Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

Czego oczekuje dojrzała kobieta od dojrzałego mężczyzny?

Rozpoczęte przez ~Robert1971, 27 mar 2018
  • ~Real woman
    ~Real woman
    Napisane 17 kwietnia 2018 - 00:27
    ~Diabełek napisał:
    Co w gruncie rzeczy nic nie przybliża, bo mózg to tylko narzędzie....

    szarmancki amant może być jednocześnie sadystycznym zbirem; życiowy nieudacznik może być jednocześnie wybitnym profesorem. Fascynuje całość, z ewentualnymi "niedogodnościami", czy tylko część?

    Ma używać mózgu

    autonomiczna choć skomplikowana całość? Jedynie plusy, czy zbiór wad i zalet?


    Ależ przybliża!!!
    Zapomniałam, że mężczyźnie należy wyjaśnić wprost, podając jednoznaczną definicję ;)

    Co oznacza ów mózg u mężczyzny?
    Oznacza, że ma być on czlowiekiem myślącym. Tak, ma on używać mózgu na co dzień, najlepiej w jak najwiekszym zakresie, bo to jest fascynujące. Dla kobiety.
    Mózg to może i narzędzie, ale równocześnie wielki atut dojrzałego mężczyzny, gdyż nareszcie odkrywa onoi go i uaktywnia ;) Nie piszę z sarkazmem, naprawdę tak sądzę.

    W dojrzałym mężczyźnie fascynujący jest nie tylko mózg, ale całokształt odpowiadający tej jednej konkretnej kobiecie. Jeśli jednak mężczyzna nie myśli, to choćby był niewiadomo jakim adonisem, niestety nie sprawi, że myśląca kobieta zainteresuje się nim na poważnie, gdyż nie będzie po prostu czego odkrywać. On nie będzie dla niej interesujący.

    Są mężczyźni myślący od zawsze, ale są również tacy, którzy do myślenia dojrzewają i stan ten osiągają po 40 czy po 50 :)

    Zgadzam się, że jest także taki typ mężczyzny, o którym piszesz "szarmancki amant", który może oczarować erudycją, a jednocześnie wykorzystywać swój mózg i mieć tzw. niecne zamiary wobec kobiety, jednakże nie zmienia to faktu, że lepiej jest, gdy mężczyzna mózg posiada, starając się być sobą.

    Tylko wówczas ma on szansę znaleźć mądrą kobietę, oczywiście o ile taka jest mu do czegokolwiek potrzebna ;)
    Głupie są przecież łatwosterowalne ;)

    Autonomiczna, nieważne jak skomplikowana i myśląca jednostka szuka zazwyczaj autonomicznej i myślącej jednostki i to niekoniecznie myślącej tak samo, ważne żeby była myśląca. Myśląca samodzielnie.

    Mam nadzieję, że wyjaśniłam co miałam na myśli pisząc, że MĘŻCZYZNA POWINIEN POSIADAĆ MÓZG? ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Diabełek
    ~Diabełek
    Napisane 17 kwietnia 2018 - 23:00
    ~Real napisał:

    Zapomniałam, że mężczyźnie należy wyjaśnić wprost, podając jednoznaczną definicję ;)


    Zaraz że mężczyźnie :)
    Wyjaśnienie pomaga uniknąć nieporozumień i niezrozumień ;)
    Kobieta mówi: "Lubię kwiaty!"; Facet przynosi jej czerwone róże; Ona mówi: "Nie lubię róż, lubię polne kwiaty!"; Facet przynosi jej maki, a ona mówi: "Nie lubię czerwonych...".

    @Real woman: dziękuję, że bardzo pięknie i cierpliwie wyjaśniłaś (ani grama ironii w moim podziękowaniu).

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Real woman
    ~Real woman
    Napisane 18 kwietnia 2018 - 00:00
    Cieszę się, że wyjaśniłam ;)
    Faktycznie warto zawsze wyjaśniać co się miało na myśli, bo wypowiadane czy pisane słowa mogą być różnie rozumiane :)
    Nie wyobrażam sobie powiedzieć facetowi, który przyniósł mi kwiaty "wiesz nie podobają mi się, wolę inne".
    Chociaż pamiętam kiedyś dostałam od faceta dramatycznie sztucznego kwiatka (takiego, których pełno na grobach 1.11)tak w ramach żartu, bo za chwilę pojawił się malutki bukiecik i to było przesympatyczne.
    Moja pierwsza myśl: "Ale tragedia facet!", a chwilę później: "WOW!" :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Dori
    ~Dori
    Napisane 25 kwietnia 2018 - 10:26
    A czego mężczyzna po przejściach oczekuje od nowej partnerki?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 25 kwietnia 2018 - 11:30
    ~Dori napisał:
    A czego mężczyzna po przejściach oczekuje od nowej partnerki?


    Bardzo dobre pytanie... :-).

    Wg mnie, facet oczekuje od kobiety, że będzie ona jego przyjacielem i partnerem w codziennych sprawach. Będzie rozwijała swoje zainteresowania i pasje i będzie go wspierała w rozwijaniu jego pasji. Da mu ciepło i okaże zrozumienie, kiedy on przyjdzie do domu pełen złej energii, której wszędzie naokoło pełno, wysłucha go, gdy on potrzebuje się wygadać, poradzi, gdy potrzebuje porady. Będzie potrafiła tak dawać, jak i brać w związku, który stworzyli.

    Gdy trzeba, stanie się koleżanką, innym razem przyjaciółką, czasem nawet może i mamusią... ;-), ale to tylko na chwilkę.

    Zadba o detale, o które facet nie dba - firanki, kwiatki, bibeloty...

    Facet sam, żyje niejako na pustyni. On obstawia się tylko tym, co mu jest niezbędne - ma to swój praktyczny wymiar - jednak ona uzupełnia tę praktyczną pustkę jakimiś rzeczami, o których on by wcale nie myślał - to daje klimat.

    A przede wszystkim... Fajnie, by on mógł na nią liczyć, gdy naprawdę będzie jej potrzebował.

    Wszystko to, rzecz jasna działa również w drugą stronę.
    Dojrzały facet to taki, co nie potrzebuje, by mu mówiono, że ma 'sobie czapeczkę założyć, bo zimno...' :-), to osoba w pełni samowystarczalna, samodzielna i odpowiedzialna - tak za siebie, jak i za swoje otoczenie, a ona... jest dla niego treścią życia i fajnie, gdy ona nada szczyptę koloru oraz klimatu.

    Samodzielna, ale z nim, On samodzielny, ale z nią. I to wszystko nie z obowiązku - często smutnego - tylko z chęci, z wyboru.

    A seks...? No jasne, że to ważna sfera życia, ale... nie najważniejsza. Dojrzały facet rozumie, że kobieta ma swoje 'fazy', rozumie też, że dla niej klimat jest na tyle istotny, że gdy nie będzie odpowiedni, to i z seksu nie będzie radości..., ale ;-).

    Drogie panie, facet też nie będzie zabierał się do tych spraw, gdy ona stroi fochy. Jak ona zaczyna się burmuszyć, to jemu zwyczajnie odechciewa się wszystkiego łącznie z zabieganiem o jej względy, czy naprawianiem sytuacji.

    Dojrzała kobieta się nie burmuszy, tylko wprost mówi o co chodzi - i tego facet od niej oczekuje. Strojenie fochów postrzegam jako przejaw niedojrzałości emocjonalnej, a dojrzały facet potrzebuje dojrzałej kobiety, a nie rozkapryszonego bachora po czterdziestce ;-).

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Real woman
    ~Real woman
    Napisane 25 kwietnia 2018 - 13:07
    Robercie1971, to są naprawdę mądre słowa dojrzałego mężczyzny. Potwierdzasz moje wyobrażenie o tym, jak może myśleć naprawdę dojrzały facet :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 30 czerwca 2018 - 09:50
    ~alutka napisał:
    Ach Robercie :)
    na szczęście, jedyne co nas łączy to klawiatura..

    :-)... na szczęście.
    ~alutka napisał:

    większość wariatek, powiedziałoby , że zaraz szlag je trafi :D

    Wiem i dlatego bym z wariatką nie wytrzymał... ani dnia hehe...
    ~alutka napisał:
    jestem skupiona na tym jednym zdaniu i ono przysłania mi całą resztę, jeszcze nie dokończyłam a już mam gotową odpowiedź!
    (...)
    Zaraz przeniosłam to co piszesz na wychowanie dziecka.
    Odkąd je miałam, zniknęłam w tym samym momencie, przestałam istnieć dosłownie z dnia na dzień.
    Nie mogłam w danej chwili sama decydować o tym, co mam w danej chwili robić, o tym decydowało dziecko i jego potrzeby..
    żeby nie zwariować musiałam mieć plan i nawet do głowy mi nie przyszło pytać się męża czy by coś zechciał zrobić dla mnie czy syna. Ja robiłam dużo, on musiał zrobić resztę.
    Byłam jak ten generał na defiladzie.
    w zasadzie teraz po latach, zmieniłabym jedno,
    nie mówiłabym bezpośrednio i osobowo : zrób to i tamto, nie przyjmując sprzeciwu..
    Nie,
    teraz bym pisała kartki na drzwiach wejściowych w formie czasowników bezokoliczników,
    trzeba ugotować, posprzątać, uprać, zaprowadzić do przedszkola, zamówić wizytę do lekarza, kupić to czy tamto, pomalować ściany, wyrzucić śmieci, naprawić kontakt.. cokolwiek,
    i czekałabym na ochotnika, każdy chętny mógłby podejść przeczytać , skreślić i wykonać..
    Jak myślisz, jakby wyglądało nasze życie?

    Nieciekawie - poniżej się do tego odniosę... :-) W każdym razie przypominałoby więzienie, albo koszary wojskowe.
    ~alutka napisał:

    Narzuciłam kierat, bo mój dom by nie funkcjonował inaczej..
    Byłam reżyserem tego wszystkiego, bo nie było innych chętnych..Dyrygowałam tą orkiestrą jak chciałam a mój mąż nie odchodził, był szczęśliwy, od czasu do czasu miał jazdy, ale niczego nie zmieniał,

    No właśnie, czyli ten Twój facet nie był z tym stylem szczęśliwy skoro - jak piszesz - miał 'jazdy'... cokolwiek to znaczy.
    ~alutka napisał:

    zmęczyło mnie to do takiego stopnia, że rzuciłam wszystko z dnia na dzień, nawet nie poczekałam do pełnoletności syna, jak sobie sama obiecałam..

    odeszłam i wyprowadziłam się z domu, do faceta, który ponad wszystko cenił sobie święty spokój :D, ale nie powiedział mi o tym wcześniej,
    musiałam odejść znowu,

    Czyli zmęczył Ciebie samą Twój styl prowadzenia domu. Wygląda, że jesteś osobą nadkontrolującą, która potrzebuje do szczęścia mieć podwładnych, być reżyserem/generałem i realizować swoje przedstawienie. :-)
    ~alutka napisał:

    Sama miałam święty spokój dopóki byłam sama,
    czas niezapomniany i bardzo potrzebny..
    Po takim okresie odzyskujesz tożsamość, co nie jest aż tak istotne w sumie jak to, że już jej nigdy nie stracisz z własnej woli..

    Ja ten okres miałem zanim w ogóle wszedłem w relacje damsko-męskie. Wydaje mi się, że tę tożsamość uzyskałem stosunkowo wcześnie i małżeństwo było efektem mojej świadomej decyzji. Nawet nam się dobrze układało, doszliśmy razem całkiem daleko, ale potem się sypnęło, bo moja żona zaczęła szukać wsparcia poza kręgiem dotychczas wyznawanych wartości i... ktoś ją uświadomił, że przecież ona szczęśliwa nie jest i tak dalej... Wszystko się rozpadło.
    ~alutka napisał:

    Każdy związek zjada nas w połowie, niektórych w całości..
    (...)
    Równowaga nie istnieje, zawsze komuś zależy bardziej..
    a wtedy druga strona dyktuje warunki.

    No właśnie - padły tu święte słowa: 'komuś bardziej zależy, a wtedy druga strona dyktuje warunki' :-)...
    Pytanie pojawia się następujące: na czym temu komuś zależy?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 30 czerwca 2018 - 10:22
    I czy związek faktycznie zjada nas w połowie? Czy w ogóle związek musi nas zjadać? :-)...

    Pozwolę sobie w tym momencie na mały komentarz.

    Dla mnie - faceta przed pięćdziesiątką po przejściach, nie jest potrzebny do szczęścia ktoś, kto będzie mnie zagospodarowywał od rana do wieczora. Czasem coś trzeba zrobić, załatwić, czegoś dopilnować, ale... ja to wiem, a skoro nie wiem, to warto mi to zwyczajnie uświadomić, ale nie przesadzać. Kartki na drzwiach są całkiem niegłupim pomysłem i mogłyby się sprawdzić.

    Czyhanie jednak na mnie, kiedy sobie siadłem i wymyślanie co mam jeszcze zrobić zabierając mi mój wolny czas, jest czymś absolutnie nie do przyjęcia. Facet działa zadaniowo - zrobić co jest do zrobienia i mieć... no właśnie :-), święty spokój. Kobieta, zdaje się, funkcjonuje jakoś inaczej...

    Zrozumiałe, że w sytuacji tzw. wyższej konieczności, potrzebne jest, by ktoś podjął się dowodzenia, bo zaistnieje zwyczajny chaos. Jednak dotyczy to takich sytuacji jak pożar, powódź, wypadek komunikacyjny, albo jakiś atak szału, walka o życie, bo włamał się bandyta i inne niespodziewane zdarzenie, czy kataklizm... wtedy potrzeba kogoś, kto komenderuje, a reszta wykonuje jego polecenia.

    Pamiętaj jednak, że życie - to zwyczajne życie - poza kilkoma wyjątkami, nie jest sytuacją nadzwyczajną. To normalne życie. Oczywiście, że gdy jest małe dziecko, czy osoba obłożnie chora, trzeba zachowywać zimną krew i lepiej sobie coś przeorganizować, by kogoś odciążyć, komuś ulżyć, jednak to są sprawy przejściowe. Zwyczajne życie nie wymaga tworzenia takich zależności. Zwyczajne życie sobie płynie, a my ze sobą współistniejemy i coś dla siebie nawzajem dajemy.

    Nic mnie tu nie zjada - jak piszesz powyżej. Ja funkcjonuję w swoim trybie i ona też funkcjonuje w swoim..., razem tworzymy całość i współistniejemy, wychodzimy sobie naprzeciw, ale nie ma między nami zależności 'wódz-podwładny'.

    Wyobraź sobie, że takie zależności są tworzone gdy już nie funkcjonuje współpraca tzw. samoistna - oparta na zwyczajnym poczuciu przynależności i wspólnoty, a i wtedy należy je jak najszybciej zakańczać. Jeżeli ktoś jest przywiązany do roli wodza, albo podwładnego i nie potrafi się od tego uwolnić, to niech tak sobie ma - jego sprawa, mnie takie coś nie bawi, a by skrajnie męczyło i czułbym się upodlony będąc pod komendą kogoś, kto deklarował, że będzie dla mnie równoprawnym partnerem.

    Związek dwojga ludzi to nie zależność wojskowo-służbowa, tylko partnerstwo, gdzie obie strony mają równe prawa - nie tylko co do oczekiwań względem drugiej strony, ale również co do ustalania własnych oraz wspólnych planów i priorytetów tak krótko, jak i długoterminowych. Każda ze stron potrzebuje dozy wolności i niezależności. Funkcjonowanie jak w warunkach obozowych... może komuś daje szczęście, mnie napewno nie :-)...

    Alutka... gdybyś nie spuściła z tonu, to już wieczorem tego samego dnia któreś z nas musiałoby spakować walizki - i jak znam życie, byłbym to właśnie ja. Bo inaczej... szlag by mnie trafił jak nic... :-)

    pozdrawiam Cię serdecznie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Nela
    ~Nela
    Napisane 30 czerwca 2018 - 11:40
    Ehhh... Robercie czytam co tu piszesz i z całą pewnością nie Ty spakowałbyś te walizki.
    Całe to forum pokazuje, że większość facetów nie jest do tego zdolna. Twoja żona musiała się bardzo starać, żeby do Ciebie dotarło, że naprawdę nie chce z Tobą być. Ty byłeś w stanie znieść dużo, tylko żeby utrzymać status quo.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 30 czerwca 2018 - 14:21
    ~Nela napisał:
    Ehhh... Robercie (...)
    Twoja żona musiała się bardzo starać, żeby do Ciebie dotarło, że naprawdę nie chce z Tobą być.

    Tak... bardzo się o to starała, to fakt i jemu nie zaprzeczam..., podłości jakich się wobec mnie dopuszczała o tym świadczą dobitnie... ;-)
    ~Nela napisał:

    Ty byłeś w stanie znieść dużo, tylko żeby utrzymać status quo.

    I tu się zgadzam... znosiłem bardzo wiele, aż przekroczyła granice podłości,
    ale robiłem to nie tylko ze względu na siebie... chodziło mi o dzieci, które na tym ucierpiały najbardziej, ale ona tego tak nie widziała - wolała potem latać po psychologach tak ze sobą, jak z dziećmi. Groteskowe to było. Wiem, że oni jej tego nie wybaczą i karma wróci do niej po latach.
    Zapewniam, że gdyby się sytuacja miała powtórzyć, to nie będę się zastanawiał ani minuty - pakuję walizę i wychodzę. ;-).

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Diagnoza
    ~Diagnoza
    Napisane 30 czerwca 2018 - 21:03
    Ludzie dojrzali to ludzie samodzielni finansowo i mentalnie, to ludzie odpowiedzialni to ludzie wiedzący czego chcą zarówno kobiety jak i mężczyźni, to ludzie stabilni emocjonalnie i niefundujący drugiemu tzw. nagłych zwrotów akcji.

    Jeśli tacy ludzie do pełni szczęścia czują potrzebę bycia w związku...wiedzą o czym mówią.

    To, że ktoś twierdzi że bycie w związku zjada w połowie lub w całości oznacza, że:
    a) albo nigdy nie trafił na właściwą osobę
    b) nigdy nie powinien być w związku...powinien żyć życiem singla
    Człowiek dojrzały żyje świadomie i chce dobrze dla siebie i drugiego człowieka, który jest dla niego ważny.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 01 lipca 2018 - 07:03
    ~Robert1971 napisał:
    I czy związek faktycznie zjada nas w połowie? Czy w ogóle związek musi nas zjadać? :-)...

    Pozwolę sobie w tym momencie na mały komentarz.

    Dla mnie - faceta przed pięćdziesiątką po przejściach, nie jest potrzebny do szczęścia ktoś, kto będzie mnie zagospodarowywał od rana do wieczora. Czasem coś trzeba zrobić, załatwić, czegoś dopilnować, ale... ja to wiem, a skoro nie wiem, to warto mi to zwyczajnie uświadomić, ale nie przesadzać. Kartki na drzwiach są całkiem niegłupim pomysłem i mogłyby się sprawdzić.

    Czyhanie jednak na mnie, kiedy sobie siadłem i wymyślanie co mam jeszcze zrobić zabierając mi mój wolny czas, jest czymś absolutnie nie do przyjęcia. Facet działa zadaniowo - zrobić co jest do zrobienia i mieć... no właśnie :-), święty spokój. Kobieta, zdaje się, funkcjonuje jakoś inaczej..

    Związek dwojga ludzi to nie zależność wojskowo-służbowa, tylko partnerstwo, gdzie obie strony mają równe prawa - nie tylko co do oczekiwań względem drugiej strony, ale również co do ustalania własnych oraz wspólnych planów i priorytetów tak krótko, jak i długoterminowych. Każda ze stron potrzebuje dozy wolności i niezależności. Funkcjonowanie jak w warunkach obozowych... może komuś daje szczęście, mnie napewno nie :-)...

    Alutka... gdybyś nie spuściła z tonu, to już wieczorem tego samego dnia któreś z nas musiałoby spakować walizki - i jak znam życie, byłbym to właśnie ja. Bo inaczej... szlag by mnie trafił jak nic... :-)

    pozdrawiam Cię serdecznie.


    Odniosę się jeszcze do Twojego komentarza.
    żeby móc się zrozumieć należałoby pisać o jednej i tej samej sytuacji, kiedy każdy ma na myśli swoją, odmienną od rozmówcy (inny etap życia), zaczyna z tego wyłaniać się jakiś mutant.

    Na Twoje pytanie: czego chce dojrzała kobieta, postaram się napisać tylko o sobie..
    Nie należy mieszać okresu mojego bycia z mężem i dzieckiem z okresem obecnym, kiedy jestem sama z partnerem.
    Dla mnie to dwa różne byty.

    Byt 1 - to nie bycie w dwójkę, gdzie huzia na józia wskoczłlam na głowę mężowi i krzyczałam na chłopa, który sobie usiadł - co ty robisz człowieku? jest tyle do zrobienia!
    Dopóki byliśmy sami, był to związek dla mnie idealny, nie byłabym z nikim, gdyby tak nie było, uważałam, że wybrałam dla siebie partnera odpowiedniego, uzupełnialiśmy się, oboje mieliśmy swoją przestrzeń, nikt nic nikomu nie zabierał.

    Kiedy pojawiło się dziecko,
    odebrało tylko mi wolność, mężowi w żadnym stopniu..
    to był związek trójki ludzi, nie należy zatem porównywać tego do relacji naszych obecnych, oboje żyjemy już tylko w dwójkę, mimo, że masz jeszcze dzieci pod opieką, nie mieszkasz z nimi.
    I nie mogę nazwać okresem przejściowym 18 lat.
    Piszesz najpierw, że kartki na drzwiach to koszary, potem, że może to fajny pomysł jednak,
    gdybym je miała, bo takie pytanie zadałam, jak by wyglądało nasze życie? tak samo, sama bym je zdejmowała i wykonywała swoje polecenia, obroniłabym się jednak przed zarzutem Dyktatora.

    Byt 2
    Ja i partner, żadnych przestrzeni kryzysowych, no bo jakie?
    Niezależność i wolność dla każdej jednostki, nikt nic nikomu nie narzuca, nie wymaga, jesteśmy razem, bo nam dobrze, ale nie musimy być razem.. jestem inną osobą, ciepłą, wesołą, zrelaksowaną i spełnioną.
    Dopiero teraz poczułam, że mamy równe prawa.

    Nie wiem na ile wyjaśniłam wcześniejszą swoją wypowiedź.
    Wychowałam syna praktycznie sama, uważając to za dziejową niesprawiedliwość, byłam młoda, energiczna i pomysłowa i dałam radę :D, małżeństwo mnie rozczarowało..zjadało mnie po kawałku, stawałam się kimś kim, być nie chciałam a zwyczajnie musiałam..

    Czego oczekuję od partnera? naprawdę niczego.. nie mam już takiej potrzeby, wtedy potrzebowałam pomocy, teraz nie potrzebuję.. bliskość, czułość, zrozumienie to chwile zazwyczaj, które daje nam 2 osoba, nie zastanawiam się teraz w ogóle nad związkiem, po prostu żyję i jest mi dobrze, dużo się śmieję i to jest mój wyznacznik.. kiedy przestanę, znaczyć to będzie, że mam w domu zjadacza dobrych emocji, wtedy odejdę..
    pozdrawiam

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 01 lipca 2018 - 08:22
    Fajnie, że odpisałaś...
    Przykre, że trafiłaś na nieodpowiedniego faceta. Zrobić dziewczynie dziecko i potem do niczego się nie poczuwać, to faktyczne draństwo i... o zgrozo, sporo facetów tak robi, bo tak im wygodniej, a kobita... Cóż ona wtedy może zrobić? To w końcu jej dziecko i na śmietnik go nie wyrzuci, a że ojciec okazał się tylko zwykłym dawcą plemników, a reszta go mało obchodzi, to na nią spada te kilka, kilkanaście lat troski o dziecko i totalnej dezorganizacji całej idylli życia sprzed ciąży i porodu.
    Wiem coś o tym, bo moja obecna partnerka tak właśnie miała - wychowała dzieciaka sama, a ojciec nie tylko nie angażował się w wychowanie, ale nawet alimentów - choć niewielkich - też nie płacił - zabrał się z domu i poszedł 'w długą' po prostu. Ciężko jej było jak cholera.
    Teraz dziewczyna ma podejście podobne do Twojego - z tą niesprawiedliwością dziejową - i się z Wami w tym wypadku absolutnie zgadzam. Rozumiem nawet to jej rozgoryczenie na obecne - w rzeczy samej bardzo słuszne moim zdaniem - działania władz wspierające rodziny z dziećmi - ona takiego wsparcia nie miała.
    Sam mam dwójkę dzieciaków i wiem, że wymagają one zaangażowania i uwagi. Byłem jednak z nimi gdy rosły, podejmowały kolejne wyzwania, stawały się coraz mądrzejsze. Pomagałem jak potrafiłem i czasu poświęcałem ile dawałem radę, a i tak potem usłyszałem, że 'ona' sama musiała się ze wszystkim borykać - co było totalną bzdurą, ale to już historia, a wspominam o tym tylko po to, żeby ukazać, że krzywe zwierciadła też w życiu funkcjonują i mają się dobrze.
    Wiesz... patrząc jednak na różne modele rodzin i style życia dostrzegłem, że można prowadzić dom w sposób całkowicie luźny, bez zbędnej spiny i nie przejmować się, że dziecko jest np. wykąpane zamiast o godzinie 20, godzinę wcześniej, albo dwie później i.. nic mu się z tego powodu nie stanie. Tak samo można w domu wycierać wszystkie - do granic możliwości zastawione bibelotami - półeczki, codziennie coby się kurz nie odkładał, a można mieć wszystko tak zorganizowane, żeby tej roboty - zbędnej w moim rozumieniu - było jak najmniej (mało półeczek, mało bibelotów, mniejszy reżim co do sprzątania itd). Można po prostu być pedantycznym i w ten pedantyzm wciągać partnera - na siłę, nawet gdy tego nie chce, a można ograniczać owe 'powinności' do niezbędnego optimum i czasami odpuszczać.
    Znam dom o luźnym podejściu do życia i spraw 'koniecznych' i taki gdzie obowiązywał system 'nakazowo-rozdzielczy' i wszystko musiało być, jak zażyczył sobie 'rozdzielca-generał' ;-) i wiesz co... Ani w jednym domu nie było dobrze, ani w drugim, ale... wydaje mi się, że tam, gdzie pozostawiano ludziom więcej swobody, było jakoś spokojniej, choć kłótnie się też zdarzały. W mojej ocenie wszystko zależy od tego jakie egzemplarze ludzkie spotkasz na swej drodze i... czy jesteś w stanie się co nieco dostosować i poluzować z oczekiwaniami, gdyby okazało się, że ktoś chce Ci pomóc i Cię odciążyć oraz czy potrafisz czasem z czymś zwyczajnie odpuścić. Słowem..., jakim egzemplarzem ludzkim sama jesteś. Ot i wszystko hehe...
    Kartki na drzwiach, to fajny pomysł, żeby poinformować czego oczekujesz od swojego partnera, ale gdy potrzeby byłyby mnożone ponad miarę, to zakrawałoby na koszary :-). Po prostu ze strony faceta konieczne jest zaangażowanie - tak twierdzę - z ze strony kobiety, czasem zluzowanie :-). Gdy jest dobra wola i zaangażowanie po obu stronach, wszystko ma sporą szansę się udać. :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~No tak...
    ~No tak...
    Napisane 01 lipca 2018 - 12:07
    Dojrzała kobieta wie co oznaczają słowa:
    Żyj i daj żyć innym....i czerpie z życia radość :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aga
    ~Aga
    Napisane 02 lipca 2018 - 12:48
    ~Robert1971
    Nawiązując do fragmentu Twojego wpisu o "luźnym prowadzeniu domu" spróbuję przedstawić w czym problem, że przynajmniej ja jako kobieta miałam bardzo trudno przy wprowadzeniu takiego trybu prowadzenia domu.
    U mnie w domu nie ma zasłon i firan, nie ma bibelotów bo też i nie ma ich na czym stawiać, co się dało zabudować jest zabudowane żeby nie tworzyć "kurzozbiorów". Od mojej teściowej i siostry mojego męża, kiedy przyjechały do nas w gości usłyszałam wiele nieprzyjemnych słów. Wyśmiały dosłownie wszystko! Podłogi (na których nie widać kurzu i brudu, co oznacza, że nie trzeba codziennie latać ze ścierą), umeblowanie a raczej oszczędny styl i jego ograniczenie do rzeczy absolutnie niezbędnych, kolory ścian a raczej ich brak itd. Moja teściowa dopiero po 15 latach przestała walczyć o te firanki:-). Mój skarb się tym nie przejmuje a mnie to dotknęło. myślę, że my kobiety jesteśmy bardziej wrażliwe na to, co powiedzą inni i z tego biorą się w związkach różne nieszczęścia.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Najgłupsze
    ~Najgłupsze
    Napisane 11 lipca 2018 - 01:44
    ~Aga napisał:

    myślę, że my kobiety jesteśmy bardziej wrażliwe na to, co powiedzą inni i z tego biorą się w związkach różne nieszczęścia.


    ???

    Jeśli w ogóle interesuje Cię to, co powiedzą inni... to oczywisty znak, że warto popracować nad poczuciem własnej wartości.

    I nie ma to nic wspólnego z płcią.
    Wystarczy popatrzeć na instagram.

    Tak samo dużo kont babeczek łaknących like'ów ... jak i kont facetów prężących muskuły...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aga
    ~Aga
    Napisane 13 lipca 2018 - 22:19
    ~Najgłupsze

    „Jeśli w ogóle interesuje Cię to, co powiedzą inni...”

    Tak, bardzo mnie to interesuje, uwielbiam słuchać co mają do powiedzenia moi bliscy, przyjaciele, sąsiedzi, koledzy w pracy, generalnie lubię słuchać tego co mają do powiedzenia inni, również na mój temat.

    „to oczywisty znak, że warto popracować nad poczuciem własnej wartości”

    Ja tak nie uważam.


    „I nie ma to nic wspólnego z płcią.
    Wystarczy popatrzeć na instagram”

    Nie wiem nie zaglądam tam. Pogląd na temat wrażliwości kobiet ukształtowałam na podstawie swojego doświadczenia zawodowego. Dopuszczam możliwość pomyłki:-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Migotka
    ~Migotka
    Napisane 26 lipca 2018 - 13:27
    Oczekuje odpowiedzialności

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 26 lipca 2018 - 18:24
    Zakładając rzecz jasna, że sama jest odpowiedzialna...? ;-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 31 sierpnia 2018 - 10:05
    Przeniosłem odpowiedź do innego wątku, coby nie zaśmiecać dalej tematu Marlenie.

    ~Aniołek napisał:

    Nie wiem czy ma to dla Ciebie znaczenie, ale chciałam Tobie napisać dzisiaj, że czasami to co wydaje się nam zarzutem czy oskarżeniem ze strony jakiejś osoby może być nieprawdziwe.
    Może być naszą nadinterpretacją.

    Wiesz... to odwieczny problem w komunikacji między ludźmi ;-). Gdy chcemy by nasz rozmówca rozumiał co do niego mówimy, musimy posługiwać się jego językiem. W przeciwnym wypadku dojdzie do nieporozumień i nadinterpretacji. Najważniejsze to odnosić się do tego co adwersarz napisał/powiedział, a nie do własnych domysłów, a ja tu coś takiego właśnie, odnotowałem...
    ~Aniołek napisał:

    Dlaczego zakładasz że ktokolwiek chciałby Cię ośmieszyć czy zdyskredytować, a nie jedynie wyjaśnić coś czy uświadomić?

    Nie wiem w końcu co oni chcieli mi wyjaśnić, czy uświadomić, ale mój osobisty odbiór ich wypowiedzi był jednoznaczne - odnosili się do słów i stwierdzeń, które spod mojej klawiatury nie padły, a przynajmniej nie w tym wątku. To była dopiero nadinterpretacja.
    ~Aniołek napisał:

    Dla mnie Alutka i kawaler w swoich wypowiedziach operowali konkretami.
    A może chodzi Ci po prostu o formę tych wypowiedzi?

    No właśnie konkretów tam raczej nie zauważyłem, bardziej odebrałem to jako formę pouczania i ocenę - dość surową zresztą - gdy np. osoba podpisująca się jako 'Kawaler', mówi mi o wyrażaniu się o swojej starej, podczas kiedy ja tam się na jej temat w ogóle nie wypowiadałem... Dziwnej proweniencji ów 'Kawaler', bo jakoś prezentowany przez niego styl wypowiedzi i rozumowania mi do faceta nie pasuje ;-)... Podpucha...? ;-)
    Alutka natomiast usiłowała mi weprzeć swój punkt widzenia, a że się z nią nie chciałem zgodzić, stała się natrętna i mimo mojego milczenia ciągnęła nadal temat ganiając po różnych wątkach gdzie tylko się pojawiłem... Dziwne to było dla mnie i jak ulał do definicji trollingu pasowało ;-)...
    ~Aniołek napisał:

    Gdy przeczytałam wpisy Alutki zauważyłam jak bardzo starała się ona Tobie coś uświadomić.

    Bardzo chciała... może za bardzo, bo dla mnie stała się zwyczajnie natrętna. Natomiast zwieńczenie całej korespondencji potwierdziło tylko, co sama o sobie napisała - brak klasy. Jak to szło...? Z żadnym Robertem się już nie zwiąże... Nie wiem doprawdy co powiedzieć, bo ja... gdybym spotkał jakąś atrakcyjną i miłą Alicję/Alinę, czy nawet Alutkę..., która przypadłaby mi do gustu, pewnie bym podobnymi kategoriami nie rozumował... Nie miałoby dla mnie znaczenia, że z niejaką alutką na forum 'facetpo40', się dogadać nie mogłem. Z rzeczywistą Alutką może poszłoby całkiem dobrze... ;-)
    ~Aniołek napisał:

    Nigdy nie nazwałabym ani Alutki ani Ciebie ani mnie samej trollem, chociaż wszyscy skakaliśmy tutaj po różnych wątkach wypowiadając się na różne tematy :)

    Tak, ale tu zaszło wyraźne mieszanie wypowiedzi z różnych wątków i co pisałem Marlenie nijak się miało do tego, do czego odnosili się moi natarczywi rozmówcy... Ktoś sobie dopowiada i reaguje nie na moje faktycznie napisane słowa, a bardziej na to, co mu się wydaje. Padają jakieś niedookreślone oskarżenia, a próby dopytywania o co naprawdę chodzi są pomijane milczeniem i zmianami tematu. No coś takiego rozwaliło moje małżeństwo. Ja lubię transparentność i przejrzystość. Nienawidzę natomiast dopowiadań i konieczności domyślania się czegokolwiek, co można zwyczajnie powiedzieć bardzo precyzyjnie wprost.

    Może i dziwak jestem... ;-) Wolę jednak gdy wszystko się kupy trzyma. Gadanie mi przez alutkę, że mam do niej niechęć, gdy ja w ogóle się do niej nie odzywałem w danym miejscu, jest cokolwiek zagadkowe..., ale może na czymś znowu się nie znam... 8-)...

    Dziękuję Ci że jednak napisałaś. Z innymi też chętnie podyskutuję, ale nie w powyższym stylu. Raczej na fakty i konkrety, a nie na opinie i interpretacje..., bo my-mężczyźni zawsze będziemy przegrani z Wami-kobietami w potyczkach na emocje... To Wasza mocniejsza strona, a nasza... no cóż...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook