Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Xawery Żuławski: Superman jest nudny

Oni nas inspirują

Oni nas inspirują Xawery Żuławski: Superman jest nudny

O swoich ulubionych bohaterach z komiksów, o poszukiwaniu wewnętrznego dziecka i adaptacji filmowej "Złego" Leopolda Tyrmanda opowiada Xawery Żuławski, reżyser m.in. „Wojny polsko-ruskiej”.

Tagi: wywiad , film , Xawery Żuławski , komiks , forma , depresja , akcja , akt

Oni nas inspirują Xawery Żuławski: Superman jest nudny

Kto jest Twoim ulubionym superbohaterem?

Różnie z tym bywało. Dziś nie mam faworyta. Ostatnimi czasy podobał mi się Batman w adaptacji Nolana w „Mrocznym Rycerzu”. Kiedyś przepadałem za „Kapitanem Ameryka”. Nie chodzi mi o tę postać z ostatniej ekranizacji, tylko komiksowy pierwowzór. Stąd w ogóle wzięły się moje fascynacje frisbee. Podobał mi się również Spiderman, bo przeżywał rozterki egzystencjalne, co było całkiem fajne.

Jedyny spośród całej plejady, który był zwykłym śmiertelnikiem. Młodym chłopakiem do tego.

Dokładnie. Mieszkał w Nowym Jorku, kochał się w jakiejś dziewczynie. Wszystko to dodatkowo go urealniało. Jednak jego przygody były schizoidalne, dlatego zbyt długie obcowanie z tym bohaterem nie było dobre. Czy superbohaterem można nazwać Tin Tina albo Lucky Lucka?

Dla mnie byli super. Luck był szybszy od swojego cienia.

Z racji tego, że wiele lat spędziłem we Francji, gdzie silnie rozwinięta jest kultura komiksu, byłem raczej na bieżąco ze wszystkim, co się ukazywało. Nie byli to tylko superbohaterowie, dlatego ekspertem w tej kwestii nie będę. Mimo to doceniam wielu z nich.

Bardziej za postawy czy za całą mitologię?

Zdecydowanie mitologię. Te historie miały drugie dno, bohaterowie nieśli za sobą niezwykłe historie. Tym ciekawsze im bardziej skomplikowane. Za to najgorszym bohaterem jest Superman.

Zaskoczyłeś mnie.

To facet zero jedynkowy. Wszystko może, jest niezniszczalny. Nuda.

Myślisz, że ci bohaterowie musieli się pojawić, popkultura i tak by się o nich upomniała?

Myślę, że jest to związane z wewnętrznym dzieckiem, które wszyscy gdzieś w środku mamy. Ameryka jako kraj wolności, pozwala od dawna na warunki, w których można mieć najlepszy kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Uruchamiają ten głos, zaczynając się bawić rzeczywistością, modelując ją i zmieniając według własnych potrzeb. Do Ameryki wiele osób jechało, goniąc za swoim snem. Skoro tyle ludzi łączy się w podobnym celu, to zróbmy sobie to życie takim, jakim byśmy chcieli, czyli mamy więcej miejsca na szaleństwo. Wystarczy spojrzeć, jak wyglądały samochody z lat 50. Rzeczywistością można się bawić, kreować ją, dogadzać nią sobie. Stąd się wzięła cudowna historia gadżetów Apple. To rzeczy niby technologicznie niesamowicie zaawansowane, a dzieci rozumieją i załapują sposób działania w mig. Jest to stworzone ewidentnie przez kogoś, kto miał wspaniały kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Każdy z chłopców postrzega siebie jako takiego superbohatera, wierząc, że może zrobić czyn niewiarygodny. Dziewczynki noszą w sobie księżniczki, a my tych niezwykłych rycerzy. Najlepiej widać to po fascynacjach sztukami walki, Brucem Lee i właśnie superbohaterami. Jest to część ludzkiej wyobraźni, która nikogo nie oburza, jak u nas. Ameryka jako pierwsza musiała wypluć te postacie. Nie zastanawiam się nad kontekstem historycznym, bardziej interesuje mnie kontekst psychologiczny, bowiem właśnie jestem w trakcie pracy nad scenariuszem do „Złego”. Tyrmand ewidentnie stworzył go, fascynując się jazzem i amerykańską kulturą.

Czy komiksem również?

Tyrmand stworzył amerykańską historię, będąc zafascynowanym komiksem. Miał nawet plany, żeby wydać „Złego” jako komiks, ale bodaj Herbert namówił go, żeby napisał książkę. Moim zdaniem temu właśnie służy komiks, zupełnie tak jak film. To odjazd w sferę własnej wyobraźni, gdzie wszystko jest dopuszczalne. Rzeczywistość może być trudna, niesympatyczna, ale wówczas korzystając z odskoczni, jaką daje wyobraźnia, można stworzyć bohatera, który ma np. większe, inne ciekawsze problemy niż my.

W Polsce długo się to nie udawało.

My jako naród mamy poważne kłopoty w kontakcie z naszym wewnętrznym dzieckiem. Jesteśmy niesłychanie poważni, zniszczeni, upokorzeni. Jako naród musimy niczym feniks odradzać się z popiołów. Negujemy Polskę jako miejsce możliwe dla rozwoju naszej bogatej, wewnętrznej, dziecięcej radości i wyobraźni. Pokaż mi polskich dorosłych, którzy czytają komiksy.

To raczej nikomu nie potrzebne.

Nie mamy tej kultury w Polsce w ogóle! A ja mam wrażenie, że jeśli ktoś chce robić filmy, bez komiksu daleko nie zajedzie. Uważam, że z komiksów można się bardzo dużo nauczyć, jeśli chodzi o narrację, tempo opowieści. Tylko z pozoru może się to wydawać jakimiś nieruchomymi obrazkami. Każdy z autorów ma swój styl, rytm i rodzaj opowiadania, zupełnie jak w filmie. Niestety komiks jest u nas w zaniku, albo uważa się go za coś marginalnego. Społeczeństwo polskie zanegowało komiks, starsza generacja go nie chciała. My sami się kastrujemy, bo nie wypada. Polak nie może się wygłupiać. Teraz widać ludzi chodzących z flagami i nawołujących do walki. Nie wiem, o co chodzi.

Przydałby się teraz superbohater mknący po niebie.

Ale cały w kwiatach, najlepiej gej, który – przelatując nad Warszawą – rozdawać będzie uśmiechy. Chodzi przecież nie o walkę, tylko złożenie broni i uspokojenie emocji. Chcąc stworzyć świat dla naszych dzieci, może warto zwrócić się ku mitom, superbohaterom, rycerzom i księżniczkom, które są o wiele ciekawsze.

„Zły” będzie bardziej dzisiejszy czy raczej tamtejszy?

Zdecydowanie dzisiejszy, ale właśnie tamtejszy. Nie chcę za dużo zdradzać, mam nadzieję, że będzie to pozytywny szok dla wielu ludzi. Chciałbym traktować go z taką wolnością umysłu, z jaką chciał go traktować sam Tyrmand. Nie mogę jednak robić tego tak jak musiał autor. Nie żyję w 1954 roku, nie funkcjonuję w tamtejszej rzeczywistości.

Czyli wrażliwość z epoki, ale problemy będzie mieć współczesne.

Staramy się dotrzeć do epoki „Złego”. Tyle że nad nami nikt i nic nie stoi, tak jak nad Tyrmandem wielkie brzemię komunizmu. Możemy nieść świadectwo. Chcę, by dzieciaki, które pójdą na ten film, nie miały skrzywionego i spaczonego obrazu świata w 1954 roku. Po przeczytaniu książki bez odpowiedniej wiedzy, takie mylne wrażenie można byłoby odnieść. Tego pragnę uniknąć. Dlatego tak ważny jest dramat ludzki, sensacja, superbohaterskość, niesamowitość tego czasu, malarskość, którą Tyrmand zauważył w magii zrujnowanego miasta.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty