Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Czterdziestolatek na szosie. Źródło energii

Rowery

Kiedy zaczynamy przygodę z kolarstwem, rzadko zastanawiamy się nad problemem odżywiania. Najpierw jest sprzęt, potem ubiór, znalezienie odpowiedniej trasy do treningu. Dopiero po jakimś czasie, kiedy treningi stają się coraz dłuższe, a najpóźniej wtedy, kiedy po raz pierwszy stajemy na starcie amatorskiego wyścigu, zaczynamy sobie zadawać pytanie: „co ja właściwie powinienem zjeść?”.

Tagi: sport dla faceta po 40. , rower dla faceta , velo 40+ , kolarstwo szosowe

Rowery Czterdziestolatek na szosie. Źródło energii

Odżywianie w sporcie (nawet amatorskim) jest olbrzymią dziedziną nauki i proste, życiowe porady na niewiele się tutaj zdają. Wszystko zależy od naszego organizmu, poziomu wytrenowania i codziennych nawyków żywieniowych, które bardzo często trzeba radykalnie zmienić, żeby osiągnąć zamierzony efekt. Jeśli planujecie podejść do tego kompleksowo, najlepszym rozwiązaniem będzie konsultacja z dietetykiem. Ja chciałbym się podzielić kilkoma spostrzeżeniami, dotyczącymi odżywiania przed amatorskim treningiem lub wyścigiem.

Na początek ciekawostka: zastanawialiście się kiedyś, dlaczego większość wyścigów lub etapów rozgrywana jest po południu? Oczywiście, jednym z powodów są kwestie organizacyjne i logistyczne: zabezpieczenie 150-200 km trasy jest zadaniem trudnym i dość czasochłonnym. Ale to nie jedyny i nie najważniejszy powód. Kluczowe jest dostrojenie czasu rozgrywania zawodów do zegara biologicznego zawodników. Mówiąc wprost: chodzi o to, żeby ruszali w trasę naładowani energią, ale niekoniecznie z pełnymi żołądkami (trudno się wtedy wydajnie ruszać) i jelitami, zmuszającymi ich do kucania w przydrożnych krzakach. Ładowanie akumulatorów z energią rozpoczyna się już poprzedniego dnia od solidnej i dość wczesnej kolacji (tak, żeby większość została strawiona jeszcze przed snem, który jest ważny niemal tak samo, jak trening), potem obfite poranne śniadanie, a na 2-3 godziny przed wyścigiem kalorie są już uzupełniane wyłącznie z małych, energetycznych porcji (kawałek banana, ciastko ryżowe, baton energetyczny itp.). Zawodnik, który staje na starcie, powinien mieć zapas energii, wystarczający na 60-90 minut nieprzerwanej pracy.

Wróćmy jednak na poziom amatorów i do pytania, co i jak jeść przed i w trakcie treningu lub zawodów. Jeśli planuję trening na godziny poranne, kluczowa jest wcześniejsza kolacja – tutaj staram się pilnować, by była maksymalnie kaloryczna, ale jednak lekkostrawna (najlepiej sprawdza się oczywiście makaron, ale warto szukać też bardziej urozmaiconych posiłków). Rano, tuż przed wyjściem na trening, przygotowuję sobie kaloryczną bombę: koktajl z banana, selera naciowego, kilku suszonych daktyli, żurawiny, garści orzechów nerkowca, zalewam to wszystko szklanką soku jabłkowego, wrzucam do blendera, wypijam i ruszam w drogę. Taka dawka w zupełności wystarcza na około 60 minut solidnej jazdy. Jeśli ktoś ma ochotę, może sobie do tego zestawu dorzucić sproszkowane białko.

Czasami zdarza się tak, że na trening mogę sobie pozwolić tylko po południu, co z punktu widzenia zarządzania gospodarką energetyczną jest lepszym rozwiązaniem. Wtedy kluczowe jest śniadanie, zawierające zarówno trochę białka (np. z jajek lub twarogu) oraz węglowodanów (zarówno z pieczywa – ja używam pełnoziarnistego, jak i np. z miodu). Koktail wg przepisu powyżej stanowi wówczas drugie śniadanie, a przed samym treningiem wrzucam jeszcze pół banana i w drogę. Oczywiście w jednym i drugim przypadku należy pić możliwie dużo wody, ale o nawadnianiu będzie odrobinę dalej.

Problemem największym, z którego nie zdawałem sobie sprawy, zanim nie zacząłem jeździć po 3, 4 lub więcej godzin, okazało się odżywianie w trakcie treningu. Na początku korzystałem oczywiście z bogatej oferty różnego rodzaju żeli i batonów energetycznych. Na krótką metę jest to całkiem niezły pomysł, ale w dłuższej perspektywie na samą myśl o porcji żelu robiło mi się mdło od słodyczy. Dodatkowym mankamentem okazało się to, że wiele z oferowanych na rynku żeli zawiera kofeinę, która wzmacnia perystaltykę jelit, czego efektem bywa przerwa w podróży, krzaki, chusteczki i sporo niewygody. Żel – przynajmniej dla mnie – bywa czasami pomocny, gdy potrzebny jest szybki, ale krótkotrwały zastrzyk energii (np. przed większym podjazdem).

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty