Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Wyprawa do Maroka

Motocykle

Motocykle Wyprawa do Maroka

Od chwili gdy pojawił się pomysł, że wiosną pojedziemy do Maroka aż do momentu wyjazdu można było znieść jajo! Nie mogliśmy się doczekać podróży do kraju, w którym - na motocyklu - nikt z nas wcześniej nie był, szczególnie, że wyjazd został zaplanowany na początek marca, kiedy pogoda w Polsce jeszcze zupełnie nie sprzyjała motocyklistom.

INFO

Nawigacja9

Tagi: motocykl , konkurs , wyprawa motocyklowa , trasa motocyklowa , wakacje na motocyklu , nieporozumienie

Motocykle Wyprawa do Maroka

Nasza grupa składała się z dwóch Jarków (suzuki DL 650 i BMW R1200GS ADV), dwóch Tomków (BMW R1200GS ADV i BMW R1200GS LC ADV), Jurka (BMW R1200GS) i Michała (KTM 990 ADV), który to dwa dni przed wylotem grupy pojechał busem z zapakowanymi motocyklami do Malagi.

Przebieg trasy:


Wyświetl większą mapę

Wystartowaliśmy 6 marca. Na miejscu wypakowaliśmy sprzęt, no a następnego dnia się zaczęło!!! Dosiedliśmy swoje rumaki i ciesząc się już samą jazdą i pogodą podziwialiśmy hiszpańskie krajobrazy kierując się na Gibraltar. Już po przekroczeniu granicy hiszpańsko-gibraltarskiej przeżyliśmy zabawną sytuację: nie wiedzieliśmy, że zatrzymaliśmy się na pasie startowym międzynarodowego lotniska (bo tylko tam było trochę wolnego miejsca :-), a czekając na spóźnionego współtowarzysza zaczęliśmy robić zdjęcia. Za chwilę ruch przez pas startowy został wstrzymany, bo widocznie miał lądować lub startować jakiś samolot i zostaliśmy na pasie sami. Na szczęście nie zostaliśmy zatrzymani ani ostrzelani a jedynie dyspozytor przez megafon poprosił nas o opuszczenie miejsca na pasie startowym!

Krótko o Gibraltarze - od 1713 roku terytorium brytyjskie, najgęściej zaludniony region świata (około 4500 osób/km².) przez wielojęzyczną ludność stanowiącą obecnie mieszankę rasową i kulturową, z przewagą pochodzenia brytyjskiego. Szybko zwiedziliśmy różne zakątki, wynoszącego 6,5 km². terytorium Gibraltaru. Na północy znajduje się przejście graniczne i port lotniczy. Centrum turystycznym jest Main Street i okoliczne place i ulice, częściowo dostępne tylko dla pieszych. Ciekawostką jest, ze Gibraltar nie ma naturalnych zasobów słodkiej wody i kiedyś pozyskiwano deszczówkę gromadzoną w potężnych ,wykutych w skale gibraltarskiej zbiornikach. Wodę też importowano z Wielkiej Brytanii, Holandii i Maroka. Ze względów politycznych Gibraltar nie jest podłączony do hiszpańskiej sieci wodociągowej, a obecnie pozyskuje wodę odsalając morską.

Na południu zaliczyliśmy Europa Point – powszechnie znany jako najdalej wysunięty na południe punkt Europy, gdzie pstryknęliśmy kilka pamiątkowych fotek przy pomniku generała Władysława Sikorskiego, premiera rządu RP na uchodźstwie, Naczelnego Wodza Sił zbrojnych i adwokata sprawy polskiej na europejskiej i światowej scenie politycznej, zmarłego śmiercią tragiczną w katastrofie lotniczej w 1943 roku w samolocie po starcie z lotniska na Gibraltarze. To tyle wtrętu historycznego, powodowanego patriotyczną nostalgią :)

Stąd wskoczyliśmy na nasze motorki i pojechaliśmy do Algeciras skąd wypływa prom do Tangeru w Maroku. Jak już dotarliśmy pod przejście graniczne, obstąpili nas życzliwi pomagacze zwani dalej „myfrendami” (od My Friend – tak zwracają się do wszystkich , na których chcą coś zarobić), proponując pomoc w zakupie biletów i załatwieniu formalności. Gdy zdecydowanie odmówiliśmy, to (zapewne będący w zmowie z myfrendami) pracownicy przejścia spowodowali, że nie zdążyliśmy na odpływający wkrótce prom i za karę musieliśmy kilka godzin czekać na następny. Trudno. Zaraz zrobiła się kolejka różnej maści kupców, podjeżdżających przeważnie Mercedesami 123 i innymi wiekowymi pojazdami, obładowanymi pod same niebiosa różnego rodzaju towarem i bogactwem pozyskanym prawdopodobnie z odzysku. Nawiązały się miłe konwersacje, z przewagą udziału języka migowego. W międzyczasie przypłynął prom i "wyrzygał "niezliczoną ilość TIR-ów i innych pojazdów, po czym wchłonął podobną ilość, biorąc nas na "zagrychę", mimo , że to my byliśmy pierwsi w kolejce.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (5) / skomentuj / zobacz wszystkie

Jarek J.
08 stycznia 2015 o 17:39
Odpowiedz

Ahoj Tomku!
Chodzi nam po głowie i to mocno, aby doznać większej adrenaliny na crossóweczkach :-) ! Ale California i Atolia - ti by był chyba szczyt szczytów... Taki teren i panujące temperatury (dzisiaj do +60st C) - to extreme nawet dla kozaków !!!
Pozdrawiam!
Jarek

~Jarek J.

08.01.2015 17:39
Tomek
08 stycznia 2015 o 08:59
Odpowiedz

Co za zajadli goście!!! Teraz czas na krok do przodu - wyprawa po bezdrożach atoli :)

~Tomek

08.01.2015 08:59
Rafal
06 stycznia 2015 o 17:58
Odpowiedz

Dziekuje za odpowiedz
Pozdrawiam

~Rafal

06.01.2015 17:58
Jarek J.
06 stycznia 2015 o 16:41
Odpowiedz

Witam! To jest świetny motocykl! Ma wielkie serce, mimo małej pojemności. W trakcie całej wyprawy radził sobie wyśmienicie. Wcale mu nie przeszkadzało, że jechał w towarzystwie sprzętów z większymi silnikami. Ułańska pozycja jeźdźca, osłoniętego dość dobrze przed wiatrem, nie męczy na długich przelotach. Zawieszenie daje radę na każdej nawierzchni. W piachu pustyni oczywiście najlepiej radził KTM, ale jak ktoś się nastawia na podróże w warunkach poza drogowych, to musi wyposażyć się w lekkie enduro, bliższe w pokrewieństwie do sprzętów crossowych. Uważam, że w swojej klasie to najlepszy motocykl, no i stosunek ceny do tego co dostajesz - bezkonkurencyjny!
Pozdrawiam,
Jarek Jarmołkowicz (GS ADV)

~Jarek J.

06.01.2015 16:41
Rafal
06 stycznia 2015 o 14:50
Odpowiedz

Witam
Jak DL dawał sobie rade na te wyprawie, zwłaszcza w cięższym terenie piach itp ?

~Rafal

06.01.2015 14:50
1

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty