawowej :d

    Tego nie lubię najbardziej:
    -Aż wreszcie na starość pozostaje samotny jak palec i nie ma mu kto podać przysłowiowej szklanki wody.
    Smutno mi się zaraz robi, gdy coś takiego słyszę, gdy znam osoby sparowane, gdzie jak ona prosi o herbatę, to słyszy - to sama sobie zrób!

    Uważam, że każdy jest sam zawsze,
    czy singiel czy sparowany,
    to życiem swoim sprawiamy, swoim postępowaniem, że mamy przyjaciół,
    i nie ważne czy to sąsiad, czy kolega, koleżanka czy były maż czy była żona..
    Wtedy, kiedy masz do kogo zadzwonić, nie jesteś samotny, samo małżeństwo niczego nie zapewnia..

    Zaglądam tu czasem,
    założyłam sama wątek 5 lat temu, który umarł śmiercią naturalną, choć naprawdę wtedy myślałam, że Panowie będą zainteresowani, że chcą rozmawiać z kobietami..
    Panów nie było, piranie się dorwały i po wątku..
    szkoda..

    pozdrawiam wszystkich, którzy próbują cokolwiek zrozumieć, ale żeby tak się stało,
    należy nauczyć się jednego:
    słuchać i zadawać pytania.
    bez tego..
    to jest dopiero samotność!








    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 29 czerwca 2018 - 16:31
    ~alutka napisał:
    @Robercie,
    przepraszam, jeśli podniosłam Ci ciśnienie,


    Nie podniosłaś mi ciśnienia :-) po prostu odniosłem się do wypowiedzi.

    ~alutka napisał:

    czy nie zgadzasz się ze mną, że
    gdyby tak było to Ci Panowie powinni być sami???
    Czego szukają w związku z kobietą? bo chyba nie świętego spokoju?
    A zatem,
    wchodząc w jakąkolwiek relację z płcią przeciwną, już samym tym faktem, rezygnuje ze spokoju,


    Wiesz... to nie do końca jest jednoznaczne. Mówiąc 'święty spokój', mam na myśli jaką-taką harmonię, czyli coś, na co obie strony się zgadzają i z czym obu stronom jest dobrze. Po coś ci panowie wchodzą jednak w relacje z kobietami :-), czegoś od nich chcą i... dalsze losy takiej relacji zależą od... w sumie wielu czynników. Można sytuację nieco odwrócić i spytać: 'czego chce kobieta od mężczyzny, by się z nim związać?' No czegoś w końcu od niego chce, a czegoś u niego nie chce - czy tak? On też czegoś od niej chce, a czegoś nie chce. Czego? To wszystko jest do indywidualnego uzgodnienia. Nie ma tu uniwersalnych wartości, bo dla jednych np. seks będzie podstawą, a dla innych jest on zaledwie dodatkiem do całości i w sumie bez niego się jakoś obchodzą - to samo jest z każdym aspektem życia.
    Skoro zatem owi panowie odchodzą od kobiet, czy bywają porzucani - jeśli tak chcesz - a potem znowu wchodzą w inne związki, znaczy to, że inaczej rozumieli pojęcie świętego spokoju niż ich partnerki.

    ~alutka napisał:

    Nie piszę tego w oderwaniu od rzeczywistości,
    byłam z takim jegomościem, i on akurat nie mówił tylko, a rzeczywiście tego pragnął ponad miarę..
    Ja się pytam:
    czego chciał ode mnie?
    nie zamierzam tu wylewać absolutnie żadnych żalów na byłego, dla mnie, to kolejne doświadczenie, nic więcej.

    Piszesz, że Twoja żona,
    - stała się... osobą z zespołem borderline,
    piszesz też,
    -(ile ja straciłem, żeby to małżeństwo ratować,
    PO co?
    Ktoś, kto pisze:
    -My po prostu lubimy stabilizację i tzw. święty spokój. Zapłacimy za niego każdą cenę. Nawet gdyby okazało się, że z tego powodu mielibyśmy być sami - święty spokój ponad wszystko.
    powinien odejść sam gdy tylko zorientuje się, że spokoju nie doświadczy..


    Bo chciałem zachować status quo dla dzieci - one najbardziej ucierpiały na tej ‚przemianie osobowościowej i życiowej’ mojej byłej żony, a ich matki. Chciałem zachować chociaż na te kilka lat - póki dzieciaki nie osiągną dorosłości - przynajmniej pozory domu i rodzin, wspólnego stołu i dachu nad głową. Nie udało się. Ich mi najbardziej żal. Wierz mi, że gdyby nie dzieciaki, strzeliłbym tym dużo wcześniej - gdy tylko dowiedziałem się, że ta kobieta doszła do wniosku, że jest lesbijką. Nie szarpałbym się i nie usiłował tego utrzymywać. Ona stała się dla mnie balastem i tylko dla dzieci chciałem to wszystko na swoich barkach dźwigać, ale udało mi się jedynie przez kilkanaście miesięcy. Doprowadziła mnie na granicę rozpaczy i szaleństwa. Powiedziałem jej, że musimy się rozstać, bo związek jaki obecnie tworzymy jest skrajnie niesprawiedliwy i krzywdzący dla mnie i jeżeli będzie trwał dłużej, to albo trafię do domu wariatów, albo dopuszczę się zbrodni, bo dłużej tego nie wytrzymam.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 29 czerwca 2018 - 16:35

    ~alutka napisał:

    Nie zaznajesz? odejdź, podejmij decyzję i wtedy mów: zapłaciłem wysoką cenę za spokój, zrezygnowałem ze wszystkiego innego.

    Piszesz, co do wzięcia " wariatek"
    -Może i tak, ale nie rokuje to długiego i stabilnego pożycia,

    Mylisz się,
    nie wiem dlaczego łączysz akurat długie ze stabilnym?
    rokuje na bardzo długie,
    natomiast życie stabilne na pewno nie rokuje na długie:)

    Takie są moje doświadczenia, i z obserwacji i przeżyte osobiście.


    Wygląda na to, że mamy odmienne spojrzenie na te sprawy. Dla mnie priorytetem zawsze było długie pożycie z tą samą osobą - nawet dozgonne - i o ile ja byłem w stanie się nieco nagiąć ze swoimi zwyczajami i upodobaniami do partnerki, tegoż samego oczekiwałem od niej. To chyba naturalne…?

    ~alutka napisał:

    ale uwierz mi, Twoja definicja tzw Wariatki, to nic w porównaniu z moim charakterem :D, te przemeblowania i zakupy dla facetów niezrozumiałe, to tylko namiastka tego, co ja sama zgotowałam swoim facetom.
    Nie mogli być w zasadzie pewni dnia ani godziny,
    nie szczycę się tym , absolutnie,
    znam swoje wady jak nikt, nie jest to powód do dumy..
    ale
    piszę o tym tylko dlatego, żeby podważyć Twoją wypowiedź w tym temacie,
    żaden facet ode mnie nie odszedł,
    kochali mnie.. To ja odchodziłam.
    Z mężem przeżyłam 19 lat, to chyba długo..
    Obecnie jestem w związku z kimś, z kim znam się od szkoły podstawowej :d

    Tego nie lubię najbardziej:
    -Aż wreszcie na starość pozostaje samotny jak palec i nie ma mu kto podać przysłowiowej szklanki wody.
    Smutno mi się zaraz robi, gdy coś takiego słyszę, gdy znam osoby sparowane, gdzie jak ona prosi o herbatę, to słyszy - to sama sobie zrób!

    Uważam, że każdy jest sam zawsze,
    czy singiel czy sparowany,
    to życiem swoim sprawiamy, swoim postępowaniem, że mamy przyjaciół,
    i nie ważne czy to sąsiad, czy kolega, koleżanka czy były maż czy była żona..
    Wtedy, kiedy masz do kogo zadzwonić, nie jesteś samotny, samo małżeństwo niczego nie zapewnia..


    Dokładnie - małżeństwo tego nie zapewnie, ale właściwy człowiek u boku owszem.
    Dlatego właśnie podjąłem decyzję o rozstaniu, bo ona sama jej nie podjęła - musiałem jej w tym pomóc... ;-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 29 czerwca 2018 - 17:14
    Dziękuję za odpowiedź.
    Wydajesz się rozsądnym, rozważnym, myślącym facetem.

    "rozumieli inaczej pojęcie świętego spokoju niż ich partnerki."

    to pojęcie akurat nie posiada płci - święty spokój, to święty spokój, każdy rozumie je jednakowo - każda druga osoba go zaburza lub odbiera..
    może sam odwołasz się do poprzedniej swojej wypowiedzi i ja skorygujesz, faceci, którzy wchodzą w związki, nie szukają świętego spokoju, jedno wyklucza drugie wg mnie..

    szukają wytchnienia, a to nie to samo..

    ps.
    moja jedna bardzo dobra koleżanka, ma święty spokój.. napisała mi ostatnio, że jedyne co ją uwiera w życiu, to metka która ją gryzie w koszulce..
    Tego szukacie?-ją faceci?
    ps.
    jestem nostalgiczna jednak, i coś jest w tych imionach jak i w znakach zodiaków :D
    nawet nie wiem co skłoniło mnie by się odezwać, może Twoje imię właśnie, mój Robert akurat był jedynym, któremu poświęciłam najwięcej czasu by zrozumieć, dlaczego??? i po co to wszystko było..
    utrzymuję bardzo przyjacielskie kontakty ze wszystkimi byłymi, tylko nie z nim. On nie chce.

    chętnie czytam Twoje wpisy, chociaż nie zgadzam się w wielu kwestiach,
    chociaż nie należy nikogo oceniać przez pryzmat nas samych, zawsze tak robimy, nie sposób inaczej..
    to, że napisałam, że jestem kobietą o cechach męskich, nie oznacza wcale, że babo-chłopem :D w garniturze i z wąsami,
    nie noszę w ogóle spodni, tylko sukienki, buty na wysokim obcasie i pończochy :D, mam długie włosy...
    a za męskie cechy, które posiadam to:
    -odwaga, samodzielność, zaradność, decyzyjność, niezależność od drugiego człowieka, swoje pieniądze..
    czy to odziera mnie z definicji kobiety?
    często słyszę: kobiety nie wiedzą czego chcą,
    kobiety bardzo dobrze to wiedzą,
    ale nie wiedzą czego chcą faceci :D

    może warto rozmawiać?
    pozdrawiam

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~ensend
    ~ensend
    Napisane 29 czerwca 2018 - 17:52
    ~Marta napisał:
    Wszyscy wiemy że jego małżeństwo to fikcja ale facet nie odpuszcza. Nie rozumiem tego. Jak można ratowac małżenstwo za wszelką cenę, jednocześnie myśleć o kimś innym....Po co to wszystko?


    W rzeczywistości ten facet po prostu wyjechał na urlop z żoną, bo właśnie zaczął się sezon urlopowy, wybrał z żoną czerwiec, bo pewnie jeszcze tanio zanim sezon na drobre się rozkręcił i z żadnym ratowaniem małzeństwa to nie ma nic wspólnego. Urlop z wyjazdem za granicę z reguły nie organizuje się z dnia na dzień, tylko dużo wcześniej. On po prostu pojechał na urlop, a tobie wciska jakieś bzdury. Gdyby faktycznie chciał ratować małżeństwo to zerwałby z toba - to jest podstawa. Podstawa! To co on robi jets bardzo proste - znalazł se naiwną i nawet nie musi się specjalnie starać. Co by nie zrobił ani nei powiedzial, ty wiernie czekasz więc plecie trzy po trzy. Nawet nie musi się wysilać, bo Po co? Ja bym na jego miejscu też sie nie wysilała. Niedługo pewnie ci powie, że dla ratowania malzeństwa planują kolejne dziecko, zeby sprawdzic czy dzielnie to zniesiesz. Jak tak, to granica przesunie się jeszcze dalej potem wymyśli coś nowego i granica przesunie się jeszcze dalej. Moze skończysz jako jego ściera do podłogi i dalej nic nie będziesz z tego rozumiała. Naprawdę nigdy nie slyszałas o przesuwaniu granic? awet małe dzieci usiłuja je przesuwa, zeby sprawdzić reakcję rodzica. Łykasz wszystko jak pelikan, nie protestujesz, to pytam cię: po co ma się wysilać? :) Mnie się z tego chce smiać, co piszesz, a on pewnie boki zrywa, bo to on tobą rozporzadza jak mu sie podoba.
    W OGÓLE SIĘ NIE SZANUJESZ, TO DLACZEGO ON MIAŁBY CIĘ SZANOWAĆ? No dlaczego? Zlituj sie nad soba kobieto. Zmarnujesz czas i zdrowie i zamienisz się we wraka jak ja. Po co ci to? To naprawdę wielki ciężar do dźwigania. Ja, co prawda, na co dzień już o trudnych sprawach nie rozmylam, bo nie mam czasu, ale w sytuacjach stresowych wylewa się to na mnie jak szambo.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~ensend
    ~ensend
    Napisane 29 czerwca 2018 - 18:03
    ~Marta napisał:
    ~Marta napisał:
    NEfekt -ona doi z niego ile może Wszyscy wiemy że jego małżeństwo to fikcja ale facet nie odpuszcza. Jak można ratowac małżenstwo za wszelką cenę, jednocześnie myśleć o kimś innym....?

    Zdanie 1 - nie rozumiem stwierdzenia, że ona go doi. Finansowo? Czyzby mieli rozdzielność finansową? Bo jak nie, to po prostu wydaje swoje. Zdanie 2 Skąd wiesze, że jego małżeństwo to fikcja? Widziałaś je na włąsne oczy, czy tak ci oznajmił? Zdanie 3 Wcale nie wiesz, czy o tobie myśli. Smski to żaden dowód na myślenie. Absolutnie żadne. Dużo nie kosztują i nic poza tym nie musi.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 29 czerwca 2018 - 18:59
    ~alutka napisał:
    Dziękuję za odpowiedź.
    Wydajesz się rozsądnym, rozważnym, myślącym facetem.

    Ojej... dzięki :-)...
    ~alutka napisał:

    "rozumieli inaczej pojęcie świętego spokoju niż ich partnerki."

    to pojęcie akurat nie posiada płci - święty spokój, to święty spokój, każdy rozumie je jednakowo - każda druga osoba go zaburza lub odbiera..
    może sam odwołasz się do poprzedniej swojej wypowiedzi i ja skorygujesz, faceci, którzy wchodzą w związki, nie szukają świętego spokoju, jedno wyklucza drugie wg mnie..

    szukają wytchnienia, a to nie to samo..


    Tu akurat nie o płeć chodzi... Znowu nie polaryzowałbym ludzkości i nie dzielił jej ze względu na płeć.

    Nie wiem, czy do końca się rozumiemy z tym świętym spokojem... Mnie chodzi o stan, który akceptuję - żaden tam bezruch i marazm, bo w końcu czegoś się w życiu potrzebuje i jakieś aktywności realizuje w zależności od upodobań. Istnieje jednak granica za którą odczuwa się już wyraźny dyskomfort co do działań partnera. Zaczynasz wtedy odcinać się powolutku od tego co on/ona wyprawia, bo Tobie to nie pasuje. O ile druga strona akceptuje takie odcinanie się, ja mogę mówić o tzw świętym spokoju - w moim osobistym rozumieniu. Jeżeli natomiast ta druga strona zaczyna mnie w swoje działania angażować - oczekuje ode mnie robienia rzeczy, których ja nie chcę, zabraniać mi pewnych spraw i krzyżować moje plany, organizować mi czas, burzyć moje dzieła, których już dokonałem, bądź właśnie dokonuje, bo... ona chce zarządzać nie tylko sobą, ale i mną, a robi to w sposób nieakceptowalny przeze mnie - zabiera mi mój ukochany święty spokój :-)...
    Dla mnie - może się mylę :-) - święty spokój jest wtedy, gdy to ja i tylko ja decyduję o tym, co mam w danej chwili robić, a jak moja partnerka chce mnie w coś angażować, to musi wiedzieć, że nie nakazuje mi niczego, tylko mnie o to ładnie prosi i o ile uznaję, że to ma sens i leży w interesie nas obojga, albo chcę zrobić coś dla niej i takie tam, to wykonuję jej plan. Natomiast gdy druga strona - czy tego chcę, czy nie - wsadza mnie w kierat i nie mam nic do powiedzenia, po prostu mechanicznie muszę wykonywać jej rozkazy, a ona komenderuje jak generał na defiladzie... hehe To święty spokój nie jest.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 29 czerwca 2018 - 20:00
    ~Marta napisał:

    Mój ukochany walczy o ratowanie małżeństwa za wycieczce za granicą. Efekt -ona doi z niego ile może nie dając mu żadnej nadzieji a on wypisuje do mnie że za mną tęskni. Wie ,że ja czekam. Wszyscy wiemy że jego małżeństwo to fikcja ale facet nie odpuszcza. Nie rozumiem tego. Jak można ratowac małżenstwo za wszelką cenę, jednocześnie myśleć o kimś innym....Po co to wszystko?


    A może on faktycznie o nie nie walczy wcale... Może to Ty jesteś dla niego buforem bezpieczeństwa i w domu ma żonę - jaka jest taka jest, ale żona, a poza nim - kochankę, która jest dla niego narzędziem do rozładowywania napięć powstałych w domu... Może zajdź na ziemię i przestań go 'kochać' :-)... Może tak będzie dla Ciebie lepiej...? Po co się męczyć...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 29 czerwca 2018 - 21:20
    Ach Robercie :)
    na szczęście, jedyne co nas łączy to klawiatura..
    Trudno się zrozumieć zaiste,
    jedno, z czego się cieszę niewymiernie to to, że już nie denerwuję się tak jak kiedyś, gdy z czymś nie mogę się zgodzić, gdy słyszę coś podobnego..
    większość wariatek, powiedziałoby , że zaraz szlag je trafi :D

    tak wygląda rozmowa innych gatunków w praktyce.
    czytam co napisałeś, i coś mnie tak uderza, że już nie jestem w stanie w zasadzie doczytać do końca.. a nawet jeśli doczytam, to i tak już jestem skupiona na tym jednym zdaniu i ono przysłania mi całą resztę, jeszcze nie dokończyłam a już mam gotową odpowiedź!

    Zaraz przeniosłam to co piszesz na wychowanie dziecka.
    Odkąd je miałam, zniknęłam w tym samym momencie, przestałam istnieć dosłownie z dnia na dzień.
    Nie mogłam w danej chwili sama decydować o tym, co mam w danej chwili robić, o tym decydowało dziecko i jego potrzeby..
    żeby nie zwariować musiałam mieć plan i nawet do głowy mi nie przyszło pytać się męża czy by coś zechciał zrobić dla mnie czy syna. Ja robiłam dużo, on musiał zrobić resztę.
    Byłam jak ten generał na defiladzie.
    w zasadzie teraz po latach, zmieniłabym jedno,
    nie mówiłabym bezpośrednio i osobowo : zrób to i tamto, nie przyjmując sprzeciwu..
    Nie,
    teraz bym pisała kartki na drzwiach wejściowych w formie czasowników bezokoliczników,
    trzeba ugotować, posprzątać, uprać, zaprowadzić do przedszkola, zamówić wizytę do lekarza, kupić to czy tamto, pomalować ściany, wyrzucić śmieci, naprawić kontakt.. cokolwiek,
    i czekałabym na ochotnika, każdy chętny mógłby podejść przeczytać , skreślić i wykonać..
    Jak myślisz, jakby wyglądało nasze życie?

    Narzuciłam kierat, bo mój dom by nie funkcjonował inaczej..
    Byłam reżyserem tego wszystkiego, bo nie było innych chętnych..Dyrygowałam tą orkiestrą jak chciałam a mój mąż nie odchodził, był szczęśliwy, od czasu do czasu miał jazdy, ale niczego nie zmieniał,
    zmęczyło mnie to do takiego stopnia, że rzuciłam wszystko z dnia na dzień, nawet nie poczekałam do pełnoletności syna, jak sobie sama obiecałam..

    odeszłam i wyprowadziłam się z domu, do faceta, który ponad wszystko cenił sobie święty spokój :D, ale nie powiedział mi o tym wcześniej,
    musiałam odejść znowu,
    ale
    to nie jest smutna historia,
    dzięki niemu uwolniłam się z małżeństwa, rozwiodłam i zaczęłam wszystko od nowa z czystą kartą.

    Nie żałuję niczego.
    Sama miałam święty spokój dopóki byłam sama,
    czas niezapomniany i bardzo potrzebny..
    Po takim okresie odzyskujesz tożsamość, co nie jest aż tak istotne w sumie jak to, że już jej nigdy nie stracisz z własnej woli..
    Każdy związek zjada nas w połowie, niektórych w całości..

    Ja potrafię żyć sama, być szczęśliwą..
    z moim facetem jestem już parę lat, niczego mi nie odbiera, nie ogranicza w niczym.
    Na pewno nie mogę powiedzieć, że
    chcę być sama, czy nie chcę być sama,
    chcę być w związku, czy nie chcę.
    Każdy wariant przyjmuję, nie boję się żadnego.
    Równowaga nie istnieje, zawsze komuś zależy bardziej..
    a wtedy druga strona dyktuje warunki.


    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~ensend
    ~ensend
    Napisane 30 czerwca 2018 - 07:17
    ~alutka napisał:
    odeszłam i wyprowadziłam się z domu, do faceta,
    zaczęłam wszystko od nowa z czystą kartą.


    Drugie zdanie z pierwszym się wzajemnie wykluczają. nie jest możliwe porzucić rodzinę dla kochanka i zaczynać z nim nowe zycie z czystą kartą.
    Najwyraźniej dalej cię to gryzie skoro o tyym piszesz i ta karta wcale nie taka czysta. kobiety i logika.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 30 czerwca 2018 - 09:17
    ~alutka napisał:
    Ach Robercie :)

    Chętnie pociągnę temat, ale zdaje się, że troszkę zboczyliśmy z tematu wątku. Zapraszam zatem na inny wątek, gdzie poruszamy temat oczekiwań kobiet względem mężczyzn i odwrotnie :-)...
    https://facetpo40.pl/forum/czego-oczekuje-dojrzala-kobieta-od-dojrzalego-mezczyzny,zwiazek,2014,26

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nela
    ~Nela
    Napisane 30 czerwca 2018 - 12:11
    OMG ensend
    Przecież czysta karta dotyczy zawsze relacji z konkretną osobą, w przeciwnym razie tylko noworodki miałyby czystą kartę.
    Wychowanie patriarchalne jednak widzę robi swoje...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~ensend
    ~ensend
    Napisane 30 czerwca 2018 - 13:19
    ~Nela napisał:
    OMG ensend
    Przecież czysta karta dotyczy zawsze relacji z konkretną osobą, w przeciwnym razie tylko noworodki miałyby czystą kartę.
    Wychowanie patriarchalne jednak widzę robi swoje...


    A co ma z tym wspólnego wychowanie patriarchalne?? ze się tak głupio spytam. Czyżby mąz i syn pani alutki na wieść o jej kochanku i rozwodzie poklepali ją po plecach i zyczyli wszystkiego najlepszego na drodze życia? ;) Pani alutka ewidentnie ma problem z tym co zrobiła bo inaczej nie pisalaby w internecie o tym w nadziei że ktoś przekona jej, że nic się nie stało.
    Ja przeżyłam swoje i wiem jak jest. Też się tak samooszukiwałam, bo widziałam, ze cos jest nie tak. Tak mi wtedy pasowało, ale źle się to dla mnie skończyło. Lepiej było stanąc w prawdzie od razu, cała historia nie rozciągnęłaby się w czasie i bolałoby znacznie mniej.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nela
    ~Nela
    Napisane 30 czerwca 2018 - 14:30
    Ensend przeczytałam niedawno to forum.
    Alutka jest świadomą, niezależną i samodzielną kobietą. W dodatku dzięki temu, że miała odwagę podjąć trudne decyzje, jest też szczęśliwa.
    Zostaw za sobą przeszłość, to może za jakiś czas też będzie ci lepiej.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~ensend
    ~ensend
    Napisane 30 czerwca 2018 - 14:49
    ~Nela napisał:
    Ensend przeczytałam niedawno to forum.
    Alutka jest świadomą, niezależną i samodzielną kobietą. W dodatku dzięki temu, że miała odwagę podjąć trudne decyzje, jest też szczęśliwa.
    Zostaw za sobą przeszłość, to może za jakiś czas też będzie ci lepiej.


    Jak mnie nie interesuja np. samochody to nikt mnie nie widzial jeszcze na forum samochodowym. Na tej podstawie latwo wywnioskować, że jest jakiś problem skoro naklepała tu już blisko 500 postów. Taka swiadoma i szczęsliwa osoba Nie ma lepszych rzeczy do roboty? Spójrz prawdzie w oczy. :) Aco do szczęscia moj exukochany tez jest szczesliwy, tyle ze min. moim kosztem. Ja bym się wstydzila kłamać, żeby sobie wyszarpać na siłe trochę szczęscia, ale to jestem ja.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook