Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Hołek: Jestem zawodowym idiotą

Oni nas inspirują

Oni nas inspirują Hołek: Jestem zawodowym idiotą

„Dla nas wszystkich kierowców to są igrzyska olimpijskie. Nie ma imprezy o wyższej randze” – mówi o Rajdzie Dakar. W zeszłym roku po wypadku nie wstydził się łez. Tegoroczny zakończył mocnym akcentem, 2. miejscem na 13. etapie oraz szóstym w klasyfikacji generalnej samochodów. Dlaczego wydaje mu się, że jest zawodowym idiotą i jakie sobie stawia cele po 50.?

Tagi: sylwetka , Hołowczyc , Dakar , cel , charakter

Oni nas inspirują Hołek: Jestem zawodowym idiotą

Biorąc pod uwagę, jak się prezentuje oraz w jakiej jest dyspozycji fizycznej, niektórym trudno będzie uwierzyć, że Krzysztof Hołowczyc w czerwcu skończy 52 lata. Broń Boże, nikomu wieku nie wypominamy. Wręcz przeciwnie – jesteśmy nieustannie pod wrażeniem osiągnięć popularnego Hołka, który kompletnie nie przejmuje się metryką i można by rzec, że jest wzorcem człowieka sukcesu. Miniony rok zakończył jako zdobywca Pucharu Świata FIA w cross-country.

Ja, dorosły facet, płakałem

„Czuję się świetnie, chociaż przy pewnych ćwiczeniach czy ruchach organizm przypomina mi delikatnym bólem, że miałem pęknięte trzy żebra, silne stłuczenie kilku innych oraz złamanie ósmego kręgu piersiowego i uszkodzenie czwartego lędźwiowego” – mówi Krzysztof Hołowczyc. To efekty wypadku podczas ubiegłorocznego Rajdu Dakar, gdy jego samochód zjechał z trzyipółmetrowej skarpy i uderzył w ścianę przykrytą piachem. Hołek wysiadł z auta o własnych siłach, ale chwilę potem upadł.

„Nie mogłem się powstrzymać od łez. Ja, dorosły facet, płakałem, patrząc na mijające mnie pojazdy. Nie mogłem się z tym pogodzić, że to już koniec, że nie tylko mój wielomiesięczny wysiłek włożony w przygotowania, ale i mechaników oraz wspierających mnie osób, poszedł na marne” – wspomina jeszcze po roku.

Hołowczyc trafił do szpitala, ale zaraz oświadczył: „ja jeszcze wstanę, jeszcze się podniosę”. Nie ukrywał też, że wypadek był zawiniony przez niego. „Denerwują mnie opinie, jak ktoś usprawiedliwia porażkę wszystkim, co możliwe dookoła: trudna trasa, wymagający rywale, fatalna pogoda, zbyt silny wiatr, zmowa... To takie polskie, nie tylko w sporcie” – irytuje się Hołowczyc i dodaje, że z każdego wypadku wyciąga daleko idące wnioski.

Jak powiedział, tak zrobił. Podniósł się i od razu zaczął przygotowania do kolejnej edycji Dakaru, bo jak mówi: „Dla nas wszystkich kierowców to są igrzyska olimpijskie. Wszystkie testy, sprawdziany, zawody, jakby je zwać, są podporządkowane tylko temu jednemu – Dakarowi. I tak też traktowałem udział w ośmiu ciężkich rajdach zaliczanych do Pucharu Świata. Startowała w nich elita kierowców, dlatego też końcowe zwycięstwo ma swoją wartość”.

Nasze pojazdy są jak czołgi

Do kolejnej edycji przygotowywał się przez blisko rok. „Położyłem nacisk na wytrzymałość i mięśnie kręgosłupa. Sporo ćwiczyłem, biegałem, jeździłem na rowerze, pływałem. Wstrząsy i uderzenia podczas pokonywania poszczególnych odcinków są tak duże, że żadne normalne auto tego nie wytrzyma. A człowiek? Po przejechaniu 10 km powinien się rozpaść kręgosłup. Dlatego nasze pojazdy są jak czołgi” – wyjaśnia polski kierowca.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty