Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję
Advertisement

Motocyklem na Wyspy Morza Jońskiego

Motocykle

Motocykle Motocyklem na Wyspy Morza Jońskiego

Po ubiegłorocznej wyprawie motocyklem na Kretę, Grecja rozkochała nas w sobie jeszcze bardziej. Zanim silnik naszego chromowanego Intrudera zdążył po tej wycieczce ostygnąć, ja już w swoich kosmatych myślach miałem plan na rok 2014. Temat dla nas w sumie prosty. Znowu Grecja, ale oczywiście zupełnie innymi ścieżkami niż dotychczas, a na deser trzy piękne greckie wyspy: Zakyntos, Kefalonia i Lefkada. Suzuki Intruder VZR 1800 to niby nie turystyk, a zawsze dajemy sobie radę.

INFO

Nawigacja3

Tagi: motocykl , konkurs , wyprawa motocyklowa , trasa motocyklowa , wakacje na motocyklu

Motocykle Motocyklem na Wyspy Morza Jońskiego

Plan trasy:

  • Start 5 lipca z Bielsko Biała
  • Cluj-Napoca Rumunia
  • Sozopol Bułgaria
  • Istambuł Turcja
  • wybrzeże Chalkidiki Grecja
  • Thessaloniki
  • Meteora
  • Termopile
  • Ateny
  • Marathon
  • Sunio
  • Korynt
  • Nafplio
  • Tolo
  • Monemvasia
  • Killini
  • Zakyntos
  • Kefalonia
  • Lefkada
  • Albania
  • Vlore
  • Tirana
  • Czarnogóra
  • Bosnia
  • Chorwacja
  • Wegry
  • Słowacja
  • dom

Startujemy

W tym roku łaskawość nieba jest wyjątkowa. Słońce na wiele dni do przodu i kompletny brak opadów. Czego więcej potrzeba motocyklistom szykującym się na 20 dni wakacji i około 7000 kilometrów jazdy po asfalcie?

Advertisement

Piątego lipca pobudka o 5:00, skoro świt. Kawa, śniadanie, dopakowanie reszty drobiazgów na maszynie i o 6:00 jesteśmy już na motocyklach ruszając z Polski w trasę. Początkowo zawsze muszę wyczuć maszynę z takim obciążeniem i moją żoną na plecach - o pomyłkę i nieszczęście nietrudno. Jazda płynie gładko i bezproblemowo. Równym tempem po wsiach i wioskach suniemy przez Słowację, postoje tylko na tankowanie. Węgry przynoszą nieco szybsze, płatne autostrady. Płacimy, jedziemy i jak co roku nie możemy się z nikim dogadać. Około godziny 17 przekraczamy rumuńską granicę i ciśniemy do Cluj Napoca - w hotelu w którym śpimy w trasie kilka lat temu znaleźliśmy jacuzzi w pokojach. Po 760 km należy się nam to bez gadania.

Piękna Rumunia

Po hotelowym, nawet niezłym śniadaniu (oczywiście popielniczki nadal na stolikach), zbieramy się leniwie na wyjazd z zamiarem dojechania do bułgarskiego Sozopolu nad Morzem Czarnym. Nasz kolega Ludwik Luto z forum Intrudera wypoczywał tam ze swoją rodziną i zarezerwował nam spanie na dwie nocki w jednym z hoteli. Pogoda jak malowana, powietrze rześkie, rosa na trawie, a my o ósmej z minutami lecimy rumuńskimi asfaltami (lepszymi z roku na rok). Taki tranzyt przez ten kraj robimy już po raz trzeci, ale zawsze staramy się wybierać inne trasy. Mijamy po drodze piękne miasteczko Sibiu, które widzieliśmy już dwa razy w poprzednich latach. Mijamy je łagodnym łukiem, po jakimś czasie docieramy do miejsca z którego widać w oddali rumuńskie Karpaty, z niemniej sławną drogą oznaczoną cyframi 7C-Transfogarian. Motocyklistom nie trzeba wyjaśniać. Kto nie był, to musi pojechać, a kto był to musi przyjechać jeszcze raz. My, z racji tego, że już dwa razy mieliśmy przyjemność jechać pięknymi serpentynami na tej szosie, odpuszczamy skręt w prawo na rondzie i tniemy w poszukiwaniu przygód w kierunku bułgarskiej granicy.

Musimy przyznać, że drugi dzień jazdy po przejechaniu w dniu poprzednim 760 km w czasie około 14. godzin daje się we znaki, zwłaszcza w miejscach przeznaczonych do siedzenia. Ale wszyscy mototuryści tak mają i jeszcze nikt na to lekarstwa nie wynalazł. Rumunia i czas spędzony na jej asfaltach mija wzorowo. Wczesnym popołudniem docieramy do granicy bułgarskiej. Wjeżdżamy do piątego kraju podczas naszej podróży. Nieustannie kontrolujemy czas i kilometry, bo do Sozopolu musimy dojechać jeszcze dziś. Na miejsce docieramy około 19:30. Pierwszy raz widzę Morze Czarne i wcale nie jest jakoś specjalnie ciemniejsze od mórz które dotychczas widziałem. Ładujemy się do zarezerwowanego wcześniej przez naszego kolegę Luto niezłego hotelu z basenem i po małym rekonesansie okolicy i miejscowego spożywczego kładziemy się spać, bo zwyczajnie padamy na pyski.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty