Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Podążając śladami Dakaru 2015 cz.2

Motocykle

Motocykle Podążając śladami Dakaru 2015 cz.2

ARGENTYNA - BOLIWIA - CHILE - WYSPA WIELKANOCNA
Podróż do Chile 01,02,03.01.2015
Ostrava – Praga – Madryt – Santiago de Chile

Info:

Wyprawa motocyklowa dakar2

Tagi: motocykl , konkurs , motocyklista , wyprawy motocyklowe , wyprawa motocyklowa

Dzień 16 Pan de Azucar – Huasco 372 km

Wstaję pierwszy. Wyspałem się jak nigdy.

Widok przepiękny. Fajnie byłoby się tak budzić codziennie. Idę umyć zęby i troszkę się odświeżyć. Ze wstydem muszę się przyznać że wczoraj tego nie zrobiłem.

Na początku towarzyszą mi tylko lisy z których obecności słynie to miejsce :-)

Wracając widzę już powoli budzącą się resztę ekipy, na stole pojawia się zupka, kawa, kanapki i arbuz na deser. Ja zostaję przy kawie. Po wczorajszym wieczorze nawet nie myślę o jedzeniu i pewnie długo jeszcze nie pomyślę. Trudno opuścić tak urokliwe miejsce w związku z tym nie śpieszymy się.

Powolutku jednak jeden za drugim nikną z placu namioty i w końcu przychodzi czas na nas. Powtórna przejażdżka przez Pan de Azucar to czysta przyjemność. Tankujemy w Chañaral i dalej krajową 5-tką jedziemy aż do Caldery. Widoki oczywiście podobnie jak wczoraj przepiękne. Jakoś tak się składa że większość bajkerów lubi jeździć wybrzeżami więc i ja nie jestem tutaj chyba wyjątkiem :-)

Początkowo planujemy odwiedzić słynny kurort Bahia Inglesa. Jednak jakimś dziwnym trafem Kazik skręca do Caldery. Caldera to typowo portowe miasteczko. Zaraz dopada nas jakiś naganiacz i kieruje do pobliskiej restauracji. Okazuje się że znajduje się ona w porcie w tym samym budynku co targ rybny.

Zamawiamy zupę z owoców morza i również zapiekankę z owoców morza. Oba dania są nieprawdopodobnie pyszne i całkiem niedrogie :-)

Dawno nie jadłem tak dobrych owoców morza. Chyba od czasu wyprawy na Maderę. Niestety dalsza droga jest bardzo monotonna i w połączeniu z lekkim nasyceniem posiłkiem powoduje senność. Próbujemy znaleźć jakieś miejsce żeby wypić kawę, ale bez szans. 200 km nie ma nic. To są chilijskie realia. Ponieważ warunki są surowe to ogromne połacie kraju są bezludne i nie opłaca się niczego stawiać. Chilijczycy są przyzwyczajeni że stacje benzynowe często dzieli od siebie dystans 200-tu km i więcej i trzeba być na to przygotowanym. Ja już na oparach ale docieram do stacji w Vallenar. Oprócz benzyny kawa i pyszne lody. Dojazd do Huasco to już pikuś chociaż zachodzące słońce mocno pali w oczy. Nawigacja perfekcyjnie doprowadza mnie do hotelu. Szybkie rozpakowanie motocykla i oczywiście internet żeby nadrobić zaległości z campu. Sambor już zbiera kasę na grilla. Oj będzie się działo :-)

Tymczasem Kazik spotyka w hotelu Polaka który tutaj pracuje przy budowie instalacji odsiarczania spalin w tutejszej elektrowni. Idziemy z nim na piwo na pobliską promenadę i przy okazji staramy się dowiedzieć jak najwięcej o Chile żeby lepiej zrozumieć ten kraj i różne sytuacje które się zdarzają. Janusz opowiada bardzo ciekawie i tak czas schodzi nam przy piwku do 22-giej. Później jeszcze oczywiście wpadam na grilla ale dzisiaj atmosfera już zdecydowanie mniej bojowa jak wczoraj. Jednak grillowanie dwa dni z rzędu mało kto wytrzymuje. Na dzisiaj to zdecydowanie wystarczy. O północy grzecznie idę spać.

Dzień 17 Huasco – Combarbala 437 km

Wstaję rano bardzo wcześnie żeby trochę pogrzebać w internecie. Okazuje się że nie jestem jedyny. Chyba zaczyna już działać syndrom powrotu do domu bo większa część grupy bardziej jest już chyba myślami w domu i zdecydowanie mniej nastawiona na zabawę. A może to już zmęczenie daje się we znaki ? W końcu przejechaliśmy już prawie 5 000 km w często trudnych warunkach. W każdym bądź razie jedno jest pewne, wyjeżdżamy nawet wcześniej niż zaplanowaliśmy. Mamy przed sobą ok 400-tu km po autostradach więc powinniśmy wcześnie być na miejscu. Po drodze mijamy ciągłe roboty drogowe. Widać że Chile mocno inwestuje w infrastrukturę

Jazda jest dosyć monotonna i nie wymagająca wielkiego skupienia dlatego pozwalam sobie na wspominanie i analizowanie tego co nam wczoraj opowiadał o Chile, kraju, ludziach i panujących tu zwyczajach. Chile to kraj ludzi o bardzo patriotycznym nastawieniu. Flagi państwowe powiewają tu nad wieloma domami i właściwie można się na nie natknąć co krok. Chilijczycy są bardzo dumnym żeby nie powiedzieć hardym narodem. Oczywiście potrafią być mili i uprzejmi ale nie przepadają za cudzoziemcami. Żeby otrzymać tu pozwolenie na pracę trzeba przejść bardzo długą i ciernistą drogę i otrzymać je tylko wówczas kiedy nie ma Chilijczyka spełniającego wymagania pracodawcy. Sami Chilijczycy nie są zbyt chętni do pracy. Bardzo często strajkują o byle co. Ostatnio w zakładzie jakiejś zachodniej firmy strajkowali o to żeby pracować tylko dwa tygodnie w miesiącu a brać pieniądze oczywiście za cały miesiąc. Wychodzą z założenia że „gringo” są po to żeby płacić. Ceny są tutaj chyba najwyższe w całej Ameryce Płd. Zarobki w związku z tym też są stosunkowo wysokie. Jeżdżą tutaj całkiem dobre auta i ludzie wyglądają raczej na zadowolonych. Co prawda ich domy i mieszkania wyglądają na ogół bardzo nędznie ale to jest specyfika tego kontynentu. Kraj czerpie bogactwo z kopalin których ma mnóstwo. Bogactwo to widać po stanie dróg. Z tych krajów które zwiedziliśmy są one zdecydowanie najlepsze i nadal mnóstwo nowych tras powstaje. Czasami aż dziw bierze że na zupełnej pustyni przez niezamieszkałe tereny biegnie piękna droga po której mało kto jeździ.

Autostrady są co prawda płatne ale opłaty nie są wygórowane a biorąc poziom cen chilijskich to są wręcz niskie. Moje rozmyślania przerywa pierwszy postój na tankowanie. W kolejce spotykam Chilijczyka który ma żonę Polkę z Leżajska. Miło sobie gadamy. Okazuje się że jednym z największych zagranicznych inwestorów w Chile jest nasz KGHM a on zajmuje się obsługą paneli biznesowych polsko-chilijskich. Po wzajemnych pozdrowieniach rozstajemy się ale przy wyjściu spotykam grupę motocyklistów z Brazylii. Mała wymiana poglądów. Motocykliści z Europy są tu raczej rzadkością więc siłą rzeczy wzbudzają zainteresowanie.

Po tych wymianach poglądów stwierdzam że moi koledzy zalegli pod drzewem i drzemią :(

Trzeba będzie trochę poczekać :-( Takich przerw i postojów będzie jeszcze dzisiaj kilka. Na koniec nawigacja trochę kiepsko nas prowadzi i zaliczamy 30 km po szutrach. W sumie przejechanie 437-iu km zajmuje nam prawie 9 godzin. Mój rekord. Nie przepadam jednak za takim tempem podróżowania. W końcu docieramy do Combarbali i nawet udaje nań się znaleźć nasz hotel. Biorę sobie jedynaczkę bo to ostatnia noc i trzeba zacząć przepakowanie. Wieczorem jedziemy jeszcze zwiedzić obserwatorium astronomiczne. Z tego również słynie Chile. Dzięki bardzo czystemu i suchemu powietrzu oraz wysokości Chile oferuje doskonałe warunki do obserwacji nieba. Aktualnie 50 % istniejących teleskopów jest usytuowanych w Chile. Do 2020 roku planowane jest wybudowanie tylu teleskopów że będą stanowić 75 % „populacji” teleskopów na świecie. Poza tym konstruowany jest największy teleskop na świecie o średnicy 40 m. Oczywiście również oglądamy niebo a właściwie tę część której z naszej półkuli nie widać. Warunki do obserwacji nieba zarówno gołym okiem jak i przez teleskop są zaiste doskonałe.

Po wizycie w obserwatorium jedziemy do hotelu przejeżdżając przez miasteczko. Jest bardzo ładne i pełne ludzi. Jeszcze raz żałuję że nasza podróż była tak długa i że zmarnowaliśmy tyle czasu bez sensu mogąc spędzić go zdecydowanie przyjemniej.

Po powrocie do hotelu natychmiast ląduję w łóżku. Pakowanie zostawiam na jutro.

1 2 3 4
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

Podoba Ci się serwis?
Kliknij "Lubię to".

Zamknij
facebook
raporty
Raporty