Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

Dialog między kobietą a mężczyzną - mission impossible ???

Rozpoczęte przez ~alutka, 14 paź 2013
  • ~ohydka
    ~ohydka
    Napisane 16 października 2013 - 01:08
    ~alutka napisał:
    ...Może niedokładnie opisałam relacje, chciałam to zrobić w skrócie, ale chętnie posłucham stanowiska z drugiej strony, kobiety często stawiają faceta pod ścianą : ja albo Twoja córeczka...

    nie wiem, osobiście mam zupełnie inne doświadczenia, nie poznałam takich kobiet choć z opinią już się zetknęłam nie raz - w sumie to spotkałam się tylko z takim stanowiskiem ex-partnerek czyli mam owych córeczek czy synków ....
    dziś jak powiedziałam wcześniej jestem wdzięczna TŻ, że jego córka nie zaistniała nigdy fizycznie w naszym wspólnym życiu... tak jak mówiłam tylko fotki (i to tylko jak nalegałam pokazał kilka) i jego zamyślenia czasem (też więcej w tym mojej interpretacji że to tęsknota niż wiedzy na ten temat)- ciekawe ale uświadomiłam sobie iż nie wyobrażam go sobie w roli ojca, ani faktu że ktoś się zwraca do niego "tato" lub "tatusiu" - dziwne, bo przecież nim jest...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 16 października 2013 - 09:06
    @ohydka......a jak długo byliście razem? bo nie zrozumiałam, czy przez 11 lat, czy to wiek małej ? i co było w sumie powodem rozstania?
    Ja, sama właśnie tego chciałam w mojej sytuacji....jak najdłużej, nie poznawać dzieci...zawsze uważałam, że nowy związek powinien być już w miarę pewny, przynajmniej stabilny, żeby poznać się z dziećmi partnerów....ale On tak nalegał, że o niczym innym w pewnym momencie nie rozmawialiśmy.....na siłę chciał stworzyć jak najszybciej nową rodzinę.....pojąć tego nie mogłam, zważywszy, że dzieci nie były już małe..... koniecznie też chciał mnie zabierać na niedzielne obiadki do rodziców, mówię o facecie 45-letnim.....na owych obiadkach bywał z córką i razem oglądali kreskówki, zaśmiewając się do rozpuku.....
    Jestem zwolenniczką zarówno trzech portfeli, czyli, każdy ma swój i jeden wspólny...tak jak trzech małych światów.....każdy ma już swój, bagaż, plecak, jak to zwał, a więc relacje z dziećmi, z rodzicami i ex.....i powinno stworzyć się trzeci świat, wspólny.....w którym najważniejszy jest tylko nasz związek i relacje między nami....i z czasem, sukcesywnie, powoli, w zależności od zażyłości związku, wprowadzać elementy z naszej przeszłości.....taką miałam, i mam do tej pory teorię i chciałam się jej trzymać......i trzeba było....ale uległam, zrobiłam coś wbrew sobie, na Jego prośby, stałam się częścią Jego układanki...i to był początek końca....
    Nie da się ponownie przeżyć "powtórki z rozrywki" .... drugie związki są już innymi związkami, niż małżeństwo, ma to swoje plusy ale również wiele nowych płotków, które trzeba przeskoczyć......i o tym też powinni pamiętać wszyscy, którzy planują zakończyć swoje małżeństwa, żeby być z kimś innym.....to nie jest takie łatwe, jakby się komuś wydawało......że .wreszcie będziemy RAZEM i wszystko się ułoży !!!
    czasami to za mało.... to, że kochamy, to nieraz nie wystarcza, trzeba poznać kogoś dobrze, żeby wiedzieć czy nam razem po drodze.....dodam, że mój partner, zanim zamieszkaliśmy razem, zapewniał mnie, że mu bardzo ze mną po drodze ....
    miał takie samo podejście do życia jak ja....w praktyce okazało się, że zupełnie inne....
    Od razu pomyślałam sobie o @Skorpionicy....mam nadzieję, że lepiej się znacie i że uda Wam się pokonać wszystkie przeszkody, które niewątpliwie na Was czekają... co u Ciebie słychać? i jak sobie radzisz?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~:)
    ~:)
    Napisane 16 października 2013 - 11:10
    Alutka, dzieci nie są elementami z naszej przeszłości, które mozna wprowadzać, kiedy się zechce nowej partnerce, one są i będą zawsze...powinnaś wiedzieć, że są ważną częścią życia ojca, że są dla niego najważniejsze. Nie wiem z czego wynika taka walka obecnych partnerek z dziećmi z poprzednich związków - z zazdrości, z niskiej samooceny? Pytanko na koniec : 22 letnia córcia ogląda ze swoim ojcem kreskówki? Trochę dziwne.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 16 października 2013 - 11:16
    Nie mam i nigdy nic nie miałam, do ważnej części życia każdego....ale jeśli to jest całym życiem dla kogoś, to nie ma tam miejsca dla mnie....
    Nie krytykuje tylko pasuję...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 16 października 2013 - 11:34
    I dodam jeszcze, że nie trzeba mi tłumaczyć jak ważne jest dziecko dla ojca, biorąc pod uwagę, że sama jestem matką....ja umiem to pogodzić....lubię spędzać czas z własnym synem i spędzam....ale mój partner nie jest mi wtedy do niczego potrzebny.... sam, może też poświęcać swój czas dziecku, tyle ile potrzebuje.... po prostu, uważam, ze nie należy na siłę tworzyć nowej szczęśliwej rodzinki....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~:)
    ~:)
    Napisane 16 października 2013 - 12:25
    Spasowałaś, bo nie potrafiłaś zaakceptować... to wiem... pytam z czego to wynika - z zazdrości, z niskiej samooceny czy innych przyczyn?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 16 października 2013 - 13:04
    Spasowałam z jednego powodu... bo nie lubię żyć w trójkątach.... a.z czego to wynika?
    taką mam naturę.....jedni lubią dom pełen dzieci, a ja mam jedno, bo mniej nie można....jedni lubią rodzinne niedzielne obiadki, a ja nie lubię.... jedni szukają drugiej rodziny, a ja nie szukam, bo rodzinę już mam.... jak już wspomniałam, nie chcę drugi raz być żoną i nie będę....zderzyłam się z człowiekiem, któremu to odpowiada... nie wchodzimy sobie z butami w swoje światy, mamy swój własny wspólny, w którym oboje jesteśmy szczęśliwi....
    Nie jestem chyba zazdrosna, nie mam też obniżonej samooceny.....ja, po prostu, nie chcę przechodzić tego wszystkiego, jeszcze raz....i tak jak ja, nie z każdym mogłabym się teraz związać, tak pewnie niewielu ze mną.... każdy z Was, wie czego oczekuje od partnera....i ważne żeby takiego znaleźć....ja znalazłam....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 16 października 2013 - 13:47
    A jeśli kogoś interesuje, czego dokładnie nie chce przechodzić po raz drugi, to też odpowiem....życia w stadzie, w którym tak naprawdę, każdy ciągnie kołdrę w swoją stronę...łącznie z dziećmi....jestem tym wszystkim tak zmęczona, że wprost nie mogę się nacieszyć obecnym moim życiem, żeby nie nadużywać słowa "szczęśliwa" , to powiem, że nigdy wcześniej nie byłam tak zadowoloną ze swojego położenia....i tak spełnioną osoba.....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alicja
    ~Alicja
    Napisane 16 października 2013 - 14:12
    Dzień dobry..
    Ile sytuacji, tyle zdań w temacie.. Jeśli o mnie chodzi to póki co nie ma problemu z córką, ani z córkami. Bo ja mam dwie fajne dziewczyny (15 i 18 lat) a mój mężczyzna jedna córcię (9 lat). Trochę się obawiałam oczywiście czy zostanę zaakceptowana, ale okazało się ze niepotrzebnie. To po prostu kochane dziecko :) Jest na pewno łatwiej bo to 9-latka, a nie nastolatka czy 22-latka.
    Ale tak czy inaczej dla mnie akurat dość istotne było jak poznawałam jakiegokolwiek faceta (i był ojcem) to JAKIM jest ojcem - pewnie dlatego, że ojciec moich córek okazał się beznadziejnym ojcem.
    Dlatego aktualny partner zyskał w moich oczach na starcie własnie przez to jakim jest ojcem i człowiekiem.
    A co do zazdrości czy rywalizowania.. nie przeszło mi to przez myśl.
    Przecież miłość do dziecka to powinno być zupełnie inne uczucie niż do partnera. Nie wiem czy powinno to się w ogóle zestawiać jakkolwiek..
    Zależało mi tylko i aż na akceptacji, na tym żeby zawiązała się nić sympatii a z czasem może przyjaźni. I jestem dobrej myśli.
    To wszystko chyba też zależy od tego jaki związek, relację, układ chcemy tworzyć z danym człowiekiem.
    Nigdy nie szukałam zastępczego ojca dla moich córek.
    I nie myślałam nigdy o stworzeniu drugiej szczęśliwej rodzinki (a może przestałam wierzyć w takie 'cuda' ;) )
    Ale szukałam przyjaciela-partnera-kochanka dla siebie , który byłby tez przyjacielem albo fajnym kumplem dla moich dziewczyn.
    I nie było to jakoś szczególnie trudne. Zwłaszcza to drugie :)
    Może dlatego, że córki po prostu zawsze chciały i chcą żebym była szczęśliwa. A ja, wiadomo że nie przyprowadziłabym do domu pierwszego z brzegu faceta.

    Inna sprawa jak np zapatrywała się obecna żona mojego ex (do której odszedł) na moje córki i ich relacje z ojcem...
    Nie wiem na ile ona przyłożyła rękę do tego, że kontakty przez te 9 lat po rozwodzie ojca z moimi dziewczynami są żenujące pod względem częstotliwości i JAKOŚCI. To przykre... :( było i jeszcze wciąż czasem jest - dla moich dziewczyn. Ale może z wiekiem będzie dla nich mniej przykre, a dla niego bardziej..
    Trochę chyba odbiegłam od pytania Alutki, na które chciałam odpowiedzieć z mojego punktu widzenia (i siedzenia ;) ) a może nie bardzo..

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~ohydka
    ~ohydka
    Napisane 16 października 2013 - 14:15
    @alutka 11 lat to nasz związek :) rozstaliśmy się... hmmm nie wiem dlaczego właśnie to staram sie zrozumieć dlaczego się nie udało... myślę że to to iż on miał życie poukładane w sposób jaki Ty chciałaś/opisałaś, jego rodzina, ex-żona i córka, praca, i ja z całą moją miłością domem rodziną itd... każdy z aspektów życia w hermetycznie pozamykanych pudełeczkach, choć pudełeczka były może tylko dwa? ja i nasze sprawy oraz cała reszta - to też prawdopodobne bardzo. Ja nie potrafię tak funkcjonować, najpierw miałam nadzieję że z czasem się to zmieni, potem mówiłam otwarcie o potrzebie zmiany, potem postawiałam ultimatum a potem pogodziłam się z tym, że jednak nic się nie zmieni. wraz z dystansem do sytuacji nabierałam również dystansu do niego - akceptowałam, że to już tak będzie i... więdłam, schłam i znikałam razem ze związkiem, kawałek po kawałku. nie widziałam szans na zmianę. przestałam zabiegać i angażować swoje wypalone już emocje, tak jakoś stan agonalny trwał i trwał - przerywany kłótniami i pretensjami, nagle zaczęło mu przeszkadzać, że myślę o sobie, że mam znajomych, że nie potrafi ze mna rozmawiać (bo przestałam pytać). TŻ jest mało wylewnym człowiekiem - uciekł w pracę i się ogólnie wycofał - szkoda bo kochałam go bardzo, niestety życie w spowitej tajemnicą relacji jest bardzo niszczące dla człowieka. Nie wiedziałam o czym myśli - przestałam pytać, nie wiedziałam co czuję - nie dociekałam, co zamierza i po co, taki był chyba początek końca, wszystko co nie dotyczyło nas było tematem tabu i rozpętywało tornado, neutralny temat praca - jest nic nie wart w relacji innej niż służbowa.
    Też nie wyobrażam sobie życia w gotowej układance jako brakujący element, ale pomiędzy totalną asymilacją i separacją hermetyczną są stany pośrednie - a może nie ma??? powiedzcie?
    teraz spotkałam znajomego sprzed 20 lat i po 4 tygodniach (4-5 spotkań i raz kino) znam już jego sąsiadów (z ościennych posesji), przyjaciół (w tym tych ze szkoły), matkę, znajomych z klubu golfowego i pracy, oraz syna. człowiek planuje już wspólne narty... przestraszyłam się. totalny biegun TŻ co przy dwóch pierwszych spotkaniach było "wow" jaki "otwarty" i jaki "normalny", "to jednak tak można" i "to tak się zachowują zdrowi, dorośli, pewni swoich intencji ludzie" - po 5 kazało mi uciekać. przestraszyłam się tego czego oczekiwałam od TŻ a mało tego doceniłam to co mi oferował - i tylko nie wiem czy to dlatego że to nie był TŻ a inny mężczyzna, czy sama idea takiego życia mnie tak przestraszyły...
    nie odkochaliśmy się, nie było zdrad, ani nie ma żalu czy nienawiści... rozczarowanie, ból i smak porażki.....
    @~:) pisałam że nie znam kobiet rywalizujących o uczucia z dziećmi... za to znam przypadki i to wśród koleżanek używania dzieci jako "zakładników" - to jest katorga dla dzieci, rodziców i nowych relacji.... dużo się mówi o nowych partnerach i partnerkach że nie akceptują itp. wiesz co to przegadana sprawa bo ja nie boję się dzieci a ex które we wszystkim węszą jakieś gierki. jeszcze jedno nie znam tego z własnego podwórka bo u mnie to Pani ex mojego TŻ miała problem z umożliwieniem dziecku kontaktów z ojcem (mnie w ogóle nie było w tym układzie współrzędnych) - taka makieta rodziny, zbudowana na potrzeby dzieciaka - straszne jak w Disneylandzie, ciekawe jak długo mała będzie wychodzić z tej Nibylandii i ilu specjalistów jeszcze będzie musiała odwiedzić. obraz koleżanek, które przez zawiść nie zgadzają się na wspólne wyjścia (gdzie z wyjazdami) dzieciaków albo nadają na tatusia i jego "nową rodzinę" przy dziecku - żenujące i niestety częste.... ale może to ja mam pecha i trafiam na sytuacje w których to ex nie mogą zaakceptować co niektórych faktów.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alicja
    ~Alicja
    Napisane 16 października 2013 - 14:19
    To super Alutka. Każdy z nas potrzebuje szczęścia i do niego dąży.
    Rozumiem, że Twoje podejście wynika z takich a nie innych doświadczeń.
    Ja osobiście nie mogłabym chyba być szczęśliwa w związku, z kimś kogo nie obchodzą w ogóle moje dzieci, albo fakt że je mam i są dla mnie BARDZO WAŻNE.
    Tak samo jak nie wyobrażam sobie mieć gdzieś ojcostwo mojego partnera.. Gdybym zauważyła oznaki tego, że nie interesuje się dzieckiem i ono nie jest dla niego ważne (mówiąc w skrócie) to sorry ale żegnam się z takim człowiekiem. To z kolei wynika z moich doświadczeń.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jogi
    ~jogi
    Napisane 16 października 2013 - 14:29
    Alutka i tak ciężko Ci wierzyć ponieważ Twoje wypowiedzi nie są spójne , nie są logiczne i mam wrażenie, że kłamiesz. W dodatku śmiem sądzić , że sama byłaś po ciemnej stronie mocy i coś za wszelką cenę próbujesz sobie udowodnić, zrozumieć czy też wytłumaczyć:)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 16 października 2013 - 14:29
    @Alicja...ależ ja bardzo interesuję się dziećmi mojego partnera, a on moim synem...często o nich rozmawiamy, to są ważne dla obojga problemy.....ale ja nic nie doradzam, nie wtrącam się i nie angażuję, słucham tylko.....i wspieram.... jesteśmy różni, inaczej rozwiązujemy problemy, i niech każdy rozwiązuje je po swojemu.... nie chcę, żeby ta odmienność nas poróżniła, w problemy mojego syna mobilizuję się ja i mój ex, który jest ojcem....a mój partner powinien ustalać je z matką swoich dzieci...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jogi
    ~jogi
    Napisane 16 października 2013 - 14:37
    Alutka z byłym mężem umawiasz się na rocznicę i świętujesz pomimo , że Ciebie zdradzał , twierdzisz, że po zdradzie nie można żyć szczęśliwie i za wszelką cenę chcesz by ktoś potwierdził Twoja teorię,teraz stwierdzasz, że interesujesz się dzieckiem partnera, ale go nie wychowujesz kobieto Ty masz dzieci? jeżeli to dziecko przyjdzie po radę do Ciebie odeślesz je do prawdziwej matki i powiesz, że to ona powinna ją wychowywać?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 16 października 2013 - 15:13
    ~jogi napisał:
    Alutka z byłym mężem umawiasz się na rocznicę i świętujesz pomimo , że Ciebie zdradzał , twierdzisz, że po zdradzie nie można żyć szczęśliwie i za wszelką cenę chcesz by ktoś potwierdził Twoja teorię,teraz stwierdzasz, że interesujesz się dzieckiem partnera, ale go nie wychowujesz kobieto Ty masz dzieci? jeżeli to dziecko przyjdzie po radę do Ciebie odeślesz je do prawdziwej matki i powiesz, że to ona powinna ją wychowywać?

    Nie muszę, ale odpowiem...
    1.mój mąż nigdy nie zdradził mnie fizycznie, ani nie miał romansu...
    2.po zdradzie, można być szczęśliwym, po romansie, nie....
    3.niczego w życiu nie chcę za wszelką cenę.....
    4.nie wychowuję dzieci partnera, wychowuję swoje...
    5.jeśli dziecko partnera prosi mnie o radę, to udzielam, ale nie mówię niczego z czym nie zgodziliby się jego rodzice....jeżeli dziecko jest z katolickiej rodziny, są pytania na które nie chcę odpowiadać.....gdy dziecko jest dorosłe, traktuję jak dorosłego człowieka...
    Czy jeszcze coś? bo czuje się trochę prześladowana.....ktoś, kto zarzuca mi kłamstwa, w ogóle nie powinien ze mną rozmawiać.....a już najmniej tropić po innych watkach.....
    O ile pamiętam, to napisałeś?ałaś, bo nie wiem jaka płeć, to "DOSKONALE WIEMY, O CO CHODZI".....Rozumiem, że WAS jest więcej....i zaczynam sie trochę obawiać....mam nadzieję, że to nie Oddział jakiś.... ja, niestety, nie wiem o co chodzi...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jogi
    ~jogi
    Napisane 16 października 2013 - 15:27
    droga alutko,a jaka to róznica? zdrada romans? zdrada to zdrada:)
    skoro nie zostałaś zdradzona to dlaczego aż tak interesuje Ciebie ten temat,
    nie śledzę Ciebie, ale przeglądam od czasu do czasu to co piszesz i nijak składa się to w logiczną całość, stąd moje podejrzenia a nawet pewność, że albo pisze to osoba rozchwiana emocjonalnie albo ta osoba kłamie i tworzy nieprawdziwą historię siebie.
    Co do określenia doskonale wiemy ...to stwierdzenie ot co :)
    Obawiać się mnie nie musisz no chyba, ze masz wrogów ja niestety nie mam na to wpływu.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 16 października 2013 - 15:32
    Skoro nie masz więcej pytań, to ja ze swej strony kończę ten dialog, jeżeli można to tak nazwać.... dla mnie osobiście, o niczym....pozdrawiam

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~jogi
    ~jogi
    Napisane 16 października 2013 - 15:45
    nie dziw się alutko, że jesteś poddawa ocenie jako w sumie jedyna udzielasz się najwięcej na forum oceniając wszystko i wszystkich w dodatku nie tylko ja nie darzę Ciebie zaufaniem...widzę też inne komentarze pod Twoim adresem a skoro sama tak ładnie ujęłaś że każdy pisząc na forum wystawia się świadomie na groźbę krytyki to czemu teraz się dziwsz i oburzasz?Rozumiem, że Ty masz wylączność?
    pozdrawiam

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 17 października 2013 - 20:12
    Spędziłam dzisiaj pół dnia na rowerze...lubię...myślałam o mojej Babci, która nie żyje już oczywiście....w zasadzie, nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio o Niej myślałam.....to tak jakbym na całe m-ce czy lata zapomniała o Niej....nie towarzyszy mi Jej wspomnienie na co dzień, tylko co jakiś czas.... dlaczego akurat dziś, tego nie wiem.....jedno wiem z pewnością, że takich ludzi spotyka się rzadko....bo takich ludzi jest niewielu....to była osoba, która nie jest dla mnie jakimś wzorem niedoścignionym, kimś kto istnieje w naszych wyobrażeniach o dobrym człowieku....to był dobry człowiek.....katoliczka z prawdziwego zdarzenia, chórzystka w Kościele, pierwsza na każdym froncie......jako dziecko chodziłam do Kościoła.....kiedyś wstałam i wyszłam... i nigdy już tam nie wróciłam......ale w domu udawałam, ze chodzę nadal....kłamałam....bo nie chciałam robić przykrości mojej Babci......ale Ona szybko zorientowała się, ze zmyślam tematy kazań.....nigdy nie zapomnę, co mi wtedy powiedziała...."Alunia...nigdy dziecko nie kłam...nigdy... dlaczego nie powiedziałaś mi, że nie chcesz tam chodzić? nie musisz, jak nie chcesz, to nie jest przymus, a potrzeba tylko....wiesz, że jestem osobą bardzo wierzącą, ale to moja wiara, a Ty zawsze będziesz moja wnuczką, którą kocham, niezależnie jakiego będziesz wyznania" ....to była osoba, której nie bałam powiedzieć się niczego.....uczciwa, ufna, tolerancyjna....była i jest dla mnie wzorem do naśladowania.....taką zawsze chciałam być też matką.....uznającą odmienność człowieka......akceptującą ją......dlaczego nie potrafię tego przełożyć na partnera?
    nie wiem....może dlatego, że babcię i dziecko ma się jednych, a partner tylko przechodzi przez nasze życie.....to w sumie osoba, która pojawia się i często znika....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 17 października 2013 - 20:26
    Pamiętam też Babcię mojego męża.....pierwsza katoliczka we wsi....na wieść, że bierzemy tylko ślub cywilny, nie raczyła nawet się stawić.....szczegóły pominę.... nie znałam kobiety za bardzo, więc nic mnie to nie obeszło w sumie, ale mój mąż bardzo to przeżywał.....zagadnął nawet, czy nie wzięlibyśmy może ślubu kościelnego, żeby nie stwarzać konfliktów.....moja odpowiedź była krótka, "jak chcesz brać ślub z Babcią, to bierz".....jak już wspomniałam kiedyś, nie zmieniłam swojego panieńskiego nazwiska....pół roku moi teściowie nie odzywali się do mnie, uzasadniając to, oburzeniem, że wzgardziłam nazwiskiem rodowym, dodając, że niby kim ja jestem, żeby zostawać przy swoim......kiedy miałam 19 lat, zawsze mówiłam, że to za faceta wychodzę a nie za jego rodzinę....myliłam się....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook