Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Czterdziestolatek na szosie. Etap 11. Na czele peletonu.

Rowery

Rowery Czterdziestolatek na szosie. Etap 11. Na czele peletonu.

Zazwyczaj dość ostrożnie podchodzę do marketingowych zapewnień producentów i sprzedawców o niezwykłych właściwościach oferowanych rowerów. A to nieprzeciętna zdolność pochłaniania wstrząsów, a to mityczna niemal sztywność, a to precyzja prowadzenia, albo jeszcze kilka innych cech, które świetnie brzmią w ulotkach, ale dla przeciętnego użytkownika są trudne do dostrzeżenia w rzeczywistości. Tym razem jednak rzeczywistość okazała się mieć własne zdanie na ten temat, a Fuji SL naprawdę okazał się być maszyną o niezwykłych właściwościach.

Tagi: sport dla faceta po 40. , rower dla faceta , velo 40+ , kolarstwo szosowe

Rowery Czterdziestolatek na szosie. Etap 11. Na czele peletonu.

Przesiadłem się na niego wprost z testowanej chwilę wcześniej Altamiry – doskonale dopasowanego roweru, na którym można było spędzać wiele treningowych godzin. Kiedy więc Adam ze Sport GURU instruował mnie, że SL to rower typu sport performance, zbudowany głównie po to, by osiągać możliwie najlepsze wyniki, miałem pewne obawy, czy z moją nie najlepszą kondycją i o ładnych parę kilogramów za dużą masą, w ogóle sobie z tą maszyną poradzę. Czy aby nie będzie tak, że pierwsza godzina okaże się przyjemna, a przez kolejne będę się już tylko modlił o szybki powrót i długi relaks?

Nic z tych rzeczy. Fuji SL całym sobą zaprasza do jazdy – jak najszybszej i jak najdłuższej.

Pierwsza rzecz, na którą się zwraca uwagę to waga roweru – niespełna 7 kilogramów! W pierwszym odruchu nie bardzo wiadomo, czy chce się ten rower na zewnątrz wyprowadzić, czy wynieść? Ale to na szczęście krótkotrwałe dylematy, bo od momentu wpięcia butów w pedały chce się już na nim wyłącznie jeździć.

Pierwsza jazda na SL-u była absolutnie szalona – porwałem się na poranną przejażdżkę z grupą zapaleńców, którzy kilka razy w tygodniu gnają co sił w nogach z Wilanowa w stronę Góry Kalwarii. Pierwsze 25 kilometrów pokonałem ze średnią prędkością ponad 36 km/h – nie pamiętam, bym kiedykolwiek jechał tak szybko! Później wróciłem do Krakowa i kolejne wycieczki odbywałem już po okolicznych pagórkach, za każdym razem jadąc mocniej i szybciej. Aż w końcu ostatecznie się przekonałem, o co tak naprawdę chodzi z tą sztywnością.

W Fuji SL ta cecha jest wyraźnie wyczuwalna: naciskasz na pedał i masz wrażenie, że rower ma ochotę spod ciebie wyjechać. Każda, nawet najmniejsza siła przyłożona na korbę, jest natychmiast przenoszona na koło, które popycha rower do przodu. Wrażenie jest niesamowite, zwłaszcza podczas rozpędzania się i podjazdów pod górę. Wystarczy kilka razy mocniej stanąć na pedałach, żeby szybko nabrać odpowiedniej dla siebie prędkości i dalej kręcisz już swoim tempem. I chociaż – niestety – rower pod górę nie podjedzie sam, to utrzymanie stałej kadencji i równego tempa podjazdu wydaje się na SL-u o wiele łatwiejsze, niż na innych rowerach, którymi miałem okazję jeździć.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty