Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

kogo kocha kochanke czy żone

Rozpoczęte przez ~nika, 01 sty 2014
  • ~owal
    ~owal
    Napisane 08 grudnia 2017 - 21:51
    ~MalaMi7 napisał:
    Do : @j Jaro
    Przez dwa dni przeczytałam całe forum - całe 236 stron.


    Może i przeczytałaś, ale wygląda, że nic nie zrozumiałaś. Wydaje się, że jesteś kobietą kochającą za bardzo, bo nie lubisz porządnych facetów, a ciągnie cię do popaprańców (eksmąż i żonaty koleś). Potrzebna ci terapia, skoro forum nie pomogło w zrozumieniu twoich problemów. Możesz być pewna, że to co cię łączy z żonatym kolesiem to nie miłość. Eks sprzed lat, teraz wydaje ci się być twoją miłością, bo niedostępny, a co za tym idzie funduje ci podobne przeżycia jak mąż. Wtedy go nie wybrałaś, bo był wolny i nie miałaś z nim wtedy intensywnych przeżyć jakie masz teraz i jakie miałaś z mężem. Kochać mogłabyś obecnego faceta, który jest miły, ale to nie dla ciebie, bo wolisz silne emocje.

    Tak więc przydałaby ci się terapia dla kobiet kochających za bardzo.Krzywdzisz siebie oraz inne zainteresowane osoby. Wątpię, czy z kochankiem ci wyjdzie - znudzi ci się jeśli będziecie razem - będzie tak samo nudno jak z obecnym facetem!!! Poza tym gdyby chciał albo mógł z tobą być, to by był, ale nie jest. Jaki z tego wniosek?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~owal
    ~owal
    Napisane 08 grudnia 2017 - 23:00
    ~Stara napisał:
    Jestem jedną z wielu zdradzonych zon.Typowy schemat zdrady.


    Przykro się czyta takie posty jak twój. Tym bardziej przykro, że małżeństwo było wieloletnie i szczęśliwe. Żyłaś w ciepłym kokonie, myślałaś, że już na zawsze razem, że życie ułożone, ale mąż, ot tak sobie, wyrwał cię z niego na siłę, co spowodowało u ciebie szok. Ja przeżyłam trudne chwile w młodym wieku, więc szybko się nauczyłam, że w życiu nie musi być łatwo, że nikt nie jest nam dany raz na zawsze i że nie ma żadnej gwarancji na nic, dlatego nieraz się dziwię, że człowiek 50-letni się może się dziwić temu, co go spotkało. Powinien już przeżyć wiele i nie być zbytnio zaskoczonym.

    Może to banalne co napiszę, ale twoje cierpienie minie, choć nie wiadomo kiedy. Najpewniej wiele trudnych chwil przed tobą, ale cierpienie także ma swój kres. Twoje życie nie będzie już takie jak kiedyś, ale pogodzisz się z tym co się stało (mam nadzieję, bo to ważne!) i będziesz żyć dalej, nie mniej szczęśliwa.

    Na ten moment powinnaś sobie znaleźć zajęcie (hobby) i pracę, jeśli jej nie masz, by odwracać uwagę od złych myśli. Tak, wiem, masz prawo do złych myśli, tylko że one wykańczają i nie wynika z nich nic dobrego, więc chociaż rób sobie od nich przerwy. Niech to będzie naprawdę cokolwiek - oglądanie filmów, czytanie książek (ale nie romanse ani nic o zdradach), nauka języka obcego, modlitwa, jeśli jesteś religijna, spotkania z rodziną i przyjaciółmi (ale bez wałkowania twojej sytuacji) - na to nie trzeba kasy, zakładając, że twoja sytuacja materialna nie jest najlepsza. Poszukaj sobie w internecie porady na ten temat jak przeżyć trudne chwile. Kiedyś z tych porad korzystałam i potwierdzam, że to działa.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Misia
    ~Misia
    Napisane 09 grudnia 2017 - 17:42
    Oboje jesteśmy w związkach ale jak się spotkaliśmy u znajomych to błysk w oczach i spotykamy się już 2 lata. I teraz moje pytanie czy jest taka możliwość ze odejdzie od żony. ? Po ostatniej rozmowie wynikło ze nie bo się boi zacząć od nowa. A ja nie chce być tą drugą. I najlepiej myślę że to zakaczyc i może wtedy decyzje podejmie. Roznica między nami jest 20 lat

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~owal
    ~owal
    Napisane 09 grudnia 2017 - 20:00
    ~Misia napisał:
    Oboje jesteśmy w związkach ale jak się spotkaliśmy u znajomych to błysk w oczach i spotykamy się już 2 lata. I teraz moje pytanie czy jest taka możliwość ze odejdzie od żony. ? Po ostatniej rozmowie wynikło ze nie bo się boi zacząć od nowa. A ja nie chce być tą drugą. I najlepiej myślę że to zakaczyc i może wtedy decyzje podejmie. Roznica między nami jest 20 lat


    Nie powiem ci co powinnaś zrobić, bo to twoje życie i ty nim kierujesz.

    Z tego co napisałaś wynika, że on nigdy nie zostawi dla ciebie żony, bo nie ma po co. Bierze cię na litość, że się boi (co drugi taki zdradzający mąż mówi to samo swojej kochance, pewnie przeczytał w internecie, że to dobra wymówka) i robi co chce, a ty nie masz nic do gadania.

    Dopóki żeście sobie niezobowiązująco romansowali - było dobrze. Ale odkąd tylko ty chcesz "zalegalizować" wasz związek - przegrałaś. Teraz on myśli już tylko o tym, by cię wykorzystać i zwodzić tyle ile wytrzymasz. Jak go rzucisz, ewentualnie będzie usiłował cię przebłagać, żebyś mu dała jeszcze trochę czasu. Dając mu kolejne i kolejne "trochę czasu" sama go znienawidzisz i dotrze do ciebie, że naprawdę nic z tego nie będzie, ale zejdzie ci na tym kolejne parę lat. Masz więc wybór - 1. tracisz tylko te dwa lata, które straciłaś do tej pory 2. poświęcisz jeszcze kilka kolejnych - efekt będzie prawie ten sam. Uprzedzam cię, że za parę lat takiego życia będziesz psychicznie wyżęta jak ściera do podłogi, bo to nie jest zdrowy tryb życia dla normalnego człowieka.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~owal
    ~owal
    Napisane 10 grudnia 2017 - 12:40
    Cechą charakterystyczną miłości jest to, że chcesz dobrze dla ukochanej osoby. Żonaty koleś zmuszający kochankę do wieloletniego czekania aż się ewentualnie namyśli na rozwód, ani trochę jej nie kocha - ułożył sobie wygodne życie z nudną żoną u boku, która w razie kłopotów o niego zadba i ekscytującą kochanką dla rozrywki i tyle. To jest zimne wyrachowanie a nie żadna miłość.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~MałaMi7
    ~MałaMi7
    Napisane 10 grudnia 2017 - 15:15
    Do : @ owal

    Niestety muszę Cie zmartwić - słaby z Ciebie psycholog. Niestety forum nie jest miejscem w którym zamierzam podawać dane prywatne. Nie zaprzeczam iż muszę bardzo dużo uporządkować w moim życiu i bardzo ciężko nad tym pracuje od lat ale ze tak powiem "Boże uchowaj nas od domorosłych forumowych psychologów"

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~owal
    ~owal
    Napisane 10 grudnia 2017 - 16:32
    Mała Mi - twoja opinia na mój temat zupełnie nie interesuje. Poza tym, nikt cię nie prosił o podanie prywatnych danych. :-) Warto popracować nad sztuką czytania ze zrozumieniem. :-)

    Rozumiem, że napisałaś tu w związku z Jaro, ale sytuacja Jaro nie ma nic wspólnego z twoją, co zresztą on sam ci napisał, więc na bank będzie tak, jak ci napisałam. I z tego co widzę, wie chłop co robi. :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~B34
    ~B34
    Napisane 17 grudnia 2017 - 18:11
    Witam wszystkich. Być może moja historia trochę odbiega od tematu, ale pewną refleksją chciałam się z wami podzielić.
    Otóż byłam w wolnym związku 6 lat. Nigdy nie zdradziłam, tak mi się przynajmniej wydaje, ale fakt jest taki, że nie byłam szczęśliwa i nie czułam się kochana i zawsze ciągnęło mnie do kogoś innego. Ale miłość prawdziwą miałam już za sobą i nie wierzyłam, że będzie mi jeszcze kiedykolwiek dane.
    Czy tymi "drzwiami do romansu" jest flirt z kimś innym? Głębokie spojrzenia w oczy, (nie)przypadkowy dotyk? I walka ze sobą, żeby nie wdać się w romans z żonatym i dzieciatym? Czy jestem w porządku wobec partnera, którego wprawdzie fizycznie nie zdradzam, ale myślami jestem przy kimś innym? Ten "ktoś inny" wyjechał, trochę bolało, bo byłam zakochana, ale nie chciałam tego (rozumem), więc pocierpiałam trochę, a czas zaleczył rany.

    Po miesiącach stabilizacji pojawił się ON. Widzieliśmy się drugi raz w życiu, a strzelił we mnie piorun, jakiego nigdy wcześniej nie poczułam. Czułam, że znam go od zawsze i wiem o nim wszystko. Flirt - on co prawda zasłaniał twarz obrączką, ale to chyba ja nie potrafiłam ukryć swoich emocji. Nigdy przy nikim nie czułam się tak szczęśliwa. Ideał faceta. (Coś tam wyczytałam, że takie zjawisko nazywa się "miłością karmiczną" - dla pełni obrazu). Wszystko działo się w pracy. No i stało się niespodziewane - byłam pewna, że jest wierny żonie (i dzieciom) i na rozmowie w pracy się skończy. Okazało się, że mamy ze sobą tyle wspólnego i tyle różnic (że tak zacytuję jednego z przedmówców), że trafiło nas oboje. Zaproponował wyjście. Odmówiłam. Nie podając przyczyny. Byłam umówiona już z partnerem, ale najbardziej bałam się siebie. Mojej reakcji na bycie z nim sam na sam. Że mnie natychmiast poniesie i nie zapanuję nad tym. No bo przecież wrócę do domu z promiennym uśmiechem, rozwianym włosem i źle zapiętymi guzikami u bluzki i co powiem? Nie bałam się końca związku, bo właśnie sobie uświadomiłam, że ten związek to pomyłka. Ja po prostu nie chciałam krzywdzić człowieka, który czeka na mnie i jak nie dam znać, będzie się martwił, tym bardziej, że ON wróci do żony i dzieci (choć tego nie wiedziałam). ON nie wierzył własnym uszom. Przecież widzieliśmy się ostatni raz. Jeśli szansa na cokolwiek, to tylko teraz. Natychmiast poczerwieniał, formalnie się pożegnaliśmy i wyszedł. A ja dumna z siebie wróciłam do mojego partnera.

    Od tamtej chwili minęły 4 m-ce, a nie ma dnia, żebym nie żałowała, że nie pozwoliłam tej supernowej "wybuchnąć". 3 m-ce temu rozstałam się z partnerem. Bo coś wtedy zrozumiałam. To nie mogło dalej trwać. I teraz jestem sama.

    Być może ta - było nie było - "nieurzeczywistniona" historia wyda wam się naiwna, ale to tak a propos drzwi do romansu (w odpowiedzi na dawne wpisy Jaro i Po40 - pozdrawiam obu Panów) i bezcennego wpisu Agaty (również pozdrawiam) - o wydźwięku (jak dla mnie): grzeszyć i ew. żałować czy żałować, że się nie grzeszyło. I czy trwać w związku, który po wspólnych latach okazuje się błędem. Bo coś nas "kopnie" nagle i niespodziewanie, w "kryzysie wieku średniego", jak odurzonego nastolatka. Wiem, że to nieporównywalne, bo brak dzieci (przynajmniej u mnie - na szczęście) i ślubu też nie było. Ale my żyliśmy jak małżeństwo. Tyle, że obyło się bez sądu.
    Pozdrawiam wszystkich patrzących sercem.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~owal
    ~owal
    Napisane 17 grudnia 2017 - 18:51
    ~B34 napisał:
    Ale miłość prawdziwą miałam już za sobą i nie wierzyłam, że będzie mi jeszcze kiedykolwiek dane.

    Po miesiącach stabilizacji pojawił się ON. Widzieliśmy się drugi raz w życiu, a strzelił we mnie piorun, jakiego nigdy wcześniej nie poczułam. Czułam, że znam go od zawsze i wiem o nim wszystko.


    Najpierw piszesz, że prawdziwą miłość miałaś już za sobą, potem że jednak znowu kolejną - karmiczną. To która jest ważniejsza - ta prawdziwa czy karmiczna? :-)

    Tobie się przytrafiła burza hormonalna, która wynika ze stanu zakochania i nic ponadto. Tj. przynajmniej w tym drugim przypadku, bo o pierwszym nic nie napisałaś. Tu masz pierwszy lepszy artykuł na ten temat (do wyszukania w Google): "Miłosna alchemia, czyli co dzieje się z nami w stanie ZAKOCHANIA" na portalu poradnikzdrowie.pl

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Ona
    ~Ona
    Napisane 17 grudnia 2017 - 19:18
    Owal
    Miłość to WZAJEMNE zakochanie, czyli dopasowanie genetyczne. Innej miłości między kobietą a mężczyzną nie ma. Takich szans mamy w życiu zazwyczaj raptem kilka.
    Inne związki z rozsądku, przyjaźni lub jednostronnego zakochania nic z miłością nie mają wspólnego i wcześniej czy później ludzie są w tych układach nieszczęśliwi.
    Tylko ta alchemia, o której piszesz może sprawić, że w pełni akceptujemy fizycznie obcego nam człowieka.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~owal
    ~owal
    Napisane 17 grudnia 2017 - 20:17
    Ona, zgadzam się z tobą, poza dopasowaniem genetycznym. Genetyka to nauka, a nie romantyczne widzimisię i póki co nic nie wiadomo, żeby w genach była zawarta informacja o tym, kto jest do nas dopasowany a kto nie. :-)

    Co wyniknie z zakochania się - trudno powiedzieć, zależy od ludzi, którzy się zakochali.

    Cytat z artykułu "Miłosna alchemia, czyli co dzieje się z nami w stanie ZAKOCHANIA" na portalu poradnikzdrowie.pl

    "Jednak o tym, czy dana osoba jest naszą drugą połówką, można przekonać się dopiero po jakimś czasie, gdy minie już burza hormonów (ten stan trwa zwykle do 2 lat). Kiedy spada poziom hormonów (i znika oszołomienie), może on wrócić do normy albo pojawia się nowy stan równowagi, za który odpowiada oksytocyna i wazopresyna - hormony trwałego związku."

    Wg tego artykułu, po kilku miesiącach stanu zakochania się, nie można stwierdzić, czy daną osoby faktycznie kochamy, czy nie, bo ciągle szaleją hormony. Jeśli jesteś kochanką, w ogóle nie dojdziesz do stanu równowagi, w którym wydziela się oksytocyna i wazopresyna, bo po prostu nie jesteś w trwałym związku. Pojawią się wtedy hormony stresu, bo znieczulenie już nie działa.

    Przykro mi kochanki. Nauka jest przeciwko wam. :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~B34
    ~B34
    Napisane 18 grudnia 2017 - 00:32
    Każde zakochanie jest chyba związane z burzą hormonalną, czyż nie? No i czemu takiej burzy przy stałym ówczesnym partnerze nigdy nie było? Powiem ci - bo to nie hormony wywołują stan zauroczenia, zakochania czy - jak wolę w tej sytuacji - pioruna, tylko odwrotnie. To nie tak, że akurat masz burzę hormonów i nawinął się jakiś egzemplarz, to go łup! A samej obecności hormonów nie kwestionuję. I nie twierdzę też, że stało się coś na całe życie. Mój wpis odnosi się do głównie do motywu 'drzwi do romansu' (polecam lekturę tegoż forum) i momentu rozpoznania ich i podjęcia decyzji czy przez nie przejść. A co do miłości prawdziwej vs 'karmicznej': po pierwsze primo - tego drugiego terminu użyłam jako metafory (żeby przybliżyć obraz tego co się działo nie zagłebiając się w szczegóły, które mogłyby mnie zdemaskować), a po drugie primo - jakkolwiek by tego nie interpretować to jedno drugiego nie wyklucza.
    A wracając do hormonów - czy przepraszam oksytocyna w stałych związkach nie działa? Jakby spojrzeć na to twoim chemicznym okiem to wszystko co robimy, a już zwłaszcza uczucie kochania (we wszystkich jego odmianach) to sprawka hormonów. Innymi słowy przywiązanie do męża czy żony też.
    A jeśli teskt o przegranych kochankach był skierowany do mnie, to pudło - ja póki co kochanką żonatego nie byłam i nie jestem. Tak tylko gwoli ew. sprostowania.
    Pozdrawiam tych, którzy wiedzą czym jest miłość ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~owal
    ~owal
    Napisane 18 grudnia 2017 - 11:26
    B34 wiem, że nie byłaś kochanką. Ograniczyłaś się tylko do nazwania miłością karmiczną jakiegoś gostka, z którym nigdy nic cię nie łączyło. Ze stałym partnerem widocznie związałaś się z jakiegoś innego powodu niż zakochanie się w nim.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~B34
    ~B34
    Napisane 18 grudnia 2017 - 13:00
    @owal - co do tzw. miłości karmicznej nie będę się - nomen omen, zważywszy na temat forum - rozwodzić, wystarczająco jest o tym w necie. Ale masz rację, odbiło mi na punkcie kogoś, z kim nic mnie nigdy nie łączyło. I tu nie sposób zaprzeczyć, że hormony szalały.
    Jeśli chodzi o motyw bycia ze stałym partnerem - pewnie rozczaruję, ale nie był finansowy (przynajmniej z mojej strony). Zaczęło się od przyjaźni i wspólnych zainteresowań. Ale zakochania czy - jak kto woli - chemii nie było. Było porozumienie i przywiązanie. Niestety oksytocyna nie wystarczyła, żeby związek przetrwał.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~MalaMi7
    ~MalaMi7
    Napisane 18 grudnia 2017 - 14:08
    Do: Owal
    Powiem Ci że z głebi serca Ci wspólczuję. Nie ma nic cudowniejszego na świecie niż miłość i to nie ta dojrzała ale ta romantyczna dzięki której wybuchały wojny, kończyły się przyjażnie ale i powstawało tak dużo pięknych dzieł artystycznych. Nie jest to sprawa tylko hormonów i to jest w tym najpiękniejsze. Przez Ciebie przemawia gorycz - życzę Ci abyś się kiedyś tak naprawdę zakochał i poczuł ten stan, że chcesz i mozesz dla tej ... jednej jedynej przenosić góry i osuszać morza.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~owal
    ~owal
    Napisane 18 grudnia 2017 - 16:28
    ~MalaMi7 napisał:
    Do: Owal
    Powiem Ci że z głebi serca Ci wspólczuję. Nie ma nic cudowniejszego na świecie niż miłość i to nie ta dojrzała ale ta romantyczna dzięki której wybuchały wojny, kończyły się przyjażnie ale i powstawało tak dużo pięknych dzieł artystycznych. Nie jest to sprawa tylko hormonów i to jest w tym najpiękniejsze. Przez Ciebie przemawia gorycz - życzę Ci abyś się kiedyś tak naprawdę zakochał i poczuł ten stan, że chcesz i mozesz dla tej ... jednej jedynej przenosić góry i osuszać morza.


    Ty, póki co niczego nie przenosisz. Nie radzisz sobie ze swoją sytuacją i dlatego napisałaś na forum. To uczucie bezradności jest takie wspaniałe? Nie dziękuję. Ja wolę inne uczucia. :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~owal
    ~owal
    Napisane 18 grudnia 2017 - 20:11
    Gdy ktokolwiek próbuje mówić kochance o tym, jakie są fakty dotyczące jej romansu, to twierdzą, że są wielce szczęśliwe i że to inni są nieszczęśliwi i się nie znają na miłości, dlatego się czepiają. Gdy kochanki się tak bardzo znały, to by tu nie pytały obcych ludzi jakie są szanse, że żonaty gostek porzuci żonę czy nie. :-) Specjalistki powinny to wiedzieć, zwłaszcza, że znają osobiście tego gostka, w przeciwieństwie do ludzi na forum. :-) Mylę się? :-)

    Poza tym ja i wielu innych ludzi zakochaliśmy się w wolnych osobach, z którymi od razu tworzyliśmy związek i nie musieliśmy na nic czekać, stawiać ultimatów, manipulować drugą osobą, by podjęła decyzję korzystną dla nas. :-) Nie wiem, czy to jest takie nienormalne i chore i należy nam współczuć? :-)

    B34 Poczytałam sobie co to ta miłość karmiczna. Ja nie jestem wyznawczynią ezoteryki, więc to do mnie nie przemawia. Generalnie rzecz biorąc, w twoim przypadku trudno powiedzieć, czy miłość była karmiczna czy nie, bo nic cię z tym facetem nie łączyło. Może na odległość był fajny, a w codziennym życiu zupełnie nie. Może on w łóżku beznadziejny, albo ma jakieś wnerwiające zachowania. Skąd to możesz wiedzieć?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~B34
    ~B34
    Napisane 18 grudnia 2017 - 21:14
    Owal, ależ ja - mimo całego ewidentnego romantyzmu jakim epatują moje wypowiedzi - nie mieszam w to ezoteryki. Tak jak już pisałam, to była metafora. Następnym razem użyję cudzysłowu ;). A ty się uczepiłaś tego terminu i co chwila do niego wracasz w tym samym stylu, tj. usiłujesz wmówić mi coś, czego nie powiedziałam, a przynajmniej nie starałam się powiedzieć. Wejdź teraz w Internet i sprawdź co to metafora, że sobie pozwolę tak zażartować - licząc, że nie weźmiesz tego do siebie.
    Dzięki za słowa otuchy. Masz rację, co ja tam wiem o byciu z tym facetem. Powiem więcej - pewnie na dłuższą metę nic by z tego nie było. Ale tego nie wiem ani ja, ani ty. Ale - co gorsza - mi prawie przez myśl nie przeszło układać sobie z nim życia (piszę "prawie", bo kobiety i ci co się na nich znają by mi nie uwierzyli i mieliby rację). Miał wnerwiające zachowania, a jakże. Moje pierwsze wrażenie zresztą było zupełnie inne. Ale gdy dowiedziałam się czegoś o nim, porozmawiałam, zaobserwowałam pewne zasady i zachowania - zadziałało coś, na co nie mam wpływu. Jedyne co mogłam zrobić, to nie iść za głosem tego "czegoś" i za jego głosem. I tak zrobiłam.
    Pozwól, że teraz ja zapytam, bez cienia sarkazmu: jak tu trafiłaś, skoro jesteś szczęśliwą żoną?




    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~owal
    ~owal
    Napisane 18 grudnia 2017 - 22:39
    B34, pisząc o kochankach, nie pisałam o tobie - skoro nie byłaś nią, to wiadomo, że ciebie to nie dotyczy. Miło, że masz tyle zdrowego rozsądku, że nie wdałaś się w romans, bo tak jak napisałaś, zapewne nic by z tego nie wyszło i musiałabyś potem pisać tu posty, z zapytaniem co robić, a wobec braku zadowalających odpowiedzi, atakować innych, że się nie znają na miłości jak ty, że są nieczuli oraz nieszczęśliwi. :-) Żartuję, może jesteś osobą o mocnych nerwach i po wykorzystaniu faceta, sama byś go porzuciła. :-)

    To, co znalazłam o miłości karmicznej pochodzi ze stron internetowych wróżek oraz innych osób zajmujących się ezoteryką, więc zrozumiałam, że jesteś wyznawczynią. Skoro nie, to ok, tylko tak czy inaczej trochę szalone jest uważać, że ktoś jest czyjąkolwiek miłością, jak się z taką osobą nie było w związku ani nawet nie miało za wiele do czynienia.

    Na forum trafiłam przypadkiem.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~MalaMi7
    ~MalaMi7
    Napisane 19 grudnia 2017 - 14:46
    Do : @owal

    Przez przypadek - jakoś nie mogę w to uwierzyć nie trafia się tu przez przypadek a łatwo jest rzucać frazesami jak sie nie zna życia wnioskując z urywków Twojej historii podejrzeważ że Twój mąż partner ma kochankę lub się zakochał - nic nie dzieje się przez przypadek.

    Spokojnie mozesz zmieszać mnie za powyższą wypowiedz z błotem - nie rusza mnie to. ;-) Życzę szczęścia w zrozumieniu otaczającej rzeczywistości i głebi relacji międzyludzkich.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty