Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Krzysztof Globisz – rozmowa o gonitwie pokoleń

Oni nas inspirują

Oni nas inspirują Krzysztof Globisz – rozmowa o gonitwie pokoleń

Znany aktor filmowy i teatralny oraz wykładowca krakowskiej PWST. Z Tomaszem Kinem rozmawia o młodym pokoleniu Polaków i tym czym się ono najbardziej charakteryzuje.

Tagi: wywiad , Krzysztof Globisz , badania , mini

Oni nas inspirują Krzysztof Globisz – rozmowa o gonitwie pokoleń

- Jest Pan słynnym, niesamowicie lubianym profesorem w krakowskiej szkole. Młodzi ludzie ciągle garną się do Pana. Dlaczego Pańskie pokolenie wystawia tak mierną opinię temu najmłodszemu? Probierzem są dla mnie wrzeszczące media o półanalfabetyzmie, agresji, ignorancji i odrętwieniu.

- Jest to teza, której nie mogę zrozumieć. Teraz muszę walnąć z grubej rury. Powołam się na wielki autorytet Umberto Eco, który napisał o tym, że dzisiejsza młodzież góruje nad starszą młodzieżą (do której ciągle się zaliczam, a raczej chciałbym się zaliczać) tym, że wie czego szukać i gdzie szukać. My natomiast posiadamy wiedzę, która była nam dana. To bardzo duża różnica, przede wszystkim w podejściu do tematu.

- Po czym Pan poznaje, że młodzi ludzie Pana kupują, dopuszczają do swoich prawdziwych emocji?

- Po tym, że mają zaufanie do mnie, gdyż pozwalam im na dużą dozę wolności i samodzielności. Narzucając im równocześnie świadomość odpowiedzialności za to co robią. Przytoczył Pan przypadek, kiedy do Jana Englerta na egzaminie podchodzi chłopak, kładąc mu tekst (który miał mieć opanowany), żeby podpowiadał mu w trakcie, jeśli zapomni. Ja nie reaguje na takie rzeczy, mnie to nie oburza. Ponieważ to nie ja wyjdę i się zawstydzę, tylko on. Jeżeli się tego nie doświadczy, wówczas można jedynie teoretyzować. A tego młodzież nie kupuje. Dlatego ja ich uczę nieteoretycznego doznawania uczuć. Jeśli oni mnie zdenerwują, daję im to odczuć, ale nie w taki sposób, że na nich nakrzyczę, tylko dotknę ich intymności.

- Na czym to polega? Dla mnie dotknąć to upokorzyć. Taką kadrę pedagogiczną pamiętam.

- Nie, o to chodzi żeby tego nie robić. Dotknąć można, uświadamiając, że wszyscy dokoła, całe społeczeństwo nagle widzi, że ktoś, mówiąc językiem młodzieży, „dał dupy”. Pięciu innych kolegów mówi wtedy: „Dlaczego się nie nauczyłeś tekstu? Dlaczego nie przyszedłeś na egzamin? Przez ciebie nie możemy wystąpić.” Wiem, że jeśli takiego doświadczenia nie będzie, jeśli studenci tego nie odczują, podobne wydarzenia będą miały miejsce. Krzyk i upokorzenie nic nie dadzą.

- Dlaczego zatem Pańskie podejście jest w mniejszości, skoro to takie oczywiste?

- Może przez to, że zmienił się sposób uczenia. Profesorów i studentów dzieli katedra. W antycznych czasach ludzie chodzili ze sobą po ulicy i rozmawiali na temat sztuki. Tak się to odbywało, wszystko polegało na rozmowie. Jeżeli studenci widzą uczciwość pedagoga, która polega na tym, że oto profesor męczy się tak samo jak oni, tak samo jak oni czegoś nie wie – to mogą mi zaufać i się otworzyć. Ja nie mogę się wstydzić tego, że nie wiem, jak rozwiązać jakiś problem. Młodzi ludzie są dziś niesamowicie czuli i wyłapią najmniejszy fałsz.

- Zaraz, to problemem jest to, że młodzi ludzie są świetnymi obserwatorami, dostrzegającymi napięcie i nieszczerość opiekunów?

- Tak, stąd ta okrutna reakcja ze strony pedagogów. Odcięcie.

- Odcięcie to jedno a protekcjonalne, pełne pobłażania analfabety traktowanie to drugie. Czarny PR młodego pokolenia kreowany jest na podstawie małości i kompleksów tego starszego?

- Właściwie Pan to analizuje. W Dzisiejszym świecie rewolucje następują błyskawicznie, zmieniają się metody uczenia, rozumienia tego co jest wiedzą, a co nią nie jest. Jeżeli ktoś nie wyuczył się tego kiedy była bitwa pod Grunwaldem, nie może

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty