Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

Moja żona nie chce seksu

Rozpoczęte przez ~Marek, 14 mar 2016
  • ~Alka
    ~Alka
    Napisane 24 października 2017 - 18:30
    Kolego, wspolczuje Ci.
    Oczywiscie nie napisales, czy probowales powiedziec Jej, jak to wyglada z Twojego punktu widzenia??
    Mam przyjaciół na skraju rozstania, kolega poszedł za daleko w znajomość z kolezanka z pracy.oczywiscie awantury i co ino.Ale koleżanka dostrzegła swoj błąd, jak zaniedbywala męża.wzięła sie w garść, zaczęła podawać obiady, spedzac z nim czas, wychodza na obiad, basen,rowery spacery. Ale szczerze to tyle poki co.ale jest progres! No hmmm...dla Niego to bylo na jakis czas wystarczające....a seks....hmmm byc może wystarcza mu milosc bez seksu.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Olka
    ~Olka
    Napisane 24 października 2017 - 21:12
    Alka,kochanek Cię zaniedbuje?Jaki biedny ten twój obrabiacz.
    Jesteś żenująca.Liczysz,że jak ją oszukuje ,to ciebie nie?Naiwna...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alka
    ~Alka
    Napisane 27 października 2017 - 15:16
    Tak, obrabia mnie kolega....????koleżanko czytasz post, czy wchodzis się pożalić, bo mąż Cię zostawił?
    Odpowiadamy innym forumowiczom, a nie wchodzimy i szukamy ofiar do frustracji..
    I nie rozumiem, co żenującego jest w mojej wypowiedzi, skoro chcę aby kolega z forum porozmawiał z żoną??
    Zreszta nie będę zasmiecała stron, dialogiem z kimś nie zainteresowanym tematem.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kamil
    ~Kamil
    Napisane 27 października 2017 - 20:54
    Robert 1971, Alka,

    Dziękuję za Wasze odpowiedzi.
    Z żoną rozmawiałem w weekend.
    Oczywiście zaczęło sie od awantury o zegarek, bo nie uzgadniam z nią wydatków i że nie mogę mieć własnego zdania, bo o wszystkim decyduje ona.
    Ja z kolei powiedziałem wszystko to, co nie podoba mi się w naszym małżeństwie i że mi już na nim nie zależy.
    To był dla niej szok i bardzo źle to odebrała, jednak ta sytuacja pomogła jej chyba zrozumieć, że między nami dzieje się coś złego.
    Obiecała mi, że spróbuje się zmienić, że zrobi wszystko, żeby uczucia i namiętność wróciły.
    Teraz codziennie pisze, że mnie kocha, że jej zależy, że jestem miłością jej życia.
    Wierzę jej, ale mam wątpliwości, czy jezeli zostaniemy razem, to po jakimś czasie wszystko znowu nie wróci do punktu wyjścia i znów będę miał jej dość.
    Zaproponowałem, żeby przywiozę ją i syna do mnie w ten weekend na miesiąc albo dwa, żeby zacząć naprawiać nasz zwiazek, ale ona się na to znie zgodziła, bo trzeba doglądać remontu, bo ma korepetycje, bo syn ma tam lekarzy.
    Powiedziała, że może przyjechać w drugiej połowie listopada, ale nie wiem, czy do tego czasu w ogóle nie będę chciał, żeby przyjeżdżała.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alka
    ~Alka
    Napisane 28 października 2017 - 06:39
    Jest progres kolego, skoro ona po takiej informacji się nie poddała, to i Ty nie powinieneś.
    Listopad na horyzoncie.
    Jak jedno ciągnie wózek, to ciężko, jak dwoje to prawie jak z górki.
    Kobiety często z letargu budzi kubeł zimnej wody.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 03 listopada 2017 - 06:29
    A no budzi... Postaraj się wysondować, czy fundamentem tej całej 'chęci przemiany', nie jest czasem perspektywa pozostania nagle bez 'kury znoszącej złote jaja'. Coś między wami poszło nie tak jak powinno i pozwoliłeś na to, by ona decydowała o Twoich dobrach. Skoro zarabiasz, to Ty decydujesz o tym, co ze swoimi pieniędzmi zrobisz. To jest oczywista oczywistość. Jeżeli chcesz kupić sobie jakąś pierdołę - np. zegarek - a ona wtrąca tam swoje trzy grosze i żąda, byś z nią takie posunięcie uzgadniał, to powiedz jej, żeby uzgadniała z Tobą każdą szminkę, tusz do rzęs, czy bluzkę, albo buty - w końcu jest równouprawnienie - o ile zarabia swoje pieniądze, bo jeżeli nie zarabia, to należy takiej 'mądrej kobiecie' wyznaczyć limit miesięcznych wydatków i kazać się na koniec okresu z każdego grosza rozliczyć. Na zasadzie, daję - wymagam, jak się nie podoba, to do roboty. Skoro jej powiedziałeś o swoich zastrzeżeniach, a ona w odpowiedzi, że zależy jej na związku, a ona obiecała zmianę, ale woli małżeństwo na odległość, to ogłosiła jednostronnie separację, mimo dyplomatycznej rozgrywki polegającej na wysyłaniu komunikatu: 'nie odchodź, bo trochę popuszczę'. Zastanów się, bo sytuacja nie wygląda najlepiej - albo małżeństwo takie jak powinno być, albo separacja - wtedy płacisz na dziecko, a baba Cię już nie interesuje i niech do roboty idzie, to ją posadzi trochę na ziemi. Taka zagrywa schładza 'imperialistyczne zapędy' - przerabiałem to. Jak nie popuści, to rozwód i sprawa jasna. Kobieta jak nie kocha, to staje się najokrutniejszym ze stworzeń na świecie - wierz mi - wypije krew do ostatniej kropli. Z toksycznych związków trzeba uciekać - życie ma się tylko jedno.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Vivian
    ~Vivian
    Napisane 03 listopada 2017 - 07:20
    To prawda.
    Kobieta jak nie kocha, to niszczy tego, z którym łaskawie jest. Stąd złośliwości, fochy, kontrola.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Vivian
    ~Vivian
    Napisane 03 listopada 2017 - 07:22
    I limitowany seks, na który nie ma ochoty...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Tytus de zoo
    ~Tytus de zoo
    Napisane 04 listopada 2017 - 16:18
    Przeczytałem z uwagą wszystkie posty w tej dyskusji, ten problem dotyczy i mnie. Muszę przyznać, że mnie to przeraziło jak łatwo dopasować moją sytuację do opisanych powyżej. Zastanawiałem się czy tkwienie takim związku nie ma objawów syndromu Sztokholm'skiego. Jestem w związku od ponad 20 lat, mam prawie pełnoletnie dzieci. Ostatnio rozmawiałem z nimi na temat relacji z mamą (po solidnej sprzeczce między nimi). Usłyszałem od dzieci, że matka mną pomiata i mają nadzieję, że ich związki nigdy nie będą tak wyglądać. Nie jesteśmy małżeństwem, ale byliśmy sobie naprawdę bliscy. Razem działając wspólnie byliśmy niezniszczalni. Teraz brakuje mi nie tylko seksu (choć to tak rozwala moje funkcjonowanie), ale tej bliskości. Przestała być moją kochanką, przyjacielem, a stała się mym kryptonitem i kalendarium. Od porannej kawy wypomina mi wszystkie potknięcia, błędy i porażki z ostatnich dwudziestu paru lat. Jestem naiwny, ufny i nie wyobrażam sobie takiego wyrachowania z czyjejkolwiek strony, ale pasuje to wszystko do siebie. Czy jestem manipulowany? Czy miłość mojego życia pogrywa sobie ze mną? Czy też jest w takim dołku, że potrzebuje pomocy i wsparcia? Nie obawiam się odejścia - boję się aby jej nie skrzywdzić. Niestety sam jestem już ledwo cieniem samego siebie :(

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Vivian
    ~Vivian
    Napisane 05 listopada 2017 - 16:11
    Czym chcesz ją skrzywdzić, skoro Cię nawet nie lubi?
    To co jest w takich sytuacjach problemem to mieszkanie i finanse oraz obawa przed pogorszeniem warunków życiowych dzieci.
    Jeśli potrafisz sobie z tym poradzić, to rozstanie może być dla wszystkich dobrą opcją.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alka
    ~Alka
    Napisane 05 listopada 2017 - 20:41
    Chyba ciężko jednoznacznie podejść do tematu.
    Jeśli dzieci zauważyły zachowanie matki....
    To w kwesti przekazu, myślę że jest za późno.
    Niestety tego już im z pamięci nie usuniesz.
    I tu jest kwestia najbardziej irytujaca mnie, że mężczyzna stał się pokorny, "wychował" wysysacza emocjonalnego, modliszke (żona)
    Prawie dorośli ludzie byli tego obserwatorami i trzeba prosić Boga, aby nie przejęły tych relacji w swoim dorosłym zyciu.
    Tutaj, na półmetku jak starania i rozmowy nie pomagały, powinno się grzecznie pożegnać, właśnie dla dobra dzieci. Ludzie maja kryzysy, ale wieloletnie? Przecież nawet jak dziś ktokolwiek wyprowadzilby się do Tybetu, to tam znalazłby "miłość" życia....poprostu przypadkiem się dobieramy, a czasem zwyczajnie nie pasujemy. Zwykła wypadkowa.ale nikt nie chce być sam, nie chce zostać bez mieszkania, z dziecmi w weekend.
    Wiec truja się wzajemnie, bo podjęcie decyzji bywa trudniejszym wyzwaniem, niż 20 lat picia jadu.
    Czasem to tylko kryzys,czasem niedopasowanie.
    Ale irytuje mnie wychowanie Pań na Modliszki.
    Oczywiscie wychowanie Panów, przez Panie na królów gospody, to też nie dobry omen.
    Współczuję kolego, porozmawaj z dziecmi i wytłumacz że niestety zły model relacji obserwowały.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Vivian
    ~Vivian
    Napisane 05 listopada 2017 - 21:40
    Bo hasło, że rodzina jest najważniejsza, dobrze maskuje brak umiejętności dokonania zmian w życiu.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alka
    ~Alka
    Napisane 06 listopada 2017 - 09:01
    Wiesz w sumie rodzina jest najważniejsza....
    Ale czasem tłumaczymy sobie to nawet wtedy, kiedy sami najbardziej krzywdzimy.
    Później mamy mało asertywnych w domu Panów, którzy szukaja np. Na jakiś portalach randkowych, barach, w pracy, nawet w szkole dzieci czy podczas innych kontaktow, innych kobiet, bo czują się niespełnieni.
    Albo kobiety, całkiem uzależnione finansowo od męża, z rosnącą frustracja.Wiedzą,że nawet gdyby z mężem łączyły ją tylko dzieci, to nie jest bezpieczna finansowo żeby odejść.
    Mimo wszystko, rodzina jest najważniejsza, ale rozpad małżeństwa to nie koniec świata.
    Trzeba się szanować po rozwodzie, dziecku zrobić pokoik w dwóch mieszkaniach i poprostu zaakceptowac ten stan

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 07 listopada 2017 - 07:14
    Z tym robieniem pokoiku w dwóch mieszkaniach to chyba jednak przesadzasz. Mam dzieci nastoletnie. Matka wzięła ich do siebie, tam stworzyła miejsce do zamieszkania - warunki przyzwoite, niedaleko do szkoły itp. Chłopak się buntuje i chciałby z tatą... ja mieszkam w pewnej odległości, z nową partnerką w nowych warunkach. Jak mam u kogoś w domu zrobić pokoik dla dwójki moich dzieci...? To chłopak i dziewczyna. Kwestie dojazdu do szkoły... Całkiem inne środowisko, no i... sprawa drażliwa - pieniądze. Wiem, że kobiety - feministki, zaraz podniosą larum, ale fakty są takie, że rozpad małżeństwa wiąże się z szeregiem spraw, które zostały zrujnowanie, zniszczone - pielesze domowe, sprawy towarzyskie, zawodowe, zdrowotne i pewnie jeszcze trochę innych. Facet po rozwodzie, gdzie sąd zasądził dzieciaki przy matce, musi się odbudować, bo został po prostu zrujnowany. On kombinuje, żeby się w ogóle utrzymać i nie strzelić sobie w łeb, a przy tym jakoś wylądować z groszem, bo zobowiązań ma sporo, a jak dzieciaki weźmie na parę dni i powie byłej, żeby się dołożyła za ten okres, bo to go obciąża i ledwo daje radę, to słyszy odpowiedź, że sąd tego nie zasądził. Po prostu babska bezczelność w tych sprawach staje się bezgraniczna. Masz prawa do dzieci, dostajesz kasę, prawo po Twojej stronie, to stawaj na wysokości zadania i się dzieciakami opiekuj, a nie traktuj ojca jako pomocnika rodziny. On - o ile wywiązuje się z obowiązków alimentacyjnych i utrzymuje dobre relacje z dziećmi spotykając się z nimi na za sadzie niezniknięcia z ich życia, ma prawo od matki wymagać. Coś za coś - masz dzieciaki u siebie i zbierasz na nie świadczenia, to się nimi opiekujesz, a jak masz z tym problem, to ja - jako ojciec - nie mam już prawa ich Tobie odebrać, bo zapewne ich nie oddasz, mimo nieporadności. Mam za to prawo prowadzić ścisły nadzór i trzymać ręce na pulsie, gdyby dzieci się skarżyły, albo były ewidentnie zaniedbywane. Mówienie o dwóch mieszkaniach jest raczej lekkim nadużyciem, jeżeli w wyroku rozwodowym stoi jak wół, że sąd zasądza alimenty płatne do rąk matki, a miejsce stałego zamieszkania przy matce. Ojciec biorąc dzieciaki do siebie, a nie mając tego usankcjonowanego na papierze, staje się przestępcą i jego eks, która zapewne go już nie kocha tak, jak to robiła 20 lat temu, nie dołoży się, bo przecież nie musi, a może mu zrobić nieźle 'koło pióra'.
    Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alka
    ~Alka
    Napisane 07 listopada 2017 - 19:59
    Mówię ze swojego punktu widzenia.
    Dla mnie, gdybym rozstała się z mężem, to ważniejsze niż jego zasiłek alimetacyjny, byłaby zdrowa relacja.
    Oboje pracujemy,oboje możemy dzieci utrzymywać bez żadnych alimentów.
    No chyba, że nagle okazałoby się że Pan którego znam pół życia umywa ręce od opieki.
    Nie wyobrażam sobie, żeby dla mojej satysfakcji i paru groszy odebrać im siebie nawzajem...
    W pewnych kwastiach On jest o wiele lepszy niż Ja.
    Z tatą naprawie auto, z tatą kupie buty do piłki, z tatą ogladne mecz, z tata grzyby,baza z desek.
    Jak mogłabym Go zastąpić.....
    Jak mogliby to realizować, mając tylko weekendy?
    Oczywiście byłabym zazdrosna o inną Pannę, ale to nie Ja jestem pepkiem świata.
    Nie będę gdybac, ale chciałabym żeby czuły, że mogą iść do obojga rodziców.
    Ale mam wielu przyjaciół, stąd zainteresowanie tematem.Pary które znam lata się rozstaja etc.
    Z przykrością w moim gronie stwierdzam, że najczęściej to wina kobiet.
    Na przestrzeni lat, jak pomyśle jak Pan X zabiegał o kobietę, składał na dom, brał kredyt, budował, styrany po 2 etatach dostał swojego jedynaka do rąk, bawił się, kładł spać a na koniec usłyszał "mam dosyć takiego życia, wiecznie z dzieckiem". Na co żąda swojej doli z wypłaty "nieswojej" zdziwiona że za mało.
    Czyli zajmij się wszystkim i zarabiaj.
    Patrzę i czekam czy On wybuchnie??
    Czy tak wygląda teraz podział obowiązków?
    Czy kobiety to księżniczki, które są żonami tylko do czasu rozmnażania....
    Domyślam się kolego, że po Twoim malzenstwie został kwas, ale tak jak mówię, dobieramy się z przypadku i źle zakrecilo sie dla was koło.różowe okulary wpadły pod walec, już w nerwach nie pomagały wspomnienia żony"jak podawała herbatkę w chorobie".
    Najmilsze chwile z wagą piorkowa wchodziły na szalę z gorycza ostatnich lat, która wazy tyle co ołów.
    Nie mnie oceniac, tyle przypadków ile ludzi.
    Czasem rozwod jest najlepszym rozwiazaniem dla Wszystkich.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 08 listopada 2017 - 17:54
    Pewnie masz rację i tylko pozazdrościć twojemu mężowi. Zdarzają się jednak sytuacje kiedy kobieta, jak wspomniałaś wcześniej, korzysta z dóbr wypracowanych przez chłopa, ale jej się zwyczajnie nudzi. Wreszcie i chłopem się znudzi. On wybudował dom zarabiał na wszystko, cała jego działalność była skierowana na nią i rodzinę. Po czym ona stwierdza, że dłużej takiego życia nie wytrzyma. Powstaje pytanie jakiego życia? Nudnego, bo bez roboty i bez obowiązków, czy odpowiedzialności i faktycznie jest tak, że facet jest od zarabiania i załatwiania wszystkiego oraz zajmowania się wszystkim od A do Z. Ona tymczasem, siedzi w domu i robi na szydełku, ma wieczną depresję, ciągle ją coś boli i wiecznie jest na coś chora. Nawet po sobie posprzątać nie może, bo przecież zrobi to jutro, a tu piętrzą się zwały dziadostwa na prawo i lewo. Wszelkie próby znormalizowania sytuacji kończą się twierdzeniem, że on wywiera na nią presję, czy wręcz stosuje przemoc, podczas gdy tak naprawdę ona pasożytuje na nim. Ma same prawa, a obowiązki ma chłop - ten praw nie ma. Po rozwodzie oczywiście wszystko jej się należy, bo była wspólna własność. Nieważne już, że to on wszystko wypracował - przynajmniej większość - a ona tylko korzystała z owoców jego pracy. Ważne jest, że teraz trzeba wszystko podzielić tak, żeby było dla niej, no i... ma się rozumieć jeszcze dla dzieci, bo rzecz jasna, zostają z nią. Ze świadczeń na dzieci usiłuje zrobić sobie całkiem przyzwoite źródełko dochodów. A do pracy jakoś się nie garnie i wielką paniusię zgrywa. Facet zostaje pozbawiony domu, musi niejednokrotnie zamknąć biznes który był związany z miejscem zamieszkania, przenieść się w nowe, tam się zorganizować, odbudować sytuację finansową, zawodową i jeszcze jej płacić alimenty, gdzie się okazuje nagle, że ona chce ciągle więcej i więcej. Życzyłaby sobie żeby on był służącym na każde jej skinienie i się aktywnie angażował w tzw. ‚życie rodziny’, bo np. trzeba zostać z dziećmi, kiedy ona ‚idzie do pracy’, a jak nie może, bo też pracuje, to powinien sfinansować opiekunkę. Po prostu koszmar. Jesteśmy po rozwodzie i staliśmy się sobie obcymi ludźmi. Dzieci są pod Twoją opieką i tylko na Tobie spoczywają teraz obowiązki z ich doglądaniem. Facet ma swoje życie i w żadnym razie nie może być ono podporządkowane harmonogramowi byłej żony. Gdyby dzieci były z nim, to owszem on się nimi opiekuje i jej nie wzywa na każdą okoliczność. Tak też jest i z nią. Niestety takie babsko trzeba ukrócić, bo zniszczy faceta i jeszcze stwierdzi, że jej dzieje się krzywda. Przykre to jest ale takie przypadki się zdarzają - to właśnie spotkało mnie, pewnie stąd tyle kwasu w moich wypowiedziach. Pozostał uraz do jednostek nieangażujących się, ale do spijania śmietanki, pierwszych…

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Alka
    ~Alka
    Napisane 08 listopada 2017 - 19:12
    Kolego, moje wypowiedzi wcześniejsze, były właśnie skierowane przeciw takim kobietą.
    Jest w tym trochę mojej zawiści, nie ukrywam.
    I uważam, że to Panowie przyłożyli do tego rękę.
    Przykro mi, ale w większości przypadków to Panowie tworzą hybrydy,które po okresie macierzyństwa,gdy już mają wszystko zapewnione, są znudzone.
    Pytania koleżanek " czemu nie zrobił zakupów-przecież je,czemu nie poprasowal i nie wypral-przecież się ubiera,czemu nie ugotowal-przecież je"
    Nie mówię, że nigdy tego nie robił! Ja choruje, czasem wyjdę, mam gorszy dzień.
    Ale nie cały czas.
    Ja pracuje 8h w porywach 10h, on niemal caly czas 12, wracając kupi coś tam, ale nie są to 2 h sprawunki.ma czas dla dzieci i dla mamy wieczorem.
    I niestety najgorsza część rozmowy "Ja nie wytrzymałam z takim nierobem"
    Nie licząc, się z moim zdaniem, obrażają bliską mi osobę.To te Panie, które nic nie muszą bo urodziły i maja obrączkę,czasem kredyt.
    Myślę,że stąd mój żal,albo chociaż jego poczatek.
    Ja nawet nie potrafię sobie wyobrazić Twojej sytuacji.....
    Myślę, że byłoby mi ciężko oddać dzieci co któryś dzień....ale nie dla siebie przecież to zrobiłabym.
    Dla ich dobra i rozwoju.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Izka
    ~Izka
    Napisane 10 listopada 2017 - 23:05
    Robert
    Swoją drogą w kontekście twojej wypowiedzi zabawne jest to, że wielu facetów się nie rozwodzi będąc w podobnej sytuacji, tak jakby bali się przekonać po rozstaniu z kim mieli do czynienia i jak niewiele oni sami znaczą dla tej drugiej osoby. Obserwuję to u paru bliskich mi osób i nie mogę pojąć, że wolą pozostawać w takich toksycznych związkach i udawać, że to normalne.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 11 listopada 2017 - 20:53
    Coś faktycznie się z tymi dzisiejszymi babami stało. Wystarczy spojrzeć na to, co wygadują feministki. Forsuje się model kobiety walczącej o swoje prawa..., a fakty są takie, że ja byłem nawet za tą walką, bo niech tam sobie kobitki domagają się swego, całe wieki były pod ciężarem patriarchatu, no niech tam... Okazuje się jednak, że one brną coraz dalej w ślepy zaułek i nie ma odwrotu. Ktoś stwierdził, że nikt tak bardzo nie zniechęca do feminizmu, jak same feministki. No niestety. Psiapsiółki robią swoje i tylko dzięki nim się małżeństwa rozpadają. Kiedy kobieta rozumie, że dzielimy łoże i życie, to wszystko jest ok, kiedy natomiast ona zaczyna wyobrażać sobie, że jest krzywdzona samym faktem, że facet oczekuje równowagi w związku, to już jesteśmy na tzw. wylocie... Głupota, głupota i jeszcze raz głupota...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Magda
    ~Magda
    Napisane 12 listopada 2017 - 22:44
    Nie da się nikogo zmusić, aby nas kochał. Nie da się nikogo zmusić, aby nas pożądał. Nie da się nikogo zmusić, aby z nami był. Tylko dlatego, ze my tak chcemy.
    Uważam, że nie da się wskrzesić namiętności. Ona albo jest albo jej nie ma, koniec. A jej brak odbija się to negatywnie na każdej sferze życia, depresja gwarantowana, bo tłumienie własnych potrzeb nigdy nie kończy się dobrze.
    Brak seksu to tak naprawdę koniec związku.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty