Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

kogo kocha kochanke czy żone

Rozpoczęte przez ~nika, 01 sty 2014
  • ~Olena
    ~Olena
    Napisane 15 lipca 2015 - 23:27
    Mariusz
    nie chcę za wiele radzić, bo wiadomo jak to jest z radami
    ale pomyślałam, że w takiej sytuacji może byłoby twojej żonie łatwiej, gdybyś zrobił to stopniowo
    najpierw tylko na 2 dni w tyg., ale przychodził do synka i stopniowo kolejne dni
    wtedy nie ma takiego poczucia pustki
    jeśli miałeś jakieś ustalone swoje obowiązki typu zakupy, to też bym to póki co kontynuowała
    życzę ci, aby się udało wszystko poukładać jak najlepiej dla wszystkich

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~margotka
    ~margotka
    Napisane 16 lipca 2015 - 06:16
    Witajcie Kochani, kolejny smutny dzień przede mną, w nocy nie śpię juz od 2giej, ciagle analizuję to co się u mnie wydarzyło i za cholerę nie mogę zrozumieć postępowania tego faceta. Kocham go wciąz ale jednoczesnie tak bardzo nienawidzę. Gdybym tak mogła ze serduszka usunąc go jednym ruchem. Pociesza mnie fakt tylko taki, że jakbysmy zamieszkali razem to pewnie zrobiłby mi tak samo jak tej swoje bylej zonie :-( dlaczego faceci nie mają uczuć, nie widzą, że ranią, gdzie ich moralność? Ten 'mój' tez naobiecywał mi taką przyszłosc, ze aż mi nogi to uskrzydliło, a teraz słyszę: 'Wiem czego chcę, ale nie wiem czy będę umiał budować na nowo sobie życia od początku' No myslalam, ze mnie szlag trafi, czyli co po co ma sobie burzyć ciepły kącik, który gdzies tam stworzył z byłą żonką, ironią losu jest fakt, ze rzadko w domu on sie z nia widuje, pozno wraca jak ona juz spi, na weekend wyjezdza do rodzicow, zeby miec z nią jak najmniejszy kontakt. W co on w ogole gra?? jak mu tak zle to czemu w tym tkwi?? bo to jedno wielkie kłamstwo, a ja byłam tylko dla niego odskocznią, ktorą sie zapewne znudził:-(

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Jakaś_Kobieta
    ~Jakaś_Kobieta
    Napisane 16 lipca 2015 - 09:37
    ~margotka napisał:
    Witajcie Kochani, kolejny smutny dzień przede mną, w nocy nie śpię juz od 2giej, ciagle analizuję to co się u mnie wydarzyło i za cholerę nie mogę zrozumieć postępowania tego faceta. Kocham go wciąz ale jednoczesnie tak bardzo nienawidzę. Gdybym tak mogła ze serduszka usunąc go jednym ruchem. Pociesza mnie fakt tylko taki, że jakbysmy zamieszkali razem to pewnie zrobiłby mi tak samo jak tej swoje bylej zonie :-( dlaczego faceci nie mają uczuć, nie widzą, że ranią, gdzie ich moralność? Ten 'mój' tez naobiecywał mi taką przyszłosc, ze aż mi nogi to uskrzydliło, a teraz słyszę: 'Wiem czego chcę, ale nie wiem czy będę umiał budować na nowo sobie życia od początku' No myslalam, ze mnie szlag trafi, czyli co po co ma sobie burzyć ciepły kącik, który gdzies tam stworzył z byłą żonką, ironią losu jest fakt, ze rzadko w domu on sie z nia widuje, pozno wraca jak ona juz spi, na weekend wyjezdza do rodzicow, zeby miec z nią jak najmniejszy kontakt. W co on w ogole gra?? jak mu tak zle to czemu w tym tkwi?? bo to jedno wielkie kłamstwo, a ja byłam tylko dla niego odskocznią, ktorą sie zapewne znudził:-(

    Jeśli potrzebujesz wsparcia - znajdziesz je na blogu : uciekamy do przodu
    Wpisz te sowa razem w google. To blog dla takich kobiet jak Ty.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~niedostepna
    ~niedostepna
    Napisane 16 lipca 2015 - 11:15
    ~margotka napisał:
    Witajcie Kochani, kolejny smutny dzień przede mną, w nocy nie śpię juz od 2giej, ciagle analizuję to co się u mnie wydarzyło i za cholerę nie mogę zrozumieć postępowania tego faceta. Kocham go wciąz ale jednoczesnie tak bardzo nienawidzę. Gdybym tak mogła ze serduszka usunąc go jednym ruchem. Pociesza mnie fakt tylko taki, że jakbysmy zamieszkali razem to pewnie zrobiłby mi tak samo jak tej swoje bylej zonie :-( dlaczego faceci nie mają uczuć, nie widzą, że ranią, gdzie ich moralność? Ten 'mój' tez naobiecywał mi taką przyszłosc, ze aż mi nogi to uskrzydliło, a teraz słyszę: 'Wiem czego chcę, ale nie wiem czy będę umiał budować na nowo sobie życia od początku' No myslalam, ze mnie szlag trafi, czyli co po co ma sobie burzyć ciepły kącik, który gdzies tam stworzył z byłą żonką, ironią losu jest fakt, ze rzadko w domu on sie z nia widuje, pozno wraca jak ona juz spi, na weekend wyjezdza do rodzicow, zeby miec z nią jak najmniejszy kontakt. W co on w ogole gra?? jak mu tak zle to czemu w tym tkwi?? bo to jedno wielkie kłamstwo, a ja byłam tylko dla niego odskocznią, ktorą sie zapewne znudził:-(


    Takie,życie musimy brać na barki, to że dałyśmy się wkręcić facetom. Powiem jedno uciekaj od niego, nie wierz w nic, bo będzie tylko gorzej. Każdy w życiu dokonuje jakiś wyborów, on dokonał, Ty dokonaj swojego i walcz o siebie.
    Jesteś sama, bez zobowiązań baw się, imprezuj, wyjeżdżaj, umawiaj się ze znajomymi; żyj próżniackim życiem przez jakiś czas albo uciekaj w pracę, naukę, rozwijanie siebie, bo to pomaga cholernie. Ja w miarę możliwości, bo mam dzieci, uciekałam w taki świat i było mi lepiej. Przez pierwsze miesiące nawet mi się udawało jakoś nie myśleć, wydawało mi się,że nawet będzie oki, a tu zonk. Po już blisko roku jestem nadal w czarnej d... aczkolwiek mądrzejsza i pełna perspektyw

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Eluska
    ~Eluska
    Napisane 16 lipca 2015 - 14:53
    Ja w miarę możliwości, bo mam dzieci, uciekałam w taki świat i było mi lepiej. Przez pierwsze miesiące nawet mi się udawało jakoś nie myśleć, wydawało mi się,że nawet będzie oki, a tu zonk. Po już blisko roku jestem nadal w czarnej d... aczkolwiek mądrzejsza i pełna perspektyw

    A co kiedy mamy razem wspólne dziecko i uciec od wspólnych kontaktów się nie da?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Naiwna
    ~Naiwna
    Napisane 16 lipca 2015 - 16:14
    Zrozpaczona przeszukujac neta natrafilam na to forum. Moja historia jest bardzo specyficzna aczkolwiek brutalnie bolesna i potrzebuje wsparcia, czy moge na was liczyc?
    Moze zaczne opisujac po krotce sytuacje: ja bezdzietna mezatka od 6 lat, on zonaty od 20 lat, starszy ode mnie o 9 lat z doroslym synem. Pracujemy w jednej korporacji, ale dzieli nas kontynent, Poznalismy sie na jednej z podrozy sluzbowych, od slowa do slowa okazalo sie, ze bardzo sie polubielismy, mnostwo wspolnych zainteresowan, czulismy jakbysmy sie znali od wielu lat. Spedzalismy ze soba 2 tygodnie, dlugie godziny rozmawiajac, smiejac sie, az ktoregos razu pocalowal mnie. Wyjechalismy, staralismy sie zapomniec o zajsciu, a kontakt pozostal "oficjalny". Oboje bylismy zaskoczeni taka sytuacja i sami nie wiedzielismy co z tego bedzie, odpuscilismy (choc on twierdzil ze caly czas o mnie myslal jednak nigdy nie powiedzial). Pol roku pozniej, kolejna podroz i wszystko wrocilo. Dlugi pobyt wspolnie, dlugie rozmowy, smiech, fantastyczny czas razem... wyznal ze sie zakochal, ja rowniez. Nie bylismy pewni co z tym zrobic, czekalismy co czas pokaze. Przez kolejne 2,5 roku wyjazdy byly praktycznie co 6-8 tygodni na 3-5 tygodni, wiec widzielismy sie bardzo czesto, razem nocowalismy w swoich pokojach hotelowych. Ukrywalismy nasz zwiazek przed calym swiatem, ale bedac razem czulismy ze jestesmy swoimi bratnimi duszami. To tak jakby spotkac te sama osobe w ciele faceta i kobiety, stworzeni dla siebie. Postanowilismy, ze chcemy byc razem. On chcial jak najszybciej powiedziec o tym swojej zonie, ja sie wahalam, balam sie reakcji meza. Zaczelo sie odwlekanie tematu, a bo slub przyjaciol, a bo slub siostry a to a tamto. Brzydzilismy sie sypiac z malzonkami, a jednak wiedzielismy ze musimy to ukrywac przez jakis czas. Za kazdym razem wyjezdzajac plakalismy, codziennie w pracy byl kontakt, caly dzien chatowalismy albo spedzalismy godziny na telefonie. Codziennie emaile na nasza tajemna skrzynke pocztowa, codzienne wyznania jak siebei kochamy, planowanie przyszlosc. Wysylanie sobie prezentow na wszelkie okazje itd Gdy tylko pojawial sie w Europie, jechalam go odwiedzic do kraju w ktorym przebywal, po prostu musielismy sie widziec. Dopoki oboje mielismy czeste wspolne wyjazdy, jakos to trwalo, bo przeciez sie ciagle widzielismy, ale 1.5 roku temu przestalismy wspolnie pracowac i zaczelo byc coraz trudniej. Zmiana stanowiska, ograniczenie czasu itd mimo wszystko dalej mowilismy o tym ze juz czas zrobic nastepny krok. Pojawiala sie frustracja z powodu ograniczonego kontaktu, nadmiaru obowiazkow, malo czasu na romzowy w pracy a po pracy nie bylo bezpieczenie by wyslac maila.
    Ostatni raz widzielismy sie w te walentynki, plakalismy jak dzieci wyjezdzajac. W hotelowej lazience napisal mi na szybie ze kocha i na zawsze bede w jego sercu, abym to zawsze pamietala. Ja na ktorys tam z kolei preznet kupilam mu gwiazdke z nieba, nazwalismy ja "kochanie" i zawsze sobie mowilismy aby patrzec w niebo co wieczor i mysle co sobie. W czerwcu tego roku ustalilismy, ze mowimy malzonkom o romansie i bierzemy rozwody. Poprosil ochwile czasu by powiedzie co tym jakos zonie i ze zaraz po slubie brata (31 lipca) powie jej o tym, bo nie chce dramatu w rodzinie przed slubem brata. Wyjechalam na wakacje z mezem pod koniec czerwca tego roku, w czasie pobytu oczywiscie emaile, wyznania ze kcohamy, tesknimy itd On tez pojechal na krotki urlop z zona, ale niepokojace staly sie ich wspolne zdjecia na FB.
    3 dni temu, pierwszy dzien po moim powrocie do pracy pisze, ze musimy porozmawiac. A wiec dzownimy do siebie i slysze ze jego zona zostala zdiagnozowana z rakiem piersi, a on jest zalamany. Wie, ze ja chce isc do przodu, zyc szczesliwym zyciem, miec dzieci a on nie moze mi tego zagrawantowac i ze nie mozemy byc dluzej razem. Oczywiscie zaplakana zaczelam go wyzywac od najgorszych, ze nie mozna tak po prostu zrezygnowac z prawdziwej milosci, ze rozumiem jego strach i obawy o zone, ze chce ja wspierac ale nie

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Naiwna
    ~Naiwna
    Napisane 16 lipca 2015 - 16:39
    nie powinien tego w taki sposob konczyc. Mogl mi powiedziec co sie dzieje, moglismy wspolnie pomyslec jak stawic czola tej sytuacji.
    Powiedzial ze jest zalamany, ze sam nie wie co ma robic. Ze z jednej strony patrzy w oczy zonie i widzi jej strach przed operacja, chemioterapia, smiercia i widzi zrozpaczonego syna i nie potrafi im tego zrobic, zostawic ich i czuje sie jak ostatnia swinia. Z drugiej strony mysli o mnie i o tym co mamy i tez czuje sie jak ostatnia swinia. Mowi ze patrzy na siebie w lustro i widzi ostatnia swinie i jest zagubiony, rozdarty, ze czuje ze zalamie sie nerwowo niedlugo. Nie wie co czuje.
    Powiedzialam mu, zeby sie na spokojnie zastanowil czego tak naprawde chce. Czy chce zostac z zona bo nagle uswiadomil sobie ze ja bardzo kocha i chce odbudowac malezenstwo, czy dlatego ze ma poczucie ze musi sie nia opiekowac. Czy rowniez zrywajac ze mna wie co robi i naprawde chce mnie stracic na zawsze? Ze ja go kocham nad zycie i chce razem z nim przejsc te trudne chwile, jesli on tez tego chce.
    Jestem straszliwie rozdarta, z jednej strony rozumiem co przechodzi, wiem, ze nie moze zostawic zony ani syna w tej chwili, a ja powinnam sie natychmiast usunac z jego zycia i dac mu skupic sie na rodzinie. Za sama chec pozostania z nim w tych chwilach powinnam spalic sie w piekle!!!! Wiem o tym i brzydze sie tym. Co ze mnie za czlowiek:(
    Ale serce nie sluga, lada chwila mielismy oglaszac naszym partnerom prawde i wkoncu po 4 latach byc razem, planowac zycie razem, doprowadzic do rozwodow i zaczac ukladac nasze zycie. Jeszcze 3 dni temu pisal, ze mnie kocha. Ja tez kocham go, nigdy tak nikogo w zyciu nie kochalam, czuje, ze to moja prawdziwa druga polowa i ze nie moge go stracic.
    Nie wiem czy to co on zrobil to wynik strachu, paniki, dzialania w nerwach, czy naprawde chce odejsc bo w obliczu ciezkiej choroby uczucia do zony odzyly. Ciezko z nim w tej chwili nawet porozmawiac, mysle, ze przede wszytkim potrzeba mu czasu. Nie wiem co mam zrobic. Jak to przeczekac?
    Dac mu odejsc? A moze walczyc?
    W zlosci, gdy zrywal, powiedzialam mu, ze jego zona nie zasluguje na niego ani na mnie i ze juz napewno jego zona zasluguje na to by wiedziec ze tak dlugi czas mial romans i teraz nie moze tak po prostu stac sie kochajacym mezem bo ciezko zachorowala. Ma prawo zadecydowac czy chce z kims takim byc, ma prawo wiedziec, ma takze wsparcie rodziny i syna i jego samego jej tam nie potrzeba bo nie jest warty niczego. On w zamian zmienil natychmiast haslo do naszego maila i wykasowal wszelka tresc (bym nie mogla jej pokazac).
    Nie zaprzeczal moim slowom, mowil, ze wie o tym ze nie jest nic warty, al enie moze teraz zrobic tego zonie. To bylo w poniedzialek. "Chatowalismy" we wtorek i wczoraj i ogolnie widze, ze jest zalamany. Mowi ze myslal o tym wszystkim i nie wie tak naprawde co ma zrobic. Nie wie co czuje i gdy paterzy zonie w oczy widzi jej strach i nie moze jej teraz zostawic.
    Moj swiat takze runal. Powiedzialam mu, ze wiem ze kocha zone, tak jak ja zawsze bede kochac meza, wkoncu z jakiegos powodu wzielismy z nimi slub. Ale on musi sie zastanowic, czy chce zostac przy zonie w chorobie bo czuje ze musi, czy uczucia wrocily. W pracy sam do mnie nie napisze, ciagle ma rozmowy konferencyjne ale odpisuje na moje wiadomosci.
    Nie wiem co robic, walczyc czy dac mu odejsc i ulozyc zycie z zona? A moze powinnam byc wyrozumiala i wspierac go w trudnej sytuacji? Nie chce naiwnie czekac, to wszystko bardzo swieza sprawa, wiec moze czas pokaze?
    Czuje wstret do siebie w obliczu choroby jego zony. Ale wiem, ze mysl o tym, ze on sie nia teraz bedzie opiekowal i staral dawac jej szczescie takze mnie zabija. Mielismy plany na zycie a teraz taka tragedia sie wydarzyla. Nie moge stracic go. Moje zycie runelo.
    Wiem, ze bede potepiona, prosze badzcie ze mna szczerzy, przyjme wszelka krytyke. Jestem zrozpaczona, zalamana, nie wiem co robic. Z jednej strony serce, a z drugiej rozum i kregoslup moralny (o ile mozna mowic o mornalnosci po 4 latach romansu)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Olena
    ~Olena
    Napisane 16 lipca 2015 - 19:11
    Naiwna
    wiesz
    napiszę tylko
    że to bardzo ciekawy zbieg okoliczności
    z tą chorobą
    pomyśl o tym

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~margotka
    ~margotka
    Napisane 16 lipca 2015 - 20:09
    Naiwna naprawdę Tobie współczuję, ale Olena ma rację z tym dziwnym zbiegiem choroby żony :-(

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~margotka
    ~margotka
    Napisane 16 lipca 2015 - 20:09
    Naiwna naprawdę Tobie współczuję, ale Olena ma rację z tym dziwnym zbiegiem choroby żony :-(

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Naiwna
    ~Naiwna
    Napisane 16 lipca 2015 - 20:41
    Dziekuje za komentarze
    Moze dziwny zbieg okoliczności ale watpię ze ktos by kiedykolwiek mogl wymyslec raka dla wymowki. Akurat w chorobę zony wierze, bo juz 2 lata temu podejrzewała guza ale badania wykazały ze jest czysta. W dodatku zarówno moja jak i jego mama obie umarły na raka wiec dla nas obojga ten temat jest bardzo trudny i bolesny i z pewnością nikt by sobie z tego ściemy nie robil.
    Nigdy nie pytam o jego zonę nie mówił tez ze wybiera sie na jakies badania wiec po prostu jestem sama także zaskoczona cała sprawa.
    Nie wiem co mam robic. W ktora stronę isc, jak sie zachowac. Wspierać czy spuścić głowę i zaakceptować jego decyzje. Nie do końca moge w to wszystko uwierzyć co sie stało. Dzis zamieniliśmy dosłownie 2 słowa i jak mu na koniec życzyłam miłego dnia i powiedziałam ze kocham, odpowiedział ze on tez mnie kocha.
    Mam wrazenie ze to go zrobił jest pokierowanie raczej strachem, obawa, panika, a nie do końca przemyślanym czynem. Naiwnie tłumacze sobie ze to niemożliwe zeby tak łatwo odpuścić i oddać miłość życia (a moze w obliczu choroby zony zrozumiał ze to jednak żona jest miłością życia?), ze ochłonie i wróci. Ze po prostu chce byc honorowy i pomoc zonie w tej chwili i nie ma serca jej tak teraz krzywdzić a mi powiedział ze nie możemy byc razem bo nie chce mi marnować zycia, prosić bym czekała nie wiadomo przeciez ile to potrwa i jaki bedzie przebieg choroby, a na nalegałam przed urlopem aby wkoncu powiedziec, rozwieść sie, zaczac zycie, bo oboje żyjemy w kłamstwie i prowadzimy podwójne zycie i juz tak dalej nie moge, chce byc z nim, chce byc szczesliwa, chce założyć z nim wkoncu rodzine (duzo o tym rozmawialiśmy ile dzieci chcemy jaki dom i gdzie chcemy jakie psy kupimy jakiej rasy jakie auto itd). I moze on to zrobił bo nie moze mi w tej chwili niczego z tych rzeczy zagwarantować i nie chce abym marnowała zycie? Tak sobie to tłumacze choć pewnie gdyby tak miało byc to by mimo wszystko odszedł od zony? Tylko kto w takiej chwili w tydzien po diagnozie miałby serce tak kogos załamać i bardziej dobić?
    jestem w ciężkiej dupie mówiąc prosto. Nie wiem co robic. On teraz bedzie towarzyszył zonie przy badaniach a ja mam siedzieć i czekać i patrzeć na to?
    Powinnam czekać jesli kocham, ale nie wiem czy umiem, czy moje serce wytrzyma taka próbę. Mówił ze nie wie czy żona nie bedzie musiała wziasc długie bezpłatne chorobowe zwolnienie z pracy ani jak jej ciało zareaguje na terapie i sie martwi i tez musze to zrozumieć. Jednak musze wiedzieć na czym stoję i co on czuje, a narazie on jest podłamany i strasznie zagubiony, z pewnością sam potrzebuje czasu by sobie w głowie ułożyć. Poki co to wybrał ucieczkę do zony a ja sie łudzę ze to nie do końca przemyślana decyzja podjęta w nerwach.
    Powiedziałam mu ze na nie umiem bez niego zyc i chce go wspierać w tej sytuacji ze chce byc przy nim i razem damy rade, ze nie potrafię zrezygnować z prawdziwej miłości.
    A moze powinnam odsunąć siew ciszy i nie prosić sie o jego uczucie? Moze jak zatęskni to sam mnie znajdzie i zrozumie?
    Jestem zrozpaczona.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Olena
    ~Olena
    Napisane 16 lipca 2015 - 21:27
    Naiwna
    przypuszczam, że wiele żon już się niespodziewanie rozchorowało
    tuż przed decyzją o rozwodzie

    nie bądź już naiwna

    to świetna wymówka
    chroni przed podjęciem decyzji

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Sun
    ~Sun
    Napisane 16 lipca 2015 - 21:27
    Naiwna wiem jak się czujesz ale nie tłumacz go. Mówi, że kocha bo chce Cię mieć w odwodzie. Nie odejdzie od żony i im szybciej to zrozumiesz tym szybciej rozpacz minie.
    Przykro mi

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Olena
    ~Olena
    Napisane 16 lipca 2015 - 21:52
    widać
    nie kalkuluje mu się

    zobacz prawdę
    będzie łatwiej

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Naiwna
    ~Naiwna
    Napisane 16 lipca 2015 - 21:56
    Nas dzieli kilka tysięcy kilometrów. Czy sądzicie ze by sie bawił w związek na odległość przez taki czas gdyby nie miał poważnych zamiarów?
    Pare razy próbowałam odejść, zatrzymywał mnie. Gdy pytałam sfrustrowana po co zd mną jest skoro nie ma czasu itp itd (od kilku miesięcy ma naprawde urwanie głowy w pracy a po pracy gdy żona w domu jest mu trudno wysłać maila, żona go bardzo kontroluje bo juz kiedys go o romans ze mną podejrzewała gdy na jego ubraniach znalazła moj włos a w torbie moja szminkę). Wiec odpowiadał mi ze ma juz swoje lata i nie traciłby 4 lat zycia na związek którego nie chce i gdyby nie miał poważnych zamiarów to by juz dawno to zakonczyl, lata temu. ale fakt ze od Walentynek sie nie widzieliśmy i ostatnio z powodu ograniczonego kontaktu było duzo frustracji miedzy nami. Ja planowałam wyjawnic nasz związek juz kilka tygodni temu ale wtedy poprosił o czas bo nie wie jak to zonie powiedziec (bycmoze juz wtedy podejrzewała chorobę?), bo kiedys to on był bardzo zdeterminowany by zrobic krok naprzód i mi wypominał ze to ja to odwlekalam i ze "nagle teraz ja chce" i ze on kiedys musiał czekać wiec ja tez powinnam mu dać te kilka tygodni aż do slubu brata. A tu nagle choroba zony.
    W sumie zapytałam go czy nie ściemnia to był oburzony ze ja w ogole moge myślec ze na taki temat by sciemnial.

    Dziewczyny a jesli to jest prawda? Co robic? Ja wierze ze to prawda tylko teraz zastanawiam sie czy chce zostac z żona by sie nią opiekować z poczucia odpowiedzialności czy moze choroba przypomniala mu o uczuciach do zony...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Olena
    ~Olena
    Napisane 16 lipca 2015 - 22:02
    naiwna
    Ty nie chcesz prawdy
    tylko złudzeń

    więc może zabaw się w detektywa
    przynajmniej się ich pozbędziesz

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Naiwna
    ~Naiwna
    Napisane 16 lipca 2015 - 22:10
    Wiecie, targają mną tez inne myśli - czy nie powiedziec jego zonie?
    Skoro jest takim draniem co mi zniszczył zycie, to dlaczego ma sam byc szczesliwy? Nie zasługuje na szczęście.

    Potem mysle, ze jesli żona faktycznie ma raka, to chyba lepiej zeby dowiedziała sie teraz a nie potem, im szybciej tym lepiej. Ma wokół siebie syna i duza rodzine, bedzie miał kto ja wesprzeć? Nie ma jeszcze ani terapii ani operacji, wyglada dobrze i sie uśmiecha (zdjecia na FB). A z drugiej strony dla jej zdrowia moze lepiej zeby sie nie dowiedziała? Po co ja dobijać.
    Boje sie ze tez takim zachowaniem stracę go na zawsze. Bo watpię ze to nam pomoże. Raczej mnie po tym znienawidzi. Ale co ja mam do stracenia? Wlasnie mi zycie zrujnował.... i teraz co, bedzie kochany mężus jakby nic sie nigdy nie stalo? Wiem ze ich kłótnie w domu były przeze mnie bo ja unikał, unikal przytulania, calowania, odpowiadania na pyt czy kocha i sexu a ja to do szału doprowadzało. Wiec jak teraz bedzie dobry to im sie super ułoży bo juz nie bedzie szału dostawać....

    Gdzies tam w środku głupio chce wierzyć ze on mnie kocha, ale po prostu nie umie jej spojrzeć w oczy gdy jest taka przerażona choroba i jej powiedziec o mnie. Ze nie teraz.
    Ale tez wiem ze gdy bedzie dobry i miły, kłótnie sie skończą a ja będąc odsunięta zostanę zapomniana a oni moze odbudują malzenstwo.
    Nie umiem zyc z ta myślą. Siedzę a łzy same po twarzy mi ciekna. To jakis koszmar.
    Jesli ona faktycznie ma raka to co on teraz myśli? Dlaczego mnie odepchnal? By sie opiekowac, czy aby odbudować związek z nią czy aby mnie nie blokować w zyciu?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Sun
    ~Sun
    Napisane 16 lipca 2015 - 22:10
    Naiwna, Olena dobrze Ci pisze. Im szybciej ta prawda do Ciebie dotrze tym lepiej. Ja tez nie chciałam wierzyć że to wszystko co się działo między nami to kłamstwo. Ale wiem że tak było. I żadne jego słowa tego ni zmienią. Bo niestety ale w życiu liczą się czyny a nie słowa. On prowadził podwójne życie tyle lat bo tak mu było wygodnie. Karmil swoje ego uwielbieniem w Twoich oczach.
    Chcesz prawdy? Przecież podał Ci ją na tacy gdy usunął wasze wiadomości gdy powiedziałaś, że pokażesz je jego żonie. Zgadnij dlaczego się wystraszył?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Sun
    ~Sun
    Napisane 16 lipca 2015 - 22:21
    Naiwna nie bądź naiwna...

    On teraz trzęsie gacie mi że powiesz żonie stąd te wszystkie wspaniałe zapewnienia o miłości. Daj spokój nie warto. Po co Ci się taplac w ich brudach. Karma wraca;)))

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~gość
    ~gość
    Napisane 16 lipca 2015 - 22:27
    Ale bajdy, a w jakim języku się porozumiewacie?
    A może zacznij pisać harlekiny.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook