Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Stanisław Soyka: Niemen to był dla mnie kulturowy szok

Książka, film

Książka, film Stanisław Soyka: Niemen to był dla mnie kulturowy szok

Piękne pieśni są po to, żeby je śpiewać - Stanisław Soyka wspomina Czesława Niemena i opowiada Tomkowi Kinowi, jak powstała płyta „W hołdzie mistrzowi".

Tagi: wywiad , Staszek Soyka , kondycja

Książka, film Stanisław Soyka: Niemen to był dla mnie kulturowy szok

Staszku, w jakich okolicznościach usłyszałeś pierwszy raz Czesława Niemena?

W mojej kamienicy mieszkała Bożenka, starsza ode mnie koleżanka. Byłą wielką fanka Niemena. Zaprosiła mnie na odsłuchanie płyty „Enigmatik”, kiedy miałem może 15 lat.

Wychodzi mi, że było to gdzieś w 1975 roku.

Tak. Wówczas mocno tkwiłem w muzyce poważnej, szczególnie barokowej. Kiedy usłyszałem Niemena, był to dla mnie kulturowy szok.

Jakie płyty mieliście w domu?

Czerwone Gitary, mama miała jeszcze Niebiesko–Czarnych i dwa longplaye Ireny Santor, której lubiłem słuchać. Jednak pop wcale mnie wtedy nie interesował. Za to „Enigmatik” zafascynował mnie do tego stopnia, że czułem, że coś się ze mną zaczyna dziać. Było to niesłychanie zmysłowe. Wciąż trudno znaleźć mi słowa, by opisać ten stan. Później, już w środowisku akademickim, Niemen cieszył się niezwykłą estymą.

Powiedzielibyśmy dziś: artysta alternatywny.

Z nim było ciekawie o tyle, że już w latach 70. uchodził za artystę prominentnego, który grywał bardzo duże koncerty, np. na stadionie Łużniki w Moskwie. Potrafił tam wystąpić przez dwa wieczory z rzędu, a to nie zdarza się każdemu. Na liście jest też paryska Olimpia, gdzie również zagrał wiele koncertów. Miał także włoskie przygody z Faridą Gangi, „romans” z CBS-em [stacja radiowa i telewizyjna w Stanach Zjednoczonych] a nawet powstał pomysł, że Blood Sweat and Tears wymieni swojego wokalistę na Czesława. Nie doszło do tego, ale chodzi o to, że na ówczesnej scenie muzyki popularnej Niemen wyróżniał się jakością, oryginalnością i nerwem, którego nie miała żadna inna piosenka w tamtym czasie, chociaż powstawało wiele pięknych kompozycji. Niemen był absolutnie wyjątkowy. Miał wyraźne ciągoty w kierunku jazzu, a jednocześnie był – co niezwykle mnie intrygowało – absolutnie niezależny. Jeśli w jakiejś części jestem uczniem Niemena, to dlatego, że był typem człowieka, który nie pyta, co ma zrobić ani nie analizuje rynku, tylko niesiony intuicją idzie tam, dokąd ona go prowadzi. Dlatego powinieneś nazywać go raczej artystą niezależnym.

Rozmawialiście o tym?

Nieco później. Niemen był człowiekiem niezwykle otwartym i wrażliwym na nowe pokolenie, w przeciwieństwie do innych prominentnych artystów. W 1979 roku zaprosił mnie do uroczystego, podwójnego koncertu w Kolonii. Producentem tego wydarzenia było radio Westdeutscher Rundfunk [niemieckojęzyczny nadawca radiowo-telewizyjny z siedzibą w Kolonii].

Co takiego śpiewałeś, że dostałeś to zaproszenie od Niemena?

Właściwie to nie wiem. Wówczas jeszcze nie interpretowałem jego piosenek. Na tym koncercie w pierwszej części kilkoro z nas wykonało te najbardziej klasyczne utwory Niemena. Ja śpiewałem „Jednego serca”. To był pierwszy utwór Niemena w moim repertuarze. W drugiej części Niemen grał swoje nowe kompozycje. Właśnie tam przywitaliśmy się po raz pierwszy. Później było jeszcze kilka spotkań. Niezwykle miłym dla mnie spotkaniu uczestniczyłem podczas festiwalu Opole 1981. Wówczas podszedł do mnie i mocno objął. Poczułem niemal ojcowski uścisk.

Próbuję sobie to wyobrazić, nie jesteś chuchrem.

Niemen był wielkim, postawnym facetem.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty