Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję
Advertisement

Bhutan 2014

Motocykle

Motocykle Bhutan 2014

"Jest coś tajemniczego we wszystkim, co jest związane z podróżą, tym symbolem życia, gdyż nawet ci, którzy siedzą na miejscu, wciąż przecież dokądś dążą i szukają czegoś, i nigdy nie są pewni jutra." - bardzo trafne ale nie moje. To słowa prekursora polskiego reportażu podróżniczego, Wacława Sieroszewskiego. Również jechał na Daleki Wschód. Rownież w doborowym towarzystwie, którym był znany podróżnik Bronisław Piłsudski brat naszego Marszałka. Zasadnicza różnica między naszymi wyprawami to fakt że ja jadę dobrowolnie a Sieroszewski był mocno "namawiany" przez carską ochranę. Raczej nie miał możliwości odmówić.

Info:

Wyprawa motocyklowa Bhutan

Tagi: motocykl , konkurs , motocyklista , wyprawy motocyklowe , wyprawa motocyklowa

Motocykle Bhutan 2014

Wstęp

Za tydzień nadejdzie ten od kilku miesięcy oczekiwany dzień. Ruszamy do Bhutanu. Muszę powiedzieć że od razu pomysł tej wyprawy bardzo mi się spodobał. Chciałem osobiście sprawdzić które z wyobrażeń o Bhutanie funkcjonujących w świecie jest prawdziwe. Czy jest to raj na ziemi czy kraina całkowicie odizolowana od świata? A może jedno i drugie albo żadne z nich? Zobaczymy :-)

A tak prawdę mówiąc to najbardziej intryguje mnie odpowiedź na pytanie: „ jak udało się przeprowadzić ten kraj i jego społeczeństwo w tak krótkim czasie z epoki feudalizmu do czasów współczesnych z zachowaniem niezwykłego piękna przyrody, nieskażonego środowiska, wspaniałej architektury i żywej kultury duchowej?” Przecież dopiero w 1956 roku zniesiono niewolnictwo!! Jak mądry musiał być władca któremu udało się w prawie bezkonfliktowy sposób przygotować swój naród na spotkanie, żeby nie powiedzieć zderzenie, z konsumpcyjnym światem?

Jaki wpływ na to miała wymyślona przez owego władcę filozofia rządzenia mierząca postęp kraju poziomem szczęścia narodowego brutto. Może to jest odpowiedź na ewidentnie bankrutująca filozofię mierzenia rozwoju i postępu za pomocą produktu krajowego brutto.

Mam nadzieję że dwutygodniowy pobyt przybliży mnie a przy okazji wszystkich śledzących moje relacje do odpowiedzi na postawione powyżej pytania.

Jednocześnie cieszę się że będę miał możliwość połączenia dwóch swoich pasji czyli jazdy na motocyklu i podróżowania. Bhutan był przez setki lat niedostępnym odciętym od świata krajem nie z przyczyn politycznych lecz tylko i wyłącznie z przyczyn geograficznych. Do dzisiaj sieć drogowa praktycznie nie istnieje. Dlatego najlepszym wręcz wymarzonym środkiem przemieszczania się po Bhutanie jest motocykl. Na szczęście jedyne 10 sztuk KTM-ów LC4 Adventure dostępnych w tej części Azji jest do naszej dyspozycji :-).

Zapraszam wszystkich na wspólne zgłębianie Tajemnic Królestwa Grzmiącego Smoka.

Druga różnica to czas podróży. Oni podróżowali podczas mrozów nas jak widać czeka piękna pogoda.

Przelot

Jestem już po odprawie. Dojazd do Warszawy zajął mi nieco ponad trzy godziny i to bez szaleństw po drodze. Ostatnio złapali mnie na A4 i wlepili 10 pkt więc muszę uważać :-).

Co prawda tylko do połowy maja bo zapisałem się na kurs anulujący 6 pkt. ale na razie trzeba zbastować.

Teraz dwa dni w drodze :-(. Głownie samolotami więc trzymajcie za nas kciuki. Jak już wylądujemy na ziemi pod granicą z Bhutanem będzie lepiej.

Niestety dopadła mnie gorączka podróży i prawie nie spałem. Nie pozostaje nic jak kupić coś na lekkie "znieczulenie" i udać się w objęcia Morfeusza. Do Dohy osiem godzin lotu więc jest trochę czasu na relaks.

A oto moja trasa na najbliższe dwa dni.

Dzień 1

Dzisiejszy dzień nie zaczął się najlepiej. Po dwóch dniach spędzonych w podróży pięć godzin snu to zdecydowanie za mało. Obudziłem się nieprzytomny i nawet nie wiedziałem gdzie jestem. Ale jakoś zwlokłem się na śniadanie. Po śniadaniu motocykle już czekały przed hotelem. Wsiedliśmy na nie i od razu zaczęła się wspinaczka.

Teraz dopiero zrozumiałem co to znaczy geograficznie niedostępny kraj. Droga od Indii do Bhutanu przez 80 km wiedzie serpentynami. Maksymalna prosta to 50 m. Szerokość taka że dwa auta mają problem żeby się wyminąć. Na szczęście my na naszych KTM-ach możemy korzystać z pobocza :-). No i najważniejsze czyli widoki. Po drodze oczywiście obowiązkowy lunch. Pyszny oczywiście :-). Po lunchu wychodzimy przed restauracje a nasze sprzęty ustawione jak pod sznurek. Dziwimy się po raz pierwszy i ostatni. Pózniej stwierdzimy że taki jest standard naszej obsługi :-)

W sumie przejechanie 160 km zajmuje nam siedem godzin. Nikt z nas wcześniej nawet nie przypuszczał że może to tyle trwać. Po siedmiu godzinach dojeżdżamy do Paro. Najpierw wizyta w jednym z trzech muzeów narodowych Bhutanu. Jak to my, starzy globtrotterzy zwykliśmy mowić "jaj nie urywa ale zwiedzić trzeba".

Po drodze jeszcze znajdujemy czas żeby odwiedzić Dzong w Paro. Zdecydowanie ciekawsze doznania.

Przed kolacją mamy zafundowany kurs strzelania z łuku. Ostatecznie to narodowy sport hutańczyków :-). Wyników nie mamy super ale trup ściele gęsto i ogólnie jest bardzo wesoło.

Na koniec ładujemy w najstarszym hotelu w Paro. Warunki super. Dwuosobowe bungalowy i bardzo dobra kuchnia. Gorzej z internetem ale to nadrobię jutro.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty