Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Adam Małysz o swoich ostatnich dokonaniach

Oni nas inspirują

Oni nas inspirują Adam Małysz o swoich ostatnich dokonaniach

W szczerym wywiadzie Adam Małysz opowiada o tym, dlaczego jeździ w rajdach, o nie zawsze łatwej współpracy ze swoim pilotem, porodzie cielaczka i także o tym, jak skończyły się jego próby łapania ryb gołymi rękami.

Tagi: wywiad , Mitsubishi , Adam Małysz , badanie , przemoc , konflikt

Oni nas inspirują Adam Małysz o swoich ostatnich dokonaniach

- 37. miejsce w Dakarze 2012 na Mitsubishi Pajero, Puchar Polski i Mistrzostwo Polski w Mitsubishi L200 - ten sezon wydaje się niezwykle udany?

Udany to mało powiedziane - jestem szczęśliwy, że wszystko nam się tak dobrze układało, nie popełnialiśmy zbyt wiele kosztownych błędów a nasz samochód Mitsubishi L200 sprawował się rewelacyjnie. W każdym sporcie potrzebne jest doświadczenie poparte treningami i startami. Dawaliśmy z siebie wszystko, ale nie przypuszczałem, że nasze postępy będą tak szybkie i uda się sięgnąć po mistrzostwo Polski! To wymarzona nagroda za cały sezon. Sądziłem, że będę potrzebował nawet 5 lat lub więcej, żeby moje starty w rajdach terenowych zaczęły przynosić efekty w postaci dobrych wyników. To wielka radość, że udało się wcześniej. Naturalnie to rezultat wielu czynników – na pewno liczby kilometrów pokonanych w terenie przez ostatnie półtora roku, nie tylko na rajdach, ale także podczas treningów. Kluczowe jest też wsparcie pilota. Gdyby Rafał nie przygotował mnie odpowiednio, po początkowych niepowodzeniach – dachowaniach, urwanych kołach, usterkach – mogłoby przyjść załamanie. Ale rozumiałem, że muszę dać sobie czas, zdobyć trudne doświadczenia, bo inaczej nie nauczę się jeździć szybko, nie złapię odpowiedniego rytmu.

- Jak to się stało, że zmieniłeś dyscyplinę i trafiłeś do sportów motorowych?

Sportami motorowymi i motoryzacją interesowałem się od dawna. Gdy byłem skoczkiem, nawet nie było możliwości żeby czegokolwiek spróbować. W ostatnich latach skakania kupiłem sobie samochód off-roadowy i jeździłem po górkach. Dość często się na ten temat wypowiadałem, dlatego Rafał Płuciennik odezwał się z pytaniem, czy nie pojechałbym z ich zespołem na Dakar. Dla mnie to był lekki szok, którego się nie spodziewałem. Wtedy jeszcze byłem skoczkiem i nie mogłem sobie na to pozwolić. Postanowili więc czekać. Moje odejście ze skoków planowałem przez 2 lata i kiedy tak się stało, odezwali się ponownie. Wtedy zacząłem przygotowania do zupełnie nowej przygody - do udziału w Dakarze.

- Czy to, że wcześniej byłeś profesjonalnym sportowcem pomogło Ci w tych przygotowaniach?

Skoki nie wymagały ode mnie aż takiej wytrzymałości. Liczyła się siła odbicia i konkretny element. Teraz w cross country muszę dużo bardziej pracować nad kondycją i techniką. Sporo czasu spędzam na treningach, przez kilka godzin wykonując zadanie. Uporu, konsekwencji w działaniu oraz psychologicznego podejścia - tego nauczyłem się trenując od dziecka. Wiem, jak to wszystko funkcjonuje.

- Gdzie jest potrzebna większa odwaga - na skoczni czy na odcinku specjalnym?

Jeśli chodzi o samą adrenalinę to na pewno większa jest w rajdach samochodowych, dlatego, że cały czas musisz być skoncentrowany, cały czas pracujesz. Skok trwa parę sekund, potem możesz się rozluźnić. W obu sportach koncentracja była bardzo ważna, niekiedy już dzień wcześniej nastawiam się i myślę o tym co przede mną. Ciężko mi powiedzieć, jaki sport jest bardziej niebezpieczny. Na pewno komuś, kto uprawiał ekstremalny sport wcześniej, duża dawka adrenaliny potem jest potrzebna.

- Tylko że teraz nie jesteś sam, współpracujesz z pilotem.

Tak samo jak pilot ze mną. Na razie współpraca nam wychodzi bardzo dobrze, mamy tylko jedno spięcie na koncie. Chociaż bywa i tak, co zaobserwowałem na poprzednim Dakarze, że pilot i kierowca przegrywają rajd i jadą do domu, bo nie mogą się dogadać.

- A ten jeden raz, kiedy to było?

Też na Dakarze. Zakopaliśmy się i Jarek Kazberuk nas wyciągał. Jak już wyjechaliśmy, Rafał mówi, żebym pojechał do góry i w prawo, a ja pojechałem do góry i w lewo, tak jak widziałem, że jechały inne samochody. I wtedy doszło do małej sprzeczki, że to on jest nawigatorem a nie ja, ale szybko to sobie wyjaśniliśmy.

- Nie masz czasem ochoty postawić na swoim?

Mam, ale mam też świadomość, że Rafał jest bardziej doświadczony. Na początku w ogóle się nie odzywałem, ale teraz coraz częściej mam swoje zdanie. Często dyskutujemy i analizujemy. Oczywiście nie w trakcie rajdu, tylko wtedy, kiedy jest na to czas.

- Ścigasz się w gronie najlepszych. W pierwszym roku startów zdobyłeś Mistrzostwo Polski, Puchar Polski, co jest niebywałym sukcesem. Pilota, twoim, samochodu Mitsubishi L200 a może treningów?

Nie jest tak, że o sukcesie decyduje jeden z tych elementów. Jak one są dobrze połączone to jest jakaś całość, wtedy można 

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty