Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

Dialog między kobietą a mężczyzną - mission impossible ???

Rozpoczęte przez ~alutka, 14 paź 2013
  • ~ohydka
    ~ohydka
    Napisane 28 listopada 2013 - 02:23
    Kompromis, hmm u mnie chyba też nie miały miejsca. Rozmawialiśmy i każdy mówił co i na ile jest dla niego istotne. Do tego uczucie i to dążenie do szczęścia (mojego, jego, naszego, tu kolejność nie ma znaczenia bo często jak widziałam jego szczęście byłam szczęśliwa i na odwrót)
    Palenie - tu nie ma kompromisów - są za to pewne ustępstwa. Kiedyś paliłam i to dużo, TŻ też palił choć wiele mniej. Mieszkając wspólnie zaczęliśmy palić na zewnątrz - to była jego sugestia. Najpierw nocne i wieczorne "papieroski" były na zewnątrz, potem zawsze jak był w domu paliłam na zewnątrz a potem zawsze i wszyscy - nawet goście wychodzili. Rzuciłam palenie (dumna :) 4 lata we wrześniu minęło) on palił jeszcze około pół roku ograniczając się i ostatecznie też przestał. Dziś uważam dokładnie jak Kiki, że bycie z palaczem to "kompromis" - wąchanie jego ubrań i ciała, to ogromne ustępstwo. Palacza (jak każdego nałogowca) można tolerować ale jego nałogu to już nie koniecznie - wystarczą skutki w postaci, kaszlu, zapachu skóry czy oddechu, że o kondycji i uszczerbku zdrowotnym pomilczę ;)
    Urlop - tak jak pisałam rozmowy i wypracowywanie wspólnych tras. Ja lubiłam morze (a w sumie ciepełko i słoneczko) ale góry też lubię dlatego zawsze miejsce było górzyste w okolicach wybrzeża albo objazdówka, która nas oboje zachwycała. No zima góry zdecydowanie, choć może to jest słaby przykład bo na plażę mam 10-15 min spacerkiem z domu. Weekendy nad jeziorko, do lasu lub na łączkę czy plażę, urlop dalej i zdecydowanie bardziej egzotycznie.
    Kuchnia - tu bardziej zdecydowanie i dużo zmian, uwielbiałam mięso i ciężką, tradycyjną kuchnię a teraz mięsko nadal lubię ale zdrowego nie ma albo jest drogie (organiczne) więc gotowałam coś dla siebie (gulasz warzywny) + pierś z grilla lub rybka z pieca dla obojga... no dało się zadowolić oboje a weekendy poza domem więc każdy jadł co lubił, choć tu on się bardziej dostosowywał do mojej kuchni - tzn pilnował, żebym był to lokal w którym będę mogła coś dla siebie wybrać (a przy mojej diecie nie jest łatwo - bez mąki pszenicznej, przetworów mlecznych i tłuszczów zwierzęcych, oraz bez oleju słonecznikowego, cukru i wszelkich wzmacniaczy typu glutaminian sodu) - kurcze @alutka teraz widzę ile TŻ w sobie zmienił, wiem że zrobił to świadomie i z korzyścią dla siebie - spostrzegłam, że byłam katalizatorem tychże zmian.
    W kwestii wystroju wnętrz TŻ zdał się całkowicie na mnie - choć teraz nie jestem pewna czy oddał pole, czy wykalkulował, że ma to z głowy.
    Tak - lubię kiedy realizuję swoje pomysły i zawsze biorę pod uwagę iż TŻ może mieć dużo lepsze lub jego chęć osiągnięcia czegoś jest tak silna, że nie miałabym sumienia stawać mu na drodze. Wtedy świadomie wybieram jego błysk w oku. I tak dzięki niemu pokochałam góry, odkryłam na nowo zbieranie grzybów, wschody słońca i polubiłam reggae, punk rocka oraz klimat miasteczek koncertowych.
    Kompromis - jak go rozumiem, nie lubię go i nie chcę ani chodzić na kompromisy ani ich nie oczekuję. Jestem zwolennikiem świadomego satysfakcjonującego wyboru, a jeżeli wybór jest na poziomie albo "xxx" albo ja, to nazywam to zwykłym szantażem. Najlepiej chyba odda to sposób w jaki wybrałam z mężem imię dla dziecka. Każdy z nas przez tydzień szukał imion (nie konsultując ich w tym czasie ze sobą) i po tygodniu redukował listę do 5 imion dziewczęcych i 5 chłopięcych. Potem wymieniliśmy się listami. Jedno dla dziewczynki się powtarzało (nie było jako pierwsze ale wysoko) a 2 jego typy były u mnie na liście rezerwowej (odrzucone w trakcie redukcji) i odwrotnie. Dla chłopca mieliśmy zupełnie odmienne typy ale mąż stwierdził że 2 z moich propozycji są dobre i nie brał takich imion pod uwag, sam nie wie dlaczego (bo dość archaiczne może).

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~ohydka
    ~ohydka
    Napisane 28 listopada 2013 - 02:24
    Kompromis, hmm u mnie chyba też nie miały miejsca. Rozmawialiśmy i każdy mówił co i na ile jest dla niego istotne. Do tego uczucie i to dążenie do szczęścia (mojego, jego, naszego, tu kolejność nie ma znaczenia bo często jak widziałam jego szczęście byłam szczęśliwa i na odwrót)
    Palenie - tu nie ma kompromisów - są za to pewne ustępstwa. Kiedyś paliłam i to dużo, TŻ też palił choć wiele mniej. Mieszkając wspólnie zaczęliśmy palić na zewnątrz - to była jego sugestia. Najpierw nocne i wieczorne "papieroski" były na zewnątrz, potem zawsze jak był w domu paliłam na zewnątrz a potem zawsze i wszyscy - nawet goście wychodzili. Rzuciłam palenie (dumna :) 4 lata we wrześniu minęło) on palił jeszcze około pół roku ograniczając się i ostatecznie też przestał. Dziś uważam dokładnie jak Kiki, że bycie z palaczem to "kompromis" - wąchanie jego ubrań i ciała, to ogromne ustępstwo. Palacza (jak każdego nałogowca) można tolerować ale jego nałogu to już nie koniecznie - wystarczą skutki w postaci, kaszlu, zapachu skóry czy oddechu, że o kondycji i uszczerbku zdrowotnym pomilczę ;)
    Urlop - tak jak pisałam rozmowy i wypracowywanie wspólnych tras. Ja lubiłam morze (a w sumie ciepełko i słoneczko) ale góry też lubię dlatego zawsze miejsce było górzyste w okolicach wybrzeża albo objazdówka, która nas oboje zachwycała. No zima góry zdecydowanie, choć może to jest słaby przykład bo na plażę mam 10-15 min spacerkiem z domu. Weekendy nad jeziorko, do lasu lub na łączkę czy plażę, urlop dalej i zdecydowanie bardziej egzotycznie.
    Kuchnia - tu bardziej zdecydowanie i dużo zmian, uwielbiałam mięso i ciężką, tradycyjną kuchnię a teraz mięsko nadal lubię ale zdrowego nie ma albo jest drogie (organiczne) więc gotowałam coś dla siebie (gulasz warzywny) + pierś z grilla lub rybka z pieca dla obojga... no dało się zadowolić oboje a weekendy poza domem więc każdy jadł co lubił, choć tu on się bardziej dostosowywał do mojej kuchni - tzn pilnował, żebym był to lokal w którym będę mogła coś dla siebie wybrać (a przy mojej diecie nie jest łatwo - bez mąki pszenicznej, przetworów mlecznych i tłuszczów zwierzęcych, oraz bez oleju słonecznikowego, cukru i wszelkich wzmacniaczy typu glutaminian sodu) - kurcze @alutka teraz widzę ile TŻ w sobie zmienił, wiem że zrobił to świadomie i z korzyścią dla siebie - spostrzegłam, że byłam katalizatorem tychże zmian.
    W kwestii wystroju wnętrza on zdał się całkowicie na mnie - choć teraz nie jestem pewna czy oddał pole, czy stwierdził że ma to z głowy.
    Tak - lubię kiedy realizuję swoje pomysły i zawsze biorę pod uwagę iż TŻ może mieć lepsze lub jego chęć osiągnięcia czegoś jest tak silna, że nie miałabym sumienia stawać mu na drodze. Wtedy świadomie wybieram jego błysk w oku. I tak dzięki niemu pokochałam góry, odkryłam na nowo zbieranie grzybów, wschody słońca i polubiłam reggae, punk rocka oraz klimat miasteczek koncertowych.
    Kompromis - jak go rozumiem, nie lubię go i nie chcę ani chodzić na kompromisy ani ich nie oczekuję. Jestem zwolennikiem świadomego satysfakcjonującego wyboru, a jeżeli wybór jest na poziomie albo "xxx" albo ja, to nazywam to zwykłym szantażem. Najlepiej chyba odda to sposób w jaki wybrałam z mężem imię dla dziecka. Każdy z nas przez tydzień szukał imion (nie konsultując ich w tym czasie ze sobą) i po tygodniu redukował listę do 5 imion dziewczęcych i 5 chłopięcych. Potem wymieniliśmy się listami. Jedno dla dziewczynki się powtarzało (nie było jako pierwsze ale wysoko) a 2 jego typy były u mnie na liście rezerwowej (odrzucone w trakcie redukcji) i odwrotnie. Dla chłopca mieliśmy zupełnie odmienne typy ale mąż stwierdził że 2 z moich propozycji są dobre i nie brał takich imion pod uwag, sam nie wie dlaczego (bo dość archaiczne może).

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Roma
    ~Roma
    Napisane 28 listopada 2013 - 08:36
    ~alutka napisał:
    @Roma..mój teść mógł mnie poprosić żebym wychodziła na papierosa, bo był u siebie a ja gościem...Twój maż też mogły wystawić mnie na balkon, gdybym wpadła do Was na kawę, ale już nie bardzo gdybym z Nim mieszkała, również u siebie...
    Tym nazywam sytuację wymagającą kompromisu, gdy dwie strony twardo przy czymś obstają i oboje chcą swoich praw...co wtedy?? to, co zjemy na obiad nie ma znaczenia....zapytaj może męża co by zrobił, jaki znalazł by kompromis, gdybym nie chciała wychodzić na balkon? przecież z tego powodu ludzie się nie rozwodzą a jednak musza dochodzić do jakiegoś porozumienia...


    alutka za bardzo poważnie podchodzisz do niektórych postów.... .Jak byłabyś u mnie na kawce i miałabyś ochotę zapalić w moim pokoju to nie wystawiłabym Cie na balkon , goście są bardzo mile u mnie widziani i Ci którzy palą i Ci którzy nie palą .
    W nałogu nie ma kompromisu jak napisała Aga40 a bycie z palaczem to kompromis też fajnie napisała @Kiki .
    Nie muszę pytać męża co by zrobił , jakiego użyłby kompromisu bo żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba żyć choć przez jakiś czas z palaczem .
    Ani ja ani on nie mamy takich doświadczeń .Dla mnie papieros to trucizna niestety , słaba kondycja , nieświeży zapach z ust i brzydka cera .
    Przykład z obiadkami miał być najprostszym przykładem pójścia na kompromis ,
    a Ty potraktowałaś to , że możesz byle co wrzucić do żołądka.
    Tą prostotę obiadkową przenieś i zastosuj na poważniejszym przykładzie a będzie to kompromis .Ja chcę'' białe'' mój partner '' czarne'' i aby pójść na kompromis musimy wspólnie wybrać inny ''kolor'' , z którego będziemy RAZEM zadowoleni .

    Alutka zrób coś dla siebie i żuć palenie :)



    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kiki
    ~Kiki
    Napisane 28 listopada 2013 - 08:42
    Ohydko, taki kompromis .. jaki wypracowujecie, brzmi dumnie .. I świadczy o tym, ze sie naprawdę lubicie...ale to kwestia nie tylko miłości ..lecz tez empatii i otwartości ..

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Miłość /Kaczka...
    ~Miłość /Kaczka...
    Napisane 28 listopada 2013 - 09:32
    Bardzo podoba mi się to co napisała Ohydka i chyba podobnie to wygląda własnie u nas. Zwyczajnie wybieramy to co nam się obu podoba,nikt nigdy się jakoś specjalnie nie upiera przy swoim stanowisku. Coś takiego ,że moje ,albo twoje ( tutaj foch) - to też nazwałabym szantażem i mimo ,że pewnie zdarzało się ,że padały takie zdania,to za chwilę reflektowałam się ,że nie tędy droga do wspólnego dobra.

    Kwestia urządzania mieszkania - akurat jesteśmy świeżo po czymś takim - też nie było problemów z wyborem tego co nam się wspólnie podoba. Z racji tego ,że nie miałam za bardzo dużo czasu na wybieranie ,bo praca ,wiadomo porządki w domu ,obiady i itp. a on w tym czasie na swoim urlopie,to sam siedział i szukał ,wybierał to co mu się podoba ,kilka różnych rzeczy ,a ja potem z tego co on już wcześniej wybrał podejmowałam ostateczną decyzję.A więc zawsze nasze wybory były zgodne. I chyba ogólnie mamy zbliżone gusta ,więc problemów nie było. Często też z decyzją czekam aż on wróci ,zeby mógł sam wypowiedzieć się w danej kwestii. Oczywiście jakiejś na prawdę znaczącej,bo z pierdołami to nawet nie zawracam mu głowy

    Kompromis...........kompromis chyba musi zostać wypracowany w przypadku na prawdę dwóch upartych osób,które lubią obstawać przy swoim zdaniu i swoich zasadach. Ale wówczas to chyba raczej dochodzi do ustępstw a nie kompromisów

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Miłość /Kaczka...
    ~Miłość /Kaczka...
    Napisane 28 listopada 2013 - 09:52
    U nas z racji,że większość czasu jestem sama z córką ,to o codziennych sprawach ja decyduję,ja wybieram,ja myślę .Ale w momencie ,jak mąż wraca do domu ,to wtedy mówię mu,że teraz ja mam urlop od myślenia,wybierania,organizowania i itp. Chcę ,żeby on tym się zajął ,wybierał ,organizował,pomyślał,coś sam od siebie zasugerował i tak to u nas wygląda . Ja biorę sobie ''urlop'' i zdaję się na gust i wybory męża. Tzn,on coś faktycznie sugeruje ,kilka opcji ,potem wspólnie z tego wybieramy tę jedną.

    Ale nie wiem,czy to ma coś wspólnego z kompromisami

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 28 listopada 2013 - 12:38
    @Roma...
    Ja, niestety tak mam, że mogę cokolwiek wrzucić do żołądka, rozmów na temat, co na obiad? nie znam, na takie pytanie odpowiadam, cokolwiek..dlatego tez przykład dla mnie jest w ogóle abstrakcyjny...sama mogę jeść jedna zupę przez trzy dni lub aż się skończy...po prostu nie przywiązuję do tego uwagi..

    Co do kolorów ścian np w mieszkaniu czy mebli, też mogę się dogadać, nigdy nie upierałam się przy rzeczach nieistotnych...ale nie o tym chciałam pogadać..
    a o sprawach na tyle istotnych, że żadna ze stron nie chce odpuścić i nie dlatego, że LUBI obstawać przy swoim jak to twierdzi @milość, a ma na to swoje uzasadnienie...

    Nie będę więcej rozwodzić się na ten temat, bo sensu nie widzę... każdy tylko opisał jak jest u niego i tak to zostawmy... dorzucę tylko jak było i jest u mnie i niech każdy, jak zwykle wie swoje...
    Palenia nie rzucę, bo nie zamierzam...lubię palić i chcę...
    Paliłam zawsze u siebie i palić będę...w fotelu i przy kawce a nie na balkonie...
    i nie ma takiej opcji żebym gdzieś wyskakiwała na papierosa, bo to nie potrzeba fizjologiczna gdzie wysikać się można wszędzie a styl życia..dla jednych niezdrowy, to niech nie stosują, dla mnie, mój własny wybór...
    Na szczęście miałam zawsze partnerów palących, mój mąż natomiast kilkakrotnie próbował rzucić i ja to też szanowałam, nie latałam i nie dmuchałam mu w nos..
    Przeniosłam się do innego pokoju i tam sobie się trułam...nie paliłam we wspólnej przestrzeni za która uważam salon i kuchnię, natomiast skoro mój syn miał własny pokój, w którym mógł robić co chce, to trudno, żebym ja mieć takiego nie mogła we własnym domu....i to był dla nas, zaakceptowany przez obie strony kompromis...
    @miłość
    "zdaję się na gust i wybory męża" ...dla mnie to też jakiś cudzy sposób na życie, ale nie widzę tu związku z kompromisem...

    A wracając do wyjazdów, to nie dotyczy osób, którym wszystko jedno gdzie będą spacerowały, a tylko pasjonatów, gór np. i wylegiwania się na plaży.. tak skrajne potrzeby należy jedynie oddzielić i każde musi spełnić je osobno...bo nie wiem jak faceta musiałabym kochać, żebym dała wsadzić się do kosza na piasku wśród tłumu trzech szt na metrze kwadratowym...
    Albo "działeczka rekreacyjna" dla mnie koszmar, dla mojego partnera może być marzeniem życia...jakiś kompromis na spędzanie weekendów? wtedy nie ma..

    O tym chciałam pogadać, ale mogą na ten temat coś wiedzieć tylko te osoby, które z tym mają do czynienia a nie ktoś kto pisze..."my się we wszystkim zgadzamy"...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Roma
    ~Roma
    Napisane 28 listopada 2013 - 13:37
    Myślałam ,że zauważysz ... jak napisałam ... byś przestała palić :))))
    @ miłość Ty też powinnaś przestać jarać :)))

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Roma
    ~Roma
    Napisane 28 listopada 2013 - 13:52

    @miłość ...powiedz jak się żyje....tak... na odległość .
    Po takim kryzysie jaki przeżyłam nie wyobrażam sobie bym mogła żyć na odległość. Może łatwo mi się mówi bo mam co do garnka włożyć ale …
    Podziwiam Cię , że sobie z tym radzisz a może jest Ci trudno ? Jak to jest ?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Miłość /Kaczka...
    ~Miłość /Kaczka...
    Napisane 28 listopada 2013 - 15:03
    Alutka ,ja nie mam czasu na pasje ,a o porządnym urlopie to mogę pomarzyć :-) Przez większą część życia żyję moim własnym życiem tak jak chcę ,robię co chcę ,wtedy kiedy chcę . A jak mąż wraca to wcale nie uważam,że żyję cudzym sposobem na życie ,a raczej staram się wtedy żyć naszym wspólnym życiem ,którego mamy w sumie bardzo mało. Pozwalam mu decydować i uczestniczyć w czymś co nazywa się rodziną. Kiedyś bywało inaczej i słyszałam ,że on czuje się jak gość w domu.Teraz zmieniłam postępowanie.Niech on też wie i czuje ,że jest kimś ważnym i jego zdanie się liczy . Ot i tyle .Może to jednak jest kompromis. A uważam ,że kompromis to pewnego rodzaju ugoda .Zgoda dwóch stron na taki a nie inny sposób życia. Kompromisu nie będzie ,kiedy oboje się nie zgadzają ze sobą ,albo pozornie się zgadzają ,a za jakiś czas mają wzajemne pretensje ,że np.razem nie wyjeżdżają na wczasy. Jak dla mnie liczy się coś więcej niż tylko pasje,przede wszystkim to,zeby żyło się nam wspólnie jak najlepiej,tym bardziej ,że rzadko bywamy razem. Może gdybym miała go na co dzień w domu ,to wtedy ...kto wie....może co innego byłoby dla mnie priorytetem.

    @Roma - czy jest mi ciężko? Nie ,jak każda sytuacja ma to swoje plusy i minusy.A ja zdecydowanie skupiam się na tych pozytywnych :-) Masz wtedy dużo czasu tylko dla siebie i nie musisz wodzić błędnym wzrokiem za partnerem,bo go zwyczajnie nie ma. Nie ma opcji,żeby np.mieć pretensje do partnera o to,że coś nie zostało w domu zrobione,bo tylko ty w nim gospodarzysz i twoje dziecko. Nie możesz mieć do niego o nic pretensji,tym bardziej ,że poszłaś na kompromis i zgodziłaś się na takie rozłąki. Kompromis ,wzajemna ugoda wyklucza wzajemne pretensje :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Yrkoon
    ~Yrkoon
    Napisane 28 listopada 2013 - 16:50
    @ Roma
    Kobieta, która chce od mężczyzny deklaracji na przyszłość niezależnie od tego co ta przyszłość przyniesie i jak kobieta się zachowa, a dodatkowo chce mieć tą deklarację na papierze – odbiera wolność mężczyźnie. Mężczyzna który się na to godzi, a później z przywiązania / strachu przed samotnością godzi się na korozję swojej osoby w kwaśnym związku, jest słabeuszem.

    Co zaś do pretensji po wspólnej nocy, to wiedz, że kobiety nigdy nie trzymają się reguł gry. Często mimo, że nikt im nic nie obiecuje myślą, że dostaną więcej. A później mają pretensje.

    I spytam Cię jeszcze: co ja mogę dostać od kobiety poza seksem? Że urodzi moje szczeniaki? Toć to one chcą mieć dzieci. Ja chcę mieć spokój, browar-elektrownię, farmę ekologiczną, elektrownię – spalarnię śmieci, własnoręcznie zbudowany dom XIX wieczną technologią. W tej właśnie kolejności. Ponawiam pytanie: co mogę dostać od kobiety i jak ma się to do moich celów życiowych?

    Dziecko jest na szarym końcu. A i tak zastanawiam się nad kupnem jajeczka i wynajęciem brzucha. W Rosji to częsta praktyka wśród zamożnych mężczyzn. Tak urodzone dziecko ma w dowodzie – matka nieznana. I nie może zostać wykorzystane przez żadną kobietę do zniszczenia ojca.

    @ Alutka,

    Istnieje coś takiego jak płeć mózgu. Możesz powiedzieć swoim kolegom, że pewien internetowy pozer uważa ich za cipki. Tyle w temacie.

    Co do przypisywania złych cech – ominęłaś część mojej wypowiedzi. Piszemy w temacie związków damsko-męskich, tak? Pisałem już, że mężczyźni mnie nie interesują, bo mogą być albo być partnerem do rozmowy przy dymku i kufelku (rzadko), albo potencjalnym, lub zaangażowanym przeciwnikiem w walce o jakieś zasoby. Cóż, oni mnie tedy obchodzą? Spotykamy się, warczymy na siebie, albo się bawimy i rozchodzimy się. Jak stado wilków. Co tu drążyć? I co wartościować? Chyba tylko wyporność alkoholową…

    Pisałem, że gotowałem i próbowano mnie wrobić w to permanentnie. Stosuję teorię gier jeśli chodzi o rozwiązanie problemów angażujących mnie i jakieś inne jednostki ludzkie. O ile z mężczyzną jak się umówię, że on maluje połowę płotu a ja drugą to będziemy mieć cały pomalowany płot. Z kobietą to masz pomalowane pół płotu + 1 sztachetka.

    Z kobietą jak się umawiasz, że gotuje się na zmianę, to w swoim dyżurze jest się sytym, a w kobiecym głodnym.
    Bo coś wypadło. Bo jest smutna. Bo musi natychmiast odwiedzić koleżankę. Jak już pisałem, to testowanie, kobieta w związku ciągle testuje mężczyznę by podnieść swój dobrostan kosztem mężczyzny. Równowaga! Podział obowiązków! Dobre sobie. Gdy kobieta o tym mówi jest to równie oczywiste wypowiedzenie wojny, jak wymalowanie barw wojennych na twarzy i podpalenie komuś chałupy.

    A co do tego kto co ma robić: sytuacja jest oczywista. Robi się tak jak się umawia. Jeśli umówiło się, że się wkłada tyle samo do wspólnego budżetu pieniędzy i wysiłku w prace domowe to się wkłada tyle samo. A nie próbuje się wykpić.

    Można albo traktować związek tradycyjnie:
    czyt. ona wcześniej dziewica, mąż decyduje, ale odpowiada za utrzymanie, a ona słucha i zajmuje się domem.

    albo nowocześnie:
    konkubinat, nic nikomu do przeszłości, decyzja zapada wskutek dyskusji (insza kwestia, ze większość kobiet zatyka uszy i powtarza w kółko to samo), dzieli się obowiązkami i pracami po połowie. I tak, ona ma, kurna!, ułożyć połowę parkietu. Skoro on musi umieć zmywać i gotować, ona musi wiedzieć jak się obsługuje cykliniarkę, szlifierkę etc. A co!

    Kobiety zaś chcą modelu mieszanego:
    wyszaleć się, ale mieć męża; mieć wpływ (ostatnie słowo) jeśli idzie o decyzję, ale ich konsekwencje ma ponosić mężczyzna; zarabiać, ale tylko dla siebie – dom utrzymuje on. Dzielić obowiązki domowe (gotowanie i sprzątanie), ale remonty naprawy i noszenie zakupów to jego broszka.

    Pięknie dziękuję za to ostatnie.

    Ładnie usprawiedliwiasz agresję… „Wypad z pokoju, bo chce mi się w kogoś jebnąć i możesz to być ty”. Ciekaw jestem jakbyś zareagowała, gdybyś usłyszała to od mężczyzny.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Yrkoon
    ~Yrkoon
    Napisane 28 listopada 2013 - 16:51
    Co zaś do przywiązania, coś co możesz w każdej chwili wyrzucić nie wiąże Cię. Związek który możesz w każdej chwili zerwać nie wiąże cię. Jeśli czegoś nie możesz się pozbyć, albo kogoś opuścić to jest łańcuch/przywiązanie i pokazuje słabość.

    Jeśli idzie o moje jedno-, albo kilkunocki. Nie obrażaj ich proszę. Nie uważam za właściwe ocenianie kogoś negatywnie tylko dlatego, że idzie z kimś do łóżka na pierwszej czy drugiej randce, bo ma na to ochotę. O wiele bardziej żałosnymi są kobiety co to odwlekają seks bo coś tam.
    - Co myśli kura uciekająca przed kogutem?
    - Zrobię jeszcze jedno okrążenie dookoła kurnika, żeby nie myślał, że jestem łatwa.
    Drobnomieszczańska moralność..

    O wiele mniej wartościowe i interesujące uważam kobiety, które miały już partnerów seksualnych, a oczekują kilkumiesięcznych zabiegów. Skąd założenie, że mężczyzna uznaje seks z taką kobietą wartym tyle by się bawić w jakieś chocki klocki przez kilka miesięcy? Na takie reguły godzą się Ci, którzy seks czy związek (związek dla mnie ze swojej samej intuicyjnie ostrej definicji oznacza ograniczoną w czasie relację międzyludzką) jest czymś trudno osiągalnym. Czyli dla pośledniejszych samców.
    Kobiety, które oczekują wyżej wspomnianych podchodów mają za wysokie mniemanie o sobie a angażowanie się relację z nimi to dla mnie strata czasu. Za duże koszta, byt mizerny zysk.

    Masz rację: to wolny świat. Dlatego nie rozumiem skąd wzburzenie moimi poglądami czy stylem życia. Nikomu ich nie narzucam ani od kogokolwiek oczekuję by się do nich dostosował. Czysty Darwinizm, jeśli nie możesz dostosować się do środowiska, znajdź sobie niszę ekologiczną. Mając tak sztywny kark nic innego nie mogę zrobić.


    @ Kiki

    Jestem w stanie rozpoznać gdy ktoś mnie przerasta i uczyć się nawet od jednostek niższych.
    Aksjomat 1: głupcy uczą się na własnych błędach. Aksjomat 2: mądrzy uczą się na cudzych błędach. Wniosek: mądrzy uczą się od głupców.
    Ostatnio rozmawiam często z kilkoma rzemieślnikami. Ich język co prawda mnie odrzuca, ale wiedza praktyczna zawsze się przyda.
    Więc arogantem chyba nie jestem.

    Czy pozerem? Jeśli piszę o czymś to coś o tym wiem. Jeśli potrzebuję poklasku wystarczy, że zaczynam na przyjęciu teatrzyk jednego aktora albo inny stand-up. Pozerstwo to głupota. Zawsze ktoś może powiedzieć: „sprawdzam”.


    Oportunistą? W sensie jakim?
    Pytasz, czy porzucę obecną posadę jak znajdę lepszą? Czy zostawię obecną partnerkę jak znajdę bardziej mi odpowiadającą? W obu przypadkach odpowiedź brzmi tak.
    A może chcesz wiedzieć, czy wyląduję w łóżku ze zgrabną laską będąc w związku? Nie. Czy korzystam z każdej okazji do seksu? Pnie. referuję monogamię seryjną.
    Czy wbiję nóż w plecy temu kogo nazywam bratem? Nie.
    Czy byłbym w stanie kogoś wykorzystać i wyrzucić? Zniszczyć jeśli służyłoby to realizacji moich celów strategicznych? Tak. Jest to praktyka, którą choć raz w życiu zastosował, bądź zastosuje każdy człowiek. Urok życia na przeludnionej planecie.
    Równocześnie. Moja etyka nie pozwala mi nie dotrzymywać umów. Dlatego rzadko kiedy daję słowo. Właściwie to bardziej wada niż zaleta jeśli idzie o dążenie do moich celów, ale! Większość ludzi jest zdradliwa z natury więc prędzej czy później próbują mnie wycyckać. Dlatego odpłacam im z ogromną satysfakcją i pełen poczucia wyższości moralnej. Nie zaczynam walk, ale kontynuuje je z wielką pasją i uporem. I nie udzielam pardonu.

    To co dla mnie piszesz o obudzeniu się gdzieś tam kiedyś tam – to dla mnie totalny abstrakt. Prokreacja… Już dawno zaakceptowałem moją śmiertelność. Myślisz tedy, że boję się, że nie rozprzestrzenię swoich genów? Litości. Tak niskie popędy mną nie sterują. Nie mam ciśnienia na seks. Na dzieci tym bardziej. Nie potrzebuję ludzkiego towarzystwa częściej niż raz na kwartał. Nie potrzebuję tulenia, czułości etc.
    Kobieta potrzebuje się rozmnożyć. Mężczyzna może, ale niekoniecznie. Zważ, że w czasach prehistorycznych rozmnożyło się tylko 30% samców w porównaniu do 80% samic.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Yrkoon
    ~Yrkoon
    Napisane 28 listopada 2013 - 16:53
    Jeśli osiągnę to co sobie założyłem jako cel pierwszorzędny? Może. I może faktycznie poszukam sobie młodej, niewinnej, 18letniej. Albo dwóch. Spokojnie, bynajmniej nie białej. I na pewno nie takiej, która używa słowa patriarchat. Wolę harmonijne pożycie niż przepychanki. A panie co mówią o „patriarchacie” szukają właśnie takiej żony (tyle, że z penisem) która będzie spełniać ich życzenia. A wszystko to okraszone ciągłym piłowaniem flaków

    I, kobieta nie jest rzeczą. W naszej kulturze jest wrogiem. Lub łagodniej – konkurentem. Na rynku pracy – o posadę. W domu walka o to, kto na kogo zepchnie więcej pracy.

    Dlatego, jeśli będę szukał żony (żon) to raczej spoza tej kultury. Jeśli im będzie pasował proponowany układ to nikt w nasze sprawy wściubiać nosa nie powinien.

    Co do zbliżenia jako obietnicy: to mogłoby się stosować do sytuacji, gdy jest się dla dziewczyny pierwszym. W innym przypadku: seks to tylko czynność i potrzeba fizjologiczna. Taka sama jak wszystkie.

    Masz niezły charakterek i dużo złości w sobie. Nie przesadzałbym tak z tą empatią…

    Po co się wiązać z kimś kogo nałogi ci nie odpowiadają? Tylko po to, żeby później mieć o co się czepiać? Ejże…

    @ alutka & Miłość /Kaczka...

    Chyba słowo drapieżnik nie jest tu odpowiednim. Nie ma nic czystszego niż drapieżnik. Stosuje tyle przemocy ile trzeba. Konsumuje tyle ile trzeba – ani za dużo, ani za mało. Nie dręczy swojej ofiary, ale błyskawicznie kończy jej życie. Drapieżnik jest czystą formą nieznającą złości ani nienawiści.

    Tortury, krzywdzenie dla samej radości krzywdzenia i rozkoszowanie się bólem innych to ludzki wynalazek. Pochodne ego.

    @ alutka

    Zgadza się. Toleruję całkowicie odmienny punkt widzenia, inną orientację seksualną. I każdy nałóg u bliźnich. I każdą religię (oprócz islamu). Ale raczej niekoniecznie w swoim domu.

    Co zaś do mojego kierunku rozwoju: cyber-erermita. Ładne określenie. Pustelnikiem ciężko zostać – ze świecą szukać miejsc nadających się do życia, a w których nie tłoczy się ludzkie robactwo.

    @ lusi

    Mam nadzieję, że tempo zbierania tego typu doświadczeń w czwartej dekadzie życia zdecydowanie mi spadnie.

    @ Aga40

    Powiedziane z właściwym Ci taktem i elegancją droga Furio.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Miłość /Kaczka...
    ~Miłość /Kaczka...
    Napisane 28 listopada 2013 - 17:36
    @Yrkoon - szczerze, to słowo drapieżnik też specjalnie mi nie pasowało do tego co chciała alutka chyba powiedzieć. Aczkolwiek nie mam pewności.W każdym razie ja odebrałam to słowo w znaczeniu kogoś, kto jest agresywny,drapieżny,takiego z tzw."ostrymi pazurkami". A że kiedyś byłam agresywna ,kłótliwa,złośliwa,to stąd takie skojarzenie. Dzisiaj staram się eliminować agresję ,chociaż nie wiem z jakim rezultatem. Natomiast myślę ,ze jestem w pewnym sensie ''waleczna'' ,co nie oznacza ''agresywna''. Ale w sumie trudno mnie samej to ocenić,bo może jednak są osoby ,które widzą mnie inaczej. W każdym razie dążę do eliminowania agresji ,która kiedyś we mnie siedziała :-) I też wydawało mi się już po napisaniu mojego wpisu ,że drapieżnik to raczej nie właściwe określenie

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 28 listopada 2013 - 20:56
    ~Yrkoon napisał:

    Jeśli idzie o moje jedno-, albo kilkunocki. Nie obrażaj ich proszę. Nie uważam za właściwe ocenianie kogoś negatywnie tylko dlatego, że idzie z kimś do łóżka na pierwszej czy drugiej randce, bo ma na to ochotę. O wiele bardziej żałosnymi są kobiety co to odwlekają seks bo coś tam.
    - Co myśli kura uciekająca przed kogutem?
    - Zrobię jeszcze jedno okrążenie dookoła kurnika, żeby nie myślał, że jestem łatwa.
    Drobnomieszczańska moralność..

    Czy mógłbyś wskazać mi moją wypowiedź krytykującą chyże wskoczenie przez kogoś do łóżka...bo to, że sama tego nie robię, nie oznacza wcale, że ganię za to innych..nic mi do tego kto, z kim, jak i kiedy.. i mówiłam o tym wielokrotnie...
    Nie zaliczam się również do kobiet, które odwlekają seks, bo coś tam...
    Sypiam z kimś dopiero kiedy jestem w Nim zakochana...a nie byłam jeszcze nigdy po 1-ej czy 2-ej randce...i nie dlatego ,żeby nie być odebraną jako łatwa, tylko tak mam, nie czuję żadnego pociągu fizycznego do obcych mi ludzi...
    jeśli to jest drobnomieszczańska moralność wg Ciebie, to ok...

    Twoje wypowiedzi bezustannie są o kobietach KOBIETACH jak dla mnie zbyt ogólne, bo jak o wszystkich, to o nikim w sumie.. i w żaden sposób nie zmieniasz poglądu na ich temat, pomimo naszych odpowiedzi, które są nieraz zaprzeczeniem Twoich tez...
    A co do Twojej wypowiedzi odnośnie gotowania, to rozczarowała mnie niezmiernie...ja bym umowy dotrzymała..w nocy nawet wstałabym, gdybym czasu nie miała w dzień,a byłby mój dyżur....a fakt, że Twoja kobieta umów nie dotrzymywała, to nie powinno rzutować na całą naszą płeć...i to jest naprawdę wkurwiające, gdy uważasz, że wiesz lepiej ode mnie samej, jakim jestem człowiekiem...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 28 listopada 2013 - 21:00
    ~Miłość napisał:
    @Yrkoon - szczerze, to słowo drapieżnik też specjalnie mi nie pasowało do tego co chciała alutka chyba powiedzieć. Aczkolwiek nie mam pewności (...)

    Wiesz @miłość...jak żyję nie spotkałam takiego "lizusa" jak Ty...
    jak coś Ci samej nie pasowało, to trzeba było powiedzieć wtedy, a nie na klęczkach teraz tłumaczysz się przed @Yrkoonem...
    Sorry, nie chcę Cie obrażać, ale trochę mnie zemdliło...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 28 listopada 2013 - 21:34
    ~Yrkoon napisał:

    @ Alutka,
    Ładnie usprawiedliwiasz agresję… „Wypad z pokoju, bo chce mi się w kogoś jebnąć i możesz to być ty”. Ciekaw jestem jakbyś zareagowała, gdybyś usłyszała to od mężczyzny.

    Cały sęk w tym, że Ty wcale nie chcesz wiedzieć jak ja bym zareagowała... i nawet nie muszę odpowiadać, bo co Ci może jakaś idiotka powiedzieć broniąc się rozpaczliwie przed nieuchronnym wyrokiem?? wszystko, byleby nie zostać osądzoną!!! Ty, dokładnie wiesz, co Ja bym zrobiła, bo Ty znasz kobiety !!!

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~aga40
    ~aga40
    Napisane 28 listopada 2013 - 21:58
    Yrkoon to uszczypliwosc czy maleńka Iskierka uznania dla marnej białej kobiety?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Miłość /Kaczka...
    ~Miłość /Kaczka...
    Napisane 28 listopada 2013 - 22:17
    @Alutka cóż ja mogę poradzić ,że po opublikowaniu mojego wpisu pomyślałam,że określenie drapieżnik raczej tu nie pasuje. Czekałam na twoją odpowiedź w tej sprawie ,ale nic nie napisałaś.Pozostawiłam to więc bez echa z nadzieją,że może nikt nie zwróci uwagi na fakt,że drapieżnik wcale nie oznacza bycie kimś agresywnym,kłótliwym. A że Yrkoon jednak to dostrzegł ........ nie wiem w takim razie ,dlaczego on ''czyta w moich myślach''?
    W przeciwieństwie do ciebie ,nie uważam ,że mogłabym się z nim dogadać cyt.''Gdyby nie fakt, że nie jestem Azjatką 10 lat młodszą i nie umiem gotować, to istniałaby nawet duża szansa żebyśmy się dogadali :) jasne zasady, czarno na białym, wszystko klarowne...
    Pod warunkiem oczywiście, że zajrzałbyś do przedziału DLA PALĄCYCH :):):) '' hmmm......kto tu się podlizuje??? Ja nawet nie pomyślałam,że ........on i ja........w jednym przedziale :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 28 listopada 2013 - 22:42
    No cóż, mogę na to???
    że dla kogoś, możliwość dogadania się z kimś, ze względu na podobne wartości w życiu, czym dla mnie są niewątpliwie SZCZEROŚĆ i KLAROWNOŚĆ poglądów, to lizusostwo ?
    Dla mnie oznacza ono wazeliniarstwo...
    ale szukaj dalej... może gdzieś tam między wierszami weszłam mu na sucho...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook