Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Ile dobra za jednego dolara?

Facet pomaga

Przy całym szacunku dla filantropów, społeczników i wolontariuszy: niektóre metody walki z biedą, ciemnotą czy głodem są jak leczenie dżumy cholerą. Dobroczynność to zbyt poważna sprawa, by powierzyć ją idealistom. Za ulepszanie świata niech się biorą ludzie umiejący myśleć analitycznie – efektywni i racjonalni altruiści. Patrząc na nich możemy się uczyć, jak pomagać, żeby nie zaszkodzić.

Tagi: pomaganie , charytatywnie , pomaganie dzieciom

Filantropia
Czy pieniądze zawsze trafiają tam, gdzie powinny?

Bono jest charyzmatycznym muzykiem, zwierzęciem scenicznym, liderem grupy U2. Ale ma też drugie – jeśli nie pierwsze – oblicze: ambasadora walki z niesprawiedliwością, ubóstwem i głodem. Problem w tym, że jego charytatywna fundacja One Campaign naraziła się na krytykę obrońców praw człowieka. Poruszyły ich skargi byłych pracowników tej organizacji, którzy twierdzili, że byli „traktowani gorzej niż psy”. Do niewłaściwych zachowań miało dojść w latach 2011-2015 w siedzibie fundacji w Johannesburgu w RPA.

Nie był to pierwszy kryzys wizerunkowy tej instytucji. W 2010 r. brytyjski „Daily Mail” ujawnił, że One przekazywał biednym tylko 1,2 proc. przychodów. Na co szła reszta pieniędzy? Bono przez lata uczestniczył w każdym ważnym spotkaniu głów państw, by wyrzucać im brak wrażliwości na nieszczęścia świata, a wiadomo, że bilety lotnicze w klasie biznes kosztują. Do najtańszych nie należały też ekskluzywne imprezy, na które wokalista zapraszał znanych polityków, aktorów, piosenkarzy i inne gwiazdy show-biznesu. „Nie finansujemy programów bezpośredniego wsparcia. Jesteśmy organizacją, która wspiera kampanie społeczne” – odrzucał zarzuty o niegospodarność Oliver Buston, ówczesny rzecznik One. Ale nawet najwięksi zwolennicy fundacji (i jej sławnego założyciela) musieli przyznać, że sposób jej działania pozostawia wiele do życzenia.

Bono - frontman zespołu U2 i założyciel fundacji One Campaign
Bono - frontman zespołu U2 i założyciel fundacji One Campaign 

Kwestia zaufania

Rozdźwięk między głoszonymi hasłami a praktykami Bono rzucił się cieniem na działalności charytatywnej w ogóle. Po takich wpadkach społeczeństwo baczniej się przygląda, jaki jest stosunek kosztów stałych, czyli administracyjnych, do wydatków na faktyczną pomoc. Zwłaszcza darczyńcy mają prawo żądać, by lwia część datków trafiała do potrzebujących, a nie do pracowników biurowych.

Marnotrawstwo jest niedopuszczalne, lecz najbardziej zasmucają malwersacje finansowe, na które pozwalają sobie niektórzy działacze społeczni. Częściej chyba jednak mamy do czynienia z nieudolnością zarządzających – za działalność dobroczynną biorą się zwykle idealiści, którzy nie zawsze umieją mądrze gospodarować powierzonym im groszem, są na bakier z matematyką i w pomaganiu, zamiast twardą wiedzą, kierują się intuicją i empatią.

Intuicję moralną powinniśmy odróżnić od rozumowania w kategoriach moralnych. W pierwszym przypadku chodzi o spontanicznie reakcje, w drugim – o wolniejszy, analityczny namysł prowadzący do rozwiązań systemowych i trwałych. To spostrzeżenie leży u podstaw ruchu efektywnego altruizmu, zainicjowanego przez etyka Petera Singera, który promuje filantropię zorganizowaną, ukierunkowaną na cele, z harmonogramem, budżetem, na dodatek mierzalną (efektywność dobroczynności można precyzyjnie ocenić i obliczyć). Emocjonalne zrywy nie rozwiążą problemów społecznych. Co gorsza, mogą wyrządzić więcej szkód niż pożytku – ostrzega Singer.

Aby walka z ubóstwem była skuteczna, trzeba porzucić filantropijne iluzje, żywione przez ludzi dobrej woli. Ulegają im nawet osoby, które w innych dziedzinach życia, z biznesem na czele, stąpają twardo po ziemi. Weźmy choćby Billa Gatesa, którego fundacja dysponuje kwotami porównywalnymi z budżetami niektórych państw – i wydaje je równie nieefektywnie jak wiele krajów. Przykładem jest wspieranie Afryki – korzystają na tym głównie lokalne skorumpowane rządy, które pomoc przejadają. Nieracjonalność twórcy Microsoftu zarzuca m.in. jeden z najbogatszych ludzi świata, Carlos Slim, który powiedział, że Gates więcej zrobił dobrego dla ludzkości, gdy produkował komputery, niż robi teraz, rozdając pieniądze na lewo i prawo.

Fundacje nie powinny się skupiać tylko na zbieraniu pieniędzy, lecz prowadzić badania, co się sprawdza, a co nie – wskazuje Matthew Syed w książce „Metoda czarnej skrzynki: Zaskakująca prawda o błędach i naturze sukcesu”. Wtóruje mu Tony Ord, filozof z Uniwersytetu Oksfordzkiego, zajmujący się efektywnością wsparcia sektora medycznego: „Ignorowanie opłacalności nie oznacza, że marnuje się 10 czy 20% korzyści możliwych do osiągnięciu przy danym budżecie na ochronę zdrowia. Często chodzi o 99% albo więcej”. Za takimi statystykami kryje się bezmiar cierpienia i tragedii. „W praktyce błędne wyznaczenie priorytetów może oznaczać śmierć dodatkowych setek, tysięcy albo milionów osób” – uświadamia Ord.

Aby nie wyrzucać pieniędzy w błoto, trzeba dokładnie poznać przyczyny różnych ludzkich niedoli – te zaś często są zupełnie inne niż podpowiada intuicja. Wolontariusze przez lata sprzeczali się o to, na co wydać pieniądze, żeby dzieci w Afryce rzadziej opuszczały szkoły i dostawały lepsze stopnie. Społecznikom nie brakowało pomysłów: darmowe książki, finansowe wsparcie komitetów rodzicielskich, kursy i nagrody dla nauczycieli... Nic nie działało, bo każda inwestycja miała więcej wspólnego z domysłami niż z dowodami empirycznymi. Dopiero ekonomiści wpadli na właściwe rozwiązanie: najlepiej wydać wszystkie fundusze na… leki przeciwpasożytnicze i tabletki odkażające wodę.

Mikrokorekty – makroefekty

Czasem nie radykalne działania, ale drobne korekty „robią różnicę” – na co w książce „Poor Economics” zwraca uwagę hinduski ekonomista Abhijita Banerjee. Za ilustrację tej tezy niech posłuży promocja adresowana do kenijskich rolników. Podczas siewów oferowano im nawozy sztuczne o połowę taniej. Byłaby to atrakcyjna propozycja, gdyby chłopom po ostatnich zbiorach zostało choć parę groszy w kieszeni. Z radością przyjęli oni natomiast pomysł kupowania pełnopłatnych talonów tuż po żniwach, które mogli później wymienić na nawozy. Dzięki tak prostemu zabiegowi wykorzystanie nawozów zwiększyło się aż o 50 proc.

Niektórzy przechwalają się swoją dobroczynnością i nie byłoby w tym nic złego, gdyby efekciarstwo łączyli z efektywnością. Z krytyką spotykają się akcje „wybudujmy 1000 studni dla Afryki”, jeśli nie ma nikogo, kto by je później konserwował. Pożytek z takiej bezinteresowności mogą mieć tylko ameby. Równie szkodliwa jest moda na wysyłanie produktów żywnościowych i starych ubrań np. do Kambodży – transporty towarów z Zachodu niszczą tamtejszy handel, rolnictwo i przemysł odzieżowy. Firmy nie mają zysków, więc nie płacą podatków, co uderza w całą gospodarkę i powiększa biedę.

Z krótkowzrocznym idealizmem rozprawia się znana dziennikarka, podróżniczka i filantropka Martyna Wojciechowska. – Najbardziej snobistycznym sposobem spędzania wolnego czasu przez top-menedżerów – twierdzi – jest jeżdżenie do krajów Trzeciego Świata, chwytanie za kielnie i budowanie szkół. Korporacyjni wolontariusze pozostawiają po sobie niewyposażone budynki bez wykształconych nauczycieli. Zabawa w dobroczynność kończy się na niszczejących murach, bo nie ma zapału, pieniędzy i czasu, aby prace kontynuować.

Komu wędkę, komu rybę

Kłótnie o filantropię toczą się między dwoma obozami. Lewa strona głosi, że głównym czynnikiem utrzymującym biedę jest brak pomocy, przynajmniej w wystarczającej ilości. Z pułapki nędzy, chorób i analfabetyzmu może wydźwignąć jeszcze więcej darów. Jeśli ludzie dostaną to, czego potrzebują, a ponadto anuluje się im długi, sami będą w stanie rozwiązać swoje problemy – argumentują orędownicy tzw. socjalu.

Na prawicy zaś entuzjaści wolnego rynku przekonują, że największą pułapką jest sama pomoc. Ich zdaniem każda pomoc rozleniwia, utrzymuje w bierności, przyzwyczaja do brania. Podtrzymuje mentalność żebraczą. Po co się starać, chodzić do pracy, zarabiać na chleb, skoro Wuj Sam zarzuci Trzeci Świat swoim solonym masłem, serem, workami z mąką i puszkami z olejem?

Tylko z pozoru oba stanowiska się wykluczają – raz lepiej dać ludziom wędkę, a innym razem rybę, bo wędkowania muszą się dopiero nauczyć. Jest to równoznaczne z osiągnięciem dojrzałości i poczucia sprawstwa, o co trudno, gdy dana społeczność przez dziesięciolecia, a nawet przez pokolenia utrwalała złe nawyki i żyła w przeświadczeniu o własnej niemocy.

Przyjrzyjmy się pladze otyłości. W państwach rozwiniętych problem dotyczy głównie klas niższych, bezrobotnych i pracowników z płacą minimalną. Takich grup, rodzin, jednostek nie stać na lekarzy, dietetyków i trenerów personalnych. Zdrowe jedzenie jest dla nich za drogie. Z myślą o tych osobach można realizować wysokobudżetowe kampanie społeczne pokazujące konsekwencje złego odżywiania. Ale po co?

W książce „Poor Economics” hinduski ekonomista Abhijita Banerjee jasno daje do zrozumienia, że otyłość i nadwaga biorą się z beznadziei. Po prostu zajadamy frustrację. „Kiedy życie jakiegoś człowieka jest generalnie przygnębiające, trudno oczekiwać, żeby z ochotą poddawał się samokontroli” – podkreśla Banerjee. „Jeśli jesteś taki jak ja i widzisz, że masz różne pragnienia, które masz spore szanse zrealizować w życiu, to zupełnie inaczej może wyglądać twoja gotowość do rezygnacji np. z dodatkowego, słodkiego, migdałowego croissanta. Ale jeśli czujesz, że wszystko, na co miałeś nadzieję, i tak nigdy nie wypali – to po co się pohamowywać?”.

Wniosek? Najpierw diagnoza, potem rehabilitacja – ta lekarska zasada powinna obowiązywać także w filantropii. Musimy dokładnie poznać człowieka i dokopać się do najgłębszych przyczyn jego problemów, niedoli – inaczej możemy dodać mu cierpień. Szlachetny poryw serca naprawdę nie wystarczy!

Zawodowi darczyńcy

Dobroczynność, oprócz podziwu, wzbudza kontrowersje. Szkopuł w tym, że uzasadniona krytyka służy za wymówkę osobom, które mają czym się dzielić, a tego nie robią – z chciwości, lenistwa lub skrajnie liberalnych przekonań, według których biedny zasłużył na swój nędzny los.

Na przeciwległym biegunie sytuują się zamożni ludzie, którzy chcą pomagać, ale nie w ciemno. Nad „czucie i wiarę” przedkładają „mędrca szkiełko i oko”. Zanim rzucą się w wir działalności charytatywnej, przeprowadzą analizę kosztów efektywności rozumianą jako miarę dobra osiągniętego za jednego dolara. Na tej podstawie określą najbardziej efektywne sposoby osiągnięcia wyznaczonych celów, jak walka z głodem, otyłością czy analfabetyzmem. Aha, wybierając organizację, której przekażą swoje pieniądze, zapytają o jej uczciwość, profesjonalizm i osiągnięcia. Być może nie będzie to instytucja, za którą stoi sławny artysta. Fundacja bardziej powinna dbać o potrzebujących niż o własny PR.

Miro Konkel

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook